Przypomnijmy, że na początku lutego Rada Gminy Zakrzewo podjęła uchwałę o zamiarze likwidacji Szkoły Podstawowej w Śmiardowie Złotowskim. Wielkopolski Kurator Oświaty nie dał jednak na nią zgody. Kurator uznał, że środowisko placówki – zgodnie zresztą ze swoją wolą – powinno dostać szansę stworzenia tutaj szkoły integracyjnej. W tej sytuacji wójt zorganizował kilkanaście dni temu spotkanie, podczas którego chciał jasnego stanowiska rodziców dzieci z tej placówki. Dorośli podpisali oświadczenia potwierdzające ich zgodę na tworzenie takiej szkoły w Śmiardowie Złotowskim. Nie wszyscy rodzice obecnych przedszkolaków i uczniów byli na zebraniu, stąd pozostali mają otrzymać oświadczenia do parafowania. Na zebraniu podpisali je rodzice kilkunastu dzieci, choć nie obyło się bez zamieszania.
Rodzice uznali, że treść, jaką dostali do podpisania od wójta, nie jest w pełni zgodna z tym, co wcześniej usłyszeli od goszczącej na spotkaniu Moniki Bekker–Goski, pedagog i psycholog szkolnej, pracującej w Szkole Podstawowej nr 12 z Oddziałami Integracyjnymi w Pile. A usłyszeli, że do placówek integracyjnych mogą uczęszczać m.in. dzieci z lekkim, względnie umiarkowanym stopniem niepełnosprawności intelektualnej. Tymczasem w oświadczeniach napisano o lekkim, umiarkowanym i znacznym stopniu niepełnosprawności intelektualnej. Zastępca wójta Aneta Buława zapewniła, że treść pism wręczonych rodzicom jest prawidłowa, niemal żywcem wyjęta ze stosownego rozporządzenia. Nie zmienia to faktu, że podpisując dokumenty rodzice wykreślili w nich słowa, które ich zdaniem były sprzeczne z treściami przekazanymi podczas zebrania.
Rodzice są za utworzeniem klas integracyjnych, niemniej wyrażają zgodę jedynie na lekki stopień niepełnosprawności
– podsumowała wyniki zebranych dotychczas podpisów rodziców zastępca wójta. Jednocześnie Aneta Buława dodała, że nie wie, czy tak wybiórczo można odnosić się do prawnych zapisów przy ewentualnym tworzeniu oddziałów integracyjnych[[pay]].

Rodzice podpisali wręczone przez wójta oświadczenia, ale niektóre zawarte w nich słowa wykreślili
Monika Bekker–Goska opisywała uczestnikom spotkania charakter działalności placówek takich jak pilska, w której pracuje. Mówiła o tym, jak na co dzień wygląda funkcjonowanie tego typu szkół i jak przebiega nauka w klasach integracyjnych. Mało było w tym opisie negatywów. W zasadzie jedyne mówiły o tym, że nie wszyscy rodzice i nie wszystkie dzieci są rzeczywiście gotowe do codzienności z niepełnosprawnymi dziećmi. Również to, że orzeczenia o niepełnosprawności wydawane są w „warunkach laboratoryjnych”, co czasami powoduje, że nie do końca są one adekwatne do tego, jak dziecko, posiadające orzeczenie, faktycznie radzi sobie w codziennym życiu.
Monika Bekker–Goska podkreślała głównie pozytywy funkcjonowania takich klas i szkół. Nie musiała zresztą przekonywać rodziców dzieci ze Śmiardowa, którzy – co od razu dało się zauważyć – byli zdecydowanie na tak względem pomysłu, który mógłby być alternatywą dla funkcjonowania szkoły w obecnym kształcie. Więcej zastrzeżeń mieli radni. Podkreślali przede wszystkim aspekt jakości nauki, a także ewentualnych kosztów utrzymania szkoły.
Bo chociaż za niepełnosprawne dzieci gmina otrzymałaby zdecydowanie większą subwencję, to nie ma pewności, że pieniądze te wystarczyłyby na funkcjonowanie szkoły, a co za tym idzie, czy gmina nie dopłacałby do jej utrzymania więcej niż obecnie. Bo kształcenie takich dzieci jest kosztowniejsze – wymagany jest chociażby drugi nauczyciel, wspomagający prowadzenie zajęć. Wszystko zależałoby więc od tego, ile dzieci faktycznie uczęszczałoby do szkoły i poszczególnych klas i jakie miałyby rodzaje schorzeń. Ze względu na jakość nauki lepiej, gdy jest to lekki bądź umiarkowany stopień niepełnosprawności. Za takie jednak dzieci subwencja nie jest tak wysoka jak za dzieci z poważniejszymi schorzeniami. Maluchy z mocnymi schorzeniami nie mogą się jednak kształcić w klasach integracyjnych – ich obejmuje już edukacja specjalna bądź indywidualna. W zakresie schorzeń lekkich i umiarkowanych, jakie mogą mieć dzieci uczęszczające do klas integracyjnych, wysokość subwencji też jest różna.
Co do ilości dzieci, w Śmiardowie najprawdopodobniej w grę wchodziłby model klas 5+2, 5+3, 6+2 lub 6+3. Mówimy więc o około 10 dzieciach niepełnosprawnych przy około 35 zdrowych uczniach szkoły. Dla porównania w szkole, w której pracuje w Pile Monika Bekker–Goska, dzieci jest około 570, w tym ponad 60 niepełnosprawnych. Radni nie kryli wątpliwości w kwestii tego, jak przełożyłoby się to na jakość nauczania. Tym bardziej, że klasy w Śmiardowie nie tylko są małe, ale do tego łączone, na co uwagę zwracał Andrzej Ruta.
Dla polepszenia sytuacji chcemy tak naprawdę wprowadzić więcej utrudnień
Reklama
– porównał radny z Zakrzewa, oceniając, że to dość ekwilibrystyczna próba alternatywnego funkcjonowania placówki. Rodzice odpierali głosy na NIE.
Nie straszcie nas
– mówili do radnych.
Monika Bekker–Goska przyznała, że o istnieniu tak małej szkoły z oddziałami integracyjnymi nie słyszała. Wyraziła jednak przekonanie, że taka placówka w Śmiardowie Złotowskim nie powinna mieć problemów z naborem, bo na terenie Złotowszyczny byłaby enklawą tego typu edukacji.
Kto miałby tutaj uczyć?
Pani dyrektor przekonuje nas, że jej kadra do tego wystarczy
Reklama
– wyjaśniła nam już po spotkaniu Aneta Buława. To budziło kolejne wątpliwości radnych podczas zebrania, bo kto z obecnej kadry szkoły ma odpowiednią praktykę? Czy samo dokształcenie w stosownych kierunkach może być gwarantem skutecznego nauczania?
Sytuacja szkoły ma się wyklarować na przestrzeni najbliższych tygodni. Podstawowym warunkiem utworzenia szkoły z oddziałami integracyjnymi będzie pozyskanie odpowiedniej liczby dzieci z orzeczeniami o niepełnosprawności. Czy placówka będzie w stanie pozyskać odpowiednią ilość takich uczniów?
Jedno jest w tej sprawie najbardziej zastanawiające... Jeżeli środowisko Śmiardowa nie chce likwidacji szkoły, bo m.in. są obawy względem dowożenia dzieci do placówki w Zakrzewie, to co powiedzieć o konieczności dowożenia – na dużo większych odległościach – niepełnosprawnych dzieci do śmiardowskiej szkoły?
„Ja niżej podpisany(a) po zapoznaniu się z informacjami w zakresie tworzenia klas integracyjnych, a w szczególności informacjami dotyczącymi prawdopodobieństwa uczęszczania do klasy integracyjnej dzieci niepełnosprawnych: niesłyszących, słabosłyszących, niewidomych, słabowidzących, z niepełnosprawnością ruchową, w tym z afazją, z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim, umiarkowanym lub znacznym, z autyzmem, w tym z zespołem Aspergera i niepełnosprawnościami sprzężonymi, niedostosowanych społecznie i zagrożonych niedostosowaniem społecznym w maksymalnej liczbie 3 uczniów w klasie oświadczam, że wyrażam zgodę / nie wyrażam zgody, aby moje dziecko/i...”
Dalej rodzice uzupełniali treść imionami i nazwiskami dzieci wyrażając zgodę, bądź nie, na to, żeby dziecko uczęszczało do takiej klasy. [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Najezdzacie na nauczycieli, ale moze po prostu dostali marny material? Jak dziecko jest malo inteligentne albo leniwe, to nauczyciel chocby ze skory wyszedl, cudu nie sprawi.
Zgadzam się w 100 % !!! Dzieci przy tak "licznych" klasach, powinny mieć wybitne wyniki w nauce, olimpiadach, konkursach, itp. Przecież nauczyciel ma wystarczająco czasu, żeby podejść do każdego dziecka indywidualnie. Tamtejsza kadra ma "życie jak w Madrycie", plus panie sprzątaczki i kucharki. Cisza, spokój, bez stresu. Szkoda tylko, że dzieci na tym nie korzystają a jedynie kadra nauczycielska, która zapewne i tak domaga się podwyżek za swoją "ciężką pracę".
Zgadzam się w 100 % !!! Dzieci przy tak "licznych" klasach, powinny mieć wybitne wyniki w nauce, olimpiadach, konkursach, itp. Przecież nauczyciel ma wystarczająco czasu, żeby podejść do każdego dziecka indywidualnie. Tamtejsza kadra ma "życie jak w Madrycie", plus panie sprzątaczki i kucharki. Cisza, spokój, bez stresu. Szkoda tylko, że dzieci na tym nie korzystają a jedynie kadra nauczycielska, która zapewne i tak domaga się podwyżek za swoją "ciężką pracę".
Zgadzam się w 100 % !!! Dzieci przy tak "licznych" klasach, powinny mieć wybitne wyniki w nauce, olimpiadach, konkursach, itp. Przecież nauczyciel ma wystarczająco czasu, żeby podejść do każdego dziecka indywidualnie. Tamtejsza kadra ma "życie jak w Madrycie", plus panie sprzątaczki i kucharki. Cisza, spokój, bez stresu. Szkoda tylko, że dzieci na tym nie korzystają a jedynie kadra nauczycielska, która zapewne i tak domaga się podwyżek za swoją "ciężką pracę".
Zgadzam się w 100 % !!! Dzieci przy tak "licznych" klasach, powinny mieć wybitne wyniki w nauce, olimpiadach, konkursach, itp. Przecież nauczyciel ma wystarczająco czasu, żeby podejść do każdego dziecka indywidualnie. Tamtejsza kadra ma "życie jak w Madrycie", plus panie sprzątaczki i kucharki. Cisza, spokój, bez stresu. Szkoda tylko, że dzieci na tym nie korzystają a jedynie kadra nauczycielska, która zapewne i tak domaga się podwyżek za swoją "ciężką pracę".
Co do umiejętności przekazywania wiedzy zgadzam się w 100 %
Nie wiem czy to dobry pomysł, aby szkoła ta przyjęła taką formę skoro mimo bardzo małej ilości uczniów pełnosprawnych (można rzec nauczanie indywidualne) nauczyciele nie potrafią przekazać wiedzy i absolwenci w późniejszym czasie mają problemy w szkołach gimnazjalnych. Strata pieniędzy na tą "zgraje". Lepiej aby uczniowie dojeżdżali do pobliskiego Zakrzewa.
Najezdzacie na nauczycieli, ale moze po prostu dostali marny material? Jak dziecko jest malo inteligentne albo leniwe, to nauczyciel chocby ze skory wyszedl, cudu nie sprawi.
Zgadzam się w 100 % !!! Dzieci przy tak "licznych" klasach, powinny mieć wybitne wyniki w nauce, olimpiadach, konkursach, itp. Przecież nauczyciel ma wystarczająco czasu, żeby podejść do każdego dziecka indywidualnie. Tamtejsza kadra ma "życie jak w Madrycie", plus panie sprzątaczki i kucharki. Cisza, spokój, bez stresu. Szkoda tylko, że dzieci na tym nie korzystają a jedynie kadra nauczycielska, która zapewne i tak domaga się podwyżek za swoją "ciężką pracę".
Zgadzam się w 100 % !!! Dzieci przy tak "licznych" klasach, powinny mieć wybitne wyniki w nauce, olimpiadach, konkursach, itp. Przecież nauczyciel ma wystarczająco czasu, żeby podejść do każdego dziecka indywidualnie. Tamtejsza kadra ma "życie jak w Madrycie", plus panie sprzątaczki i kucharki. Cisza, spokój, bez stresu. Szkoda tylko, że dzieci na tym nie korzystają a jedynie kadra nauczycielska, która zapewne i tak domaga się podwyżek za swoją "ciężką pracę".