Reklama

Szczęście w nieszczęściu

28/11/2011 00:00
- Zawsze uważałem się za twardego człowieka, ale teraz wiem, że życie każdego potrafi zmiękczyć - mówi Kazimierz Wiśniewski. - Straciliśmy dom, ale najważniejsze, że żyjemy. Całe szczęście, że wybuch stłumił ogień, inaczej zostałyby z nas węgielki

W październiku tego roku w domu państwa Wiśniewskich z Nowej Świętej wybuchł gaz. Wystarczyły setne sekundy, by wypracowywany latami dorobek życia przestał istnieć. Siła uderzeniowa była tak duża, że po uprzątnięciu cegieł, gruzu, zniszczonych sprzętów i mebli w zasadzie niewiele zostało. Zawaliły się stropy, uniósł dach, runęła ściana szczytowa i duża część ściany przedniej. Stojąc w pokoju można było oglądać niebo. To prawdziwy cud, że żaden z domowników nie stracił życia.
[[reklama]]
Ułamki sekund

Jak opowiada K. Wiśniewski, dzień, w którym doszło do nieszczęścia, zaczął się całkiem zwyczajnie. Z samego rana tuż przed wyjściem do pracy pił z żoną w kuchni kawę. Gotowali wodę na gazie, paliło się światło i nic się nie działo. Pan Kazimierz z powodu lekkiego przeziębienia nie czuł żadnego podejrzanego zapachu, jednak za namową żony, która mówiła mu, że ma wrażenie, że gaz się ulatnia, zszedł do piwnicy, by zakręcić butlę. Kiedy wyciągał rękę do kurka nastąpił wybuch. - Zobaczyłem ogień i usłyszałem ogromny huk, a potem wszystko runęło. Tego się nie da opowiedzieć. Zawalił się strop, piwniczny i ten nad parterem, a wszystko spadło na mnie. To była niewyobrażalna siła – wspomina nasz rozmówca – żonę dosłownie zassało do piwnicy, spod cegieł wystawał tylko kawałek jej nogi.

Pierwszy na ratunek przybiegł syn państwa Wiśniewskich, który mieszka tuż obok. - Pierwsze co usłyszałem to jego głos, krzyczał: co się stało?! – opowiada K. Wiśniewski. - Najpierw odkrzyknąłem: - zakręć gaz, a potem: - szukaj mamy. Syn tylko zdjął ze mnie zlewozmywak i zaczął wyciągać żonę, a ja cegła po cegle jakoś wydostałem się sam. Pan Kazimierz był w takim szoku, że mimo złamanej nogi, połamanych żeber i licznych poparzeń do karetki doszedł o własnych siłach. -Na podwórku normalnie zrywałem z rąk skórę – opowiada. - Zabrali mnie do szpitala, żonę na pogotowie na obserwację. Kiedy do mnie przyszła, zaczęła płakać. Powiedziałem jej, żeby przestała i cieszyła się, że żyjemy. Św. Piotr już mnie za jedną nogę trzymał, ale udało mi się wyrwać.

Pamięć pomału blednie

Jak opowiada pan Kazimierz, po powrocie ze szpitala, w którym przeleżał ponad 20 dni, każdy najmniejszy szmer w domu jego syna (u którego teraz z żoną mieszkają) stawiał go na nogi. - Słyszałem byle szum i od razu miałem drgawki – wspomina. Choć teraz spokój zaczyna pomału wracać, K. Wiśniewski zapowiada, że w domu nie będzie miał już gazu, kupi kuchenkę elektryczną. - Będzie trochę drożej, ale za 40 zł więcej nie będę ryzykował życia – mówi, dodając jednocześnie, że jest pełen podziwu dla swojej żony, która bez wahania podchodzi do kuchenki i zapala gaz. Sam trochę dłużej przytrzymuje pokrętło.

Potrzeba wszystkiego

K. Wiśniewski oprowadza nas po domu. Kuchni i łazienki w zasadzie nie ma, zostały gołe ściany. - Jeszcze jeden rząd suporeksu trzeba będzie położyć, żeby zimą nie przemarzło – mówi jego syn, który już trzeciego dnia po wybuchu, od razu jak tylko nadzór budowlany wyraził zgodę, wziął się do roboty i z pomocą szwagra postawił ściany, które zostały wcześniej zniszczone. Te, które wytrzymały eksplozję, popękały. Teraz przykręcane są do nich regipsy.

Nasz rozmówca dziesięć lat przepracował w budowlance, dlatego twierdzi, że same prace nie stanowią tak dużego problemu jak brak środków. W tej chwili, by robota mogła się posuwać, potrzeba właściwie wszystkiego: płyt regipsowych, gipsu, styropianu, wełny mineralnej itd. Oprócz materiałów budowlanych konieczny będzie także zakup m.in. grzejników, wszelkiego rodzaju rur, wężyków, zaworów, kafelków i baterii, nie mówiąc już o sprzęcie sanitarnym i AGD. - Wziąłem się do roboty i nie myślę, ile jeszcze przede mną, bo można by się załamać. Zaczynamy całkiem od zera – mówi K. Wiśniewski. - Przy okazji chciałem podziękować wszystkim, którzy okazali nam wsparcie, pomogli uprzątnąć teren i przekazali nawet drobną sumę. Szczególnie dziękuję Piotrowi Lachowi, Jerzemu Żakowi, Zdzisławowi Brzeskiemu, Zbigniewowi Plakowi oraz Jarosławowi Kołda.

Wiśniewscy nie zostali więc pozostawieni samym sobie. Pomogli nie tylko wójt i prywatni przedsiębiorcy, ale też GOPS i rodzina oraz mieszkańcy Świętej i Nowej Świętej. W obu wsiach przeprowadzono zbiórki pieniężne, jednak to tylko kropla w morzu potrzeb. Wszystkie środki zostały wydane na materiały budowlane.

Jeśli ktoś chciałby pomóc, prosimy o kontakt z redakcją – nr tel. 519-789-506.

Patrycja Koplin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości