Momentem, który zaważył na pomyśle włączenia się w akcję było spotkanie opłatkowe katechetów, w którym uczestniczyłam i obecność na nim księdza biskupa Krzysztofa Zadarko. Ks. biskup jest Przewodniczącym Rady ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek oraz delegatem Konferencji Episkopatu Polski ds. Imigracji. Podczas spotkania opowiadał, jak wygląda życie Syryjczyków w ich kraju, a także w pobliskim Libanie – niewielkim kraju, w którym schronienie znalazło prawie tyle samo uchodźców z Syrii co rdzennych mieszkańców tego kraju. Opowiadał też, jak to wszystko wygląda na miejscu, jak Libańczycy wynajmują namioty, a Syryjczycy muszą radzić sobie z kosztami utrzymania. Zwrócił również uwagę, że niezwykle ważna jest właśnie pomoc polegająca na stworzeniu im warunków do życia tam, w ich kraju. To wszystko wymaga nakładów finansowych. Stąd też akcja ogólnopolskiej Caritas „Rodzina Rodzinie”, polegająca właśnie na tym, żeby pomagać konkretnym osobom w ich utrzymaniu, opłaceniu podstawowych rzeczy takich jak: prąd, woda i mieszkanie w Syrii bądź w krajach bezpośrednio z Syrią sąsiadujących, na które przede wszystkim spadł problem natychmiastowej pomocy uchodźcom. Miesięczny koszt utrzymania jednej rodziny waha się w granicach od 500 do 700 złotych. Pierwsza myśl była taka, żeby zaangażować w pomoc swoich bliskich. Pomyślałam jednak, że może warto włączyć w to również innych. Jako opiekun Szkolnego Koła Wolontariatu przy Szkole Podstawowej w Okonku, po uzyskaniu zgody dyrekcji, razem z moimi podopiecznymi znaleźliśmy sposób, w jaki możemy to zrobić. Ponieważ pojawiły się pewne ograniczenia, po pomoc zgłosiłam się do szefowej naszego zespołu parafialnego Caritas - pani Haliny Peczyńskiej oraz do okoneckich księży - ks. proboszcza Jana Rataja i ks. wikariusza Radosława Winieckiego. Bez ich pomocy i aktywnego włączenia się w to dzieło nie byłoby mowy o najmniejszym sukcesie tej akcji. Okonek do akcji włączył się w lutym, przy czym w kraju trwała ona już od jakiegoś czasu.

Pani Katarzyna zachęca do pomocy. Obecnie mieszkańcy Syrii wracają do domów, jednak bez wsparcia nie będą w stanie ich odbudować i znowu żyć normalnie
Osoby, które chciały wziąć udział w akcji deklarowały pomoc na specjalnych formularzach, które były dostępne w szkole i w kościele. Oczywiście przeprowadziliśmy akcję informacyjną zarówno dla rodziców w szkole, jak i chętnych parafian w kościele. Prawdę mówiąc obawiałam się, czy w ogóle uzbieramy na jedną rodzinę, tymczasem po niespełna dwóch tygodniach mieliśmy już deklaracje na dwie. Ostatecznie zebraliśmy także na trzecią. Kiedy zebraliśmy deklaracje i wiedzieliśmy, jaką kwotą będziemy dysponować razem z woluntariuszami w szkole wybraliśmy trzy rodziny, którym postanowiliśmy pomóc. Była to jedna osoba samotna, małżeństwo i rodzice z dziećmi. Poznaliśmy ich nazwiska, sytuację i najpilniejsze potrzeby. Wszyscy to mieszkańcy Aleppo, którzy mimo działań wojennych zdecydowali się pozostać w swoich domach. Nasza zbiórka trwała pół roku (zakończyła się 6 sierpnia), tak to przewidzieli organizatorzy, i na taki okres się zdeklarowaliśmy.
Reklama
Dokładnie tak, chociaż nie tylko z Okonka. Łącznie udział w niej wzięło 31 rodzin lub osób, z tego cztery spoza naszej parafii. I muszę to dodać, to właśnie te osoby, które zechciały się w tę pomoc włączyć, powinny być i są głównymi bohaterami tego przedsięwzięcia. Bez nich nie dalibyśmy rady. Decydując się na tę półroczną pomoc mieliśmy świadomość, że może ona okazać się niewystarczająca, dlatego już w dniu ostatniej zbiórki ogłosiliśmy ponowne przystąpienie do akcji na kolejne pół roku. W kościele zostały już wyłożone deklaracje, które osoby chętne mogą wypełnić i składać w zakrystii u naszych księży. W związku z tym, że w szkole są wakacje, a my nie chcielibyśmy przerywać pomagania i kolejnej wpłaty dokonać na początku września, bardzo liczymy nie tylko na parafian, ale także na czytelników Aktualności Lokalnych, za których pośrednictwem mamy nadzieję dotrzeć do większej grupy wspomagających to piękne dzieło. Ufam, że druga fala pomocy będzie większa. Już teraz ludzie mnie pytają, czy na pewno będą mogli pomóc. Nowe deklaracje będziemy zbierać do 27 sierpnia.
Jak na początku ludzie na taką inicjatywę reagowali?
Kwestia uchodźców podzieliła Polaków. Pani nigdy nie miała wątpliwości?
Jak wygląda sytuacja rodzin, którym pomogliście? Ma Pani informacje na ten temat?
Dzieci bardzo dobrze rozumieją, co dzieje się w Syrii i jaka jest sytuacja uchodźców. Widać, że w domach się o tym rozmawia. I muszę przyznać, że bardzo różnie rodziny podchodzą do tego tematu. Dzieci o tym mówią. Jeśli chodzi o dorosłych, to nie spotkałam się z żadnymi negatywnymi komentarzami. Wydaje mi się, że jeśli ktoś jest zdecydowany pomóc, to zrobi to i już. Poza tym myślę, że ta forma pomocy jest dużo łatwiejsza. Ludziom łatwiej jest pomóc komuś tam na miejscu, niż zaprosić go do siebie, do domu. Każdy z nas stawia w Wigilię dodatkowy, pusty talerz, ale gdyby miał przyjść ktoś obcy, z walizkami, mówiący w innym języku, to z tym zaproszeniem byłoby już znacznie trudniej. I mówię tu także o sobie…
Reklama
Może troszeczkę tak. Jednak przede wszystkim ufam i wierzę ludziom, że mają w sobie dużo dobra i z tego przede wszystkim powodu włączają się w pomoc innym, bardziej potrzebującym.
Wcześniej się już zastanawiałam, jak pomóc, ale nie planowałam tego robić na większą skalę. Los uchodźców nigdy nie był mi obojętny. W życiu są różne sytuacje. Na szczęście my nie przeżywamy koszmaru wojny. I Bogu dziękować za to, że mamy pokój. Poza tym pamiętam, że jak coś się działo złego, spotkało kogoś jakieś nieszczęście ludzie, choćby tu w naszej okolicy, zawsze solidaryzowali się i pomagali. Myślę, że to taki ludzki odruch. Co do kwestii podziałów wydaje mi się, że jest problem w nazewnictwie i jednak dezinformacji. Ludzie generalnie uchodźcami nazywają wszystkich, którzy uciekają z kraju przed wojną, prześladowaniem, tymczasem są nimi, owszem, ale tylko w tym pierwszym, bezpiecznym państwie, z którym przekroczą granicę. Bo to w tym kraju otrzymują status uchodźcy. Ktoś, kto przebywa całą Europę już nim nie jest – chyba że mowa o korytarzach humanitarnych, gdy trafiają od razu np. samolotem do państwa docelowego. Ale jak ktoś przekroczy trzecią czy czwartą granicę, nie jest już w tym kraju uchodźcą. I chyba stąd najwięcej niezrozumienia. Tak myślę, chociaż pewna nie jestem, że to nie uchodźcy dzielą Polaków, tylko imigranci. Gdy widzimy w telewizji czy w prasie te przybywające grupy do granic (nie oszukujmy się, nie naszych), w większości młodych mężczyzn, to rozumiem obawy ludzi, którzy nie chcą wpuszczać ich do swoich domów. To jednak nie jest tak, że ktoś kogoś zmusi do przyjęcia teraz 10 osób w domu, zwłaszcza, że oni od nas tego wcale nie oczekują. Pomóc można na różne sposoby. Ta akcja Caritas na pewno to umożliwia, ale też otwiera człowieka na inną pomoc.
Reklama
Jak najbardziej. Kiedy byliśmy na Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie, dużo słyszeliśmy o sytuacji w Syrii od młodych ludzi, którzy stamtąd przyjechali. Jednym z gości była młoda dziewczyna, mieszkanka Aleppo. Pamiętam, że na pytanie dziennikarza, jak możemy pomóc jej, u nas, co możemy tu dla niej zrobić, odpowiedziała, że nie potrzebuje tutaj żadnej pomocy. Prosi tylko o modlitwę. Ona chce wrócić do domu, tam ma swoje życie, rodzinę. Tam jest jej miejsce. I tak chce wielu uchodźców. To, co my możemy zrobić, to właśnie pomóc im odbudować domy, tak aby mogli do nich wrócić i tam żyć.
Otrzymuję informacje na maila, ale nie od rodziny, lecz od organizatorów akcji. Z relacji proboszcza jednej parafii z Aleppo, który w czerwcu gościł w Polsce, wynika, że sytuacja się stabilizuje, te najgorsze działania wojenne są już za nimi. Takie same informacje docierają do nas od organizatorów akcji. Teraz właśnie najpotrzebniejsza jest ta pomoc finansowa, która umożliwi odbudowanie i od nowa zagospodarowanie domów. To wsparcie jest teraz im potrzebne i myślę, że jeśli będą o nie prosić w kolejnych latach, nadal będziemy starać się im pomagać.
Reklama
Jako minimalną kwotę w deklaracjach przyjęliśmy 10 złotych. W ten sposób jest nam łatwiej to księgować. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla kogoś może to być dużo. Zachęcam jednak do tego, aby złożyć się z kimś wspólnie, np. po 5 złotych, a nawet po 2. Poza tym można do nas przyjść i na pewno znajdziemy jakieś rozwiązanie. Ja nawet wolałabym, aby w akcję włączyło się np. 150 osób, które dadzą po te 10 złotych, a nie 5, która wyłożą od razu 300, bo je stać. Czasami sobie jednak myślę, że może się też trochę za szybko usprawiedliwiamy, że nas nie stać. Tutaj nie tylko chodzi o kwotę, ważne jest też zaangażowanie i chęć pomagania, a także budowanie takiego przeświadczenia, że nawet mając mało mogę pomóc komuś, kto ma jeszcze mniej. I na pewno jest to bardzo wychowawcze. Wierzę, że te dzieci, które dziś razem ze swoimi bliskimi pomagają innym, będą to robić także w dorosłym życiu.
Deklaracje są już wyłożone, wiele informacji o programie można znaleźć także na stronie internetowej Caritas rodzinarodzinie.caritas.pl, a lokalnie na stronie Parafii Okonek na Facebook. Zapraszamy wszystkich chętnych.
Reklama
Rozmawiała Klaudia Siekańska[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie dla uchodźców w Złotowie i okolicy chcecie mieć ubogacanie gwałty molestowanie zamachy?
Nie dla uchodźców w Złotowie i okolicy chcecie mieć ubogacanie gwałty molestowanie zamachy?