Reklama

Szkole nie płaci się za wyniki

16/12/2016 20:05
Szkoła udaje, że uczy, a majster nie zgłasza, że kogoś nie ma dwa miesiące na praktyce. I co? Zawodówka dogorywa, ale kasa się zgadza

Stwierdzenie, że nauką zawodów rzemieślniczych kierują tylko pieniądze byłoby zbytnim uproszczeniem. Nie da się jednak ukryć, że zasada, że to za uczniem idą pieniądze, psuje oświatę. Im więcej uczniów, tym więcej kasy. Proste. Poziom jest tu rzeczą drugorzędną.

Bo szkole nie płaci się za wyniki, ale za ucznia

– uważa starszy Cechu Rzemiosł Różnych w Złotowie Karol Pufal. 29 listopada rzemieślnicy spotkali się z nauczycielami, by porozmawiać o kształceniu stolarzy, fryzjerów, murarzy. Okazało się, że jest gorzej niż można było się spodziewać.

Reklama

Jak to jest zrobione?

Po trzech latach nauki zawodu w systemie dualnym (teoria w szkole, praktyka w zakładzie rzemieślniczym) uczeń musi przystąpić do egzaminu zawodowego. Zdając go uzyskuje tytuł czeladnika. Do 15 listopada do egzaminu czeladniczego przystąpiło  101 osób, z tego zdało 80 (za pierwszym podejściem 72, za drugim 8). Nie zdało 21 uczniów, a 4 nie stawiło się.

Najczęściej wykładają się na ustnej części egzaminu na przedmiotach zawodowych, czyli dla nich najważniejszych.

Nie znają takich podstawowych rzeczy jak budowa nożyczek

Reklama

– twierdzi Anna Stawiszyńska, która zasiada w komisji egzaminacyjnej dla fryzjerek.

Wymień skład ciasta drożdżowego, pytam ucznia, a on mówi: proszek do pieczenia… Zastanów się

– opowiada Franciszek Tomke, egzaminujący cukierników. Obraz nędzy i rozpaczy.

Można poprzestać na zdaniu dyrektor dawnej „Zawodówki” Doroty Mileszko, że do klas zawodowych trafiają uczniowie, którzy nie zamierzają się uczyć. Tacy, którzy na zegarkach sprawdzają, kiedy będą wolni. Można też powiedzieć, że kto chce, ten się nauczy. Jak fryzjerka Maria Pluszkiewicz czy elektromechanik pojazdów samochodowych Dawid Sieg, którzy zdali egzamin na piątkę. Ale należy zauważyć, że program nauczania w szkole dawno rozminął się z tym, czego oczekuje się od uczniów na egzaminach zawodowych.

Reklama

Po reformie z 2012 roku nie ma podręczników. My uczniom potrzebne informacje kserujemy, ale wielu wklei je do zeszytu i nawet się nad nimi nie zastanowi. Albo więc piszemy w dzienniku co jest w programie, a uczymy czegoś innego, albo uczymy tego, co jest w programie, ale nie uczymy tego, co jest na egzaminie

– obrazuje sytuację dyrektor Mileszko.


W dalszej części artkułu przeczytasz:

Wyrzucać czy nie wrzucać? - A już dziś szkoły mają problem z nieobecnościami uczniów na lekcjach, a rzemieślnicy na praktykach...

Będą pozwy? - Problemem szkolenia zawodowego w powiecie złotowskim jest także zrywanie umów przez uczniów. Zgodnie z kontraktem na szkolenie po zakończeniu...

Reklama

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Mało tego, kursy przygotowujące do egzaminu trwają cztery tygodnie. Jak w tak krótkim czasie przekazać uczniom wiadomości z technologii i rysunku zawodowego?

Nowe programy są trudne i zbyt obszerne. Przeczyta się tytuł i już się zasypia

– twierdzi nauczycielka z ponad trzydziestoletnim stażem.

Pół biedy jeśli absolwent gimnazjum wybierze taki zawód jak duże grono jego rówieśników. Jeśli nie, to nie ma co liczyć, że ktoś go przygotuje do egzaminu.

Jak w klasie jest powyżej dwudziestu uczniów, to mają 136 godzin kursów. A jak mało uczniów, to mają 36 godzin. A w czym oni są gorsi?

Reklama

– pyta właścicielka zakładu fryzjerskiego Anna Sarosik.

W trzeciej klasie są cztery fryzjerki i mają bardzo mało materiału. Mają wiedzę okrojoną do minimum.

I tu pojawia się kwestia finansowania.

Dla czterech fryzjerek nie zatrudnia się nauczyciela, bo to wiąże się z pieniędzmi. Jako pedagog czuję krzywdę tych uczniów. Jest mi ich szkoda

– odpowiada Dorota Mileszko. Z kolei Franciszek Tomke uważa, że w szkole zawodowej część przedmiotów jest zbędnych.

Szkoła zabrała nam dwa dni z praktyki, a nasz program się nie zmienił. Uczeń w trzeciej klasie ma dwie lekcje wf–u i dwie religii. Po co? Jeżeli ktoś chce iść do szkoły, to niech idzie do szkoły, a jak chce się uczyć zawodu, to niech się uczy zawodu.

Reklama

Co prawda rząd PiS przygotowuje reformę oświaty zawodowej, ale nowe zapisy nie podobają się rzemieślnikom i nauczycielom. Są w niej te same przedmioty co teraz, czyli utrwalone mają być rozbieżności między nauczaniem w szkole a tym, co jest na egzaminie zawodowym. Poza tym absolwent zawodówki utraci możliwość kontynuowania nauki od drugiej klasy szkoły średniej.

Według PiS szkolnictwo zawodowe odbywać ma się w dwóch etapach. Pierwszy to szkoła branżowa I stopnia i po niej egzamin zawodowy. Drugi to szkoła branżowa drugiego stopnia (dwa lata), która nie będzie się kończyć maturą

Reklama

– założenia zmian przedstawia Karol Pufal, który dotąd zachwalał szkoły zawodowe jako jeden z etapów w edukacji bardziej ambitnych uczniów. Skomplikowanie ścieżki edukacyjnej może zniechęcić część młodzieży do wybierania zawodówek.

Wyrzucać czy nie wrzucać?

A już dziś szkoły mają problem z nieobecnościami uczniów na lekcjach, a rzemieślnicy na praktykach.

Z frekwencją jest tragicznie. Dyskutujemy, czy nie wprowadzić jedynego honorowanego zwolnienia w postaci L4

– informuje starszy Cechu.

Jeżeli ktoś ma w dzienniczku trzysta godzin nieobecnych, to nie powinien dostać wynagrodzenia. Nie zapominajmy, że to pracodawca kieruje ucznia do szkoły, nie odwrotnie

Reklama

– mówi o opuszczaniu lekcji. Tyle że wprowadzone w styczniu ubiegłego roku żądanie zwolnienia lekarskiego nie pomogło.

I tak nie chodzili, a L4 nie przynosili. I co, wszystkich ich mamy skreślić z listy uczniów? My musimy ich mieć

– twierdzi dyrektor „Zawodówki”. I podaje przykład ucznia, który nie chodził na lekcje, bo pracował w lesie. Do pracy przy drewnie, zamiast w szkolne ławy, wysłał go ojciec.

Gdybyśmy mieli rygorystycznie przestrzegać zasad, to musielibyśmy pozbyć się jednej czwartej uczniów

Reklama

– mówi nauczycielka. A to, jak już zauważyliśmy, byłaby strata finansowa. Tak właśnie szkoła staje się zakładnikiem ucznia. Choćby tego najgorszego.

Franciszek Tomke uważa, że lekcje religii i wfu w szkołach zawodowych są zbędne

Podobnie jest z rzemieślnikami. Niedawno pedagodzy „Zawodówki” dowiedzieli się, że ich uczeń przez dwa miesiące nie chodził na praktykę. Mistrz szkolący ani myślał ich o tym powiadomić. Dlaczego? Można się domyślać, że przez pieniądze. Przedsiębiorcy narzekają, że pracownik młodociany (uczeń, z którym zakład podpisuje umowę na szkolenie i któremu płaci) nie przykłada się do nauki, ale przypadków niesubordynacji nie zgłaszają.

Reklama

Jeżeli uczeń odchodzi z zakładu, powinniście zrobić korektę dofinansowania. Nie wszyscy o tym pamiętają

– zauważa Anna Sokołowska – Smolińska, pracownica Ochotniczego Hufca Pracy w Pile, która rozlicza wnioski rzemieślników o refundację kosztów kształcenia praktycznego. Za trzeci kwartał tego roku podań takich wpłynęło 81 na kwotę około 78 tys. złotych.

Nie zdarza się we wnioskach o refundację informacja o pomniejszeniu wynagrodzenia. Chodzą wszyscy cały miesiąc...

– urzędniczka wytyka pracodawcom błędy. Zdarzają się i takie, że ktoś zapomni zgłosić, że uczeń powtarza klasę. Wówczas refundacja zakładowi szkolącemu się nie należy.

To pokazuje, że i mistrzowie szkolący mają swoje za uszami. Bo jak to możliwe, że mechanik po trzech latach nauki mówi, że nigdy nie demontował sprzęgła, a stolarz nie pracował na obrabiarkach?

Mamy pretensje do szkoły, a sami uderzmy się w piersi, bo nie gonimy ich do czynności, które powinni znać

– uważa Andrzej Manikowski, egzaminator stolarzy.

Fryzjerki skarżą się, że szefowa czy szef nie pokazywali, jak się robi fale czy strzyżenie męskie

– dodaje Anna Stawiszyńska. Po sali Cechu rozchodzi się pomruk niezadowolenia, słychać głosy, że uczniowie kłamią. Być może, ale czy wszyscy? Czy aby na pewno część z nich przez trzy lata nie jest od „przynieś, podaj, pozamiataj”?

A potem przychodzi ktoś taki z dyplomem do pracy i dochodzi do wypadku. Musimy zastanowić się, jak temu przeciwdziałać, bo to są nasi przyszli fachowcy, mistrzowie

– proponuje A. Manikowski. Odpowiedź starszego Cechu jest krótka:

W takich przypadkach Cech powinien mieć możliwość zabrania zakładowi uprawnień do szkolenia.

Sytuację poprawić ma upowszechnienie dziennika elektronicznego. Od nowego roku szkolnego ma on być obowiązkowy.

Dzięki niemu pracodawca, nauczyciele i rodzice będą mieć wgląd w to, co się dzieje z uczniem i jaki program realizuje. Wtedy nie będzie tłumaczenia na egzaminie: ja tego nie robiłem

– prognozuje K. Pufal.

Będą pozwy?

Problemem szkolenia zawodowego w powiecie złotowskim jest także zrywanie umów przez uczniów. Zgodnie z kontraktem na szkolenie po zakończeniu nauki powinni oni przystąpić do egzaminu. Wielu absolwentów „Zawodówki” tego nie robi.

W czerwcu oświadczają, że wyjeżdżają do Holandii. Odbierają świadectwa i znikają

– mówi starszy Cechu Rzemiosł Różnych w Złotowie.

Łamią umowę, więc przestrzegam, że jest kilkadziesiąt przypadków spraw sądowych w Polsce, które rzemieślnicy wygrali z uczniami

– zaznacza K. Pufal.

Zarówno oni, jak i nauczyciele zastanawiają się, jak zmotywować absolwentów do zdawania egzaminu. Propozycje są trzy: skrócenie nauki i zrobienie egzaminu w czerwcu (sami nie mogą tego zrobić, ale mogą to zasugerować ministrowi), wydawanie zaświadczeń o ukończeniu nauki zawodu 20 sierpnia oraz by uczniowie rozpoczynali praktykę 1 sierpnia – mieliby wówczas czas na sprawdzenie, czy wybrany zawód rzeczywiście jest dla nich. Chodzi o to, by nie przerywali nauki i by przystępowali do egzaminów. Łatwiej o to, kiedy robi się coś, co się lubi.

Wciąż jednak do rozwiązania pozostanie problem największy – pieniędzy. Dopóki to one będą decydować o tym, czego i jak uczy się przyszłe pokolenia, dopóty będziemy narzekać na absolwentów. To subwencja idąca za uczniem psuje polską oświatę. I rzemiosło także.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Urko - niezalogowany 2017-02-10 17:42:06

    Wiecie co może nie byłem najlepszym uczniem ale pani Dorota Mileszko dobrze mnie nauczyła zawodu a pani Halina Brzezińska rysunku technicznego. Jestem stolarzem ze zdanym czeladnikiem. I powiem wam że niedawno odwiedziłem mój zakład w którym miałem praktyki, po rozmowie z pracownikami dochodzę do wniosku że uczniowie teraz mają gdzieś naukę w szkole i praktyki gdzie można się czegoś nauczyć. Ja w pierwszej klasie zamiatalem sprzątałem itp. ale przynajmniej w drugiej dali mi docinać elementy, a w trzeciej sam składałem meble i inne rzeczy. Uczniowie dzisiaj myślą dużo zarobić ale się nie narobić i tyle. Pozdrawiam

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    RH+ - niezalogowany 2016-12-18 20:43:56

    Bardzo trafne stwierdzenie wyraził OHM: "...uczniowie uczą nauczycieli..".Patrząc na średnią wieku nauczycieli uczących fachu z uwzględnieniem ich dokształtu zawodowego i wyników egzaminów elektryków i elektroników - to coś w tym musi być.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ohm - niezalogowany 2016-12-18 14:33:49

    Nasi elektrycy po technikum nie wiedza nawet jakie napięcie występuje w sieci, te chłopaki nie maja bladego pojęcia o zawodzie, przy miotle też trzeba ich pilnować, bo jak nie to siedzą w telefonach... Za pana Staszka było całkiem inaczej, człowiek z powołania, pasją, potrafił przekazać wiedzę teoretyczną jak i od strony praktycznej a na dzień dzisiejszy to często uczniowie odbywający praktyki u prywaciarza, uczą nauczyciela... Sami uczniowie mogą potwierdzić jak jest, popytajcie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości