Wierni ze złotowskich parafii, wzieli dzis udział w procesjach z okazji uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa.
W Złotowie odbyły sie dzisiaj dwie procesje z okazji święta Bożego Ciała. Pierwsza rozpoczęła się o godzinie 11:00 spod kościoła pw. św. Rocha. Kolejna, rozpoczęła się pół godziny później przy kosciele pw. św. Piotra i Pawła Ap. Wierni przeszli ulicami Złotowa. Zapraszamy do obejrzenia foto i wideorelacji z tego wydarzenia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Religijne zdebilenie.Widzę połowę ze wsi i babcie z 500+.
Przynajmniej nie wrzeszczą wulgaryzmów, jak ci ponoć nowocześni..
Za tydzień będą ci z LGBT . Nakręcisz się. I nie obrażaj babć bo też je pewnie masz albo miałeś. Jesteś gówniarzem który chce błysnąć tylko nie ma czym
Religijne zmądrzenie
Ciemnogród. Jest jakiś rozwinięty zachodni kraj z takimi szopkami?
Bóg daje każdemu Wolną wolę , Ty widzisz tych którzy w Twoich oczach są gorsi bo są ze wsi i babciami.Ja widzę dzieci z rodzicami , dziadkami, babciami ze wsi i miast, którzy się Boga nie wstydzą i cieszą z tego Wielkiego Święta.A najważniejsze jest to że Pan Jezus i za Ciebie oddał swoje życie .To Ty jak będziesz szukał Boga za rok pójdziesz w takiej procesji lub będziesz znowu " zły i nowoczesny" .Ps pozdrowienia dla Twojej Babci Niech ją Pan Bóg Błogosławi i Strzeże.
Ci anty gównojady, ukryci wrogowie Kościoła, co dziwne nie mogli na tych 49-ciu zdjęciach zobaczyć dzieci i młodzież. Nie mogli bo oni tak się swoich babć czepili że po przepięciu ich emerytur, nie mogły one wyjść z domu. Wstyd im za tak zdemoralizowanych wnuków, którzy pewnie gdyby za ich młodości, aborcja była na życzenie to dzisiaj nie pisali by tych głupot.
Powyższy wpis pokazuje efekt prania mózgu przez rząd przy pomocy kościoła. Niestety dotyka to sporą część naszego społeczeństwa, szczególnie ludzi starszych i tych z niższym wykształceniem, co potwierdzają statystyki.
Dorotko Ciebie nie będzie a kościół będzie...Nie ma co się gniewać bo to religia i tradycja naszych przodków, więc jeśli nie wierzymy i nie chodzimy do kościoła to miejmy szacunek do ludzi którzy chcą tam być i dobrze im tam
Problem w tym że Kościół narzuca swoje dogmaty całemu społeczeństwu, a to rodzi bunt. Demokracja (tak obca Kościołowi) polega na tolerancji, a nie waleniu po głowach z ambon ludzi mających inne poglądy. Więcej takich Jędraszewskich i Rydzyków, podcinających samemu gałąź na której siedzą, a Kościół będzie popadał w niełaskę społeczeństwa. Zasady panujące w Kościele mają się nijak do współczesności, a że to instytucja niereformowalna (rządzą tam leśne dziadki) notujemy schyłek Imperium Kościoła. W dziejach ludzkości istniały jeszcze bardziej potężne religie po których dzisiaj nie ma śladu. Wszelkie religie opierają się na poparciu biedoty, a że w Polsce jej coraz mniej więc grono wyznawców topnieje.
I tak wszyscy będziecie prosić aby ksiądz pochował was na poświęconej ziemi .
Ta ,,Dorota" to jest facet nie mylić z męższczyzna. To durny facet który pisze że ,, Kościół coś mu narzuca * a co on robi jak nie narzuca swoje durne myślenie nam. Przecież nikt od ciebie dupku nie żąda abyś wypełniał zasady wiary, w tym abyś uczestniczył w ich obrzędach. Właśnie musisz wiedzieć dupku że wolność człowieka to wybór, ludzie wierzący wybrali takie jej okazanie ty nie musisz w nim uczestniczyć i nikt ciebie do tego nie zmusza. Nikomu z nich też nie przyjdzie do głowy aby bez przyczyny tylko dlatego że jesteś niewierzący atakował ciebie kpiąc w wulgarny sposób. Idź swoją drogą, zrób sobie kawę i nie czepiaj się ludzi którzy są Polakami. Zostaw też w spokoju ludzi innych wyznań. Żyjesz w Polsce i masz prawo wyboru, jednak nie masz prawa do ukrytego jak tchórz, pod imieniem kobiety, obrażania kogokolwiek w mediach społecznościowych.
Co za bzdura że ,, nikt od ciebie dupku nie żąda abyś wypełniał zasady wiary'', Kościół nie narzuca aby zasady przez niego głoszone stosowało całe społeczeństwo? Nie okrada całego społeczeństwa na miliardy zł? Jakim prawem wyznawcy Kościoła, obywatele obcego państwa Watykan uznajecie się za jedynie słusznych Polaków? Nazwanie innych dupkami to tak po katolicku, z miłością do każdego bliźniego? To klasyczny przykład jak traktujecie inaczej myślących, Niech każdy idzie swoją drogą, nie okradając i nie lżąc drugiego.
No więc własnie.czas aby ksiądz miał KONKURENCJE ŚWIECKĄ, Z MISTRZEM CEREMONII POGRZEBOWEJ ,W URZĘDZIE STANU CYWILNEGO.ABY KAŻDY MIAŁ WYBÓR.Urząd Miasta zarobiłby dużo. NIECH KTOŚ ZAŁOŻY SPÓLKE Z O.O. "ZAKŁAD POGRZEBOWY ŚWIECKI" Z URNAMI,PO SPOPIELENIU.A NA GROBIE DĄB ZAMIAST PŁYTY. Nowe miejsce by sie przydało obok Cm.Komunalnego.
Jeśli rzeczywiście istnieje życie pozagrobowe ksiądz nie decyduje gdzie trafisz, więc pochówek z kropidłem nic tobie nie da, jedynie zwiększa wydatki rodziny.
Do do powyżej. Jeżeli ty naprawdę myślisz że istnieje ,,życie pozagrobowe" i ktoś ci powiedział, to rzeczywiście nie twoją winą jest, że znalazłeś się w bardzo dużym błędzie. Wiara Katolicka, Chrześcijan, to nie wiara w ,, życie poza grobowe " a życie wieczne, które poprzez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa po ukrzyżowaniu zostało nam obiecane. Nie dość tego to życie wieczne duszy w domu Boga Ojca, stworzyciela świata i człowieka na Swoje podobieństwo. To za te dusze i o to życie modlimy się do Boga i w domu i Kościele oczekując po zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa , zmartwychwstania naszego ciała. W to wierzymy, na to czekają też ci, którzy uwierzyli i już odeszli do domu Pana ufając w to co nam przekazano nam w Ewangelii. Masz rację że to bardzo trudne do uwierzenia i nie wszystkim jest łatwo uwierzy w uwierzyć w dany nam przekaz Jezusa Chrystusa, ale nie powinno to też nikomu dawać prawa do negowania i obrażania tych którzy ufając, rozumieją o co chodzi w było nie było przemijaniu tu na ziemi. Gdyby nie nadzieja w życie wieczne, być może próżna była by wiara wszystkich a ludzie mogli by zachowywać się ją zwierzęta czyli coś w rodzaju twojego zachowania które oparte jest na bezpodstawnym obrażaniu drugiego człowieka. Nie na darmo sam Jezus Chrystus po Zmartwychwstaniu to apostoła Tomasza powiedział ,, Uwierzyłeś bo mnie zobaczyłeś, błogosławieni ci którzy nie widzieli a uwierzyli ". Stąd wiara i nadzieja tych, którzy nie widzieli a jednak uwierzyli tym słowom. Tą procesja w której uczestniczą tylko ci którzy chcą, Chwalą Pana oddając Cześć Jezusowi Chrystusowi w obrzędach Bożego Ciała. Obyś nigdy nie musiał poznać jak to boli, gdy ktoś zapomni że i ty choć inaczej myślący, też jesteś człowiekiem. Tak więc istotą Wiary w Boga nie jest ,, życie pozagrobowe " a życie wieczne bez ziemskiego bólu i trosk. To z tego powodu możemy powiedzieć jak wyżej;
Ta lektura, podobnie గak tysiące innych, గest dostępna on-line na stronie wolnelektury.pl. Utwór opracowany został w ramach proగektu Wolne Lektury przez fun- Nieście więc wiedzy pochodnię na czele I nowy udział bierzcie w wieków dziele,— Przyszłości podnoście gmach! Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy, Choć macie sami doskonalsze wznieść: Na nich się గeszcze święty ogień żarzy, I miłość ludzka stoi tam na straży, I wy winniście im cześć! Ze światem, który w ciemność గuż zachodzi Wraz z całą tęczą idealnych snów, Prawdziwa mądrość niechaగ was pogodzi: I wasze gwiazdy, o zdobywcy młodzi, W ciemnościach pogasną znów A. Asnyk
Przecież nikt nikogo do niczego nie zmusza, nie chcesz siedź w domu, głąbie
Hierarchowie żywili przekonanie, że katecheza to integralny element nauczania publicznego, dlatego zażądali od rządu Tadeusza Mazowieckiego, by religia wróciła w szkolne mury. Rząd się zgodził. Religia do szkół weszła na mocy instrukcji ministra edukacji narodowej Henryka Samsonowicza z 30 sierpnia 1990 r. Bez konsultacji społecznych. Wbrew nielicznym wtedy głosom krytycznym. Ale, jak wiemy, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Zresztą to znany i doprowadzony do perfekcji sposób działania biskupów w sferze publicznej. Bo kolejnym krokiem z ich strony było żądanie, by katecheci, podobnie jak nauczyciele, byli opłacani z państwowych pieniędzy. I w tej kwestii hierarchowie dopięli swego. Dziś roczny budżet na pensje dla katechetów to ponad 1,1 mld zł – wynika z danych zebranych przez organizację Świecka Szkoła. A zatem: z punktu widzenia organizacyjnego i finansowego Kościół otrzymał wszystko, co chciał, by w sposób optymalny móc nauczać religii, wychowywać młodych w duchu chrześcijańskiej miłości i pomocy bliźniemu. Mimo tak komfortowych warunków nie potrafi przekonać uczniów, by uczęszczali na religię. Dlatego, wobec spadku zainteresowania lekcjami religii, rząd PiS, który jest bardziej papieski od papieża, chce, by nauka religii nie była przedmiotem, który młodzi wybierają dobrowolnie, ale żeby była obowiązkowa. To znaczy, że młodzi będą musieli wybrać: albo religia, albo etyka. Czy zmuszenie młodych ludzi do takiego wyboru sprawi, że zmieni się jakość nauczania religii? Nie, gdyż doświadczenie ostatnich 30 lat podpowiada, że źródło kryzysu jest gdzie indziej. I że przymus wyboru religia-etyka będzie skutkował jeszcze większym odrzuceniem religii. Dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze, nauczanie religii w obecnej formie jest nudne. Dlatego nie dziwi, że liczba uczniów chcących uczęszczać na religię ciągle maleje. W 2010 r. uczestnictwo w religii deklarowało 93 proc. uczniów, w 2013 r. – 89 proc., w 2016 r. – 75 proc., a w 2018 r. już tylko 70 proc. Na lekcjach nie przekazuje się wiedzy o religiach, ale uprawia tanie moralizatorstwo w duchu katolickiej teologii. Uczniowie zatem, jeśli religia jest w środku zajęć, najczęściej wykorzystują ją do odrabiania lekcji z innych przedmiotów. Zresztą wiecie to najlepiej, bo rozmawiacie ze swoimi dziećmi czy wnukami. Po drugie, dla wielu katechetów, szczególnie księży, nauczanie religii to przykry obowiązek. Niejeden wikary, bo oni najczęściej uczą w szkołach, mówi, że nie po to został księdzem, by przez 45 minut zabawiać się w opiekuna kilkunaściorga dzieci. Słyszę to nie od dziś. Ba, nie są to ludzie, którzy uzyskali w pierwszej kolejności przygotowanie pedagogiczne – niezbędne do skutecznego i ciekawego prowadzenia zajęć. Co innego, gdyby lekcja religii odbywała się w salce przy kościele. "Wtedy mógłbym – powiadają – wprowadzić także elementy formacyjne". I to jest prawda, nawet w opublikowanym przez biskupów liście z okazji 30 lat nauczania religii w szkole czytamy, że potrzebna jest też katecheza w salach przykościelnych. "Należy przy tym podkreślić, iż decyzje podjęte w roku 1990 w żadnej mierze nie miały wiązać się z osłabieniem katechetycznej roli parafii – głoszą biskupi. W dokumentach katechetycznych wielokrotnie podkreślana jest potrzeba zarówno szkolnych lekcji religii, jak i katechezy parafialnej. Relacja zachodząca pomiędzy nimi jest relacją komplementarności i zróżnicowania". Katecheza jako element katolickiej formacji. Miejsce, gdzie ludzie przychodzą z własnej woli, a nie są do tego przymuszani. Miejsce, gdzie Kościół przeprowadza swoją formację w ramach działalności duszpasterskiej. Po trzecie, jakość naszego życia publicznego każe uznać, że efekty nauczania religii katolickiej w szkole są znikome, jeśli myślimy o katolicyzmie jako religii miłości, współczucia, pojednania i solidarności. Krytycy powiedzą wręcz, że efekty te są przeciwne do zamierzonych. Często bowiem polskie życie publiczne przybiera charakter piętnowania ludzi, szerzenia nietolerancji czy odmawiania prawa do innego niż katolicki systemu wartości. Widzimy to gołym okiem na ulicach naszych miast. Dzisiejsi tzw. patrioci krzyczący: "Bóg-Honor-Ojczyzna!" uznawani są za sól tej ziemi. Nie kłóci im się to hasło z piętnowaniem, poniżaniem ludzi – w imię Boga – albo, jak wielokrotnie miało to miejsce, hajlowaniem publicznie na manifestacjach w obronie… rodziny, do której to obrony zachęca ich Kościół. Ale czy może to dziwić, skoro jeden z czołowych polskich hierarchów, metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, na Jasnej Górze przekonywał katolickich nauczycieli, że największym zagrożeniem dla polskiej szkoły jest LGBT i gender. "Wydaje się bowiem, że czasy, w jakich żyjemy, i związane z nimi wyzwania, to okres zagubienia. Tylu ludzi sprawia wrażenie, że są zdezorientowani, niepewni, pozbawieni nadziei. Stan ducha wielu chrześcijan jest podobny. (…) Wśród wielu aspektów chciałbym przypomnieć utratę pamięci i dziedzictwa chrześcijańskiego, któremu towarzyszy swego rodzaju praktyczny agnostycyzm i obojętność religijna, wywołująca wrażenie, że żyją bez duchowego zaplecza, niczym spadkobiercy, którzy roztrwonili dziedzictwo pozostawione im przez historię. (…) Odcięcie od źródeł chrześcijaństwa, tworzące nowe prawa, nowe jutro, zagubione, ambiwalentne, pogrążone w agnostycyzmie i obojętności religijnej" – ostrzegał zgromadzonych dyrektorów szkół katolickich.
Przypominam że podżeganie do nienawiści na tle np. wyznaniowym podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do 2 lat. Także ten... Jak ci się nie podoba to włącz boga telewizora.
Niebywałe, ostrzegasz bp Jędraszewskiego który z ambony podżega do nienawiści?
Do do powyżej. Popatrz jaki ty jesteś mądry a ile ty widziałeś i słyszałeś. Jak ty umiesz liczyć, kogo też ty nie znasz. Skąd u ciebie tak obszerna wiedzą. No nie, od małpy to ty nie pochodzisz bo i ona większą inteligencję ma niż ty swoją przedstawiłeś. Myślę że w tym twoim nienawistnym bałaganie, tylko ty swój komentarz rozumiesz. Nikt normalny do tylu pretensjonalnych stwierdzeń by nie doszedł. Ty jesteś najlepszy wśród tych którym rozum ,, natura " odebrała. Cóż ty za to możesz? Ano nic, no chyba że palnąć sobie cechą w łeb. Czy to przyniosło by jakiś pozytywny efekt, tego nie wiem może więc zamiast myśleć o przyszłości i ewentualnej ,, eutanazji " już teraz dokona samounicestwienia, poprzez opuszczenie tej strony internetowej. To dla ciebie najlepsze wyjście.
O proszę, nic z tych komentarzy nie wynika, nawet brak im argumentów. Telewizor zrobił swoje.
Oj jacy ci przeciwnicy Kościoła, Rządu i Polski, bo przecież chcą być Europejczykami są wyrozumiali. Jaką od nich bije empatia do drugiego człowieka. Jaka tolerancja, i szacunek do poglądów innych ludzi. Jacy wy jesteście sprawiedliwi w swojej ,, praworządności ". Tylko jest jedno pytanie; Czego wy właściwie chcecie?
Chcemy poszanowania zapisów w polskim prawie i Konstytucji PR, czyli rozdziału Kościoła od państwa
Jest taki kraj w Europie zachodniej. W Niemczech w tym roku rekordowa ilość procesji Bożego Ciała. No ale tamci to oświeceni Niemcy. My.polscy to wiocha i ciemnogród. Jakże wy wstydzicie się swoich korzeni i bycia Polakiem. Czego ci durniu kościół zabronił? Czego nie robisz bo kościół tak " nakazuje". Puknij się
do do powyżej. Takiego rozdziału i podziału w KONSTYTUCJI RP, nie ma !!! Chcieć, nie znaczy mieć.
Jakim prawem Kościół jako agenda obcego państwa jakim jest Watykan ma mieć nieograniczony wpływ w sferze polityczno-społecznej Polski?
Najbardziej mnie śmiesza słowa " bo na zachodzie" i tego typu pierdoły. Czym cię ten zachód tak oczarował? Tym że 6 latek może powiedzieć że czuje się chłopcem albo dziewczynka? Tym że jak skończysz 75 bez twojej zgody oddadzą cię do hospicjum a dodatkowo mogą przeprowadzić eutanazje. Aborcja do 12 tyg a wg niektórych do 3 miesięcy. ? Zalegalizowaną partia pedofilská (Holandia). ? Tym że w kościołach czyli zabytkach historycznych powstają restauracje i burdele? Tym że nie można prowadzić dziecka za rączkę bo cię zamkną. ? Czym jeszcze idioci???? Co wam się marzy. Takiej chcecie przyszłości dla swoich dzieci i wnuków?
Gość, głupjś jak but.
Najlepsi są ci z memami. Ledwo gimnazjum się udało skończyć w wieku 17 lat to i pisanie, albo nie w temacie, albo brak zakresu polskich słów do przekazu swoich ,, myśli " jeśli myśli taki wogóle myśli.
najwyższy czas na rozdział kościoła od Państwa Polskiego.Konkordat zlikwidować,który podpisał A.Kwasn.z Jerzym Buzkiem Umowa Polska -Watykan,ze Polska w całości z podatków bedzie utrzymywac cały kościól (księża każdy po 5000zł a biskupi więcej i pałace) Kościól podlega pod Watykan i musi włacać do Watykanu duże sumy pieniędzy aby Watykan się bogacił a stare k****y klakierki z mongolizmem wstecznym,patrzą na sukienkowych i na to się godzą bo zakochane w księżach (pieją z zachwytu.)
Ty od ,,kwok " ... A weź się tak wysil że Konkordat ,, zniknie z KONSTYTUCJI ". Masz tyle siły to próbuj. Jeśli chodzi o dofinansowanie to nie ma tego w Konstytucji, ale co ty biedaczku możesz o tym wiedzieć. Puch marny jesteś a silisz się jak głupiec z motyką na księżyc. Co ty chcesz tym twoim komentarzem osiągnąć? Czy szukasz drugiego głupca w powiecie, który ci POmoże. Jeszcze nie wiesz że nikt z mieszkańców podobnych do ciebie, nie jest w stanie zmienić tego co ustaliło miliony Polaków. Konstytucja zawiera ich prawa i żaden nowy cielak, myślący że jest bykiem, tego nie zmieni. Do kogo ty wogóle piszesz? Jak już to podaj adresata, tylko nie pisz PiS bo akurat pod tym znakiem są ci, którzy tę konstytucję poparli. Tak więc nie wykorzystuj świat, uroczystości, które nie mają nic wspólnego z twoimi,, konstytucyjnymi " objawami chorobowymi a i lekarstwa na nie, obecnie nie ma. Czepiaj się swoich kompleksów a mieszkańcom w takie dni jak to święto, daj spokój.
Kościół katolicki w Polsce w dalszym ciągu jest Kościołem o największym wpływie politycznym w chrześcijańskim świecie. Osiągnął większość swych celów politycznych, między innymi skuteczny zakaz aborcji. Kościół jest więc ważnym podmiotem politycznym. Księża błogosławią mecze piłkarskie, a także wspierali przystąpienie Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku. 30 lat po upadku komunizmu Kościół nadal wymaga, by politycy i świeckie rządy spełniały jego żądania. W innych krajach Kościół katolicki stracił wpływy polityczne. W Afryce i Ameryce Łacińskiej współzawodniczy z innymi, coraz bardziej popularnymi wyznaniami protestanckimi, jak zielonoświątkowcy i ewangelicy. W samej Europie poniósł ogromne straty jako autorytet moralny, na przykład w Irlandii. Jak pokazują wyniki przeprowadzonych ostatnio referendów w sprawie małżeństw jednopłciowych czy aborcji, polityczne wpływy Kościoła w Irlandii praktycznie zniknęły. W innych krajach, w których dominują katolicy, jak Filipiny, rządy otwarcie przeciwstawiają się Kościołowi i jego naukom. Ludzie Kościoła są zdecydowanie lekceważeni lub nawet karceni przez polityków i komentatorów życia społecznego za samo wyrażanie swych obaw. Kiedy w 2010 roku kanadyjski kardynał Marc Ouellet wyraził sprzeciw wobec aborcji (tę postawę Kościół katolicki prezentuje od dziesięcioleci), spotkał się ze zdecydowaną reakcją opinii publicznej, oburzonej tą niestosowną próbą wpływania na sprawy państwa. Co zatem sprawia, że Kościół katolicki ma w Polsce tak wielką siłę polityczną? Mówiąc najprościej: jego zdolność do działań zakulisowych. Najbardziej wpływowe Kościoły nie opierają swej polityki na nacisku przy urnie wyborczej czy na politycznych koalicjach. Zamiast tego zyskują instytucjonalny dostęp, co w praktyce sprowadza się do współrządzenia ze świeckimi ugrupowaniami. Taki dostęp może oznaczać: współudział w pisaniu konstytucji i stanowieniu prawa na co dzień, bezpośredni wkład w tworzenie i wdrażanie polityki, prześwietlanie urzędników świeckiego państwa, a nawet udział w rządzeniu krajem. Kanały instytucjonalnego dostępu mogą się od siebie znacznie różnić: aktywny udział w debatach politycznych i formułowanie projektów ustaw w komisjach specjalnych, wpływanie na decyzje dotyczące obsadzania stanowisk i udział w narodowych negocjacjach podczas przemian ustrojowych. Kościoły, jak na ironię, odnoszą największe polityczne zyski, kiedy wydają się być ponad drobnymi sprawami politycznymi – a swoje wpływy wykorzystują raczej na tajnych spotkaniach i w salach na zapleczu parlamentu niż przez publiczny nacisk przy urnach wyborczych. Zdolność Kościoła do wchodzenia na owe „ciche” korytarze władzy wynika z jego historycznej roli w obronie narodu – dzięki temu zyskuje autorytet moralny, a interes narodowy jest z nim identyfikowany. Kościoły posiadające tak wielki autorytet moralny postrzegane są jako bezstronni, godni zaufania przedstawiciele narodu, pozwala się więc im na mobilizowanie społeczeństwa w sprawach nie tylko religijnych. Zaufanie pokładane w Kościele nie równa się popytowi na jego wpływ na politykę, ale wskazuje na jego powszechną identyfikację ze wspólnym dobrem. Na przykład polscy biskupi byli mediatorami i narodowymi reprezentantami podczas rozmów przy Okrągłym Stole w 1989 roku, a ich udział w tych rozmowach był powszechnie akceptowany (a nawet pożądany) zarówno przez PZPR, jak i przez demokratyczną opozycję. Autorytet moralny Kościołów opiera się na ich identyfikacji z narodem. W Polsce budowanie narodowej narracji o Kościele broniącym i identyfikowanym z narodem polskim, a także o fuzji katolicyzmu i polskiej tożsamości narodowej dało Kościołowi ogromny autorytet moralny. Zręcznie tworząc mit Polaka katolika, Kościół zyskał w Polsce potężną pozycję obrońcy społeczeństwa, interesu narodowego oraz kulturowego i historycznego dziedzictwa kraju. Ta narracja jednak to pisanie historii na nowo: Polska przedwojenna była tylko w dwóch trzecich polska i katolicka, poza tym była krajem wielonarodowym i wielowyznaniowym. Wcześniej, zamiast brać w obronę prześladowane polskie społeczeństwo, przedstawiciele Kościoła często brali stronę pruskich i austriackich zaborców, a nawet nakłaniali Polaków do poddawania się przymusowej germanizacji w XX wieku. Dlatego w Polsce międzywojennej narodził się silny nurt antyklerykalny, reprezentowany między innymi przez Józefa Piłsudskiego. Tylko etniczna i religijna homogenizacja Polski umożliwiła utożsamienie narodu z religią. W wyniku zniszczeń wojennych i powojennych migracji Polska stała się homogenicznym katolickim narodem – w którym komunizm postrzegany był jako coś obcego, narzuconego, co naruszało zarówno suwerenność, jak i zasady wiary. Kościół starannie wzmacniał te więzi przez ewangelizację, masowe wydarzenia, jak Wielka Nowenna z lat 1957–1966, pielgrzymki papieża Jana Pawła II w 1979, 1983 i 1987 roku oraz wspieranie opozycji w latach 80. Kościół wykorzystywał autorytet moralny – zarówno w czasach komunizmu, jak i we współczesnej demokracji – by zabezpieczyć swój instytucjonalny dostęp do państwa. I podczas gdy pozostaje bardzo istotnym graczem na scenie publicznej, przedmiotem nieskończonego zainteresowania mediów i opinii publicznej, jego prawdziwe wpływy realizują się w ukryciu, za kulisami, co zapewnia mu dostęp do państwa, jego finansów i polityki. Wpływy Kościoła to nie kwestia zapotrzebowania społecznego w Polsce, czy gdziekolwiek indziej. Społeczny sprzeciw wobec wpływu Kościoła na politykę jest dosyć powszechny: badanie przeprowadzone w wielu demokracjach wykazało, że średnio 72% respondentów jest przeciwnych wpływowi Kościoła na politykę, 78% sprzeciwia się jego wpływowi na wybory, a 72% wpływowi na rząd [1]. Dzieje się tak nawet tam, gdzie Kościół ma duży wpływ na ludzi [2]: w Irlandii, w której 93% populacji deklaruje się jako katolicy, a ponad połowa raz w miesiącu lub częściej uczestniczy w mszy świętej, ponad 79% respondentów nie chce, by Kościół miał wpływ na rząd, a 82% – by miał wpływ na głosowanie. W 2017 roku prawie trzy czwarte polskich respondentów zgodziło się, że Kościół jest „zbyt zaangażowany w politykę”, i otwarcie opowiadało się za rozdziałem religii i polityki rządu [3]. Wpływy Kościoła nie są także kwestią otwartych koalicji wyborczych, które z reguły okazały się spektakularnymi porażkami. W pierwszych w pełni wolnych wyborach w 1991 roku Kościół otwarcie agitował za popieranymi przez siebie partiami. Kler prowadził kampanię, a listy biskupów odczytywane podczas mszy zawierały żądanie, by wybrani parlamentarzyści „gwarantowali podtrzymywanie tożsamości Narodu i jego wartości chrześcijańskich” (Pismo Okólne Episkopatu 38/91). Niepodpisany załącznik do listu pasterskiego Episkopatu zawierał także listę konkretnych partii. Episkopat często odwoływał się do etyki chrześcijańskiej i nauki społecznej Kościoła jako jedynego akceptowalnego fundamentu platform partyjnych. Kampania ta spowodowała ogromne szkody dla wizerunku Kościoła: poparcie dla niego gwałtownie spadło z ponad 90% w 1990 roku do niecałych 40% w połowie roku 1993, a potem utrzymywało się na poziomie niecałych 60% (CBOS 78/99.) Tak samo istotne jest to, że wyniki wyborów były dla Kościoła niezadowalające. Kościół wyciągnął wnioski z klęski roku 1991. Podczas wyborów w 1993 roku był o wiele bardziej powściągliwy, a w latach 1993–1995 Episkopat dystansował się od bezpośredniego zaangażowania w wybory czy konflikty polityczne (Gowin, 1999: 66.) Kościół spróbował ponownie podczas wyborów prezydenckich w 1995 roku: hierarchia kościelna otwarcie wspierała ponowny wybór byłego przywódcy Solidarności, Lecha Wałęsy. Ale wyborcy zagłosowali inaczej i prezydentem został postępowy Aleksander Kwaśniewski, ku sporemu rozczarowaniu Kościoła. W kolejnych wyborach Kościół w większości ograniczył się do nawoływania do uczestnictwa w nich, a decyzje polityczne pozostawiał sumieniu wyborców – ale politycy nadal unikali konfliktów z Kościołem. W zamian tego Kościół rzymskokatolicki w Polsce osiągał najwięcej wówczas, gdy udało mu się ukrywać własne wpływy, zarówno w czasach PRL-u, jak i w demokracji. W czasach komunizmu Kościół mediował w konfliktach pomiędzy PZPR i opozycją, głównie nieformalnie, przez listy, spotkania, komunikaty oraz indywidualne interwencje. Krytycznym forum negocjacji i dostępu, zwłaszcza podczas kryzysów w roku 1956 i w latach 1980–1981, była Komisja Wspólna Przedstawicieli rządu RP i Konferencji Episkopatu Polski. Reprezentanci Kościoła i PZPR spotykali się, by rozmawiać o polityce państwa wobec Kościoła i żądaniach Kościoła dotyczących tej polityki. Pojawił się charakterystyczny porządek rzeczy: państwo przyznawało Kościołowi przywileje, by zaspokajać go w okresach niepokojów społecznych, do jakich dochodziło w latach 1956, 1970 czy 1976 roku [4], i ograniczało owe przywileje i ustępstwa, kiedy mediacyjna i stabilizacyjna rola Kościoła nie wydawała się już konieczna. W archiwach Komisji zwracają uwagę dwie sprawy: nieustanna wymiana korespondencji i rozmów telefonicznych oraz spotkania pomiędzy przedstawicielami Kościoła i państwa, a także zmieniające się stosunki na linii Kościół–państwo. Sytuacja państwowej kontroli nad Kościołem w latach 60. zmieniła się, dochodziło do częstych spotkań na zasadzie równy z równym w latach 80. – w styczniu 1989 roku komunistyczni dygnitarze jadali obiady z biskupami (Aneks 1993, 576.) Pod koniec lat 80. PZPR intensywnie negocjował z Kościołem kwestie regulacyjne i finansowe, które dla tego ostatniego od dawna były priorytetem. Długotrwałe negocjacje polityczne w Komisji przyniosły owoce: Kościół uzyskał duże ustępstwa polityczne [policy concessions] już przed upadkiem komunizmu. Ustawa z 1989 roku o gwarancjach wolności sumienia i wyznania zapewniała swobodę wiary i praktyk religijnych. Inna ustawa zagwarantowała, że państwo będzie wypłacało emerytury i opłacało ubezpieczenie społeczne członków kleru. I wreszcie, co najważniejsze dla Kościoła, ustawa o stosunkach państwo–Kościół określiła prawną pozycję Kościoła w Polsce, gwarantując mu autonomię i różne korzyści materialne, jak zwolnienie z podatków od przychodów i własności oraz od opłat celnych, a także przywróciła własności kościelne (Eberts 1998: 820, Daniel 1995: 408) Była to więc cała seria ustępstw, które komunistyczny parlament przegłosował krótko przed częściowo wolnymi wyborami 4 czerwca 1989 roku. W schyłkowej fazie PRL oraz w okresie przemian ustrojowych w Polsce zarówno reżim komunistyczny, jak i opozycja demokratyczna dostrzegały autorytet moralny Kościoła rzymskokatolickiego i jego rolę jako narodowego reprezentanta w utrzymywaniu stabilizacji społecznej. Kościół zaś wykorzystywał najpierw desperację zagrożonego reżimu komunistycznego, a później niestabilność młodej demokracji. Tworzono wówczas komisje parlamentarne, w których zasiadali przedstawiciele państwa i Kościoła, padały propozycje dotyczące polityki, kler zyskiwał możliwość wetowania propozycji przedstawicieli rządu, a w konsekwencji mógł liczyć na istotne ustępstwa polityczne. Większość tego bezpośredniego (a posiadającego krytyczne znaczenie) dostępu do rządów była tajna: ani Kościół, ani rząd nie chciał ściągać uwagi opinii publicznej. Największe zagrożenie destabilizującym konfliktem społecznym pojawiło się po przemianie ustrojowej 1989 roku: był to dokładnie ten moment, w którym całe obszary polityki ulegały przewartościowaniu i formułowaniu od nowa. Jeśli miały zachować nowy, demokratyczny porządek, zagrożeni politycy czuli, że nie mają innego wyjścia i muszą godzić się na żądania Kościoła. Dzielenie się suwerennością było niską ceną dla świeckich aktorów tych wydarzeń. Po roku 1989 Kościół w Polsce szybko przełożył kapitał polityczny zdobyty w czasach PRL-u na wpływy polityczne w suwerennej demokracji. Kiedy naciskał na zmiany prawa w sprawach aborcji, rozwodów i edukacji „czuł się moralnie uprawniony do obrażania i publicznego łajania tych, którzy odważyli się kontestować jego wpływy”, nazywając oponentów „synami i córkami rosyjskich oficerów” (Morawska 1996: 62.) Jego instytucjonalny dostęp do spraw państwowych oznaczał, że choć popularność Kościoła spadła w ciągu trzech pierwszych lat demokracji, każda kolejna ustawa tworzona była w zgodzie z jego preferencjami. Co więcej, nawet gdy SLD – partia będąca spadkobiercą PZPR – wygrała wybory w 1993 roku, częściowo dzięki sile swej świeckiej tożsamości, nie zlikwidowała osiągnięć Kościoła w sprawach aborcji, religii w szkołach ani jego materialnych przywilejów. W wyniku instytucjonalnego dostępu Kościoła do rządzenia państwem oraz niepokoju odczuwanego przez wielu polityków w latach 90., Kościół nadal uzyskiwał polityczne korzyści pomimo powszechnej dezaprobaty dla takiego stanu: w roku 1992 81% respondentów sprzeciwiało się wpływowi kościoła na politykę (86% w 1996 roku), a w roku 1998 tylko 3% wspierało polityczną aktywność Kościoła (Eberts 1998: 330, Borowik 2002: 248). Upadek komunizmu w 1989 roku oznaczał, że zarówno Kościół, jak i dawna opozycja stanęły teraz przed dramatycznymi wyzwaniami, jak przebudowanie gospodarki i administracji państwowej, i potrzebowały wsparcia dla rodzącej się demokracji. Podczas gdy duża część społeczeństwa odrzucała reżim komunistyczny (w wyborach w 1989 roku komuniści stracili wszystkie miejsca w parlamencie, jakie tylko mogli stracić), obawiano się, że społeczne poparcie dla demokracji jest kruche i ulotne. Nowe demokratyczne rządy obawiały się sprzeciwu wyborców wobec bolesnych reform rynkowych i uznały, że Kościół ma autorytet moralny, by legitymizować nowy reżim (a przez to znacznie zwiększyć prawdopodobieństwo jego przetrwania). Ze swej strony Episkopat doskonale wiedział, że ten rząd potrzebuje stałego wsparcia, że Kościół jest kluczem, a odmowa wspierania tego rządu skazuje go na porażkę (Torańska 1994: 193). Preferencje polityczne Kościoła były konserwatywne i pokazywały jego małe doświadczenie w warunkach demokracji oraz słabą tolerancję dla różnorodnych opinii. Krytyka była odbierana jako atak, a sprzeciwy – oddalane. Kościół bronił swej obecności w polityce jako części swej posługi – a o tych, którzy go krytykowali, mówił, że są „zazdrośni” (kazanie kardynała Józefa Glempa z okazji inauguracji roku akademickiego 1990–1991, Pismo Okólne 45/90). Innym dziedzictwem epoki komunizmu było to, że Kościół zamknął się na ducha Soboru Watykańskiego II i nadal traktował wiernych w sposób patriarchalny, a kler jako „pasterzy dusz”. Własną interpretację prawa, w której prawo naturalne było ważniejsze niż jakiekolwiek prawo tworzone przez człowieka, czy powszechnie preferowane – a w roku 1989, choć Kościół przyjął reformy gospodarcze i polityczne, stał się „triumfalistyczny, przekonany o własnej decydującej roli (…) [wykazując] całkowity brak krytycyzmu wobec swych błędów w przeszłości i ceny płaconej przez polski katolicyzm za izolowanie się od ruchów reformistycznych w ubiegłych dziesięcioleciach” (Gowin 1995: 27). Kler oczekiwał, że politycy i przedstawiciele państwa będą się zachowywać przede wszystkim jak katolicy, a na drugim miejscu jako przedstawiciele rządu („Gazeta Wyborcza”, Ks. Kazimierz Sowa: Nie mieszać ambony z polityką, 16 lipca 2012). W tych wczesnych latach demokracji Komisja Wspólna nie tylko się spotykała, ale robiła to z odnowioną energią. Znaczenie przypisywane Komisji, przynajmniej przez świeckie państwo, tak naprawdę wzrosło: w czasach komunizmu zarówno komuniści, jak i strona kościelna miała parytet: odpowiednio po 3–4 reprezentantów po każdej stronie na poziomie ministrów/wiceministrów i biskupów. W epoce postkomunistycznej Komisja zyskała większą liczbę członków, razem 10–11, a świeckie państwo reprezentowane było teraz przez kilku wysoko postawionych ministrów, w tym ministra spraw wewnętrznych, edukacji, finansów i kultury. Tak więc świeckie państwo reprezentowane było przez kilku z najwyższych przedstawicieli państwowych w kraju [5]. Komisja pozostawała [dla Kościoła] krytycznym punktem wyjścia, jeśli chodzi o dostęp do świeckiego państwa, choć ton debat z czasem się zmieniał: w drugiej dekadzie nowego milenium rząd nie potrzebował już wsparcia Kościoła, by przetrwać [6]. W rezultacie Kościół nie mógł już według własnego uznania kształtować polityki dotyczącej małżeństw jednopłciowych i wspomaganej rozrodczości [in vitro]. Na początku lat 90. znów triumfalistyczny Kościół polegał jednak nie tylko na Komisji Wspólnej, ale na osobistych interwencjach. Jak wspomina były minister: „wysoko ustawieni członkowie kościelnej hierarchii uważali, że to normalne, bo przez lata przywykli do rekomendowania określonych osób na określone stanowiska (…) Dzwonili do ministerstw i interweniowali, kiedy zwalniano tego lub innego pracownika lub dyrektora, nawet jeśli były ewidentne przesłanki do zwolnienia, bo ludzi ci związani byli z SB i mieliśmy na to dowody (…) ci sami członkowie hierarchii uważali za odpowiednie dzwonić z instrukcjami, by zlikwidować lub powołać taki czy inny departament, co nas oszałamiało” (Wiktor Kulerski, cytowany w: Torańska 1994: 196). Do takich interwencji dochodziło w ważnych resortach, takich jak Ministerstwo Edukacji czy Ministerstwo Zdrowia, odpowiedzialnych za sprawy z punktu widzenia Kościoła najistotniejsze. Działania Komisji, komitetów legislacyjnych Kościoła, osobiste interwencje i propozycje instytucjonalne były trzymane w tajemnicy zarówno przez Kościół, jak i przez rząd; w wyniku czego nawet jeśli opinię publiczną drażnił poziom kościelnych wpływów, to w większości przypadków nie była świadoma instytucjonalnego dostępu Kościoła do spraw państwowych. Dostęp ten nie był publicznie dyskutowany, nawet przez rzekomo świecką, lewicową i wrogą, bo będącą spadkobierczynią PZPR, partię SLD, która „nigdy nie ujawniła mechanizmów interwencji Episkopatu w życie polityczne (…) ich ujawnienie ukazałoby Kościół jako siłę polityczną” (wywiad z Wiktorem Kulerskim, Torańska 1994: 210). Kościół się odwzajemniał. Pełne zapisy ze spotkań komisji pozostają tajne: archiwa państwowe są niepełne, a Kościół odmawia ich ujawnienia, bo uważa te spotkania za absolutnie poufne. W wyniku tego jeden z ważniejszych aspektów wpływów Kościoła w Polsce polega na tym, jak przetrwał on zarówno upadek komunizmu, jak i narodzenie się niepodległej demokracji. Większość instytucjonalnego dostępu do spraw państwowych zyskał podczas komunizmu, kiedy powtarzające się kryzysy stworzyły potrzebę negocjacji z Kościołem, by utrzymać porządek społeczny i zapobiec rozlewowi krwi. Następnie wykorzystał ten dostęp, by przepychać swe priorytety polityczne w jednej dziedzinie za drugą, co opisałam w książce Nations Under God. Po pierwsze, prawie wyeliminował prawo do aborcji i wprowadził pełne uczestnictwo Kościoła w edukacji publicznej niemal natychmiast po upadku komunizmu, kiedy jego wsparcie dla rodzącej się demokracji było postrzegane jako kluczowe dla sukcesów nowej władzy. Po drugie, zyskał nowe przywileje prawne i finansowe w Konstytucji (którą pomagał pisać) i konkordacie, w zamian za poparcie przystąpienia Polski do NATO i Unii Europejskiej. I w końcu jego sprzeciw wobec legalnego uznania związków partnerskich tej samej płci, antykoncepcji, technologii wspomagania rozrodu i badań nad komórkami macierzystymi zdominowały debaty polityczne początków XXI wieku. Dlaczego zatem Kościół pozostaje tak potężny nawet wtedy, gdy inne kościoły bardzo straciły na znaczeniu i to w sytuacji, w której większość Polaków sprzeciwia się jego wpływom? Wpływ Kościoła na sprawy publiczne i na społeczeństwo będzie się utrzymywał tak długo, jak długo Kościół będzie mógł zagwarantować rządowi wsparcie, i dopóki to wsparcie będzie dla rządu wartościowe. Jeśli duże grupy wyborców będą uważały, że Polska niekoniecznie musi być katolicka, i odwrócą się od Kościoła albo od niego odejdą, jego siła polityczna także zniknie. Jeśli Kościół traci autorytet moralny, znikną jego wpływy polityczne. Taki proces odbywa się na wiele sposobów: jak pokazuje przykład Irlandii, jeśli Kościół nalega na najwyższe standardy moralne w społeczeństwie, a następnie zdradza je poprzez krzywdzenie tysięcy dzieci w sierocińcach i domach dla niezamężnych matek, przez więzienie młodych kobiet i odbieranie im dzieci, przez krzywdzenie chorych, starych i najbardziej wrażliwych, upadek taki jest szybki i nieodwołalny. Los Kościoła w Irlandii i jego niezdolność do sprostania ideałom, których dochowania wymagał od innych, być może stawia ostatnie działania Kościoła w Polsce w innym świetle. Kiedy po 2000 roku rozpoczęły się skandale pedofilskie także w Polsce, Kościół zareagował, początkowo atakując „ideologię gender” (termin ten jest niezrozumiały dla socjologów i komentatorów w Stanach Zjednoczonych) [7], próbując w ten sposób odwrócić uwagę opinii publicznej od własnych mankamentów [8]. Takie gesty sprawiają wrażenie odruchów defensywnych Kościoła, który stara się ukryć swe tajemnice przed opinią publiczną, a także działań mających na celu obronę tradycyjnej seksualności moralnej. Ciekawe, czy polityka odwracania uwagi nadal okaże się skuteczna.
Zaledwie 12-letnia dziewczynka została zgwałcona przez swojego 61-letniego przyrodniego dziadka. Do wstrząsającego zdarzenia doszło w ubiegłym roku, jednak dopiero teraz historia ujrzało światło dzienne i została nagłośniona przez media w Ameryce Południowej. Z relacji boliwijskich mediów wynika, że po tym, jak 12-latka dowiedziała się o ciąży, błagała swoją rodzinę, by zezwoliła jej na dokonanie aborcji. Za jej przeprowadzeniem mieli się opowiadać także miejscowi lekarze, którzy zostali zapytani o głos w bulwersującej sprawie. Rodzina nastolatki była nieugięta i nie pozwoliła usunąć ciąży. Wpływ na taką decyzję miał mieć m.in. Kościół katolicki, który sprzeciwia się każdej formie aborcji. Rodzina 12-latki, jak donosi serwis reduno.com.bo, jest bardzo religijna. 12-latka urodziła dziecko, jednak jej młody organizm nie był w stanie donieść zdrowej ciąży. Tuż po narodzinach, maluch znalazł się w inkubatorze, a po czterech dniach zmarł. Historia poruszyła boliwijską opinię publiczną. – Ten przypadek musi skłonić nas do refleksji i zjednoczenia w obronie życia człowieka i dziecka. Chcieli jeszcze pięciu tygodni tortur wobec nieletniego, mimo że dziewczyna błagała, błagała o (aborcję) – powiedziała Nadia Cruz, Rzecznik Praw Obywatelskich Boliwii.
Wolałbyś usunąć swoje dziecko, czy zrobić co mogłeś dla niego ,pochować i pożegnać? bo niczemu winne nie jest .Idąc dalej czy rodzic którego dziecko dorosło i zostało " bardzo złym człowiekiem" powinien mieć prawo do żądania usunięcia go? .A na koniec życia Twojego czy ktokolwiek może zadecydować za Ciebie że lepiej dla Ciebie będzie jak zostaniesz uśpiony? .Wyciąganie pojedyńczych krzywd jak z Tą 12 letnią dziewczynką ma pozwolić zabijanie kiedy Ty będziesz chciał i takie wyjście wg Ciebie będzie najlepsze i jedyne.Życie jest Życie i jak działa filozofia śmierci możesz zobaczyć na Ukrainie gdzie jakiś żołnierz decyduje żeby zabić dziecko ,rodziców, dziadków sąsiadów,bo są z innego narodu i lepiej będzie jak ich zabije.
Religijne zdebilenie.Widzę połowę ze wsi i babcie z 500+.
Przynajmniej nie wrzeszczą wulgaryzmów, jak ci ponoć nowocześni..
Za tydzień będą ci z LGBT . Nakręcisz się. I nie obrażaj babć bo też je pewnie masz albo miałeś. Jesteś gówniarzem który chce błysnąć tylko nie ma czym