Stawiam na myślenie
– tak na pytanie o metodę nauczania odpowiada Wanda Urban, która w gimnazjum w Lipce uczy biologii.
Nie mam szablonu. Ta sama lekcja w dwóch klasach może wyglądać zupełnie inaczej. Jedno pytanie ucznia może spowodować, że inaczej dany temat rozwiniemy
– twierdzi Maria Szpadzińska, nauczyciel przyrody w tutejszej podstawówce. Panie są siostrami i od blisko trzydziestu lat tłumaczą dzieciom świat.
Zaczęło się na łące, nad stawem, w polu. Pierwsza dziwić się życiu zaczęła Wanda. Sześć lat starsza od siostry chodziła z nauczycielką biologii na lekcje pod chmurką. A po szkole to ona stawała się nauczycielką i uczyła koleżanki. Wybór zawodu był więc oczywisty.
Chciałam pracować z dziećmi. Wiedziałam, że to będzie mi sprawiać satysfakcję. Wybrałam biologię, bo w niej można łączyć teorię z praktyką
– tę samą motywację przedstawia zarówno Wanda Urban, jak i Maria Szpadzińska. Obie panie w tyle głowy mają wzorzec nauczania ze szkoły podstawowej. Coś z Konfucjusza: „Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a zapamiętam. Pozwól mi zrobić, a zrozumiem.” Tę samą zasadę stosować będą w pracy zawodowej. Szkoła w Lipce da im takie możliwości, np. tworząc klasę pod chmurką.
W połowie lat 70–tych Wanda Urban miota się między biologią a historią. Kocha oba przedmioty, z obu zdaje maturę. Z obu bardzo dobrze.
Zrobiłam sobie tym krzywdę
– ocenia po latach. Gdyby zdawała z chemii, to ułatwiłoby jej to dostanie się na studia, a tak musiała dodatkowo uczyć się na egzamin. To był pierwszy z serii niefortunnych wyborów. Potem zamiast studiować w Toruniu wybrała Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Olsztynie.
Ktoś mi powiedział, że tam lepiej przygotują mnie do zawodu nauczyciela. Bardzo mi na tym zależało, by być profesjonalną
Reklama
– mówi po 37 latach w zawodzie.
A okazało się, że po pierwszych lekcjach wróciłam do domu i zapytałam sama siebie: jak mam to zrobić, by te dzieci czegoś nauczyć?
– W. Urban twierdzi, że na studiach było za dużo teorii, a za mało praktyki.
Maria Szpadzińska miała prostszą drogę. Wybrała ten sam zawód co siostra, a prowadzący gospodarstwo rolne rodzice nie protestowali.
Decyzja należała do mnie
– mówi z nutą dumy w głosie. Biologię skończyła na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Żałować wyboru mogę tylko gdy oprócz pracy z dziećmi mam dużo pracy dokumentacyjnej, biurokracji
Reklama
– twierdzi.
Co drugą lekcję kartkówka, czasem lekcje w terenie, potem sprawdzian.
System nauczania mają podobny, są tak samo surowe
– o siostrach uczących w Lipce mówi Maciej Bieluszko. W szkole podstawowej przyrody uczyła go pani Maria, w gimnazjum biologię ma z panią Wandą.
Lubię te przedmioty, więc mi to pasuje
– odpowiada laureat olimpiad ekologicznych i konkursów kuratoryjnych. Gdy uczeń wchodzi do klasy biologii na tablicy ma zapisany temat i wie, że bez poznania go stąd nie wyjdzie.
Staram się rozwijać myślenie. Stawiam problemy. W trakcie lekcji wracamy do tego głównego celu, odwołuję się do tego, co już wiedzą. Miałam lekcje przyrody, więc wiem, co uczniowie powinni wiedzieć
Reklama
– zapewnienia podopiecznych, że „tego” w podstawówce nie było, nie działają.
To mechanizm obronny ucznia
– śmieje się pani Wanda. A przecież jej uczniowie przeszli już przez ręce siostry Marii. Dlatego jest pewna, że to, co miało, zostało przerobione.
Chociaż innego nauczyciela nie podejrzewałabym, że czegoś nie zrobił, skoro mówi, że zrealizował program. Nie mam takiego charakteru
– zaznacza. Na końcu lekcji jest podsumowanie, a potem pani Wanda pyta, czy się uczniom podobało. Po blisko trzydziestu siedmiu latach pracy ta odpowiedź nadal jest dla niej ważna.
Dzięki niej widzę sens swojej pracy
– twierdzi.
Rodzice się mylą – Ten sam dom, nauczyciel biologii, wykształcenie, miejsce pracy. Maria Szpadzińska i Wanda Urban są wyjątkowe na oświatowej mapie gminy...
Najważniejsi są uczniowie – Jednak w absolwentach Zespołu Szkół w Lipce widać siostrzaną rękę. Pani Maria przygotowuje do olimpiady ekologicznej uczniów podstawówki, a pani Wanda gimnazjum...
Ten sam dom, nauczyciel biologii, wykształcenie, miejsce pracy. Maria Szpadzińska i Wanda Urban są wyjątkowe na oświatowej mapie gminy. Bo rozstały się tylko na chwilę. Po studiach, w 1987 roku pani Maria zaczęła pracę w Myśligoszczy, pani Wanda w 1980 roku w gminnej szkole zbiorczej w Dobrzyniu nad Wisłą.
Uczyłam chemii, bo w trakcie studiów miałam dużo zajęć tego przedmiotu. Środowisko było biedne, dzieci nie bardzo chciały się uczyć, ale potrafiłam je zainteresować
– mówi starsza z sióstr. Po trzech latach, za mężem, który pracował w Lipce, trafiła do tutejszej szkoły. Maria Szpadzińska znowu podążyła za siostrą. Najpierw trafiła do szkoły w Wielkim Buczku, a w obliczu jej likwidacji przeniosła się do stolicy gminy. W Lipce W. Urban początkowo uczyła środowiska w młodszych klasach, geografii, języka polskiego, matematyki, chemii.
To było wielkie wyzwanie
– wyznaje. Do biologii wróciła po odejściu na emeryturę pana Albina Gallasa, a potem Jadwigi Seroki.
I znowu było ciężko. Przez kilka lat nie uczyłam biologii i musiałam na nowo się wdrożyć
– twierdzi. Dziś, oprócz ukochanego przedmiotu (w gimnazjum ma go osiem godzin tygodniowo), jest nauczycielem w świetlicy, uczy wychowania do życia w rodzinie.
Maria Szpadzińska oprócz przyrody wykłada także matematykę. Do tego, że w jednej szkole uczą dwie siostry Lipka już przywykła, ale wciąż zdarzają się pomyłki.
Rodzice próbują ze mną rozmawiać jak z moją siostrą, a przecież nie jesteśmy całkiem podobne
– mówi W. Urban.

Maciek Bieluszko jest przykładem, że system nauczania sióstr przynosi efekty
Jednak w absolwentach Zespołu Szkół w Lipce widać siostrzaną rękę. Pani Maria przygotowuje do olimpiady ekologicznej uczniów podstawówki, a pani Wanda gimnazjum. Przekazują sobie wiedzę o podopiecznych, wychwytują i szlifują diamenty. Stąd też sukcesy. Maciej Bieluszko jest aktualnym laureatem wojewódzkim. Dzięki temu jest zwolniony z części przyrodniczej (biologia, chemia, geografia, fizyka) egzaminu gimnazjalnego. Ma z nich 100% poprawnych odpowiedzi.
Mogę się skupić na pozostałych przedmiotach, podnieść oceny i średnią
– twierdzi chłopak, który od najmłodszych lat interesował się przyrodą. Nauczycielki pokierowały jego ciekawością.
Już im za to dziękuję. Gdyby nie one, to bym sobie w tym konkursie nie poradził
– zapewnia przyszły uczeń I Liceum Ogólnokształcącego w Złotowie, a następnie prawdopodobnie student weterynarii. Panie Maria i Wanda proszą, by za wiele o nich nie pisać. Jeśli już, to przez pryzmat sukcesów podopiecznych. Zgodnie wymieniają laureatów olimpiad i konkursów: Katarzynę Szopieraj, Stanisława Grabowskiego, Łukasz Herbusia, Pawła Orzechowskiego, Alicję Biłoszewską, Ryszarda Płóciennika, Aleksandrę Szmelter, Elżbietę Ożga, Tomasza Warzochę, Szymona Łańcuckiego, Krzysztofa Salę. Z góry przepraszają, że nie wymienią wszystkich, ale przez te lata było ich tak wielu.
Z nimi jest łatwiej, bo są tylko dwie. Dlatego uczniowie o nich pamiętają doskonale.
Mimo że jestem nauczycielem, który w pojęciu dzieci je męczy, bo wymaga, to jednak po latach rozpoznają mnie na ulicy. Wspominamy, jak to było na lekcjach przyrody. Miło wspominamy, a przynajmniej nikt mi nie powiedział, że ma do mnie jakiś żal
– mówi Maria Szpadzińska.
Niektórzy mówią, że jestem surowa? A nie dodają, że wyrozumiała też? Staram się zrozumieć ucznia
– zaznacza Wanda Urban.
Chyba bardziej lubią mnie uczniowie, którzy skończyli szkołę niż ci, których aktualnie uczę. Moi absolwenci zwykle mają wyższe oceny w szkołach średnich niż mieli u mnie. Z radością się nimi chwalą
– dodaje. I dziękują. Bo zwykle tak to jest, że to, co dobre, doceniamy po latach.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pamiętam obydwie Panie, Panią Marie, jak i Panią Wande, obydwie były bardzo surowe, na pierwszych lekcjach z Panią Marią od razu dostałem uwage, ale potem już jakoś poszło to wszystko do przodu, byłem uczniem raczej leniwym i nie chciało mi się uczyć, ale po przejściu szkoły Pani Marii trafiłem pod skrzydła Pani Wandy, tam zaczął sie kosmos, uczniem byłem dwójkowym, nie będe oszukiwać, po prostu mi sie nie chciało, ale pomimo tego zawsze i Pani Maria i Pani Wanda potrafiły mnie zmotywować, pomimo tego że gimnazjum kończyłem z dwójka, to w szkole ponad gimnazjalnej pierwszą klase zakończyłem z czwórka. Podsumowująć pomimo tego, że było ciężko to teraz widzę, że się opłacało
Pani Wanda uczyła mnie w latach 90 tych. Pamiętam takiego szkieleta na szafie i manekina z którego wątroba zawsze wypadała . Ale Biologia była jedyną lekcją na której wszyscy byli grzeczni .
Byłem uczniem słabym z przedmiotów tych Pań ale z ambicjami często śmieszkowałem na lekcjach ale po wyjściu z tej szkoły teraz świetnie sobie daje rade w liceum
Byłam uczniem wybitnym z przedmiotow tych Pan, właśnie dzięki nim. Olimpiady, konkursy, niestety w Zlotowskim ogolniaku mialam wrazenie ze wiem wiecej od nauczycielki. Dalej wygrywalam konkursy i olimpiady, ale nikt mnie do nich nie przygotowywal, malo tego do pozanania na finaly zawozili mnie rodzice bo nauczycielka nie mogla. Te Panie walcza o ucznia. Sa otwarte swiatopogladowo. Takich nauczycieli juz sie praktycznie nie spotyka.
Przyznam to samo, nienawidziłam, wylam, ale jak poszłam do liceum to pani stwierdziła , że osoby po szkole z Lipki znają biologię perfekt:) w sumie całe liceum nic robić nie musiałam:D
Bardzo surowe,nienawidziłam lekcji biologi przez to,ale dzięki temu,ze przebrnęłam i dałam radę z dobrym wynikiem już od 2 lat w szkole pomadgimnazjalnej radzę sobie świetnie :)
Pamiętam obydwie Panie, Panią Marie, jak i Panią Wande, obydwie były bardzo surowe, na pierwszych lekcjach z Panią Marią od razu dostałem uwage, ale potem już jakoś poszło to wszystko do przodu, byłem uczniem raczej leniwym i nie chciało mi się uczyć, ale po przejściu szkoły Pani Marii trafiłem pod skrzydła Pani Wandy, tam zaczął sie kosmos, uczniem byłem dwójkowym, nie będe oszukiwać, po prostu mi sie nie chciało, ale pomimo tego zawsze i Pani Maria i Pani Wanda potrafiły mnie zmotywować, pomimo tego że gimnazjum kończyłem z dwójka, to w szkole ponad gimnazjalnej pierwszą klase zakończyłem z czwórka. Podsumowująć pomimo tego, że było ciężko to teraz widzę, że się opłacało
Pani Wanda uczyła mnie w latach 90 tych. Pamiętam takiego szkieleta na szafie i manekina z którego wątroba zawsze wypadała . Ale Biologia była jedyną lekcją na której wszyscy byli grzeczni .
Byłem uczniem słabym z przedmiotów tych Pań ale z ambicjami często śmieszkowałem na lekcjach ale po wyjściu z tej szkoły teraz świetnie sobie daje rade w liceum