Reklama

Robert Łobodziński czyli człowiek od skór

20/06/2018 18:00
Rozmowa o tym jak zamienić hobby w zawód, czym zajmuje się rymarz, a czym kaletnik oraz co można zrobić ze skóry

Obserwując od kilku lat Twoją działalność związaną z motocyklami odnoszę wrażenie, że przygoda ze skórami rozpoczęła się właśnie przez jednoślady.

Osiemnaście lat temu rozpocząłem pracę w miejscowych zakładach meblarskich. To dało mi początkowe doświadczenie związane z obróbką skór. Pierwszy własny projekt wykonany od początku do końca powstał w 2003 roku. Słusznie zauważyłeś, że miało to związek z motocyklami. Moje stare spodnie na motocykl się rozpadały. Wówczas niełatwo było kupić coś z wieszaka, a jeśli już jakiś towar był dostępny, kosztował sporo pieniędzy. Postanowiłem, że skoro radzę sobie ze skórą, sam uszyję sobie takie spodnie. W kurniku u teściowej znalazłem starą maszynę do szycia marki Łucznik. Pierwsze próby przeszycia skóry się nie powiodły. Wziąłem więc tę maszynę na warsztat, naprawiłem w niej co trzeba, odpowiednio wzmocniłem i przerobiłem. W tej konstrukcji znalazło się m.in. koło pasowe od pralki Frani i napinacze na grube, tapicerskie nici. Do tego doszła stosowna, konkretna igła i maszyna zaczęła przebijać skórę. Ponieważ nie miałem doświadczenia w szyciu ubrań rozłożyłem na fragmenty stare spodnie, żeby stanowiły wzór. Wykroiłem kształty w nowym materiale, zszyłem, przymierzyłem i to było to. Nie musiałem wnosić żadnych poprawek.

Reklama

Solidna obroża i smycz z wytłoczonym pupilem - żaden problem (fot. z arch R. Łobodzińskiego)

Wtedy nad głową zapaliła Ci się żarówka, że to może być pomysł na własną działalność?

Robiłem to dla siebie, więc nie rozważałem wówczas takiego scenariusza. Jednak faktem jest, że przy pierwszej okazji, gdy ktoś z motocyklowej braci zauważył moje nowe spodnie i opowiedziałem mu tę historię, zaczęły się pytania: a mnie też zrobisz? Następnie zaczęły się pytania, czy uszyłbym też kamizelkę albo jakąś kurtkę, czy może siodło. Właściwie do 2016 roku to było tylko hobby, ale wtedy skala takich pytań i propozycji zrobiła się tak duża, że postanowiłem całkowicie wycofać się z branży meblarskiej na rzecz własnej manufaktury.

Reklama

Można nazwać Cię rymarzem, przedstawicielem ginącej profesji?


Pozostało jeszcze 76% tekstu
Zaloguj się i zostań stałym Czytelnikiem

[[pay]]

Jestem zarówno rymarzem jak i kaletnikiem. Rymarz to człowiek, który pracuje głównie na grubych, tzw. surowych skórach, które są garbowane roślinnie. Taki materiał wykorzystuje się w produktach, które muszą cechować się wytrzymałością, np. przy paskach do spodni czy końskich uprzężach. To faktycznie ginący zawód, bo współcześnie samochody zastąpiły konie. Jednak kilka dekad temu warsztaty rymarskie były tak popularne jak dziś wulkanizacyjne. Kaletnikiem jestem natomiast z tego względu, że potrafię też wykonywać przedmioty galanteryjne, jak portfele czy torebki, a nawet biżuterię. Te powstają głównie w oparciu o skórę wyprawianą chromowo, która jest mniej wytrzymała, za to ma przyjemniejszą, miękką fakturę.

Reklama

Niektóre z narzędzi Robert wymyśla od podstaw, bądź adaptuje do swojej pracy. Przyznaje, że w swoim warsztacie toleruje głównie wiekowe maszyny, bo są trwałe, a w razie co dają się łatwo naprawiać (fot. Aleksandra Piórkowska)

Jak się tego nauczyć? Twoje doświadczenie z meblarstwa to jedno, natomiast to co robisz w tej chwili ma z wcześniejszą profesją niewiele wspólnego.

Właściwie tylko tyle, że nadal pracuję ze skórą. Wiedzę na temat techniki zdobywam głównie w oparciu o starą literaturę techniczną, przygotowywaną dla rzemieślników rymarzy i kaletników. Z pomocą idzie też Internet, bo tam zarówno można kupić książki, jak i znaleźć ich zeskanowane wersje. Nieocenionym źródłem są też fachowcy starej daty, którzy odwiedzają mój warsztat i z którymi lubię rozmawiać na te tematy. Przychodzi do mnie np. kilku szewców, by na moich maszynach coś im zrobić. Mamy taki układ, że ja im pomagam, w zamian za rady, wskazówki, rozmowę. Inna sprawa, że to nie jest tak, że coś przeczytasz, z kimś pogadasz i już wszystko pójdzie jak z płatka. Zdarza się, że do pewnych rozwiązań dochodzi się metodą prób i błędów. W taki sposób opanowałem autorską metodę robienia wycisków w skórze, której od razu zaznaczam – nie zdradzę. Zdarza się też, że zepsuje się maszyna albo trzeba dorobić samodzielnie jakiś przyrząd, żeby osiągnąć dany efekt.

Reklama

Kiedyś rozmawiając z konstruktorem replik samolotów z okresu pierwszej wojny światowej usłyszałem, że czegoś powstającego wg wzorców z poprzedniej epoki nie da się budować z użyciem nowoczesnych maszyn. U Ciebie jest podobnie?

Jednym z głównych sprzętów, których używam jest maszyna do szycia Singer z 1906 roku. Jest tak mocna, że można by nią szyć deski. Cenię ją za to, że choć to urządzenie może wydawać się siermiężne, to jednak nie dość, że jest trwałe, to jeszcze w razie usterki daje się łatwo i niedrogo naprawić. Mam w warsztacie sporo maszyn, które pierwszą młodość mają dawno za sobą, mimo to działają i nie widzę potrzeby zastępowania ich czymś nowym, nowoczesnym.

A gdzie i jak wybiera się skóry? Do Ciebie dociera surowy materiał, zamawiasz go bez wcześniejszych oględzin?

Zwykło się mówić, że najlepszą jest skóra włoska. Faktycznie Włosi opanowali rynek jeśli chodzi o skóry wyprawiane chromowo, używane przy produkcji galanterii. Mało kto natomiast wie, że jeżeli chodzi o skóry grube, wyprawiane roślinnie, znaczącym producentem jest Polska. Wyboru prawie zawsze dokonuję samodzielnie. Jadę bezpośrednio do garbarni albo hurtowni, żeby móc ocenić materiał, dotknąć go, wyłapać ewentualne skazy, bo takich na skórze bydlęcej nie brakuje. Sporadycznie zdarzało mi się coś zamawiać przez Internet. Co ciekawe, gdy kiedyś złożyłem takie zamówienie na Facebook’u odezwał się do mnie przedstawiciel tej hurtowni. Rozpoznał moją manufakturę po danych do faktury. Nie dość, że przysłał tak szczegółowe zdjęcia, że nawet na odległość mogłem ocenić materiał, to jeszcze dodał, że od jakiegoś czasu obserwują moją działalność i cieszą się, że nawiązałem z nimi współpracę.

Reklama

Tak powstają projekty, czyli linijka, długopis i brystol w dłoń (fot. z arch R. Łobodzińskiego)

Wykonywane przez Ciebie projekty są skrajnie różne i wyszły poza branżę motocyklową. Jak wygląda proces od życzenia zamawiającego na gotowej rzeczy kończąc?

Najczęściej jest tak, że dzwoni telefon. W słuchawce słyszę, że ktoś widział moją pracę, że też by chciał coś podobnego. W ruch idzie twardy brystol, ołówek lub długopis, klej i nożyczki. W taki sposób powstaje projekt-makieta. Jeśli zostanie zaakceptowany, przenoszę go na skórę. Nie ma rzeczy niemożliwych do wykonania w skórze, są tylko pracochłonne, wymagające zastanowienia, przemyślenia.

Jest jakieś zamówienie, które sprawiło Ci największą trudność, a zarazem dało największą satysfakcję?

To był kufer dla myśliwego. Z tym pomysłem przyszła jego żona, która chciała zrobić mu prezent na 50-te urodziny. Potrzebowałem dwa dni, żeby przemyśleć temat. Projekt wymagał bowiem pracy zespołowej. Okucia miał wykonać kowal, stolarz miał przygotować odpowiednio spatynowane deski, moje zadanie polegało na ozdobieniu wieka i brzegów skórą. Wymyśliłem ponadto, że u góry powinien znajdować się wycisk, pokazujący kroczącego na polowanie łowczego. Ten został dodatkowo wybarwiony, pozostała część obita skórą zyskała tłoczenie, które wykonuje się, przykładając odpowiedni stempel raz przy razie. Nie pamiętam już, ile czasu to zajęło, ale efekt zrobił ogromne wrażenie. Była też ogromna satysfakcja i dowód na to, co już mówiłem, że w skórze da się zrobić wszystko, jeśli włoży się odpowiedni nakład pracy. Zresztą akcesoria myśliwskie to spora część robionych przeze mnie projektów. Ich zdobienie to misterny proces, ale również satysfakcjonujący, gdy ktoś wraca z nowym pomysłem. Niektóre są odjechane. Gdy na przykład wymyśliłem kabury na telefony, ktoś zwrócił się z pytaniem, czy czegoś podobnego nie dałby się zrobić, ale tak żeby zmieściła się w tym flaszeczka ulubionego trunku. Podjąłem wyzwanie. Powstała taka nietypowa kabura sygnowana stosowną dedykacją dla obdarowywanego jubilata.

Reklama

Myśliwski kufer to praca zespołowa. Robert stworzył projekt, by we współpracy z kowalem i cieślą powstał jedyny w swoim rodzaju przedmiot, na którym znalazła się również skóra (fot. z arch R. Łobodzińskiego)

Skóra kojarzy się też z wyrobami luksusowymi. Wysokie ceny w tej branży biorą się z kosztów surowca i pracy czy tej otoczki towaru premium?

Skóra nie jest tanim materiałem. Bierze się to m.in. z jej wytrzymałości, jeśli rzecz jasna odpowiednio o nią dbamy, np. nie przesuszając, bo wówczas jest podatna na pękanie bądź nie przesadzając z jej nawilżeniem, bo wtedy włókna robią się zbyt elastyczne i produkt traci swoją formę. Jednak np. pasek do spodni wykonany z jednego kawałka grubej skóry potrafi wystarczyć na całe życie. Nawet jeśli kosztuje niemało, to myślę, że to lepszy wybór niż zakup paska wyprodukowanego gdzieś w fabryce w Chinach, gdzie często jest tak, że dwa cienkie paski skóry zszywa się, wkładając w środek grubą tekturę. Wygląda to solidnie, jednak po roku nie nadaje się do niczego. Podobnie jest z siodłami motocyklowymi, które coraz częściej fabrycznie obijane są eko-skórą, czyli winylem. Jego trwałość jest nieporównywalna z prawdziwą skórą, która nawet jeśli ulegnie uszkodzeniu, daje się naprawić. Tu więc nie do końca chodzi o luksus czy towar premium, ale chłodną kalkulację i świadomy wybór.

Reklama

Kiedy trzy lata temu rozmawialiśmy o Twojej roli prezydenta w Burning Few Motorcycles Club rozważałeś uruchomienie tej manufaktury. Jak widzisz swoją działalność w tej branży dalej?

Gdy zbliżałem się do 30-tych urodzin postawiłem sobie za cel wyremontować garaż i zrobić tam warsztat dla motocykli, co zrealizowałem. Teraz dobijam do 40-tki i powoli przenoszę się w nowe miejsce, bo hobby zamienione w pracę poszło tak dobrze, że w mojej małej kanciapie zabrakło mi miejsca. Wkręcam w to też rodzinę. To nigdy nie będzie wielka fabryka, ale rzemiosło, manufaktura i tak ma być. Marzeniem na 50-tkę jest, by wszystko nadal dobrze się kręciło i żeby na mojej łące, znanej z zimowych zlotów motocyklowych, stanęła chata z drewna. Sądzę, że pomysłów i energii, by ten cel osiągnąć, mi nie zabraknie.

Rozmawiał Sz. Chwaliszewski[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    aqq - niezalogowany 2018-06-21 17:18:03

    U kaletnika skór wiele...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Jeremi - niezalogowany 2018-06-21 09:28:11

    Gdzie ten pan ma swój zakład miałbym coś do zrobienia. .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mirbin - niezalogowany 2018-06-21 09:05:40

    super gosc!!! zrobil mi pasek KODAK pewnie pamieta:)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości