Reklama

Przewrotu nie zapowiadałem

12/09/2011 00:00
Wójt jest spokojny o to, że nikt nie robi mu brudnej roboty. Jak podsumowuje półroczną współpracę ze starostą oraz wójtami i burmistrzami naszego powiatu? Czy czuje się ich pełnoprawnym partnerem? Jakie usłyszał pouczenia od starszych samorządowców? Z Przemysławem Kurdzieką rozmawia Piotr Steffen

Kiedy rozmawialiśmy ponad pół roku temu mówił Pan, że rządy Przemysława Kurdzieki to będą reformy, a nie rewolucje. Co wyszło z tych reform? Jakie są ich najważniejsze dotychczasowe efekty?
Na pewno jedną z kluczowych reform jest ta dotycząca referatu komunalnego. W lipcu ogłoszona została tzw. ustawa śmieciowa. Przepisy te mówią, że gminy będą musiały ogłaszać przetargi na wywóz nieczystości stałych. Jednocześnie Polska, jako jedyny kraj w Europie, wprowadzi zapis o tym, że również zakłady czy spółki, których właścicielem lub współwłaścicielem z większością udziałów są samorządy, także będą musiały startować w takich przetargach chcąc zarabiać na swojej działalności. Dlatego też z początkiem roku planujemy otworzyć samorządowy komunalny zakład budżetowy. Reforma ta ma na celu przede wszystkim zwiększenie efektywności działalności w tym obszarze, ale najpierw dostosowanie zakładu do przepisów, które na dobre mają wejść w życie w 2013 roku. Reforma w zakresie działalności komunalnej jest zatem zasadniczym ruchem, na którym skupiamy się na początku kadencji.

Kto będzie szefem zakładu?

Dzisiaj jest zdecydowanie za wcześnie na mówienie o personalnych kwestiach. Będzie konkurs, obecnie trudno jeszcze określić, kiedy dokładnie się odbędzie, i to wtedy poznamy osobę, która będzie kierowała zakładem. Oczywiście w pierwszej kolejności radni muszą podjąć uchwałę, w której w ogóle wyrażą wolę powstania takiego podmiotu.

Zacząłem naszą rozmowę od wspomnianych reform, bo wśród wielu głosów zadowolenia, które słyszy się w terenie o nowym wójcie, są jednak nieliczne, które negatywnie oceniają pierwsze pół roku Pana pracy. Przeciwnicy rządów Przemysława Kurdzieki żartują, że nawet nazwisko się nie zmieniło, a co dopiero liczyć na inne zmiany.
Jeżeli ktoś spodziewa się radykalnych przemian w ciągu zaledwie kilku miesięcy, może czuć się rozczarowany. Od początku swojej pracy podkreślałem, że żadnego przewrotu majowego nie będzie i jestem w tym względzie konsekwentny. Zdecydowanie bardziej wolę strategię małych kroków. A niezadowoleni..., cóż, zawsze tacy się znajdą.

Finanse gminy, w Pana ocenie, wyglądają źle czy bardzo źle, a wręcz tragicznie? Przypomnijmy, że prognozy mówią o zaledwie 120 tys. zł środków własnych na inwestycje w przyszłym roku.

Nie sądzę, żeby można było mówić, że jest bardzo źle, a tym bardziej nie jest tragicznie. Ale na pewno kolorowo także nie jest. Dlatego będziemy próbowali szukać jak największej liczby pieniędzy zewnętrznych. Nie ukrywam, że moim pomysłem na poprawienie finansów gminy są inwestycje ferm wiatrowych. W nich upatruję ogromnej szansy na poprawienie finansów gminy. I stąd naprawdę ostro przymierzamy się do tych inwestycji.

Na jakim jest to obecnie etapie?

Najpierw musi nastąpić zmiana studium kierunków zagospodarowania przestrzennego, kompleksowo dla całej gminy, co nie było czynione od lat 90-tych. To spowoduje, że firmy działające w biznesie ferm wiatrowych będą mogły postawić na naszym terenie urządzenia służące do dokonywania ostatecznych pomiarów w kwestii nawietrzenia naszych obszarów. Taki maszt pomiarowy po roku pracy da wymierne wyliczenia, czy faktycznie są u nas odpowiednie wiatry do tego, żeby inwestować tutaj miliony złotych. Były już oczywiście wcześniej przeprowadzane badania w tym zakresie, które wykazały, że tak jest, że nasz obszar doskonale nadaje się pod takie inwestycje, jednak dopiero pomiary dokonane za pomocą wspomnianych urządzeń będą przysłowiową kropką nad „i”. Jak przypuszczam, firmy zainteresowane wybudowaniem ferm wiatrowych potrzebują takiego właśnie ostatecznego potwierdzenia w świetle swoich starań o zaciągnięcie w bankach zobowiązań kredytowych. Tylko tak będą mogły wykazać, że dana inwestycja będzie miała określoną stopę zwrotu.

Jak przez te kilka pierwszych miesięcy pracowało się z radnymi?

Bardzo dobrze. Zarówno komisje i sesje, jak również inne spotkania potwierdzają, że wszyscy naprawdę patrzymy w jednym kierunku. Uważam, że rada jest bardzo merytoryczna.

Zdarza się, że radni stawiają Pana pod ścianą w kwestiach swoich oczekiwań? Zwłaszcza, że spora część z nich to ludzie, którzy wspierali Pana w przedwyborczej walce, więc mogą teraz oczekiwać czegoś w zamian...
Każdy radny pochodzi ze społecznego wyboru i ja rozumiem to, że reprezentuje tym samym interesy swoich wyborców. Mimo to radni mają świadomość potrzeb całej gminy i nie ma sytuacji, żeby te mniejsze interesy próbowali stawiać ponad dobrem ogółu, żeby wywierali w tym względzie jakąkolwiek presję. Są priorytety, które są tym istotniejsze, że mamy bardzo ograniczone możliwości finansowe i my wszyscy mamy tego świadomość.

W ustalaniu tych priorytetów pomóc mają m.in. prace nad powstającą strategią. Jest Pan zadowolony z przebiegu i frekwencji na dwóch pierwszych spotkaniach?

Nie chciałbym jeszcze niczego oceniać, jest na to zbyt wcześnie. Powstanie strategii to kilkumiesięczny proces, takich spotkań odbędzie się jeszcze kilka i dopiero wtedy powinniśmy oceniać ich przebieg, a tym bardziej efekty. Niemniej na razie jestem zadowolony, przede wszystkim dlatego, że uczestnicy tych spotkań byli zgodni co do tego, że tylko stworzenie hierarchii ważności zadań umożliwi wykreowanie warunków do systematycznej i skutecznej pracy.

Zabrakło Panu kogoś na dwóch dotychczasowych spotkaniach? Są ludzie, na których obecność, opinie i pomysły bardzo Pan liczył, a którzy dotąd ani razu się nie pojawili?

Nie chcę nikogo personalnie wskazywać. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby udział w takich pracach brali wszyscy mieszkańcy gminy, ale najzwyczajniej nie jest to realne. Ograniczę się więc do tych, którzy reprezentują społeczeństwo – życzyłbym sobie, aby na kolejnych spotkaniach pojawiało się więcej radnych i sołtysów. Szczególnie radnych, którzy będą przecież podejmowali uchwałę o przyjęciu strategii i stąd powinni być chyba obecni w komplecie podczas prac nad jej powstaniem.

Są osoby, które przez te pół roku szczególnie zaszły Panu za skórę?

W jakim sensie?

Próbują utrudniać pracę, kopią przysłowiowe dołki, są nieżyczliwe i robią krecią robotę.
Na razie nie odczułem czegoś takiego. Nie dostrzegłem, aby ktoś robił mi brudną robotę.
Być może po prostu tego nie dostrzegam, co mogłoby wynikać z mojego wciąż niewielkiego doświadczenia. Ale nie sądzę, żeby ktokolwiek prowadził wokół mnie takie działania. Ja naprawdę staram się utrzymywać pozytywne relacje z ludźmi, nie jestem człowiekiem konfliktowym i wierzę w to, że druga strona potrafi odwdzięczyć się podobnym postępowaniem. Mówiąc wprost, wierzę w ludzką życzliwość, choć mam świadomość, że ta wiara może nie mieć pełnego odzwierciedlenia w rzeczywistości.

A czy czuje Pan, że jest w tym środowisku grupa, która próbuje albo może próbować wywierać presję na młodym, niedoświadczonym wójcie?

Nie sądzę.

Problemy ze ściągalnością podatków to dzisiaj największa bolączka lipkowskiego samorządu?
Chyba tak. Żadna sprawa, choć inne problemy także oczywiście mamy, choćby dotyczące kanalizacji czy drogi 188, tak bardzo nam nie doskwiera jak podatki.

Jak na dzisiaj przedstawia się sprawa ściągalności? Ile konkretnie na koniec pierwszego półrocza podatnicy zalegają samorządowi?
Na koniec czerwca kwota ta wynosiła 1,6 mln zł od osób fizycznych.

Rozumiem, że gmina konsekwentnie podejmuje w tym zakresie działania?
Tak, niemniej od pewnego czasu jesteśmy na tym samym etapie, tzn. po tym, jak podjęliśmy wszelkie czynności zmierzające do wyegzekwowania pieniędzy, które do nas jednak nie spłynęły, sprawa wciąż rozpatrywana jest przez organ nadrzędny, czyli Samorządowe Kolegium Odwoławcze.

Wspomniał Pan o kanalizacji – czy temat inwestycji w Debrznie Wsi jest już definitywnie zamknięty?
Od mieszkańców wiem, że na niektórych posesjach trzeba jeszcze zrobić końcowe porządki; zapewniam, że w niedługim czasie sprawy te będą zakończone.

Skoro o inwestycjach – od dłuższego czasu na zwolnieniu lekarskim przebywa szef referatu inwestycyjnego. Jak radzicie sobie z tymczasowym wakatem na tym ważnym przecież stanowisku?
Mimo braku tej osoby urząd i referat bardzo dobrze sobie radzą. Zadania, które były zaplanowane do wykonania w okresie wakacji zostały zrealizowane zgodnie z harmonogramem. Dodam, że w związku z powstaniem wspomnianego zakładu budżetowego, reorganizacji ulegnie po części także referat inwestycyjny. Od nowego roku będzie to wydział inwestycji, promocji i rozwoju gminy.

W ostatnich kilkunastu miesiącach wyniknęły problemy przy organizacji przetargów na dowóz dzieci do gminnych szkół. Ogromnym zamieszaniem zakończył się ubiegłoroczny przetarg na dowożenie uczniów z Zespołu Szkół w Lipce, kilka tygodni temu nie udało się też uniknąć pytań o przetarg dotyczący szkoły w Łąkiem. Na ile mi wiadomo, jesteście jedynym samorządem w naszym powiecie, a na pewno jednym z nielicznych, gdzie to dyrektorzy, a nie gmina, organizują przetargi. O tyle to dziwne, że to przecież samorząd płaci przewoźnikowi. Planuje Pan w przyszłości zmiany w tym zakresie – gmina przejmie obowiązek organizacji przetargów?
Dotychczas było tak, że to dyrektorzy, którzy rzeczywiście najlepiej znają sytuację, szczegóły spraw związanych z dowożeniem dzieci organizowali takie przetargi i takie rozwiązania przez długi czas sprawdzały się bez żadnych problemów. Jeśli w ostatnim czasie pojawiły się kłopoty w tym zakresie, jestem skłonny przeanalizować tę kwestię i nie wykluczam takiej możliwości, żeby to gmina przejęła na siebie obowiązek organizacji takich przetargów.

W ostatnim czasie ucichł nieco temat dotyczący koncepcji rewitalizacji centrum Lipki.
Parking przy urzędzie gminy nie jest na należącym do nas terenie, obszar ten jest w zarządzie dróg wojewódzkich i choćby stąd formalna droga działania w tym zakresie jest bardziej skomplikowana. Niemniej od dłuższego czasu noszę się z zamiarem złożenia wniosku na dofinansowanie inwestycji rewitalizacji centrum Lipki. Aby mogło się tak stać, zarząd dróg wojewódzkich musiałby wydzierżawić nam ten teren co najmniej na siedem lat. Myślę, że uda się tego dokonać. Nie ukrywam, że zadanie musi być zrealizowane w porozumieniu z naszą parafią, ponieważ część terenu, który miałby się znaleźć w pasie inwestycji, należy również do niej. Wstępnie rozmawiałem już na ten temat z naszym proboszczem, który pozytywnie ocenia inicjatywę. Podsumowując, na chwilę obecną jest pomysł, radni też wydają się być coraz bardziej do niego przekonani, potrzeba jedynie czasu do realizacji. Na pewno będę zabiegał o to, żeby koncepcja rewitalizacji centrum zajęła jedno z czołowych miejsc w strategii, którą opracowujemy.

Co z terenem za Gminnym Ośrodkiem Kultury, który znakomicie nadawałby się na stworzenie miejsca pod imprezy plenerowe? Taki pomysł też od dawna kiełkuje w Lipce, niestety wciąż bezskutecznie.
Nadal nie odbyło się postępowanie spadkowe dotyczące tego terenu, stanowiącego prywatną własność, a to wiąże nam ręce w ewentualnych staraniach o jego pozyskanie. Z tego co wiem, pewne procesy już się tam dzieją, natomiast musimy poczekać na ich efekty, dopiero wtedy będziemy mogli przystąpić do rozmów z ewentualnym spadkobiercą.

Po ubiegłorocznych wyborach mieszkańcy gminy bardzo się cieszyli – nowy wójt, swój starosta, ogromne możliwości. Rzeczywiście Przemysław Kurdzieko może liczyć na specjalne względy u Ryszarda Goławskiego?
Uważam, że starosta traktuje wszystkich jednakowo, aczkolwiek nie ukrywam, że wywieram na nim nacisk w niektórych sprawach, chociażby w sprawie ścieżki pieszo-rowerowej w kierunku Winiarni.

No właśnie – nowy wójt, swój starosta, a inwestycja ta, podobnie jak chodnika w Czyżkowie, wciąż niezrealizowana. Rozczarowanie mieszkańców może być uzasadnione?
Uważam, że rozczarowanie to za mocne słowo. Do wszystkiego potrzeba czasu. Ryszard Goławski zapowiedział swoją wizytę na wrześniowej sesji i na niej na pewno wyjaśni te kwestie. Dodać mogę, że z informacji, które posiadam wynika, że inwestycja w Czyżkowie jest naprawdę bliska realizacji, z kolei w przypadku ścieżki na Winiarnię zlecone jest już wykonanie projektu, a na jesień ma się rozpocząć wycinka drzew, na którą decyzję wydał jeszcze Wojciech Kurdzieko.

Co z niszczejącym poboczem drogi Łąkie-Kiełpin i zaczynającym się podobnym procesem na kilkuletniej zaledwie trasie Lipka-Czyżkowo?

Mogę powiedzieć tylko tyle, że po wniosku złożonym przez radnego powiatowego Kazimierza Bieluszkę wystąpiłem w tej sprawie do starostwa, czekamy na odpowiedź na nasz wniosek i oczywiście na podjęcie ruchów w tej sprawie.

Jest Pan w pełni zadowolony ze współpracy ze starostą, czy liczył Pan jednak na większe wsparcie z jego strony w kwestiach powiatowo-gminnych inwestycji?
Każdy chce jak najwięcej dla swojej gminy, dla swoich mieszkańców i ja także przypominam staroście, żeby o nas nie zapomniał. Ale zarówno on, jak i ja znamy finansowe realia samorządów, którymi kierujemy, a te póki co są bardzo ograniczone.

Jak się Pan odnalazł w gronie starszych wójtów i burmistrzów? Niektórzy z nich to wyjadacze o długoletnim doświadczeniu. Nie stłamsili najmłodszego w swoim gronie? Czuje się Pan pełnoprawnym partnerem do rozmów?
Śmiało mogę powiedzieć, że wszyscy jesteśmy bardzo dobrymi kolegami, którzy rozmawiają na równych, partnerskich zasadach.

Z racji wieku mówi Pan do nich per Pan, a oni do Pana po imieniu czy...?
Już na pierwszym konwencie wójtów zostałem pouczony przez kolegów wójtów i burmistrzów, że w tym środowisku nikt nie mówi do nikogo per Pan. A o tym, że jednak mam w tym gronie coś do powiedzenia może chyba świadczyć fakt, że wraz z wójtami innych mniejszych samorządów udało nam się wynegocjować korzystniejsze niż pierwotnie planowano, czyli mniej kosztowne dla naszych gmin zasady podziału wkładu pieniędzy na mającą powstać pod Złotowem inwestycję budowy zakładu zagospodarowania odpadów. To taki mój mały sukces w kontekście naszej międzysamorządowej współpracy.

Ta praca to trudniejszy chleb niż Pan przypuszczał przed wyborami?
Pierwsze miesiące nie zaskoczyły mnie czymś szczególnym. Spodziewałem się tego, co zastałem. Wiedziałem, że nie jest to łatwa praca, że wymaga ona wiele wysiłku, wyrzeczeń, także kosztem najbliższych. Mimo to czuję się w tej pracy szczęśliwy i cieszę się, że mogę piastować ten urząd.

Przemysław Kurdzieko pół roku temu, dzisiaj i za trzy i pół roku, kiedy końca będzie dobiegała obecna kadencja...

Trudno mówić o sobie. Mogę zapewnić tylko, że wykonując swoje obowiązki czuję się spełnionym człowiekiem i że przynosi mi to wiele satysfakcji, a co będzie za trzy i pół roku... Kto to wie…

A co Pan planuje?
Chciałbym kontynuować cele, jakie sobie wytyczyłem.

Dalej z fotela wójta?
Jeśli otrzymam społeczny mandat, oczywiście.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama