Reklama

Stu-dniówka Buławy

05/04/2019 07:00

100 dni pracy Marka Buławy na stanowisku wójta gminy Zakrzewo minęło… szybko. Są zmiany w urzędzie, wójt stawia na komunikację z mieszkańcami i depcze po piętach marszałkowi. Z Markiem Buławą rozmawia Julita Milczyńska

Jak Panu minęło te 100 dni?
Szybko (śmiech).

No tak. To zaledwie trzy miesiące pracy…
Tak, a tak poważnie to minęło mi to naprawdę bardzo szybko, było i jest wiele pracy i to bardzo intensywnej.

To znaczy?
Trwa kampania wyborcza wśród sołtysów, staram się być na każdym spotkaniu w gminie, być w urzędzie do dyspozycji mieszkańców i moich pracowników oraz jeździć bardzo regularnie do Poznania, żeby nie dać marszałkowi Woźniakowi zapomnieć o Zakrzewie. Szukamy ciągle dotacji, by rozwijać naszą gminę.

Reklama

Czy tak sobie wyobrażał sobie Pan tę pracę?
Tak, dokładnie tak. Dużo interesantów, dużo pracy, dużo spotkań, podejmowania, czasem szybkich, decyzji, problemów życia codziennego i nieustannego wypowiadania się do mieszkańców. Staram się zachować równowagę pomiędzy sprawami „twardymi” i „miękkimi”, czyli remontem drogi i rozmową z mieszkańcem o jego problemach.

Z jakim uczuciem idzie Pan rano do pracy? Z poczuciem przytłaczającej Pana odpowiedzialności czy może innym?
Dobrze to pani ujęła, jest poczucie odpowiedzialności, ale nie przytłaczające. Raczej pozytywnie mobilizujące. W końcu czekałem na to prawie 10 lat (śmiech). Do pracy mam blisko, idę do niej z poczuciem fajnie zapowiadającego się dnia. Bez smutnego obowiązku, z przyjemnością!

Reklama

Co jest i było do tej pory najtrudniejsze?
Najtrudniejsze jest to, że jako gmina mamy określone ramy finansowe, a nie jesteśmy przebogatą gminą, i że moje decyzje muszą się w tych ramach mieścić i sprawiedliwie dzielić. Niestety już wiem, że nasz budżet nie jest w stanie pomieścić wszystkich oczekiwań naszych mieszkańców i poszczególnych miejscowości w naszej gminie. To jest dla mnie duże wyzwanie.

Ale nie poddaje się Pan?
Nie, dlatego dzisiaj ponownie jadę do Poznania, do Urzędu Marszałkowskiego, by dowiedzieć się, jak i gdzie zdobywać dalsze środki finansowe, tym razem na drogi gminne.

Reklama

Dużo jeździ Pan poza teren gminy i często do Poznania.
Tak, nie dajemy tam o sobie zapomnieć. Wczoraj np. byłem u marszałka w temacie budowy ścieżki rowerowej i kontynuacji remontu drogi wojewódzkiej numer 188.

Stawia Pan na osobiste relacje?
Tak, zdecydowanie tak. Osobiste relacje są najważniejsze, trzeba jeździć, przypominać, pukać do drzwi, a nie pisać suche pisma. Trzeba też dawać merytoryczne argumenty.

Ktoś Panu w tym pomaga?
Tak. Osobą, która mi bezsprzecznie pomaga w kontaktach na szczeblu województwa jest Henryk Szopiński, radny Sejmiku Wojewódzkiego. On już po tych latach, wie gdzie i do kogo należy zapukać…

Reklama

A dziadek Brunon? Pomaga Panu?
Nie, dziadek interesuje się oczywiście sprawami gminy, bo robił to zawsze, ale nie ingeruje w ogóle w moją pracę.

Jaki jest Pana plan dnia na jutro? (rozmowa z 20 marca)
Jutro zaczynam od urzędu, tam przyjmuję interesantów, jeśli nie będzie padać to ruszam z pracownikiem urzędu w teren, objeżdżamy wszystkie drogi gminne, by sprawiedliwie ułożyć plan ich modernizacji i remontów. Czasem jednak jest w urzędzie tylu interesantów, że drzwi mojego gabinetu się dosłownie nie zamykają. Plan dnia zależy też od potrzeby chwili, poza planowanymi wyjazdami i uroczystościami. Przypominam, że musi być też czas na… papierologię. Teraz trwa też kampania wyborcza sołtysów, staram się być na każdym zebraniu.

Reklama

Właśnie, dlatego powołał Pan zastępcę?
Tak, dużo jeżdżę, a urząd musi funkcjonować dobrze. Musi być ktoś, kto mnie zastępuje, a Dorota Murach radzi sobie bardzo dobrze. Ta zmiana w urzędzie była zdecydowanie uzasadniona i się sprawdza. Jest ona tylko i wyłącznie z korzyścią dla mieszkańców naszej gminy.

I dlatego pozamieniał Pan też miejscami niektóre gabinety w urzędzie?
Tak, ale zmiana dotyczy jednego gabinetu: zastępcy wójta i USC. Zmiana ta pokierowana jest wyłącznie tym, by zastępca wójta była bliżej sekretariatu…

Reklama

Ile godzin dziennie Pan pracuje?
Staram się 10.

Praca ta nie uczy Pana też cierpliwości?
Fajne pytanie. Tak, uczy. Pewne rzeczy chciałaby się zrobić zaraz, jest pomysł – jest działanie. Tutaj jednak tak nie ma: pomysł, opinie, zgoda rady, pieniądze, papiery i dopiero realizacja. Czasem trzeba czekać kilka lat na efekt.

Właśnie, jakie są namacalne efekty Pana pracy po tych 100 dniach?
Nie mnie to oceniać tak naprawdę, ale wystarczy się rozejrzeć: sprzątanie cmentarza, klub seniora, wiele wniosków o wsparcie zewnętrze, jak chociażby na remont szatni klubu Jedność, moja obecność w terenie, wśród ludzi...

Reklama

Stawia Pan na dużą promocję gminy i tzw. otwarty urząd?
Tak, to się musiało zmienić: urząd dla ludzi, otwarty na ludzi, urzędnicy w służbie dla klientów. Chcę, by ludzie nas lubili, tak po ludzku, i nam ufali, wtedy zadzwonią, napiszą, poproszą i podzielą się dobrymi pomysłami. Urząd otwarty to zdecydowanie moja filozofia urzędowania. Tak jak załatwianie spraw od ręki, jeśli to możliwe, a nie zbieranie wniosków na tzw. kupkę.

Czego by Pan sobie życzył?
Prywatnie? Podróży dokoła świata. A zawodowo? Możliwości spełnienia wszelkich oczekiwań moich mieszkańców.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-04-05 07:39:34

    Brawo.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-04-05 07:52:49

    Super! Młodość i świeżość, tak jak miało być.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-04-05 09:41:11

    Brawo, Zakrzewo przy Panu rozkwitnie

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości