Sześćdziesięciokilkuletni mieszkaniec Blękwitu zamieścił swoją ofertę matrymonialną z nadzieją, że znajdzie kobietę na resztę życia. Choć telefon dzwoni, mężczyzna wciąż poszukuje partnerki
Życie jest piękne
Skromna kuchnia z najpotrzebniejszym sprzętem. Widać gołym okiem, że brakuje tutaj damskiej, gospodarnej ręki. Siadam tak, aby widzieć twarz swojego rozmówcy, a on patrzy na mnie i wciąż się uśmiecha. Nie może uwierzyć, że ktoś zainteresował się jego poszukiwaniami. Hubert Gładysz mieszka w Blękwicie, w parterowym, skromnym domu, z małym obejściem dokładnie naprzeciw nowej remizy strażackiej. Z wykształcenia jest mechanikiem samochodowym, przez ostatnie kilkadziesiąt lat prowadził warsztat, który niestety musiał niedawno zamknąć. Jest dwukrotnym rozwodnikiem, z drugiego małżeństwa pozostał mu tylko dorosły już syn, o którym mówi z dumą i ciepłym, ojcowskim uśmiechem.
Mężczyzna żyje dziś z pomocy społecznej i, jak zawstydzony przyznaje, jest mu ciężko. Ale kiedy tylko na twarz wkrada mu się lekka zaduma, otrząsa z siebie smutek i głośno, jakby cały świat miał usłyszeć, woła: Życie jest piękne! Różnie się układa, ale nie można powiedzieć nic złego, to sama radość! Hubert Gładysz ma w oczach wielką potrzebę życia, która mogłaby niejednego oczarować. Może więc znajdzie się Pani, która zechce dzielić pogodę ducha z naszym bohaterem ?
Fura, skóra i komóra
Dawniej, nie ma co ukrywać, ogłoszenia matrymonialne nie były niczym nadzwyczajnym. Anonsowały się osoby z różnych warstw społecznych, o różnych historiach. Jeżeli ktoś nie mógł znaleźć miłości, po prostu zamieszczał swoją ofertę w prasie. Ile jest przykładów, kiedy ludzie łączyli się w pary na całe życie. Miłość bywa nieobliczalna, potrafi nas zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie.
Hubert Gładysz wydaje się być człowiekiem starej daty, wierzącym, że istnieje jeszcze przeznaczenie zdolne do połączenia dwóch serc w jedno. Niestety póki co rzeczywistość brutalnie się z nim obchodzi, pokazując mu świat, w jaki nie chciał wierzyć.
- Dzwonią nawet 18-latki – śmieje się, że ktoś tak młody, mimo informacji o jego wieku, jest zainteresowany – ale dzwonią też kobiety mające 70 lat. Wszystko fajnie, ale większość z nich od razu pyta mnie, czy mam gruby portfel, czy ładny dom i drogi samochód…. Co ja mogę dać ? Nie wiedziałem, że teraz kobiety patrzą tylko na stan konta – dodaje mocno zdegustowany.
Zapytany o swoje preferencje wobec potencjalnej kandydatki wzrusza energicznie ramionami i zaznacza, że on na pewno nie wymaga tak wiele jak płeć piękna. – Chciałbym kobiety zaradnej, prostej, najlepiej ze wsi, żeby się tutaj u mnie nie bała. Najważniejsze, żeby nie była łakoma na pieniądze i miała już odchowane dzieci. Jeśli chodzi o miłość, to musi zaiskrzyć od razu.
Granie na czekanie
Kiedy dzwoni się do Huberta Gładysza czekając, aż podniesie słuchawkę, można usłyszeć popową piosenkę. Nowoczesność zapukała i do niego, bo, jak mówi, jest otwarty na świat. A kiedy już się siedzi naprzeciw niego nie można nie zauważyć, że jest on też człowiekiem niezwykle pogodnym i spragnionym ludzkiego towarzystwa. Mówi szybko i momentami chaotycznie, jakby bał się, że rozmówca za moment zniknie. Hubert Gładysz poszukuje kogoś, z kim mógłby spędzić miłe chwile. Wciąż czeka, jest cierpliwy i nie traci nadziei. Na odchodne życzył miłego dnia i pomachał dłonią. Prosił, żeby artykuł był zabawny, ponieważ on sam wciąż się uśmiecha. Ja jeszcze długo uśmiechałam się pod nosem na jego wspomnienie. Życzymy powodzenia i miejmy nadzieję, że miłość Pana zaskoczy!
Agnieszka Piec
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze