Reklama

Swoisty egzorcyzm

07/10/2013 00:00
- Ma wielką moc - uduchowia, wycisza, skłania do kontemplacji - twierdzą złotowianie z Żywego Różańca. - Modlitwa różańcowa to swoisty egzorcyzm, bo broni przed napaścią złych duchów

Od prawie dwustu lat Stowarzyszenie Żywego Różańca stanowi najbardziej popularną wspólnotę modlitewną w Kościele Rzymsko-Katolickim. Powstało w latach 20. XIX wieku we Francji i w krótkim czasie zyskało oficjalne poparcie ówczesnego papieża Grzegorza XVI. Przez dziesięciolecia cel funkcjonowania ugrupowania pozostał niezmieniony – modlitwą i ofiarą duchową wspiera ono misyjne działania Kościoła.

Obecnie grupy Żywego Różańca istnieją prawie w każdej parafii. W Złotowie zrzeszają łącznie kilkuset wiernych – na przykład w parafii p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zarejestrowanych jest siedemnaście róż matek i trzy róże ojców, a w parafii pod wezwaniem św. Rocha – trzy róże matek, w tym dwie złotowskie i jedna blękwicka. Członkowie stowarzyszenia są podzieleni na dwudziestoosobowe grupy, nazywane różami (słowo „różaniec” pochodzi od łacińskiego „rosa”, znaczącego „róża”). Codziennie odmawiają po jednej dziesiątce różańca, rozważając przypisaną do niej tajemnicę życia Jezusa i Maryi. – Tym sposobem każdego dnia odmawiany jest cały różaniec – wszystkie dwadzieścia tajemnic. To zachowuje ciągłość modlitwy – wyjaśnia Wanda Matysiak, członkini Matek Żywego Różańca od 14 lat. Raz w miesiącu następuje zmiana tajemnic różańcowych.

Modlitwom różańcowym przyświecają różne postanowienia – odmawia się je w intencji kapłanów, parafian, rodzin, władz, pokoju na świecie oraz żyjących i zmarłych członków wspólnoty. – Niektórzy w nieskończoność dokładają kolejne intencje, nakładając sobie za dużo modlitwy. Potem się w tym gubią. Przecież jednej dziesiątce różańca może przyświecać więcej intencji – stwierdza Aleksandra Bartosz, od 30 lat członkini MŻR w parafii św. Rocha.
[[reklama]]
Dawniej było inaczej

Osoby zrzeszone w Stowarzyszeniu Żywego Różańca podejmują wiele czynności na rzecz swoich parafii. Najważniejszą misją jest oczywiście modlitwa. Raz w miesiącu gromadzą się na mszy świętej odprawianej w ich intencji, po której następuje wystawienie Najświętszego Sakramentu i wspólny różaniec, prowadzony przez księdza-opiekuna lub zelatorkę. – Nieraz, zamiast różańca, odmawiamy nieszpory. Oprócz tego, w ramach przyjaźni i współpracy, dwa razy w roku spotykamy się z grupą z Blękwitu – w okresie bożonarodzeniowym, kiedy czytamy Pismo Święte i śpiewamy kolędy oraz na przełomie maja i czerwca na pikniku. Tego typu spotkania to forma biesiady połączonej z modlitwą – opowiada A. Bartosz.

Do innych działań prowadzonych przez matki i ojców Żywego Różańca należą m.in.: odwiedzanie chorych członków, organizacja pielgrzymek, uczestnictwo w procesjach kościelnych i uroczystościach pogrzebowych zmarłych członków. – Trzeba przyznać, że w przeszłości matki różańcowe były bardziej zaangażowane w życie parafii – dbały o cmentarz parafialny, przed odpustem plotły wianki z żywych kwiatów i stroiły kościół. Dziś również staramy się pomagać, ale już w inny sposób. Może jesteśmy gorzej zorganizowane? – zastanawia się A. Bartosz.

Nie dopuścić do zerwania

Parafialne wspólnoty Żywego Różańca nie łączą się w struktury ogólnokrajowe czy światowe. W danej parafii na czele każdej róży stoi zelator lub zelatorka, wybierani przez członków grupy. Zwykle nominuje się także ich zastępców i skarbnika, który przechowuje datki przekazywane dobrowolnie przez uczestników nabożeństw różańcowych np. na opłacenie comiesięcznej mszy świętej. Zelatorzy wszystkich róż w parafii tworzą Radę Żywego Różańca, spośród siebie wyznaczają też przełożonego i zastępcę. Pozostałym członkom róż nie przydziela się żadnych konkretnych ról.

Pełnienie funkcji zelatora to odpowiedzialne zadanie. Osoba na tym stanowisku dla każdego członka róży opracowuje harmonogram modlitw na pewien okres, np. miesiąc lub rok. Ponadto przygotowuje ołtarz przed comiesięczną mszą świętą, prowadzi zbiórkę ofiar, kontroluje stan chorągwi, planuje obsługę procesji kościelnych i wyznacza delegację wspólnoty na uroczystości pogrzebowe jej zmarłego członka. – Jeżeli któraś z pań nie może odmawiać różańca z powodu ciężkiej choroby, to właśnie zelatorka bierze na siebie ten obowiązek i ją zastępuje, by różaniec nie został zerwany – podkreśla Marta Klei, od 15 lat członkini MŻR w parafii św. Rocha.
[[nowa_strona]]
Potrzeba młod(sz)ych

Jak odbywa się przyjęcie kandydata do zrzeszenia? Po pierwsze – tylko w przypadku śmierci poprzednika lub jego stałego wyjazdu. Po drugie – bez uroczystych ceremonii. Po trzecie – poprzez wpisanie nowej osoby do parafialnej Księgi Żywego Różańca.

Aktualnie do złotowskich zgromadzeń matek różańcowych przynależą głównie kobiety w średnim i starszym wieku. Kwestia ta lepiej przedstawia się w przypadku ojców Żywego Różańca w parafii WNMP, wśród których jest kilku panów po trzydziestce. – Na niedzielne msze święte uczęszcza dużo młodych kobiet. Póki co nie chcą jednak do nas dołączyć. Uważają, że są za młode i że mają jeszcze czas na pogłębioną modlitwę – stwierdza A. Bartosz. – Pewnie coś w tym jest. Dopiero gdy dzieci dorosną mamy bowiem czas na przemyślenia. Żarliwej modlitwy uczymy się z wiekiem.

Doznała łaski – wstąpiła

Do Stowarzyszenia Żywego Różańca wierni decydują się wstąpić z różnych powodów. – Dla mnie to kontynuowanie rodzinnej tradycji. Wcześniej do wspólnoty należała moja mama – przyznaje A. Bartosz. Niektórzy poprzez przynależność do zrzeszenia pragną umocnić swoją wiarę lub zaspokoić potrzebę modlitwy. Innych natomiast werbują znajomi.
Czasami jednak decyzja o dołączeniu do różańcowych szeregów podyktowana jest pewnymi emocjami – zapada na skutek określonej sytuacji życiowej, stając się dla człowieka formą nawrócenia. Takiego duchowego oczyszczenia doświadczyła siedemnaście lat temu Wanda Matysiak. – Po dwóch tygodniach od powrotu z pielgrzymki na Jasną Górę zorientowałam się, że ataki astmy ustały, przestały też boleć kolana. Żeby podziękować Matce Bożej za okazaną mi łaskę, zaczęłam się żarliwiej modlić i wstąpiłam do wspólnoty – wyznaje kobieta.

Modlitwa, która uzależnia

Zdaniem naszych bohaterów odmawianie różańca z czasem staje się nawykiem. Nie chodzi jednak o przysłowiowe „klepanie paciorków” – chwilę, w której sięgają po różaniec, starają się bowiem celebrować. – Tak samo jak niedzieli bez mszy świętej, nie wyobrażam sobie dnia bez modlitwy różańcowej. Brakowałoby mi tego duchowego przeżycia – wyjawia Józef Chałupa, od 20 lat członek Ojców Żywego Różańca w parafii WNMP.

Z kolei A. Bartosz zdradza nam, że miewa do siebie pretensje, gdy nie jest w stanie w pełni skupić się na modlitwie. – Myśli często uciekają mi gdzie indziej, rozbiegają się na codzienne, domowe sprawy. Staram się wtedy bardziej skoncentrować, zagłębić. Wciąż uczę się, by moje prośby nie były rozwlekłe, a krótkie i sensowne – szczerze się zwierza. Kobieta w swoich rozterkach nie jest osamotniona. Pan Chałupa przyznaje, że jemu również najtrudniej przychodzi odmawianie różańca w soboty, kiedy teoretycznie ma najwięcej czasu. – Szatan zawsze bardziej kusi tego, który jest najbliżej Boga – puentuje M. Klei.
[[reklama]]
...i że cię nie opuszczę

Nasi rozmówcy zgodnie oświadczają, że członkami Żywego Różańca mają zamiar pozostać aż do śmierci. Dlaczego? – Bo modlitwa łączy nas z Bogiem. Dzięki temu mamy poczucie wzajemnej wspólnoty i przynależności – odpowiada Ewa Kałufka, która w zgromadzeniu jest od 14 lat. – We wspólnocie jest siła. Tu dochodzi się do pewnej wartości swojej wiary, wzrasta też duchowość człowieka. Modlitwa jest skuteczniejsza, bo im więcej osób się modli, tym większy jest posłuch u Boga – twierdzą pozostali.

Tobiasz Buzała
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości