W czwartek, podczas popołudniowej wizyty w pasiecie, pszczelarz z Jastrowia przeżył szok.
Zobaczyłem tysiące martwych pszczół leżących na dywanach, które wyłożone są przed ulami. To był koszmarny widok
– Kazimierz Zasada załamuje ręce.
Z „szóstki” ciekł miód, a to dlatego, że w obliczu niebezpieczeństwa pszczoły podnoszą temperaturę w gnieździe. Właśnie ta reakcja obronna spowodowała, że plastry zaczęły się topić
– rozmawiamy o ulu, w którym padła cała rodzina. Pozostałe również zostały zaatakowane.
W każdym z nich straciłem co najmniej 50% pszczół
– szacuje Kazimierz Zasada, a zważywszy na rozwój sytuacji nie są to dane ostateczne. W piątek, gdy wraz z właścicielem oglądaliśmy szkody, wiele owadów wciąż jeszcze było w agonii.

W pasiece Kazimierza Zasady, pszczelarza z dwudziestoletnim doświadczeniem padły tysiące pszczół. Przyczyn tragedii bez szczegółowych badań nie sposób określić
Pszczelarz z dwudziestoletnim doświadczeniem nie ma pojęcia, co mogło się stać przyczyną pszczelej zagłady, opcje są jednak dwie: albo celowe postępowanie, albo nieświadoma działalność człowieka. Gdyby prawdziwym okazało się pierwsze założenie, sprawca musiałby być bardzo zdeterminowany, ponieważ pasieka naszego rozmówcy jest ogrodzona, a dostępu do niej broni kłódka zawieszona na furtce. Śladów uszkodzenia siatki nie ma, nie znaczy to jednak, że zabezpieczenia nie udało się pokonać w inny sposób bądź też, że pszczołom nie zaszkodzono z odległości. Na oko nie da się tego ocenić, a nasz rozmówca nie chce skłaniać się do żadnej z hipotez.
Nie znaczy to, że puści sprawę płazem – chce wiedzieć, co się stało, sprawę zgłosił więc na policję, miejsce zdarzenia oglądali też strażnicy miejscy. Dalej – pszczelarz zgłosił szkodę gminie i poprosił urzędników o powołanie komisji (ta zebrała sie w zeszły piątek), która sporządzi protokół z miejsca zdarzenia, a także pobierze próbę (około tysiąca sztuk) do badań toksykologicznych, które wykonane zostaną w laboratorium Zakładu Farmakologii i Toksykologii Państwowego Instytutu Weterynaryjnego (Państwowego Instytutu Badawczego) w Puławach.
W skład wspomnianej komisji, jak wyjaśnia Piotr Kozłowski, kierownik Referatu Gospodarki Przestrzennej, Rolnictwa i Ochrony Środowiska w jastrowskim urzędzie miejskim weszli przedstawiciele magistratu, Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa, terenowego koła Związku Pszczelarstwa Polskiego oraz inspektor weterynaryjny wyznaczony przez Powiatowego Lekarza Weterynarii.
Poinformujemy Państwa o wynikach badań.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
To zapewne pestycydy.No i za goraco dla pszczół. Na dachach garaży lub szopy zrobić Ogród z ulami i z przewiewnym dachem. Zasiać rzepak,nasypac troche cukru,gdyby były słabe... Współczuję Panu i szkoda tych pszczółek,które gina na potęge. Mógł wejśc nocą jakiś zazdrosny "przyjaciel" i popryskac czyms.
A może roztocza z tych dywanów zaatakowały?
To zapewne pestycydy.No i za goraco dla pszczół. Na dachach garaży lub szopy zrobić Ogród z ulami i z przewiewnym dachem. Zasiać rzepak,nasypac troche cukru,gdyby były słabe... Współczuję Panu i szkoda tych pszczółek,które gina na potęge. Mógł wejśc nocą jakiś zazdrosny "przyjaciel" i popryskac czyms.
A może roztocza z tych dywanów zaatakowały?