Pięćdziesięciu obywateli Ukrainy pracuje sezonowo na terenie powiatu. - Nie są tańsi, nie są lepsi od naszych, są chętni do pracy - mówi pracodawca
W 2012 roku firmy z terenu powiatu złożyły pięćdziesiąt oświadczeń o zamiarze pracy obywatelom Ukrainy. Siedemnaście osób miało zbierać maliny, dwanaście pieczarki. Byli też murarze i malarze, pracownicy gospodarczy. I pracowali. - Jeżeli to jest na umowę zlecenie czy o dzieło, to zarobisz tyle ile zrobisz. Dla pracodawców oni są po prostu tańsi – uważa dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Złotowie Łucja Greczyło.
Pełnomocnik pieczarkarni działającej na terenie powiatu i zatrudniającej ludzi ze wschodu twierdzi, że nie chodzi o pieniądze. - Ukraińcy przyjeżdżali chętnie do pracy. Pracowali i nie robili żadnych problemów. Przede wszystkim nie wymuszali zwolnień i nie opierali się na opiece społecznej – mówi przedsiębiorca, który najpierw podał swoje dane, a później zastrzegł sobie anonimowość. [[reklama]]
Kosztem firmy był jeszcze dojazd obcokrajowców, ich zakwaterowanie i opał na zimę. - Zamykaliśmy się w tych samych kosztach co przy zatrudnieniu naszych ludzi. To nie były oszczędności czy cięcie kosztów. Mieliśmy dobrych pracowników, którzy chcieli pracować – podkreśla mieszkaniec powiatu. Bezrobocie jest, pracowników nie ma?
Ponad 4700 - tylu bezrobotnych jest na terenie powiatu złotowskiego. Przedsiębiorcy skarżą się, że chętnych do pracy nie ma. Wspomniana pieczarkarnia przekonała się o tym podczas naboru.
- Przychodzi dziesięć osób do pracy, z tego siedem mówi, żeby im podpisać kartki, bo oni nie bardzo będą chcieli tutaj pracować – pełnomocnik firmy rozkłada ręce. Na bezrobotnych z pośredniaka nie liczy. - Biuro pracy wysyłało alkoholików, degeneratów i całą resztę ludzi, którzy nie chcieli pracować, chcieli mieć tylko ubezpieczenie w biurze pracy – ocenia przedsiębiorca.
Ł. Greczyło: - My zawsze staramy się zagospodarować miejsce pracy stworzone przez naszych pracodawców.
Ukraińcy pracują chętnie i ciężko, bo w Polsce zarabiają więcej niż u siebie.
- Byli też batem na naszych ludzi – mówi lokalny przedsiębiorca.
W pierwszym półroczu ubiegłego roku Ukraińcy przekroczyli naszą granicę 5,7 miliona razy. To prawie 20% więcej niż w roku 2011. Według wyliczeń władz Ukrainy, w Polsce na czarno pracuje 800 tysięcy ich obywateli. Czy w Złotowie i okolicy również? [[nowa_strona]]
Łucja Greczyło: - Nie mam informacji, żeby takie przypadki miały miejsce na naszym terenie. Dotyczy to raczej dużych aglomeracji.
Zdarza się, że Ukraińcy przyjeżdżają do Polski na zaproszenia polskich firm i już tu zostają.
- Pojawił się problem, bo na nasze zaproszenia oni jechali gdzie indziej. Później ograniczyliśmy je do ludzi, których znamy i tych od pośrednika – opowiada pełnomocnik pieczarkarni.
Czas na Filipinki
W tym roku do urzędu pracy nie wpłynęły oświadczenia pracodawców o zamiarze zatrudnienia obcokrajowców ze wschodu. Upadł też pomysł sprowadzenia Ukraińców do powiatu na stałe. Lokalna pieczarkarnia wystąpiła do wojewody o prawo stałego pobytu trójki najlepszych pracowników z Ukrainy, ale złotowski pośredniak się nie zgodził. – Przy takim bezrobociu, jakie mamy, jesteśmy w stanie zagospodarować te oferty – powtarza Ł. Greczyło. [[reklama]]
Ukraińcy mogą pracować w Polsce pół roku w ciągu dwunastu miesięcy. Nie musi być to pobyt jednorazowy.
Zatrudnianie w powiecie Ukraińców to nie jedyny przypadek ściągania pracowników spoza UE. W 2009 roku agencja pracy z Gorzowa Wielkopolskiego chciała sprowadzić do nas dwadzieścia Filipinek. - Pracodawca przekonywał mnie, że to by było dobre rozwiązanie, bo firma produkcyjna na terenie powiatu chciała podnieść wydajność. Dla mnie nie było ważne, czy to będzie 5 miejsc pracy, czy 20. Nie zgodziłam się – opowiada dyrektor PUP w Złotowie.
Azjatki znalazły później pracę w Bedlinie pod Radzyniem. Warunki, w jakich przebywały, opisywały później największe media w Polsce. Zamiast 560 dolarów zarabiały miesięcznie do 700 złotych. Ofiarami wyzysku padło 28 kobiet z Filipin, 24 z Ukrainy i 7 ze Sri Lanki.
Firmy z terenu powiatu złotowskiego nie zatrudniają obecnie ludzi z Ukrainy. Póki co.
- Pośredniczka wydzwania do nas przynajmniej raz w miesiącu, żeby mimo wszystko brać Ukraińców – twierdzi pracownik pieczarkarni.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze