Trzy kobiety na kilka godzin zajęły gabinet burmistrza Łobżenicy. Panie żądały widzenia ze swoją ubezwłasnowolnioną mamą i babcią oraz zwolnienia trójki pracowników samorządu. W gabinecie zawisnął napis STRAJK. Na nic zdała się interwencja policji
Żądamy widzenia z mamą
30 maja, tuż przed godziną 11. Elżbieta Gogołek i Krystyna Murzyn zasiadają za stołem w gabinecie burmistrza Eugeniusza Cerlaka. Żądają widzenia ze swoją mamą, Eugenią Piwowar. - Ja nie widziałam jej prawie 2 miesiące, a moja mama nie jest Wiolettą Willas. Była nas czwórka w domu, nie mogła dwójka decydować o losie mamy – E. Gogołek skarży się na decyzję o ubezwłasnowolnieniu rodzicielki. Do jej podjęcia przez sąd przyczynić mieli się urzędnicy gminy i miasta Łobżenica (pisaliśmy o tym w nr 19 z 9 maja w artykule pt. „Nie popuszczą, pójdą do Strasburga”). Do protestujących pań w międzyczasie dołączyła Aleksandra Nadskakuła, wnuczka E. Piwowar. Nad stołem zawisła kartka z napisem STRAJK. - Albo mamę tutaj przywiozą, albo mają wpuścić nas do mamy. Powinnyśmy wchodzić do mamy, kiedy chcemy – powtarzała wciąż Krystyna Murzyn. - Żółte papiery mamie załatwić, to jest wstyd. Po to nas wychowała, kształciła? My jesteśmy w stanie się mamą zająć – kobiety złorzeczyły bratu, który jest prawnym opiekunem ich mamy.
Zwolnić wiceburmistrza
Zdaniem protestujących, ich matka jest źle traktowana przez obecnych opiekunów. Krystyna Murzyn: - Mama była turbowana, zastraszana, jest zamknięta. Dlaczego nie chcą nas do niej dopuścić? Wysłałyśmy jej zaproszenie na I Komunię wnuczki, ale mama nie dotarła. Interweniowałyśmy w dzień Komunii.
Dlaczego panie zajęły gabinet burmistrza? Bo, ich zdaniem, on również jest winien zaistniałej sytuacji jako przełożony osób, które wydały opinię, na mocy której sąd ubezwłasnowolnił E. Piwowar. - Jeżeli wydanie takiej opinii jest w obowiązkach gminy, to została ona wydana – tłumaczył zasiadający co pewien czas za swoim biurkiem włodarz Łobżenicy. To pań nie przekonało. - Żądam zwolnienia 3 ludzi: kierowniczki opieki społecznej, pani Uli Wasiak, która jeździła do mamy i zastępcy pana burmistrza. Jak sprawa dalej zajdzie, to pan pójdzie razem z nimi – protestująca zwracała się bezpośrednio do burmistrza. - Nie popuszczę tego, co zrobiliście mojej mamie, a mnie pół zdrowia odebraliście. Krystyna Murzyn: - Urząd Gminy wszystko przed nami zatajał. Mogli nas poinformować na początku, że chcą mamę ubezwłasnowolnić, to byśmy od razu zadziałały.
Policja na pomoc
Protestujące kobiety nie opuściły gabinetu burmistrza do 15:30, gdy pracę zakończyli miejscy urzędnicy. Eugeniusz Cerlak nie wiedział, co zrobić, wezwał więc policję. Dwukrotnie. – Powiedzieli, że mamy opuścić gabinet, bo będą musieli nas ukarać – relacjonuje Krystyna Murzyn. W zamian funkcjonariusze zabrali Aleksandrę Nadskakułę do domu jej babci. Wnuczka ma bowiem sądowe upoważnienie do odwiedzania 82-latki. Opiekun policję do staruszki dopuścił, wnuczki już nie. Po tym niepowodzeniu protestujące panie opuściły gabinet burmistrza. Było po godzinie 18. Eugeniusz Cerlak nie chciał komentować zajścia. Podkreślał, że jest to zatarg rodzinny, który nie jest jego sprawą.
Córki i wnuczka Eugenii Piwowar nie składają broni. – Skoro burmistrz nie chce się tym zajmować, to traktujemy to jako strajk ostrzegawczy – twierdzi K. Murzyn. Niewykluczone, że następnym krokiem pań będzie strajk w złotowskim sądzie, w którym zapadła decyzja o ubezwłasnowolnieniu ich rodzicielki.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze