Reklama

Starszy Pan pozna Panią

17/08/2012 00:00
Sześćdziesięciokilkuletni mieszkaniec Blękwitu zamieścił swoją ofertę matrymonialną z nadzieją, że znajdzie kobietę na resztę życia. Choć telefon dzwoni, mężczyzna wciąż poszukuje partnerki

Życie jest piękne

Skromna kuchnia z najpotrzebniejszym sprzętem. Widać gołym okiem, że brakuje tutaj damskiej, gospodarnej ręki. Siadam tak, aby widzieć twarz swojego rozmówcy, a on patrzy na mnie i wciąż się uśmiecha. Nie może uwierzyć, że ktoś zainteresował się jego poszukiwaniami. Hubert Gładysz mieszka w Blękwicie, w parterowym, skromnym domu, z małym obejściem dokładnie naprzeciw nowej remizy strażackiej. Z wykształcenia jest mechanikiem samochodowym, przez ostatnie kilkadziesiąt lat prowadził warsztat, który niestety musiał niedawno zamknąć. Jest dwukrotnym rozwodnikiem, z drugiego małżeństwa pozostał mu tylko dorosły już syn, o którym mówi z dumą i ciepłym, ojcowskim uśmiechem.

Mężczyzna żyje dziś z pomocy społecznej i, jak zawstydzony przyznaje, jest mu ciężko. Ale kiedy tylko na twarz wkrada mu się lekka zaduma, otrząsa z siebie smutek i głośno, jakby cały świat miał usłyszeć, woła: Życie jest piękne! Różnie się układa, ale nie można powiedzieć nic złego, to sama radość! Hubert Gładysz ma w oczach wielką potrzebę życia, która mogłaby niejednego oczarować. Może więc znajdzie się Pani, która zechce dzielić pogodę ducha z naszym bohaterem ?

Fura, skóra i komóra


Dawniej, nie ma co ukrywać, ogłoszenia matrymonialne nie były niczym nadzwyczajnym. Anonsowały się osoby z różnych warstw społecznych, o różnych historiach. Jeżeli ktoś nie mógł znaleźć miłości, po prostu zamieszczał swoją ofertę w prasie. Ile jest przykładów, kiedy ludzie łączyli się w pary na całe życie. Miłość bywa nieobliczalna, potrafi nas zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie.

Hubert Gładysz wydaje się być człowiekiem starej daty, wierzącym, że istnieje jeszcze przeznaczenie zdolne do połączenia dwóch serc w jedno. Niestety póki co rzeczywistość brutalnie się z nim obchodzi, pokazując mu świat, w jaki nie chciał wierzyć.
- Dzwonią nawet 18-latki – śmieje się, że ktoś tak młody, mimo informacji o jego wieku, jest zainteresowany – ale dzwonią też kobiety mające 70 lat. Wszystko fajnie, ale większość z nich od razu pyta mnie, czy mam gruby portfel, czy ładny dom i drogi samochód…. Co ja mogę dać ? Nie wiedziałem, że teraz kobiety patrzą tylko na stan konta – dodaje mocno zdegustowany.

Zapytany o swoje preferencje wobec potencjalnej kandydatki wzrusza energicznie ramionami i zaznacza, że on na pewno nie wymaga tak wiele jak płeć piękna. – Chciałbym kobiety zaradnej, prostej, najlepiej ze wsi, żeby się tutaj u mnie nie bała. Najważniejsze, żeby nie była łakoma na pieniądze i miała już odchowane dzieci. Jeśli chodzi o miłość, to musi zaiskrzyć od razu.

Granie na czekanie


Kiedy dzwoni się do Huberta Gładysza czekając, aż podniesie słuchawkę, można usłyszeć popową piosenkę. Nowoczesność zapukała i do niego, bo, jak mówi, jest otwarty na świat. A kiedy już się siedzi naprzeciw niego nie można nie zauważyć, że jest on też człowiekiem niezwykle pogodnym i spragnionym ludzkiego towarzystwa. Mówi szybko i momentami chaotycznie, jakby bał się, że rozmówca za moment zniknie. Hubert Gładysz poszukuje kogoś, z kim mógłby spędzić miłe chwile. Wciąż czeka, jest cierpliwy i nie traci nadziei. Na odchodne życzył miłego dnia i pomachał dłonią. Prosił, żeby artykuł był zabawny, ponieważ on sam wciąż się uśmiecha. Ja jeszcze długo uśmiechałam się pod nosem na jego wspomnienie. Życzymy powodzenia i miejmy nadzieję, że miłość Pana zaskoczy!


Agnieszka Piec
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości