Reklama

Sobie dać w ryja jest ciężko. Rozmowa z Wojciechem Korwin-Piotrowskim

15/10/2017 10:30
Zaprasza znanych muzyków na podwórko obskurnej kamienicy, uczy się aikido od japońskich mistrzów, trenuje dzieci w rugby – oto Wojciech Korwin-Piotrowski, specjalista od zadań nieoczywistych

Poznaliśmy się na koncercie Tymona Tymańskiego, który zorganizowałeś na podwórku kamienicy. Jak wpadłeś na tak oryginalny pomysł?

Od Tymona właśnie wracam. Trochę razem poćwiczyliśmy i pograliśmy. W życiu robię wiele rzeczy, które nikt nie wie, że da się zrobić. Pewnie widziałeś po reakcjach i komentarzach w internecie – mieszkam tam, gdzie „patologia spod jedynki”. Nie chcę być patologią spod jedynki, więc robię coś innego. Pan Bajzel [artysta, który wystąpił na pierwszym koncercie – przyp. red.] i pan Tymon Tymański powiedzieli, że z chęcią wesprą ideę i się udaje. Już jest kilka innych projekcików. Wracam zadowolony po różnych rozmowach.

Kogo w takim razie możemy się spodziewać? W jednym z komentarzy, który zamieściłeś w internecie wspomniałeś o pianiście jazzowym.

Tak, ale muszę najpierw załatwić jakieś lepsze klawisze i powiedzmy transport pianina czy fortepianu, a to nie takie proste, choć chyba się znajdzie ktoś, kto to zrobi. Wicked Heads mieli wystąpić dwa tygodnie temu, ale ze względu na negatywną reakcję niektórych sąsiadów odpuściłem temat. Być może pod koniec października wystąpi niezły zespół. Jeszcze jestem przed rozmową finalną. Chcę też dogadać się z lokalnymi świrami, którzy też zapraszają różne zespoły, żebyśmy działali wspólnie, bo wiadomo: taniej jest, jak zespół przyjedzie od razu na trzy koncerty w okolicy.

Reklama

Jesteś tajemniczy. Zdradź chociaż coś o następnym artyście, który wystąpi w amfiteatrze pod Mickiewicza 1.

Bardzo bym chciał ściągnąć świetny zespół Koń. Bardzo pozytywne trio. Poza tym też chodzi mi po głowie taki sympatyczny zespół z Chodzieży, który się nazywa „Na górze”. Niepełnosprawne osoby, które mają mnóstwo energii i się wyżywają z instrumentami. Fajna muza, fajni ludzie. Zobaczymy, może wyjdzie. Takie moje marzenie sekretne, ku przerażeniu żony, to chciałbym sprowadzić Braci Figo Fagot. Pracujemy nad tym. Jak się uda to będę przeszczęśliwy, bo jestem dużym fanem wszystkiego, co ci ludzie tworzą.

Koncerty na podwórku mają wyjątkowy klimat. Raz, dzięki specyficznemu otoczeniu, ale także ze względu na kameralność. To jest to czego chcesz czy liczysz, że uda się przyciągnąć więcej ludzi? Co niektórzy narzekali na słabą promocję wydarzenia.

Czy wiesz, co to jest slow food? No więc to jest to. Kto chce ten przyjdzie, a kto nie chce, ten będzie narzekał, że nie ma plakatów. Plakaty powiesiliśmy, tyle że ktoś szedł za nami i te plakaty zrywał. Było parę plakatów w Pile i miałem telefon od jednej osoby, czy to nie są jaja. Przyjechała i z tego, co widziałem, dobrze się bawiła.

Reklama

Sam, nawet będąc już pod bramą kamienicy, na której wisiała skromna kartka z informacją, że tu będzie grał Tymon Tymański zastanawiałem się, czy to nie żart.[[pay]]

Ta wywieszka była taka byle jaka, bo taka miała być. Moi znajomi powiedzieli, że czuć było mój pomysł na to wydarzenie, bo było widać, że nic nie jest zrobione. Poza nagłośnieniem oczywiście. Takie twórcze nic.

Jeśli nie chodzi o tłumy i zarobek, to jaki jest cel organizowania tych koncertów?

Patrz hasło „patologia spod jedynki”. „Nie” patologii spod jedynki. Tym bardziej, że okazuje się, że do osób, które są postrzegane jako patologia, to trafiło. Na początku to był taki komentarz, sorry za mój francuski: „kurwa wprowadził się i swoje porządki robi”. Natomiast teraz pan, który to powiedział, przychodzi na koncert elegancko ubrany. Więcej jest takich sympatyków, więc myślę, że to zadziałało. Widać, że się przejęli i nawet pomagają. Skoro im za daleko do sztuki, to niech ona przyjdzie do nich. Najwyraźniej im się to podoba.

Reklama

Jednak nie wszyscy sąsiedzi byli zadowoleni...

Na szczęście udało mi się z tą częścią porozmawiać i zapytać, co im nie pasuje. Były głosy, że do 22 jest głośno i dzieci nie mogą spać, to zrobiliśmy koncert do 21 i pokazałem Tymonowi na zegarek, że sorry, ale wyłączam prąd. Natomiast pani, która od samego początku była zdecydowanie na nie, to cokolwiek bym nie zrobił, to i tak jej nie przekonam.

Yasuo Kobayashi i jego uchi deshi, czyli uczeń Wojciech Korwin-Piotrowski

A tak prywatnie, jakie miejsce w Twoim życiu ma muzyka?

Bardziej jestem miłośnikiem niż wykonawcą, choć miałem epizod z graniem po weselach na bębnach dawno temu, a wczoraj grałem na basie u Tymańskiego w studio. Poza tym brzdąkam coś tam na gitarze i wkurzam ludzi, pukając różne połamane rytmy. Przede wszystkim muzyka na żywo jest moim ulubionym sposobem na kontakt ze sztuką i artystą. Moimi ulubionymi wykonawcami są Frank Zappa i Captain Beefheart. Jeżeli się mówi słowo Zappa, to parę ciekawych osób w Polsce i na świecie się otwiera i można z nimi pogadać. To jest taka muzyka, którą zrobił geniusz i wiele osób po prostu jej nie kuma.

Reklama

Poza muzyką aktywnie udzielasz się także jako aikidoka. Jak zaczęła się Twoja przygoda z tą sztuką walki?

Początek był taki, że poszedłem na wagary i obejrzałem film „Wejście smoka”. Byłem cały podjarany tym Brucem Lee, ale pewien znajomy powiedział: e tam karate, aikido to jest coś. Tak więc to słowo gdzieś zostało w głowie. Poszedłem po latach na zajęcia, ale to było słabe i nieprzekonujące, wiec zrezygnowałem. Mój kolega ćwiczył jednak dalej i po roku zabrał mnie znów na treningi, już z innym prowadzącym. To był gościu, który był za granicą i powiedzmy liznął prawdziwego aikido. Zaczęli do nas przyjeżdżać ludzie ze świata, profesjonalni instruktorzy i to mnie przekonało. To był zupełnie inny świat ludzi z pasją i umiejętnościami. W 1999 stwierdziłem, że chcę w to wejść mocno i efektem tego było większe zaangażowanie oraz pięcie się w hierarchii. Egzamin na czarny pas zdałem, o dziwo!, w Jastrowiu. Tak zaczęła się moja przygoda z tym miastem. Moje zaangażowanie poskutkowało tym, że byłem pierwszym Polakiem, który zaaplikował i dostał się na uchi deshi w Japonii. Dostałem nawet stypendium.

Uchi deshi, czyli pełne szkolenie w dojo. Jak to wyglądało?

Byłem tam trzy miesiące. Generalnie, jak to mówi mój kolega, dosadnie wygląda to tak: wpiernicz, w dyby i do lochu, czyli jesteś non stop w coś zaangażowany, jesteś zmęczony, ćwiczysz do upadłego.

Reklama

To nie tylko trening, ale też codzienne obowiązki...

Pobudka 4:40, sprzątanie dojo i liści na ulicy, potem pociąg do drugiego dojo, tam to samo i 6:20 wszystko musiało być gotowe na przyjście pana mistrza. Obowiązków jest dużo i jeżeli się z tym wszystkim wyrabiasz, to dostajesz ich coraz więcej, aż w końcu nie dasz rady. Mi się udało wszystko jakoś ogarnąć. To jest kwestia organizacji. Jak ci dokładają obowiązek, to wystarczy wstać 5 minut wcześniej i nie ma problemu. Nie szkodzi, że dzień wcześniej poszedłeś spać 5 minut później, to jest do wytrzymania. Dzięki temu, że działałem jak działałem, Japończycy zaczęli mnie traktować jak swojego człowieka i zobaczyłem rzeczy, których biali ludzie nie widują w Japonii. Np. widziałem największą w tym kraju kolekcję pierwszych tłoczeń japońskich winyli, które są bardzo cenione w świecie. Mogłem tego dotknąć i posłuchać.

Zaczęło się od zdania, że aikido to jest coś. Czym więc jest aikido? Z jednej strony bowiem to sztuka walki, a na waszym profilu przeczytałem artykuł, który łączy aikido z miłością i harmonią.

Trzeba rozgraniczyć sporty walki od sztuk walki. Aikido bez tej miłości i harmonii nie istnieje. Nie ma rywalizacji, która w dzisiejszym świecie jest normalnością. Jedynym przeciwnikiem jest się sobie samym. Efekty tego są zadziwiające. Jeżeli potrafi się ze sobą walczyć, to można wiele w życiu osiągnąć. To trudne, bo komuś łatwo dać w ryja, natomiast sobie dać w ryja jest ciężko. Być może przez ten brak rywalizacji jest to bardzo długa droga, ale satysfakcjonująca. I jak to w przypadku sztuki, niemożliwa bez pełnego zaangażowania, współpracy, szacunku i miłości. W końcu robimy rzeczy, które mogą skutkować poważnymi kontuzjami czy kalectwem.

Reklama

Nauczasz aikido w Jastrowiu, ale trenujesz też dzieci, zarówno chłopaków jak i dziewczęta w rugby. Czy nie spotkałeś się z opinią, że to zbyt brutalny sport dla nich?

Dzieci mają wersję bezkontaktową. W rugby zresztą wygrywa się taktyką, a nie mięśniami, bo w drużynie są i siłacze, i szybcy, i ci sprytni, więc każdy może coś dla siebie znaleźć. Motto światowej organizacji rugby to: budujemy charaktery od 1823 roku. Nie jest to przy tym aż tak brutalny sport, bo pilnuje tego sędzia, ale fizyczność tej dyscypliny faktycznie buduje charakter. Wolałbym pójść na wojnę z graczami rugby niż piłkarzami. Poza tym zawodnik dorosły jest skończonym atletą – jest i silny, i szybki, i zwinny, trudno to osiągnąć w innych dyscyplinach.

Ale i tak najpopularniejsza jest i będzie piłka nożna.

Byłem w Jastrowiu dwa lata temu na meczu Polonii z Okonkiem i tylu przekleństw, co wtedy usłyszałem, to być może nigdy w życiu nie wypowiedziałem. Może jest to trochę przesadzone, bo jestem trochę łobuzem, ale było mi głupio, bo byłem z dzieckiem. Dookoła nawaleni goście, którzy się wręcz przewracają. Dwa dni później pojechałem na mecze rugby do trójmiasta. Nie było przekleństw, a grała Arka z Lechią. Na trybunach łobuzy i profesorowie, wielu z piwem, ale nikt nie leży nawalony. Oklaskuje się dobre akcje obu drużyn. Oprócz tego w rugby jest tak, że zespół jest jak rodzina. Nie ma tak, że po meczu się wszyscy rozchodzą. Jest jeszcze trzecia połowa meczu.

Reklama

Rozmawiał Tomasz Guhs[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    WKP - niezalogowany 2017-10-17 09:26:39

    Ale to nie ja użyłem tego sformułowania - padło ono w komentarzach pod artykułem pokoncertowym. Mi jest przykro, że tak jest widziane moje podwórko przez innych z zewnątrz. Nikogo nie obrażam i nie takie są moje intencje, w tym co robię.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    WKP - niezalogowany 2017-10-17 09:18:13

    Kopsnij kontakt do siebie (tel/mail), to dam radę.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    muzyk prawdziwy - niezalogowany 2017-10-17 07:19:04

    skąd ten swir jest .sama patola sciąga do Jastrowia

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama