Tytułowa Sabine Schmitz to królowa Nürburgring’u – kultowego wśród fanów motoryzacji i wyścigów samochodowych toru położonego na terenie niemieckiej Nadrenii. Szacuje się, że w ciągu roku pokonuje go aż 1200 razy, siedząc za kierownicą najszybszych pojazdów na tej planecie. To także jedna z najsłynniejszych i najlepszych na świecie kobiet – kierowców. Co łączy ją z Izą? Chociażby to, że jazda to dla niej nie tylko przemieszczanie się z punktu „A” do „B”. To zdecydowanie coś więcej.
Wszystko zaczęło się od „Ciapusia 330”
Reklama
– śmieje się Iza. To na tym właśnie, kultowym już traktorze krajowej produkcji zdobywała pierwsze szlify za kółkiem, manewrując po polu przy rodzinnym gospodarstwie.
Uczył mnie tata. Miałam może 8–9 lat. Siadałam na jego kolanach i kierowałam. Prędkość była znikoma, ale nie o to chodziło. To ja sterowałam tą maszyną i byłam wtedy najszczęśliwsza na świecie
– mówi. Później przyszedł czas na malucha.
Nim wypuszczałam się już dalej. Czasem, po kryjomu, nawet do miejscowej stacji PKP
– mówi Izabela. Gdy miała około 16 lat w garażu jej rodzinnego domu parkował już fiat panda.
To jeszcze był ten kwadratowy, pierwszy model tego auta. Jeździłam nim do Smolnicy, do swojego chłopaka, bocznymi drogami rzecz jasna
– z twarzy Izy nie znika uśmiech. Prawo jazdy zdała za pierwszym razem, choć na kursie nie obyło się bez problemów.
Instruktora frapowało, skąd mam tyle nawyków, co ważne – nie zawsze dobrych. Zdarzało mi się nawet zakląć za kierownicą, tak jakbym kierowcą była od 20 lat, a nie od kilku dni
– wyjaśnia. Z dokumentem uprawniającym do jazdy w kieszeni zasiadała za kierownicą kolejnych aut, które pojawiały się w domu. Skoda favorit, nissan sunny, renault 19, a nawet bmw serii 7.
Mieliśmy sporo aut, stąd może wzięło się to zamiłowanie do motoryzacji
– stwierdza Iza. Gdy wyszła za mąż, za Marcina, w ich rodzinie było podobnie [[pay]] .
Trudno mi wymienić, ile się tych aut przewinęło. Teraz jeżdżę trochę już wiekowym bmw serii 3 compact i marzę o różowym skuterze
– dodaje mieszkanka Lipki.
Auta autami, ale jak zaczęła się historia z wyścigami?
Przypadkowo
– mówi krótko Iza. Marcin postanowił wystartować podczas majowego wyścigu złomków w Złotowie. Wcześniej przejrzał wszystkie portale ogłoszeniowe, na których wystawiane są samochody na sprzedaż. Wreszcie zobaczył wymarzony wóz. Niebieskie renault clio z początku lat 90–tych to był dobry materiał na wyścigówkę. Prosty, ale mocny – niezawodny silnik, niewielka masa, no i cena: 600 zł.
Kupił to auto i zaczął mi znikać w garażu na dłuuugie godziny. Nie było dnia, żeby przy nim nie grzebał. Trochę mnie to nawet irytowało, ale jak wreszcie nim wyjechał...
– Iza łapie się za głowę. Clio zyskało dodatkowy przedni zderzak z rur, wydech pozbawiono tłumika, na felgach spoczęły opony z terenowym bieżnikiem, a na dachu drewniany (tak – drewniany!) spoiler. Do tego „wybebeszone” wnętrze, zabezpieczenie, żeby nie wypaść z kabiny i gotowe.
Kibicowaliśmy Marcinowi podczas tych pierwszych zmagań. Nasz syn też jest wielkim fanem motoryzacji, choć ma dopiero 10 lat, takiej atrakcji by nie przepuścił
Reklama
– wspomina Iza, która nie sądziła, że w następnym, lipcowym wyścigu w Osowie to ona zajmie miejsce za kierownicą niebieskiego clio.
Marcin zapisał się do wyścigu, ale musiał wyjechać w delegację do Kanady. Dlatego też zapowiedział, że zdąży mi jeszcze przygotować auto, a ja nim wystartuję. Myślałam, że żartuje, ale nie...
– mówi Izabela Jankiewicz. Clio zostało poprawione, a żeby nikt nie miał wątpliwości, kto nim jedzie, na tylnej szybie pojawił się napis: „Iza”. Marcin zadbał też, by jego żona miała podczas wyścigu swoją serwisowo–doradczą „ekipę” w osobie swojego teścia.
Do chwili podjechania na linię startu nie czułam strachu. Adrenalina pojawiła się na sekundy przed opuszczeniem czarno–białej flagi. Przypomniały mi się obrazki z wcześniejszych wyścigów i pomyślałem sobie, że mnie tu chyba zabiją. Do tego ten ryk silników, kurz na torze. Straszne!
– wspomina Iza. Fakt, lekko nie było. Panowie, a było ich trzydziestu dwóch, nie zważali na to, że jedzie wśród nich kobieta. Forów nie było, mimo to Iza, która miała tylko wystartować i być może dojechać do mety, wzięła udział w trzech kolejnych wyścigach.
Świetnie się przy tym ubawiłam i wiem już, że nie był to mój pierwszy i ostatni start
– dodaje mieszkanka Lipki. Niemal przez cały czas za sprawą nowoczesnych technologii był z nią Marcin, który nawet pomimo 9–godzinnej różnicy w czasie śledził w smartfonie dokonania małżonki podczas wyścigu w Osowie, podpowiadając jej, jak jechać i kibicując.
Rodzina Jankiewiczów tak wkręciła się w ten sport, że Iza już zapowiada, że podczas następnych zmagań samochodowych wraków wystąpią razem. Nie rzuca słów na wiatr. Przed domem już czeka nieco pokiereszowany nissan almera, który najpewniej także zostanie przerobiony na „złomka”.
Nie ma szans, żebym jechała jako pilot. To zbyt fajna zabawa. Ja biorę clio, jest zwinne, sprytne, szybkie. Marcin niech sobie dłubie przy almerze albo będziemy dłubać razem, a z nami nasz syn, bo też ma do tego smykałkę
– śmieje się.
Pozostaje im tylko życzyć realizacji tych marzeń i czekać wrześniowych zawodów.
Film z popisami Izy za kierownicą będzie dostępny na naszym Facebooku już niebawem![[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Takich kobiet nam trzeba odwaga pasja i piękno pozdrawiam i trzymam kciuki.
Takich kobiet nam trzeba odwaga pasja i piękno pozdrawiam i trzymam kciuki.