Od Tymona właśnie wracam. Trochę razem poćwiczyliśmy i pograliśmy. W życiu robię wiele rzeczy, które nikt nie wie, że da się zrobić. Pewnie widziałeś po reakcjach i komentarzach w internecie – mieszkam tam, gdzie „patologia spod jedynki”. Nie chcę być patologią spod jedynki, więc robię coś innego. Pan Bajzel [artysta, który wystąpił na pierwszym koncercie – przyp. red.] i pan Tymon Tymański powiedzieli, że z chęcią wesprą ideę i się udaje. Już jest kilka innych projekcików. Wracam zadowolony po różnych rozmowach.
Tak, ale muszę najpierw załatwić jakieś lepsze klawisze i powiedzmy transport pianina czy fortepianu, a to nie takie proste, choć chyba się znajdzie ktoś, kto to zrobi. Wicked Heads mieli wystąpić dwa tygodnie temu, ale ze względu na negatywną reakcję niektórych sąsiadów odpuściłem temat. Być może pod koniec października wystąpi niezły zespół. Jeszcze jestem przed rozmową finalną. Chcę też dogadać się z lokalnymi świrami, którzy też zapraszają różne zespoły, żebyśmy działali wspólnie, bo wiadomo: taniej jest, jak zespół przyjedzie od razu na trzy koncerty w okolicy.
Reklama
Bardzo bym chciał ściągnąć świetny zespół Koń. Bardzo pozytywne trio. Poza tym też chodzi mi po głowie taki sympatyczny zespół z Chodzieży, który się nazywa „Na górze”. Niepełnosprawne osoby, które mają mnóstwo energii i się wyżywają z instrumentami. Fajna muza, fajni ludzie. Zobaczymy, może wyjdzie. Takie moje marzenie sekretne, ku przerażeniu żony, to chciałbym sprowadzić Braci Figo Fagot. Pracujemy nad tym. Jak się uda to będę przeszczęśliwy, bo jestem dużym fanem wszystkiego, co ci ludzie tworzą.
Czy wiesz, co to jest slow food? No więc to jest to. Kto chce ten przyjdzie, a kto nie chce, ten będzie narzekał, że nie ma plakatów. Plakaty powiesiliśmy, tyle że ktoś szedł za nami i te plakaty zrywał. Było parę plakatów w Pile i miałem telefon od jednej osoby, czy to nie są jaja. Przyjechała i z tego, co widziałem, dobrze się bawiła.
Reklama
Ta wywieszka była taka byle jaka, bo taka miała być. Moi znajomi powiedzieli, że czuć było mój pomysł na to wydarzenie, bo było widać, że nic nie jest zrobione. Poza nagłośnieniem oczywiście. Takie twórcze nic.
Patrz hasło „patologia spod jedynki”. „Nie” patologii spod jedynki. Tym bardziej, że okazuje się, że do osób, które są postrzegane jako patologia, to trafiło. Na początku to był taki komentarz, sorry za mój francuski: „kurwa wprowadził się i swoje porządki robi”. Natomiast teraz pan, który to powiedział, przychodzi na koncert elegancko ubrany. Więcej jest takich sympatyków, więc myślę, że to zadziałało. Widać, że się przejęli i nawet pomagają. Skoro im za daleko do sztuki, to niech ona przyjdzie do nich. Najwyraźniej im się to podoba.
Reklama
Na szczęście udało mi się z tą częścią porozmawiać i zapytać, co im nie pasuje. Były głosy, że do 22 jest głośno i dzieci nie mogą spać, to zrobiliśmy koncert do 21 i pokazałem Tymonowi na zegarek, że sorry, ale wyłączam prąd. Natomiast pani, która od samego początku była zdecydowanie na nie, to cokolwiek bym nie zrobił, to i tak jej nie przekonam.

Yasuo Kobayashi i jego uchi deshi, czyli uczeń Wojciech Korwin-Piotrowski
Bardziej jestem miłośnikiem niż wykonawcą, choć miałem epizod z graniem po weselach na bębnach dawno temu, a wczoraj grałem na basie u Tymańskiego w studio. Poza tym brzdąkam coś tam na gitarze i wkurzam ludzi, pukając różne połamane rytmy. Przede wszystkim muzyka na żywo jest moim ulubionym sposobem na kontakt ze sztuką i artystą. Moimi ulubionymi wykonawcami są Frank Zappa i Captain Beefheart. Jeżeli się mówi słowo Zappa, to parę ciekawych osób w Polsce i na świecie się otwiera i można z nimi pogadać. To jest taka muzyka, którą zrobił geniusz i wiele osób po prostu jej nie kuma.
Reklama
Początek był taki, że poszedłem na wagary i obejrzałem film „Wejście smoka”. Byłem cały podjarany tym Brucem Lee, ale pewien znajomy powiedział: e tam karate, aikido to jest coś. Tak więc to słowo gdzieś zostało w głowie. Poszedłem po latach na zajęcia, ale to było słabe i nieprzekonujące, wiec zrezygnowałem. Mój kolega ćwiczył jednak dalej i po roku zabrał mnie znów na treningi, już z innym prowadzącym. To był gościu, który był za granicą i powiedzmy liznął prawdziwego aikido. Zaczęli do nas przyjeżdżać ludzie ze świata, profesjonalni instruktorzy i to mnie przekonało. To był zupełnie inny świat ludzi z pasją i umiejętnościami. W 1999 stwierdziłem, że chcę w to wejść mocno i efektem tego było większe zaangażowanie oraz pięcie się w hierarchii. Egzamin na czarny pas zdałem, o dziwo!, w Jastrowiu. Tak zaczęła się moja przygoda z tym miastem. Moje zaangażowanie poskutkowało tym, że byłem pierwszym Polakiem, który zaaplikował i dostał się na uchi deshi w Japonii. Dostałem nawet stypendium.
Byłem tam trzy miesiące. Generalnie, jak to mówi mój kolega, dosadnie wygląda to tak: wpiernicz, w dyby i do lochu, czyli jesteś non stop w coś zaangażowany, jesteś zmęczony, ćwiczysz do upadłego.
Reklama
Pobudka 4:40, sprzątanie dojo i liści na ulicy, potem pociąg do drugiego dojo, tam to samo i 6:20 wszystko musiało być gotowe na przyjście pana mistrza. Obowiązków jest dużo i jeżeli się z tym wszystkim wyrabiasz, to dostajesz ich coraz więcej, aż w końcu nie dasz rady. Mi się udało wszystko jakoś ogarnąć. To jest kwestia organizacji. Jak ci dokładają obowiązek, to wystarczy wstać 5 minut wcześniej i nie ma problemu. Nie szkodzi, że dzień wcześniej poszedłeś spać 5 minut później, to jest do wytrzymania. Dzięki temu, że działałem jak działałem, Japończycy zaczęli mnie traktować jak swojego człowieka i zobaczyłem rzeczy, których biali ludzie nie widują w Japonii. Np. widziałem największą w tym kraju kolekcję pierwszych tłoczeń japońskich winyli, które są bardzo cenione w świecie. Mogłem tego dotknąć i posłuchać.
Trzeba rozgraniczyć sporty walki od sztuk walki. Aikido bez tej miłości i harmonii nie istnieje. Nie ma rywalizacji, która w dzisiejszym świecie jest normalnością. Jedynym przeciwnikiem jest się sobie samym. Efekty tego są zadziwiające. Jeżeli potrafi się ze sobą walczyć, to można wiele w życiu osiągnąć. To trudne, bo komuś łatwo dać w ryja, natomiast sobie dać w ryja jest ciężko. Być może przez ten brak rywalizacji jest to bardzo długa droga, ale satysfakcjonująca. I jak to w przypadku sztuki, niemożliwa bez pełnego zaangażowania, współpracy, szacunku i miłości. W końcu robimy rzeczy, które mogą skutkować poważnymi kontuzjami czy kalectwem.
Reklama
Dzieci mają wersję bezkontaktową. W rugby zresztą wygrywa się taktyką, a nie mięśniami, bo w drużynie są i siłacze, i szybcy, i ci sprytni, więc każdy może coś dla siebie znaleźć. Motto światowej organizacji rugby to: budujemy charaktery od 1823 roku. Nie jest to przy tym aż tak brutalny sport, bo pilnuje tego sędzia, ale fizyczność tej dyscypliny faktycznie buduje charakter. Wolałbym pójść na wojnę z graczami rugby niż piłkarzami. Poza tym zawodnik dorosły jest skończonym atletą – jest i silny, i szybki, i zwinny, trudno to osiągnąć w innych dyscyplinach.
Byłem w Jastrowiu dwa lata temu na meczu Polonii z Okonkiem i tylu przekleństw, co wtedy usłyszałem, to być może nigdy w życiu nie wypowiedziałem. Może jest to trochę przesadzone, bo jestem trochę łobuzem, ale było mi głupio, bo byłem z dzieckiem. Dookoła nawaleni goście, którzy się wręcz przewracają. Dwa dni później pojechałem na mecze rugby do trójmiasta. Nie było przekleństw, a grała Arka z Lechią. Na trybunach łobuzy i profesorowie, wielu z piwem, ale nikt nie leży nawalony. Oklaskuje się dobre akcje obu drużyn. Oprócz tego w rugby jest tak, że zespół jest jak rodzina. Nie ma tak, że po meczu się wszyscy rozchodzą. Jest jeszcze trzecia połowa meczu.
Reklama
Rozmawiał Tomasz Guhs[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ale to nie ja użyłem tego sformułowania - padło ono w komentarzach pod artykułem pokoncertowym. Mi jest przykro, że tak jest widziane moje podwórko przez innych z zewnątrz. Nikogo nie obrażam i nie takie są moje intencje, w tym co robię.
Kopsnij kontakt do siebie (tel/mail), to dam radę.
skąd ten swir jest .sama patola sciąga do Jastrowia
ze ludzie mieszkajacy w tym podworku nie akceptuja takich imprez to nie znaczy ze sa patologia to zwykli ludzie majacy dom mezow dzieci i normalne zycie wiec pan tez jest patologia mieszkajac tam i w taki sposob ocenia pan ludzi
Faktycznie jesteś wariatką , i czytać nie umiesz. Nara.
Czytam i nie wieżę własnym oczom ,,patologia spod jedynki". Patologią jest tylko jedna rodzina ,a oczerniani są wszyscy lokatorzy w tej kamienicy nawet sam Tymon Tymański bo przecież sam tam mieszka.Należą się przeprosiny dla tych lokatorów za oczerniani ich publicznie.
Tesz? Po jakiemu to?
Patologią w tym budynku nie są ludzie tylko obskórne podwórko i elewacja od ( tyłu ), bo od przodu wygląda idealnie. Taki wizerunek Jastrowia , ( z przodu w miarę ale dalej gruzy) ,to tekst z filmu : Nic śmiesznego : , jeśli ktoś kojarzy. Korwin informuj gdy będzie koncert.
Że ludzie mieszkający w tym podwórku nie akceptują takich imprez to nie znaczy że są patologią to zwykli ludzie mających mężów dzieci i normalne życie więc pan tesz jest patologią mieszkając tu I w ten sposób oceniać ludzi
Ale to nie ja użyłem tego sformułowania - padło ono w komentarzach pod artykułem pokoncertowym. Mi jest przykro, że tak jest widziane moje podwórko przez innych z zewnątrz. Nikogo nie obrażam i nie takie są moje intencje, w tym co robię.
Kopsnij kontakt do siebie (tel/mail), to dam radę.
skąd ten swir jest .sama patola sciąga do Jastrowia