Reklama

Rower to coś więcej

07/07/2015 07:35
Tadeusza Batora i Remigiusza Küblera dzieli pokolenie. Łączy zamiłowanie do rowerów. Pierwszy jest legendą polskiego kolarstwa przełajowego lat 80-tych, drugi za kilkanaście dni zamierza objechać Polskę dookoła

Już niedługo

Do startu rowerowej wyprawy Remigiusza Küblera dookoła Polski, o której pisaliśmy w ubiegłym roku (AL nr 40/2014), zostało kilkanaście dni. Trwająca 25 dni podróż rozpocznie się 7 lipca. Trasa podzielona jest na cztery etapy: Kostrzyn - Zakopane, Zakopane - Terespol, Terespol - Władysławowo, Władysławowo - Kostrzyn. Remigiusza codziennie czeka pobudka o godzinie 6:00 i 11-12 godzin w trasie. Jak przebiegają jego ostatnie przygotowania? - Sprzęt jest już całkowicie skompletowany i przygotowany. Na dniach przyjdą koszulki wyprawowe dla uczestników. Nie jadę zupełnie sam, razem będzie nas 4-5 osób. Obecnie kilometraż treningowy na rowerze musiałem trochę zmniejszyć ze względu na sesję, aczkolwiek forma już jest. W Dzień Dziecka odwiedziłem Trójmiasto, robiąc w jeden dzień 222 km – mówi Remi, którego zmagania niebawem będzie można śledzić na facebookowym profilu portalu zlotowskie.pl.


Reklama

 

 

Przed Remigiuszem

Tymczasem fanatyków jazdy na rowerze jest w Krajence więcej. Jednym z nich jest Tadeusz Bator. Jego nazwisko niedawno ponownie pojawiło się podczas rodzinnych zawodów rozgrywanych w ramach kampanii „Uzależnia mnie tylko sport” - do mety prowadził biegaczy jadąc jednośladem. Utytułowany krajeński kolarz po raz pierwszy samodzielnie wsiadł na rower gdy miał osiem lat. Działo się to w połowie lat 60-tych. - To były czasy, gdy rowery były jeszcze drogie i trudno dostępne. Wracaliśmy ze szkoły i przejechać dała mi się moja koleżanka Irena Grygiel, obecnie Załachowska. Nie pamiętam już, jak mi wtedy poszło, ale chyba nie najgorzej, bo żadna blizna się z tamtego wydarzenia nie zachowała. Pamiętam za to, że bardzo mi się to spodobało – mówi. Niedługo później w jego rodzinnym domu w Maryńcu także pojawił się rower. - To była Ukraina, jeździłem więc pod ramą, nieco wygięty na bok, bo z siodełka bym nie dosięgnął do pedałów – uśmiecha się pan Tadeusz. Czy już wtedy myślał, że za kilka, kilkanaście lat będzie w pierwszej piątce najlepszych kolarzy w Polsce? - Nie, chociaż już wcześniej rywalizowałem trochę sam ze sobą. Ruszałem z domu polnymi drogami w stronę Głubczyna albo Starego, sprawdzając sobie czas. Przez to dużo bardziej lubiłem jeździć w przełajach niż na asfalcie. Zapisanie się do klubu kolarskiego w Złotowie to był w sumie przypadek. Byli tam moi koledzy ze szkoły, zapisałem się i ja. Moim trenerem został Winfried Mitkowski. Pamiętam, że po pierwszym treningu nie mogłem wejść po schodach do pokoju w internacie – mówi T. Bator. Postanowił sobie jednak, że od tamtego momentu będzie już tylko lepiej. I było.

Reklama

Tadeusz na jaguarze

Treningi odbywały się regularnie, nawet co drugi dzień. - Ruszaliśmy ze Złotowa, jadąc w stronę Jastrowia, później Piły, Krajenki i znów Złotowa. Średnio pętla treningowa miała od 50 do 80 kilometrów – wspomina pan Tadeusz. Pierwszy wyczynowy rower dostał z klubu. To był rometowski jaguar. - Chociaż się o niego bardzo dbało, często się psuł – dodaje kolarz. Sprzęt posypał się chociażby podczas pierwszych zawodów. - Po trzech miesiącach w klubie, w 1972 roku, wystartowałem w przełajach po Górze Chełmińskiej. To były Mistrzostwa Okręgowe Województwa Koszalińskiego. Rower na trasie naprawiał mi trener Mitkowski. Wtedy poszło średnio, ale rok później wygrałem te zawody – mówi T. Bator. Tak rozpoczęło się pasmo zwycięstw, najpierw wśród juniorów. - Bardzo chciałem startować, rywalizować, ale w złotowskim klubie, ze względu na ograniczone środki finansowe, to nie było możliwe. Jako senior przeszedłem więc do Polonii Piła – o swojej decyzji mówi pan Tadeusz. Tam zyskał też lepszy sprzęt. - To nadal był romet jaguar, ale w wersji super special, czyli wyposażony we włoski osprzęt campagnolo. To już się nie psuło, ale jego wartość też była taka, że gdybym go wtedy sprzedał, stać by mnie było na fiata 126p – śmieje się kolarz, który dzięki wynikom w pilskim klubie na 4 lata trafił do kolarskiej reprezentacji Polski.

Sport nie dla pieniędzy

Tadeusz Bator w swej kolarskiej karierze wielokrotnie stawał na podium. W 1982 roku zajął trzecie miejsce w kolarskich mistrzostwach Polski, trzeci był też w I Ogólnopolskim Triatlhonie. To samo miejsce zajął w pierwszej połowie lat 80-tych w plebiscycie na najlepszego sportowca województwa pilskiego. - Te znane w kolarskim światku nazwiska: Lang, Szurkowski, Szozda... Znaliśmy się. To też byli chłopacy tacy jak ja - z małych miejscowości, którzy mieli wielkie marzenia i wolę rywalizacji. Pieniądze? Wtedy ich nie było, może dlatego szanse były równiejsze. Nagrodą był dyplom, czasem puchar, najczęściej uścisk dłoni jakiegoś prezesa. Nie szło z tego wyżyć tak jak na zachodzie, ale wtedy nam to jakoś nie przeszkadzało. Pamiętam, że czasem byli sponsorzy, ale w zabawnej z dzisiejszego punktu widzenia skali. Na przykład zawody wspierała jakaś mleczarnia - twarogu i sera było więc pod dostatkiem – wspomina z uśmiechem Tadeusz Bator. Bez wątpienia udział w reprezentowaniu kraju przełożył się za to na korzyści krajoznawcze. - Byłem na zawodach w Belgii, Holandii, Niemczech, Czechosłowacji a nawet Mongolii... Lecieliśmy samolotem nad Bajkałem do Ułan Bator dlatego, że wcześniej to ich zawodnicy ścigali się z nami pod Warszawą. Zapamiętałem, że było to miasto ogromnych kontrastów. Po zawodach ruszyliśmy też w step, żeby zobaczyć jak wyglądają mongolskie jurty, gdzie miałem przyjemność poznać i rozmawiać z Jaremą Stępowskim, który w tym samym czasie odwiedzał Mongolię – mówi T. Bator.

Reklama

Zabrakło 20 lat

Sportową karierę w kolarstwie mieszkaniec Krajenki zakończył w 1985 roku, przed trzydziestką.
- Choć z zawodu jestem elektrykiem, poświęciłem się ogrodnictwu, czym zajmuję się do dzisiaj. Trzeba było być realistą, z kolarstwa wtedy nie dałoby się utrzymać rodziny. Gdyby to wszystko działo się nie w 1985, a w 2005 roku, w innym ustroju istniałaby szansa. Wtedy w Polsce funkcjonowały już grupy zawodowe, a nasza grupa to byli bardzo dobrzy zawodnicy. Krajenka, Złotów, Piła słynęły wtedy ze sportowców startujących w barwach reprezentacji. Zabrakło 20 lat – stwierdza Tadeusz Bator. Jednak zamiłowanie do jednośladu nie minęło. Niemal ten sam rower, bo jedynie z wymienioną ramą nadal służy mu do kilku dziesięciokilometrowych wycieczek, które odbywa w wiosenno-jesiennym sezonie. Właśnie na tym sprzęcie i z koszulką z czasów startów w reprezentacji Polski pojawił się na rodzinnych zawodach w Krajence. Zamiłowaniem do sportu zaraził też swoich najbliższych, córki i wnuki. Co sądzi o wyprawie Remigiusza? - To inna jazda niż ta, którą ja się zajmowałem, ale chęć sprawdzenia siebie ma dużą wartość. Życzę mu, żeby jego założenie udało się spełnić, bo to potężne wyzwanie – mówi pan Tadeusz.


fot. arch. Tadeusza Batora

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości