Reklama

Sanepid: to niedopuszczalne!

27/02/2017 19:00
Lokal poniżej poziomu gruntu, niezabezpieczone gniazdka i kaloryfery, za mało światła i wilgoć – w takich warunkach przebywały dzieci do lat 3

[[snd=62]]

30 stycznia pracownice Powiatowej Stacji Sanitarno–Epidemiologocznej w Złotowie weszły do piwnicy Złotowskiego Centrum Aktywności Społecznej. Od kilkunastu tygodni przebywały tam dwie dzienne opiekunki dziecięce z powierzonymi im maluchami. Jak się okazuje, w warunkach niewłaściwych.

O kontrolę pomieszczeń do Sanepidu wystąpili radni Komisji rewizyjnej Rady Miejskiej w Złotowie.

Dochodziły do nas sygnały, że pomieszczenia, w których przebywają dzieci, nie są do tego przystosowane

– twierdzi Mariola Wegner.

Reklama

Ponieważ od początku miałam obawy o organizację tych zajęć, więc opinia Sanepidu wydała mi się jak najbardziej zasadna

– radna przypomina, że wiosną 2016 roku przestrzegała, że branie przez burmistrza na siebie odpowiedzialności za dziennych opiekunów może być problemem.

Okazało się, że rzeczywistość przerosła moje obawy

– mówi przewodnicząca komisji rewizyjnej.

Podczas wizyty w podziemiu ZCASu pracownice PSSE w Złotowie stwierdziły: niezabezpieczone przed dostępem dzieci gniazdka elektryczne i nieosłonięte grzejniki żeberkowe, brak trwałego wydzielenia boksów dla dzieci od pozostałych pomieszczeń (np. sali balowej, w której odbył się m.in. Sylwester), ślady wilgoci na ścianach i za mało światła dziennego, leżakowanie dzieci na materacach z gąbki ułożonych na podłodze przykrytej dywanem oraz brak skutecznej wentylacji.

Reklama

Te biedne dzieci na podłodze leżały. Dlaczego ci rodzice dali dzieci do tych piwnic?

– dziwi się radna Alicja Andrzejewska, która od kilkudziesięciu lat pracuje z dziećmi.

Rodzic sam powinien dobierać sobie opiekunkę, znać ją i nie pozwolić na umieszczenie dzieci w warunkach urągających godności

– dodaje. Zdaniem M. Wegner rodzice godzili się na tę sytuację, bo liczyli, że wszystko będzie dobrze.

A gdyby zdarzył się jakiś wypadek, to  wtedy byłby płacz

– twierdzi. W ocenie Sanepidu samo przebywanie dzieci w pomieszczeniach poniżej gruntu było nie do przyjęcia.

Reklama

Rodzicom widać bardzo to nie przeszkadzało, choć ojciec jednego z dzieci twierdzi, że wspominał opiekunkom o kiepskich warunkach.

Zgłaszałem to, ale one nic na to nie mogły, bo to urząd miasta im to organizował

– mówi mężczyzna, który woli zachować anonimowość. Jego pociecha wciąż jest pod opieką dziennych opiekunek zatrudnionych przez Urząd Miejski w Złotowie, jego zdaniem jednak w piwnicy ZCASu nie było aż tak źle.

Ubikacja była, a Sanepid zawsze się do czegoś doczepi

– uważa. Rzeczywiście, krótko przed wejściem tam maluchów toalety w lokalu zostały wyremontowane (za około 50 tys. zł wymieniono instalację elektryczną i sanitarną, zamontowano nową armaturę). Dzieci powiesiły tam malutkie ręczniczki. Tyle że pracownicom Sanepidu opiekunki powiedziały, że ich podopieczni z ogólnodostępnej toalety nie korzystali. Większość ma pampersy, a jeden maluch siada na nocnik.

Reklama

Jedna z dziennych opiekunek, Maria Jaworska (drugą jest Magdalena Trzaskowska) zapewnia, że lokal nie wyglądał tak, jak to opisały pracownice PSSE:

Grzejniki były zabezpieczone, gniazdka też

– specjalnymi wkładkami. Nie wiem, jak one to widziały, na pewno były zabezpieczone, bo przecież musi być bezpieczeństwo dla dzieci.

Opinię tę potwierdza insp. ds. informacji publicznej i promocji Złotowa Piotr Jeske:

Grzejniki żeberkowe zostały zabezpieczone meblami i grubą pikowaną matą.

Na zdjęciach wykonanych przez nas na początku listopada jednak maty w pomieszczeniu zabaw nie widać. Co do wilgoci i zbyt małej ilości światła dziennego, M. Jaworska odsyła nas do urzędu.

Reklama

To już jest niezależne od nas. Nam urząd udostępnił takie pomieszczenie, które miał w zasobach

– opiekunka twierdzi, że „coś tam mówiłyśmy i były takie opcje, że być może będzie to zrobione”. Komentując zastrzeżenia do lokalu Maria Jaworska podkreśla, że ich „Sanepid nie obowiązuje”.

Nie ma możliwości, żeby Sanepid kontrolował dziennych opiekunów. Jeżeli kontrolował, to tylko pomieszczenia. My do tego nic nie mamy. Do nas Sanepid nie może się doczepić

– argumentuje i ma sporo racji. Jednak rzecznik PSSE w Złotowie Monika Skowrońska twierdzi, że jej koleżanki mogły dokonać wizji powołując się na przepisy o żłobkach i klubikach dziecięcych. 

Reklama

Nasz radca uważa, że przez analogię można się na tych przepisach oprzeć

– zapewnia.

Z kolei radna Wegner przypomina, że burmistrz, zachwalając pomysł utworzenia instytucji dziennego opiekuna, mówił o sprawowaniu opieki w warunkach zbliżonych do domowych.

To nie są takie warunki. Jako radni byliśmy zbulwersowani tym, jak to funkcjonuje, dlatego wystąpiliśmy z pismem do Sanepidu

– mówi i dziwi się, że wcześniej nie zrobił tego burmistrz Adam Pulit. Dla własnego bezpieczeństwa. I w tym przypadku urzędnicy mają inne zdanie. Wymogi, które na opiekunki nakłada ustawa (o opiece nad dziećmi do lat 3 w art. 2, 4, 37 i 39), są spełnione. – Rodzice znacznie lepiej niż jakakolwiek instytucja są w stanie ocenić, czy bezpieczeństwo ich dzieci jest zachowane – kontaktują się z opiekunkami na co dzień, uczestniczą w prowadzonych zajęciach. O tym, że bezpieczeństwo swoich dzieci oceniają pozytywnie świadczy fakt, że wszystkie miejsca u opiekunek są zajęte i tworzy się lista oczekujących.

Reklama

Czas spędzony w piwnicy

Radni zachodzą w głowę, jak to się stało, że dzieci do lat trzech trafiły do budynku ZCASu. W wymaganiach konkursowych na opiekunów zapisano, że owi opiekunowie muszą posiadać tytuł prawny do lokalu położonego w Złotowie. Ma on mieć aktualne przeglądy instalacji gazowej, elektrycznej i pozytywną opinię kominiarską, osobną kuchnię i łazienkę (dopuszczalny jest tzw. aneks kuchenny). Wielu członków rady rozumiało przez to, że opiekunki zajmować się będą dziećmi we własnych domach. Urzędnicy twierdzą, że nie tylko.

„Podmiot zatrudniający dziennego opiekuna może udostępnić lub wyposażyć lokal w celu sprawowania opieki przez dziennego opiekuna”

Reklama

– czytamy w piśmie z magistratu. Dowiadujemy się też z niego, że zajęcie pomieszczeń w ZCASie było inicjatywą opiekunek.

Prosiły o udostępnienie pomieszczenia w związku z możliwością wspólnego przygotowywania zajęć typu: bal karnawałowy, dzień babci i dziadka, tańce, urodziny dzieci, wspólna zabawa przy piosenkach, zajęcia plastyczne (np. rysowanie portretów dziadków). (…) Ze swojej strony burmistrz miasta uznał, że należy zagospodarować pomieszczenia, które już kilka lat stoją puste, tym bardziej, że jest zapotrzebowanie na miejsce zajęć dla dzieci w różnym wieku

Reklama

– podaje P. Jeske.

Dlaczego w takim razie, pytają radni, dzieci przebywały tam całymi dniami? I choć M. Jaworska zaprzecza, by tak było (mówi o kilku godzinach dziennie), to ojciec, z którym rozmawialiśmy, potwierdza słowa radnych.

Dziecko zaprowadzałem tam rano i stamtąd je odbierałem

– zapewnia. Przy wejściu do budynku stało zwykle kilka wózków, a mało prawdopodobne, by przyjechały nimi dwie opiekunki. Dlatego też radni zastanawiali się, jak zorganizowane tam było żywienie dzieci. 

Słyszeliśmy o noszeniu jedzenia z pobliskiego lokalu na tacach. Szkoda słów

Reklama

– Alicja Andrzejewska nie kryje rozczarowania organizacją tej opieki. Nam opiekunka mówi, że to rodzice zapewniali dzieciom posiłki. Przynosić je mieli w „śniadaniówkach” do domów Marii Jaworskiej i Magdaleny Trzaskowskiej.

Za warunki lokalowe, zapewniające bezpieczną opiekę nad dzieckiem, można było w konkursie na dziennego opiekuna otrzymać do 20 punktów, najwięcej ze wszystkich kryteriów. W sumie zdobyć można ich było 90, a pozytywna ocena była przy 50 punktach.

Wyprowadzka podobno planowana

Dzieci do lat trzech nie ma już w piwnicy ZCASu. Powody mają być dwa. Nasz rozmówca twierdzi, że opiekunki miały dość ciągłych przeprowadzek. Gdy w dawnym WIRze miał się odbyć Sylwester czy pokaz mody Grandy Bandy (zajęcia prowadzone m.in. przez Alinę Sztykowską) panie musiały zbierać meble, zabawki i materace, a potem rozkładać je na nowo. Mało komfortowe. Pomysł, by wykorzystywane przez nie boksy były zamykane nie został zrealizowany.

Jesteśmy w domu. Stwierdziłyśmy, że jednak nie są nam potrzebne te pomieszczenia i nie musimy tam być

– mówi Maria Jaworska, przy czym zaklina się, że nie chodzi o opinię Sanepidu.

W żadnym wypadku. Już dawno się z tym zamiarem nosiłyśmy, a że teraz została taka burza rozpętana, stwierdziłyśmy, że będziemy to robić w domu i spotykamy się na spacerze albo placu zabaw

– utrzymuje. Panie zapowiadają wynajęcie lokalu, w którym mogłyby wspólnie prowadzić zajęcia dydaktyczne. Za pomieszczenia w ZCASie nie płaciły.

Dzienne opiekunki dziecięce w Złotowie są potrzebne, widać to po zainteresowaniu rodziców. Tyle że można by to zadanie zorganizować lepiej.

Miasto podejmuje się czegoś takiego, bo to miasto je [opiekunki – wyj. red.] zatrudnia, to powinno im jakiś lokal udostępnić. No bo gdzie mają z tymi dzieciakami iść?

– pyta ojciec.

Mało jest pomieszczeń u góry w domu kultury? Wygonili je z Wielkopolskiego Samorządowego Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego [budynek odzyskał powiat – red.] i wsadzili do piwnicy

– oburza się mężczyzna.

Tymczasem radne Wegner i Andrzejewska przestrzegają przed myśleniem, że wpływ na te decyzje miała rada miejska.

Kiedy się na coś nie godzimy słyszymy, że robimy burmistrzowi pod górkę. Ale proszę spojrzeć, jak kardynalne błędy popełnia burmistrz i jego zastępca. To przynosi wstyd nam i miastu

– twierdzi A. Andrzejewska. Obie uważają, że w Złotowie powstać powinien oddział żłobkowy.

Pracowałyby tam osoby za to odpowiedzialne, które by wszystkiego dopilnowały. No i miałby nad tym pieczę Sanepid i inne instytucje kontrolne.

Co miasto zamierza zrobić, by usunąć wskazane przez Sanepid uchybienia?

Budynek ZCAS jest kontrolowany przez Sanepid, jak każda inna instytucja publiczna i jeśli stwierdzono tam uchybienia, to ich usunięcie należy do dyrektora tej instytucji

– urzędnicy wskazują na Sławomira Wilowskiego.

Instytucję dziennego opiekuna wprowadzono w Złotowie uchwałami Rady Miejskiej w Złotowie 21 marca 2016 roku. Stawka godzinowa wynagrodzenia opiekuna to 5,10 zł brutto: kwotę 4,40 zł brutto płacą rodzice, a 0,70 zł gmina. Miasto pokrywa koszty związane z ubezpieczeniami społecznymi opiekunów. W budżecie na rok 2016 przeznaczyło na ten cel ok. 135 tys. zł. Opiekun sprawuje opiekę nad dziećmi maksymalnie przez 9 godzin dziennie. Tym samym miesięczna kwota, którą rodzic musi przeznaczyć na opiekuna to 831,60 zł (miasto dopłaca 321 zł). Opiekun może sprawować opiekę maksymalnie nad pięciorgiem dzieci, a w przypadku dzieci poniżej 1 roku życia lub dzieci niepełnosprawnych nad trojgiem dzieci. W tych przypadkach kwota wynagrodzenia ulega podwyższeniu o 20%.

W roku 2017 na opiekę nad dziećmi od 20 tygodnia życia do lat 3 przez dziennych opiekunów miasto wydać ma 83.720 złotych.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    mama tata babcia dziadek - niezalogowany 2017-03-07 17:10:55

    Nie nie wierze, tylko nie rozumie. Nie rozumie bo nie znam ustawy rządowej i mylę pojęcia bo nie odróżniam dziennego opiekuna od zlobka. Nie rozumie bo pisze byle pisać. Chociaż nie wiem na czym polega praca dziennego opiekuna to sobie popisze bzdury, po co będę czytal ustawę jak i tak jej nie zrozumie. Zmieszam z błotem wszystkich choć pojęcia nie mam czy słusznie to zrobię. Teraz będę nasyłać sanepid na kazda nianie w mieście bo nie kumam ze opiekunka to nie zlobek i matka może przynieść kanapkę dziecku w worku na śmieci a położyć spać na sienniku. Nie wiem co to dzienny opiekun a się wypowiadam. Ot cale nasze miasto

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mama - niezalogowany 2017-03-03 16:39:35

    Jestem rodzicem: Mamy inne zdanie niż wymyślimy przez kogoś sanepid. Nasze dzieci były u opiekunek w domu a przychodziły tam na wspólne zabawy. Równie dobrze mogą opiekunki isc z nimi na plac zabaw, do zoo czy gdzie im tylko rodzic pozwolimy

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ana - niezalogowany 2017-03-03 11:42:09

    Do pań "OPIEKUNEK": rodzice powierzyli wam swoje dzieci. Nie wstyd wam? Jak można podjąć się opieki nad małymi dziećmi, nie mogąc zapewnić im odpowiednich warunków? To ogromna odpowiedzialność!!! Ale jak widać, koronnym argumentem dla tych "opiekunek" są pieniądze... A magistrat ponosi za współodpowiedzialność, ponieważ wszystko to odbywa się pod patronatem miasta...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości