Elektrowni nie ma, będzie za to wędrówka po sądach. Obie strony przerzucają się winą
Kilka lat temu pojawiły się plany budowy elektrowni wodnej na rzece Gwdzie w Pleceminie (gmina Tarnówka). Miała ona powstać na terenie prywatnym, należącym do mieszkańca Poznania, który odkupił go kiedyś od upadających Państwowych Gospodarstw Rolnych. Z czasem grunty te zostały podzielone na działki budowlane i odsprzedane osobom trzecim, na reszcie terenu właściciel postanowił wybudować elektrownię. Ponieważ większa część gruntów leżała w obrębie gminy Szydłowo (powiat pilski), tam też złożył stosowne dokumenty. Ci jednak odesłali mu je z powrotem, uznając, że należy je złożyć w gminie Tarnówka. Tak też inwestor uczynił. Jednak wójt Ireneusz Baran stwierdził, że większy procentowy udziału w gruntach ma sąsiednia gmina, dlatego też sprawę ponownie przekazano do Szydłowa, skąd, jak można było się spodziewać, dokumenty wróciły do Tarnówki. [[reklama]] Zdenerwowany wójt Ireneusz Baran przekazał więc sprawę do rozstrzygnięcia do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Pile. Żeby było ciekawiej, do tego samego SKO zażalenie wniósł inwestor, za to, że nie otrzymał w urzędu gminy w Tarnówce żadnej odpowiedzi.
W międzyczasie do gminy wpłynęły skargi na plany budowy elektrowni na rzece Gwdzie w Pleceminie, ponieważ na tym odcinku zaliczana jest ona do wód górskich. Żyją w niej lipienie i pstrągi, czyli ryby typowe dla wód górskich, do tego dochodzi jeszcze dosyć nietypowa i będąca pod ochroną fauna. Skarżący uznali, że takiego środowiska nie można dewastować.
- Zanosi się na to, że w Pile szykuje się sąd nad Baranem – podsumował całą sprawę wójt Tarnówki.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze