Gmina, po raz kolejny, straciła spore pieniądze. Winą za to burmistrz Stefan Kitela obarczył swojego poprzednika, Janusza Szczerbiaka
Posiedzenie komisji gospodarczej Rady Miejskiej Krajenki pod przewodnictwem radnego Zbigniewa Morgulca odbyło się w czwartek. Obecny na nim sekretarz gminy Tomasz Ciechanowski tłumaczył, że z Urzędu Marszałkowskiego spływają pieniądze (w sumie milion złotych) za zakończenie obecnego etapu wodociągowania gminy. – Tych pieniędzy powinno być trochę więcej, ale musieliśmy zwrócić trzydzieści trzy tysiące za realizację pierwszego etapu, czyli rozbudowę stacji uzdatniania wody – mówił sekretarz. Wyjaśniał, że projekt rozbudowy stacji uzdatniania wody był zlecony „z wolnej ręki”. Złamano tym samym ustawę o zamówieniach publicznych. Przez to projekty zostały wykazane jako wydatki niekwalifikowane. Nikt o tym nie wiedział, dopiero kontrola z Urzędu Marszałkowskiego na to wpadła.
– Okazało się, że poprzedni burmistrz bez jakiegokolwiek zapytania jednej z firm zlecił wykonanie tego projektu, co stanowiło naruszenie prawa. Tym samym gmina straciła te pieniądze – wyjaśniał sekretarz Ciechanowski. – Łącznie daje to około sześćdziesiąt siedem tysięcy złotych strat. Dodam, że w ubiegłym roku straciliśmy około osiemdziesięciu tysięcy złotych, o czym już mówiliśmy – uzupełnił swoją wypowiedź. [[reklama]] NAJLEPSZY SAMORZĄDOWIEC?
- Szlag mnie trafia, jeżeli okazuje się, że za błędy poprzedników my musimy zapłacić z tegorocznego budżetu ponad sześćdziesiąt tysięcy złotych – stwierdził burmistrz Stefan Kitela. – Ile za te pieniądze można by było zrobić… – dodał.
Przypomniał, że podobnych „kwiatków” pojawiło się więcej, żeby wspomnieć o inwestycji, z której zeszła firma H. Gładysza. – Proszę popatrzeć na dziurę, jaka zrobiła się na ulicy Szkolnej. Wykonawca zwyczajnie zszedł sobie z placu budowy. Piszemy, ale pan Gładysz nie poczuwa się do odpowiedzialności – mówił burmistrz.
Jeszcze dalej w krytyce poprzednich władz gminy poszedł przewodniczący komisji gospodarczej Zbigniew Morgulec. – Jak słyszę teksty, że był to najlepszy samorządowiec, to śmiech mnie ogarnia – oświadczył.
Piotr Gniot pytał, czy H, Gładysz podał gminę do sądu. Stefan Kitela przyznał, że nic o tym nie wie. Dodał, że teraz trzeba będzie walczyć o to, żeby wykazać, że projekt na pozostałe odcinki wodociągowania był prawidłowy. W przypadku ulicy 30 Stycznia już taką ekspertyzę przeprowadzono; okazało się, że przy zastosowaniu ręcznych wykopów można ten odcinek zrobić. Przetarg został już rozstrzygnięty i niebawem wejdzie z robotami wykonawca. Jeśli chodzi o „nieszczęśliwą” ulicę Szkolną, to faktycznie, rury gazowe uniemożliwiają wejście na budowę. W tym przypadku, zdaniem burmistrza, rację miał
H. Gładysz. Teraz trzeba sporządzić nowy projekt, ale to pociągnie za sobą nowe koszty.
- Na miesiąc przez zakończeniem umowy z panem Gładyszem przez byłego burmistrza Janusza Szczerbiaka była prowadzona nagonka medialna, jak to ja sobie nie radzę; to jest nie w porządku. Nikt nie wie, ile pieniędzy udało mi się dla gminy uratować, inaczej byśmy nie dostali pieniędzy za wodociągowanie, a na dodatek musielibyśmy oddać te, które dostaliśmy na stację uzdatniania wód – skarżył się Stefan Kitela. Podziękował jednocześnie radnym za to, że ci, o co ich wcześniej prosił, nie zrobili z całej tej sytuacji „pożywki politycznej”. Większość radnych się do tego zastosowała. – To była za poważna sprawa, żeby robić z tego hucpę polityczną. Ale ta ostatnia sytuacja, że trzeba znowu oddać sześćdziesiąt siedem tysięcy złotych, przelała czarę goryczy – zakończył.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze