Reklama

Szlag mnie trafia!

25/05/2013 00:00
Gmina, po raz kolejny, straciła spore pieniądze. Winą za to burmistrz Stefan Kitela obarczył swojego poprzednika, Janusza Szczerbiaka

Posiedzenie komisji gospodarczej Rady Miejskiej Krajenki pod przewodnictwem radnego Zbigniewa Morgulca odbyło się w czwartek. Obecny na nim sekretarz gminy Tomasz Ciechanowski tłumaczył, że z Urzędu Marszałkowskiego spływają pieniądze (w sumie milion złotych) za zakończenie obecnego etapu wodociągowania gminy. – Tych pieniędzy powinno być trochę więcej, ale musieliśmy zwrócić trzydzieści trzy tysiące za realizację pierwszego etapu, czyli rozbudowę stacji uzdatniania wody – mówił sekretarz. Wyjaśniał, że projekt rozbudowy stacji uzdatniania wody był zlecony „z wolnej ręki”. Złamano tym samym ustawę o zamówieniach publicznych. Przez to projekty zostały wykazane jako wydatki niekwalifikowane. Nikt o tym nie wiedział, dopiero kontrola z Urzędu Marszałkowskiego na to wpadła.

– Okazało się, że poprzedni burmistrz bez jakiegokolwiek zapytania jednej z firm zlecił wykonanie tego projektu, co stanowiło naruszenie prawa. Tym samym gmina straciła te pieniądze – wyjaśniał sekretarz Ciechanowski. – Łącznie daje to około sześćdziesiąt siedem tysięcy złotych strat. Dodam, że w ubiegłym roku straciliśmy około osiemdziesięciu tysięcy złotych, o czym już mówiliśmy – uzupełnił swoją wypowiedź.
[[reklama]]
NAJLEPSZY SAMORZĄDOWIEC?

- Szlag mnie trafia, jeżeli okazuje się, że za błędy poprzedników my musimy zapłacić z tegorocznego budżetu ponad sześćdziesiąt tysięcy złotych – stwierdził burmistrz Stefan Kitela. – Ile za te pieniądze można by było zrobić… – dodał.

Przypomniał, że podobnych „kwiatków” pojawiło się więcej, żeby wspomnieć o inwestycji, z której zeszła firma H. Gładysza. – Proszę popatrzeć na dziurę, jaka zrobiła się na ulicy Szkolnej. Wykonawca zwyczajnie zszedł sobie z placu budowy. Piszemy, ale pan Gładysz nie poczuwa się do odpowiedzialności – mówił burmistrz.

Jeszcze dalej w krytyce poprzednich władz gminy poszedł przewodniczący komisji gospodarczej Zbigniew Morgulec. – Jak słyszę teksty, że był to najlepszy samorządowiec, to śmiech mnie ogarnia – oświadczył.

Piotr Gniot pytał, czy H, Gładysz podał gminę do sądu. Stefan Kitela przyznał, że nic o tym nie wie. Dodał, że teraz trzeba będzie walczyć o to, żeby wykazać, że projekt na pozostałe odcinki wodociągowania był prawidłowy. W przypadku ulicy 30 Stycznia już taką ekspertyzę przeprowadzono; okazało się, że przy zastosowaniu ręcznych wykopów można ten odcinek zrobić. Przetarg został już rozstrzygnięty i niebawem wejdzie z robotami wykonawca. Jeśli chodzi o „nieszczęśliwą” ulicę Szkolną, to faktycznie, rury gazowe uniemożliwiają wejście na budowę. W tym przypadku, zdaniem burmistrza, rację miał

H. Gładysz. Teraz trzeba sporządzić nowy projekt, ale to pociągnie za sobą nowe koszty.

- Na miesiąc przez zakończeniem umowy z panem Gładyszem przez byłego burmistrza Janusza Szczerbiaka była prowadzona nagonka medialna, jak to ja sobie nie radzę; to jest nie w porządku. Nikt nie wie, ile pieniędzy udało mi się dla gminy uratować, inaczej byśmy nie dostali pieniędzy za wodociągowanie, a na dodatek musielibyśmy oddać te, które dostaliśmy na stację uzdatniania wód – skarżył się Stefan Kitela. Podziękował jednocześnie radnym za to, że ci, o co ich wcześniej prosił, nie zrobili z całej tej sytuacji „pożywki politycznej”. Większość radnych się do tego zastosowała. – To była za poważna sprawa, żeby robić z tego hucpę polityczną. Ale ta ostatnia sytuacja, że trzeba znowu oddać sześćdziesiąt siedem tysięcy złotych, przelała czarę goryczy – zakończył.

Ryszard Mikietyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości