Ewakuacja! Bezpańska paczka wywołuje popłoch. Gdzie chowa się starosta?
Szybko, szybko, wychodzimy. Proszę opuścić budynek. Urzędnicy mają labę. Oddychają świeżym powietrzem, a czarne pudło zagęszcza atmosferę w sekretariacie. I ta kartka o Bogu, końcu świata, plagach jak z puszki Pandory. Pirotechnicy na miejscu rozbrajają ładunek. Na ziemię trafili. I kilka samosiejek roślin z cmentarza. Uff. – Teraz to jest śmieszne, ale w momencie gdy odpowiada się za bezpieczeństwo to takie zabawne to już nie jest – sekretarz powiatu Andrzej Ławniczak wspomina ewakuację urzędu sprzed kilku lat. To on wzywał służby pod nieobecność starosty. 188 centymetrów, 121 kilo wagi - gdzie ukryć kogoś takiego? Podczas wirtualnego spaceru przez stronę internetową starostwa widać, że gabinet Ryszarda Goławskiego jest duży. Biurko z litego drewna, ściany upstrzone nagrodami, stół na osiem osób. Zegar z duszą i bez obudowy to stosunkowo nowy nabytek. Odmierza czas staroście. Czasomierza szef Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego nie uratuje. - Zabieram z sekretariatu wszystkie pieczątki, najważniejsze są te okrągłe – skarbowe, żeby nie było możliwości podrabiania dokumentów. Może komputer, na który przychodzą maile – PCZK ma opracowanych kilkanaście procedur ratunkowych.
[[reklama]]
R. Goławski: - Moim zdaniem ludzie zaczynają siadać psychicznie, zagrożeń może być więcej i trzeba to traktować poważnie. Halo, mamy kryzys Dwudziesta trzecia. Dzwonek drze sny starosty. Wypadek, pożar, podtopienie – szef powiatu atakowany jest jako jeden z pierwszych. Za czerwoną linię robi służbowa komórka. – Ja mam jedną, zarządzanie kryzysowe dwie, wicestarosta też. Działa to dość sprawnie – chwali system R. Goławski. Pod nim jest kierownik Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego, sekcja stałego dyżuru i monitorowania oraz sekcja prognoz i analiz (obie mają szefów i po sześciu członków pracujących na trzech zmianach). Działać mają w dwóch pokojach starostwa. Zaspokoi je agregat ukryty w piwnicy - 5 kilowatów wystarczy do zasilenia laptopów, skorzystania z wytycznych.
Listy osób szczególnie chronionych w starostwie nie ma, ale ktoś musi dowodzić. – Biegiem do bunkra – staroście łatwiej powiedzieć niż zrobić. Bunkier jest w piwnicy. Poniemiecka solidność. Budynek urzędu skończył sto lat. Betonowa ściana bunkra ma około siedemdziesiąt centymetrów. – Tak od razu się nie zawali – R. Goławski rozgląda się po blisko trzydziestometrowym pomieszczeniu. Na żelaznych drzwiach kartka z życzeniami świątecznymi. Wzdłuż ścian archiwa geodezji trawione wiecznym kurzem celulozy. Tu starosta nie pourzęduje. R. Goławski: - Nie wierzę, że władza powiatowa musiałby się tam chować. Po co i na co? Jak wszyscy mają zginąć, to ten co zarządza też lepiej niech polegnie.
Skarby do skarbca Po co od razu oddawać ducha? Starostwio to raj do zabawy w podchody. W biurze Powiatowego Zespołu do Spraw Orzekania o Stopniu Niepełnosprawności starosta dopada do kółka. Z wysiłkiem na czole pcha pewnie z dwustukilowe drzwi. – To jest były skarbiec starosty. To wytrzyma niejedno – R. Goławski z dumą pokazuje rząd kilkunastocentymetrowej średnicy walców zamykających pomieszczenie wypchane dokumentami. Znowu brak miejsca dla władzy. – W razie dużego zdarzenia i tak wszystko wyparuje. A przy niewielkim zdarzeniu dziesięciomiejscowy punkt dowodzenia jest w straży. Damy sobie radę – starosta poprawia garnitur i wraca na piętro. Akustyka w urzędzie nie jest najlepsza i słowa szybko giną. Szkoda, że nie słyszy ich Kim Dżong Un. Może schowałby swoje zabawki?
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze