40% - według obliczeń tylu z niespełna 5000 łobżenickich parafian chodzi co niedzielę do kościoła. Ten wynik i tak przebija średnią krajową, która kształtuje się na poziomie około 31-32%. – Mówi się, że statystyka to jedno, a rzeczywistość - drugie. Te dane, które zbieramy i analizujemy pod koniec roku kalendarzowego przekazują pewien obraz. Nie są jednak precyzyjne. Dla przykładu - procent uczęszczających na niedzielne msze obliczamy od całości zapisanych w parafii osób, tymczasem wielu z nich tu nie ma, bo np. pracują za granicą lub są obłożnie chore i nie pojawiają się w kościele. Wliczane są również niemowlęta. Nie powiedziałbym więc, jak to się często w mediach słyszy, że ludzie odchodzą do Kościoła. Kościół, podobnie jak szkoły, także dotyka zjawisko niżu demograficznego, co najlepiej widać po ilości dzieci, które przystępują do Pierwszej Komunii Świętej. Z blisko stu kilka lat temu, teraz mamy około 45- 50. W przypadku Łobżenicy, od kiedy jestem tutaj proboszczem, nie zaobserwowałem z kolei, żeby liczba wiernych zajmujących ławki na mszach się zmniejszała. Od sześciu lat jest stała – mówi ks. kanonik Karol Glesmer, proboszcz łobżenickiej parafii.
Wrażenie robi liczba wydanych w ciągu roku komunikantów, aż 75.000. Ciekawostką jest też duży, ubiegłoroczny wzrost liczby chrztów. W 2015 roku było ich 72, a w 2014 jedynie 48. – Nie wiem, z czego to wynika. Natomiast podobnie jak ma to miejsce w Złotowie, u nas też widoczna jest tendencja, że sporo z tych dzieci urodziło się za granicą i tam po chrzcie z rodzicami wyjeżdżają – dodaje ks. Karol.
W ubiegłym roku mniej od chrztów było pogrzebów, pochowano bowiem 50 osób. W 2014 było to 60 osób. Spadki w parafialnej statyce odnaleźć można także wśród liczby udzielanych ślubów. W 2015 roku było ich 17, a w 2014 więcej, bo 21. Zaglądając jednak głębiej w parafialne księgi okazuje się, że w 2013 roku ślubów było 18, w 2012 tylko 12, a w 2011 aż 22. – Cieszy mnie fakt, że w ubiegłym roku zanotowaliśmy przypadki dwóch par żyjących w wolnym związku, gdzie możemy mówić o tzw. uzdrowieniu związku, czyli udzieleniu ślubu kościelnego - dodaje proboszcz.
Jedną z form odpowiedzialności za parafię jest także finansowy udział wiernych w jej utrzymywanie. – Podobnie jak w przypadku firm czy instytucji my także regulujemy rachunki za prąd, wodę czy śmieci. Wywóz tych ostatnich w ciągu ubiegłego roku pochłonął ponad 20 tys. złotych. Regulujemy też zobowiązania wobec Diecezji Bydgoskiej. Rocznie jest to kwota sięgająca 24 tys. złotych. Trzeba jednak pamiętać, że w tej kwocie mieszczą się opłaty za ubezpieczenie naszych budynków kościelnych oraz świadczenia np. wobec Bazyliki Grobu Pańskiego w Jerozolimie, która utrzymywana jest przez wszystkie parafie. W ciągu roku mamy dwanaście składek inwestycyjnych. Od kilku już lat udaje się w ten sposób zgromadzić budżet na poziomie pomiędzy 20 a 30 tys. złotych, wydawany na drobne prace remontowe czy wyposażenie naszych kościołów – mówi ks. Karol Glesmer.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Taaa, ciekawe, czy to wystawne życie kleru podoba się Panu Bogu, którym tak straszę swoje owieczki....
Jak się spodziewałam po przeczytaniu artykułu wymienione są wydatki, a pominięte dochody: ze ślubów, pogrzebów, chrztów, z tacy, kolędy, opłaty za zamówione msze, wypominki, za pierwsze, komunie i inne o których nie wiemy. Za co tak wystawnie żyją księża, biskupi. Za co mają takie wspaniałe samochody, pałace, wille, po kilka mieszkań pod wynajem. Wiem i wszem wiadomo.
Taaa, ciekawe, czy to wystawne życie kleru podoba się Panu Bogu, którym tak straszę swoje owieczki....
Jak się spodziewałam po przeczytaniu artykułu wymienione są wydatki, a pominięte dochody: ze ślubów, pogrzebów, chrztów, z tacy, kolędy, opłaty za zamówione msze, wypominki, za pierwsze, komunie i inne o których nie wiemy. Za co tak wystawnie żyją księża, biskupi. Za co mają takie wspaniałe samochody, pałace, wille, po kilka mieszkań pod wynajem. Wiem i wszem wiadomo.