Rekordzistka zgubiła w ciągu czterech miesięcy ponad dziesięć kilogramów, pozostałe niewiele mniej. Panie z Klubu Kwadransowych Grubasów z Krajenki ostro wzięły się za siebie
Kiedy cztery miesiące temu pisaliśmy o powstałym w Krajence Klubie Kwadransowych Grubasów, nie przypuszczaliśmy, że w tak krótkim czasie panie osiągną tak doskonałe wyniki. I to nie za pomocą cudownych diet, kapuścianej zupy czy innych metod. Doszły do tego ciężką pracą. Ale, jak twierdzą, warto było.
Karolina Adler z Krajenki, rekordzistka, zrzuciła w ciągu czterech miesięcy dokładnie 10,6 kg. – Wcześniej próbowałam różnych metod na odchudzanie, chodziłam nawet na siłownię, ale były problemy z dojazdami. Teraz, jak mamy na miejscu taką grupę, to nie ma problemu. Wyniki są i to jakie. Koleżanki, widząc, ile schudłam, same chcą tu przyjść.
Teresa Bator ze Śmiardowa Krajeńskiego – Jestem z ćwiczeń bardzo zadowolona, bo zjechałam przez cztery miesiące ponad sześć kilogramów. Chętnie tu przychodzę trzy razy w tygodniu.
Barbara Żak z Krajenki: – Nie jestem tu od początku, bo trochę się wstydziłam. Na razie wyniki są, ale według mnie za małe. Ale na to przyjdzie czas. Najważniejsze, że poznałam tu świetne koleżanki, jest wesoło. [[reklama]] Panie twierdzą, że poza wymiernymi korzyściami spotykania się w grupie, jest to swego rodzaju możliwość oderwania się od codziennych trosk i monotonii. – Czasami jest to jedyny pretekst i impuls, żeby po prostu wyjść z domu – mówią. Jedna z pań żartuje, że jej mąż nie jest specjalnie zadowolony z tego, że schudła. – Według niego za dużo straciłam tu – pokazuje na piersi.
Justyna Gmurczyk, która prowadzi ćwiczenia twierdzi, że krajeńska grupa jest najbardziej zgraną, z jaką przyszło jej kiedykolwiek pracować. - Są bardzo sumienne, bezkonfliktowe, same prowokują zajęcia: chcą mieć taniec, mają taniec, chcą stepy, to je mają, ciągle coś wymyślają – przyznaje. Panie wymyśliły, że na Andrzejki przyjdą w specjalnych strojach. Kiedyś przyszły w żółtych strojach, bo tak sobie wymyśliły. Raz w tygodniu jadą na basen do Złotowa. – Grupa jest rewelacyjna, panie są zawsze uśmiechnięte, po ćwiczeniach nagradzają się nawzajem oklaskami – dodaje.
Z pierwszego „składu” grupy krajeńskiej odpadły dwie osoby i to te, które ją zainicjowały i zabiegały o powstanie czegoś takiego w Krajence. Jednym z powodów była niemożliwości połączenia ćwiczeń z pracą zawodową. Ale za to przyszło kilka nowych pań i to takich, które wagę mają w normie, przychodzą głównie dla poprawienia swojej sprawności fizycznej. – To są ćwiczenia połączone z ćwiczeniami rehabilitacyjnymi, nie obciążającymi stawy. Nie ma ćwiczeń aerobowych. Chodzi o to, żeby poprawić również swoją sylwetkę.
Co ważne, podkreśla Justyna Gmurczyk, panie przestały – przynajmniej niektóre - wstydzić się swoich sylwetek, stały się bardziej otwarte.
Panie twierdzą, że nie powiedziały ostatniego słowa. Doskonałe efekty mobilizują je do tego, aby tym intensywniej ćwiczyć. Poza tym jakoś nie mogą sobie wyobrazić sytuacji, gdyby czegoś takiego nagle zabrakło.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze