Reklama

Szwalgun wiedział, nie powiedział

05/04/2012 12:48
W lutym 2011 roku MZWiK wiedział, że jakość wody w Złotowie się pogarsza, jednak na pisma z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej odpowiedział w lipcu. W tym czasie bakterie skolonizowały złotowski wodociąg. Na pytania Sądu Pracy w Pile o kulisy afery wodociągowej odpowiadali pracownicy wodociągów i "sanepidu"

Odszkodowanie za dyscylinarkę

Ilona W. pracę w Miejskim Zakładzie Wodociągów i Kanalizacji w Złotowie podjęła w 2008 roku. Jej przełożonym był jej ojciec, a ówczesny dyrektor zakładu – Jan Szwalgun. Do 22 grudnia 2011 roku młoda złotowianka pełniła funkcję kierownika Wydziału Wodociągów. W końcu ubiegłego roku została dyscyplinarnie zwolniona. Powodem natychmiastowego rozwiązania stosunku pracy z kobietą miały być rażące zaniedbania obowiązków. Ilona W. sprawę skierowała do sądu. Pierwsza rozprawa w tej sprawie, podczas której m.in. przesłuchiwano świadków powołanych przez skarżącą, odbyła się 22 lutego. W międzyczasie Ilona W. zwiększyła żądania finansowe wobec Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji do kwoty będącej równowartością 1,5–rocznej pensji. Poniżej przedstawiamy relację z drugiej rozprawy w tej sprawie, która odbyła się 28 marca.

Badanie na Walentynki


Pierwsze sygnały mówiące o tym, że jakość wody w Złotowie uległa pogorszeniu pojawiły się w lutym 2011 roku. Dokładnie 14 lutego Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna przeprowadziła pobór wody w czterech punktach miasta. – Próbka z oczyszczalni wykazała podwyższoną liczbę mikroorganizmów w 22°C po 72 godzinach inkubacji – 45 jednostek w 1 ml – zeznała pracownica PSSE w Złotowie, Anita Łosoś. – Ten wynik nie był jeszcze problemem, to była dla nas informacja, że coś się dzieje i firma powinna podjąć działania – dodała magister biologii.

Do podjęcia działań zmierzających do poprawy jakości wody oraz przeprowadzenia badań i poinformowania o ich wynikach „sanepidu” Stacja zobowiązała MZWiK 18 lutego. Odzewu nie było, tymczasem pobór wody z 18 kwietnia wykazał w oczyszczalni 300 jednostek mikroorganizmów tworzących kolonię w 1 ml wody. 22 kwietnia o wyniku tym poinformowany został zakład wodociągów, a 4 dni później PSSE zażądała przeprowadzenia dodatkowych badań wody.

– Sugerowaliśmy przeprowadzenie badań w innych punktach celem ustalenia, w jakim stopniu sieć jest skolonizowana, by ustalić zasadność dezynfekcji całej sieci, bo nie znaliśmy skali problemu – mówiła A. Łosoś. Lokalizacja zagrożenia mogłaby pozwolić na rozdzielenie wody złej od dobrej. – W Złotowie są 2 stacje uzdatniania wody i jest fizyczna możliwość rozdzielania wody tak, by dwie części miasta miały wodę z różnych stacji. Granicą jest rzeka – wyjaśniała pracownica PSSE. Nadal reakcji ze strony zakładu wodociągowego nie było.

Pierwsze badania, wynikające zresztą z przepisów prawa, MZWiK przeprowadził w maju. Jednak tylko 1 z 4 próbek była rozszerzona o mikrobiologię, a pobrana została w hydroforni przy ul. Wodociągowej. – 27 maja inspektor otrzymał informację, że firma przystępuje do dezynfekcji sieci, nie informując o przyczynie – zeznała Anita Łosoś. Następnie 20 czerwca Stacja pobrała próbki wody w przedszkolu przy ul. 8 Marca, w szkole przy ul. Królowej Jadwigi i w oczyszczalni ścieków przy ul. Brzozowej. We wszystkich ilość mikroorganizmów przekroczyła 300 j. w 1 ml wody. Tego samego dnia, tj. 23 czerwca, Anita Łosoś o wynikach tych poinformowała wodociągi, w tym Ilonę W., a następnego dnia „sanepid” wydał komunikat o złej jakości wody.

Ilona W. nie współpracowała

Pierwsza odpowiedź na pisma „sanepidu”, sygnalizujące pogorszenie jakości wody i mówiące o konieczności podjęcia działań przez MZWiK nadeszła 8 lipca. Podano w niej wyniki badań wody właśnie z lipca. W 2 przypadkach na 5 ilość mikroorganizmów wynosiła ponad 300 j. w 1 ml, ale wyniki te nie zostały uznane ze względu na to, iż wykonane zostały w wewnętrznym, nie certyfikowanym laboratorium wodociągów. Ponowione badania wykazały, że zła jakość wody utrzymuje się „za rzeką”. Sytuacja poprawiła się 28 lipca, o czym poinformowani zostali mieszkańcy. Sąd interesowała w tym względzie współpraca Anity Łosoś z Iloną W.

– Współpraca z powódką w usunięciu tego problemu nie układała się dobrze. W Inspekcji obowiązuje zasada pisemności. Są zwrotki, więc wiemy, że poczta trafiała do firmy – odpowiadała pracownica „sanepidu”, wskazując na czas, jaki przyszło czekać na reakcję zakładu i podkreślając szybkość, z jaką mikroorganizmy potrafią skolonizować sieć, zwłaszcza tak starą jak złotowska. Kontakt z Iloną W. odbywał się także telefonicznie i przez e-mail. W odpowiedzi na zeznania pracownicy PSSE w Złotowie adwokat Ilony W., Kamila Kopczyńska próbowała podważyć jej kompetencje, podnosząc domniemane zażalenie na pracę A. Łosoś składane przez Józefa Walczyńskiego z zakładu wodociągów „Krajna”. Dowodu na ten fakt jednak strona nie przedstawiła. Mecenas Kopczyńska kwestionowała także miejsca poboru wody do badań, sugerując, iż sieć wewnętrzna jest własnością odbiorcy wody. – Przepis mówi, że konsument powinien mieć wodę spełniającą wymagania – najlepszym punktem poboru jest kran odbiorcy – twierdziła biolog z PSSE. – Zadaniem wodociągów jest dostarczyć wodę spełniającą wymagania.

Skarga na „sanepid”

- Jesteśmy przekonani wraz z radą nadzorczą, że nie zostały wyczerpane wszystkie możliwości z §15 rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie jakości wody, a komunikat do mieszkańców spowodował niepotrzebne zaniepokojenie odbiorców wody – pismo takiej treści 8 sierpnia do PSSE wystosował zarząd MZWiK, prosząc o pisemne uzasadnienie wydania komunikatu z 24 czerwca. Paragraf 15. owego rozporządzenia mówi, że jeżeli przekroczenie dopuszczalnej wartości parametru określonego w załącznikach nr 3 i 4 do rozporządzenia nie stwarza zagrożenia dla zdrowia i jest możliwe do usunięcia w ciągu trzydziestu dni, właściwy państwowy powiatowy lub państwowy graniczny inspektor sanitarny stwierdza przydatność wody do spożycia na warunkach przyznanego odstępstwa, z wyłączeniem sytuacji, gdy przekroczenie wartości dopuszczalnych dla danego parametru utrzymuje się łącznie przez okres dłuższy niż trzydzieści dni w ciągu poprzedzających dwunastu miesięcy. 12 sierpnia „sanepid” odpowiedział: - Nie skorzystano z pkt. 15, ponieważ w przypadku mikrobiologii nie można określić terminu, jaki będzie potrzebny na wyeliminowanie problemu, a problem zaczął się w lutym. Nie można było go zbagatelizować. Naszym obowiązkiem jest informować odbiorców wody o każdej zmianie jej jakości – stwierdziła A. Łosoś.

6 razy przekroczona dawka chloru


W toku postępowania sąd przesłuchał Irenę Szymańską, która w MZWiK pracuje od 1996 roku w laboratorium firmy. Zdaniem powódki i mecenas Kopczyńskiej lokalizacja laboratorium na terenie oczyszczalni ścieków i w pobliżu schroniska dla psów mogła prowadzić do skażenia próbek wody. – Moim zdaniem nie dochodziło do skażenia próbek, bo są one zabezpieczone, przewożę je w odpowiedniej torbie termostatycznej i wyjmuję je w odpowiednim pomieszczeniu – zapewniała pracownica laboratorium.

Sąd bardziej interesowało jednak to, kiedy i w jaki sposób dezynfekowana była woda w Złotowie. Z zeznań świadka wynikało, że badania na zawartość chloru przeprowadzane były regularnie począwszy od 14 marca 2011 roku. Do 24 sierpnia było ich kilkadziesiąt. – Miało to służyć dezynfekcji – mówiła I. Szymańska. – Chlorowanie zaczęliśmy prowadzić od marca.

Z początku chlorowana miała być woda w samej oczyszczalni, świadek nie pamiętał, od kiedy chlorowana była cała sieć. – W marcu woda pochodząca z sieci miała wartość 0,9; 1,1 i 1,96 mg na litr – zeznała pracownica laboratorium, podając, że wartość maksymalna chloru w wodzie to 0,3 mg na litr. Wartość ta wahała się. – W zależności od tego, jak dawka była ustawiona, jak chlor się utleniał, jak reagował w sieci z wodą – kontynuowała laborantka.

W trakcie rozprawy wyszło na jaw, że przedstawione sądowi sprawozdania z wykonanych przez nią badań nie są pełne. W tzw. zeszycie badań było znacznie więcej niż w oficjalnych sprawozdaniach. – Nie może się okazać, że bakteriologia w tym zeszycie jest robiona częściej, ponieważ bakteriologię ujmowałam w sprawozdaniu, a zawartości chloru powódka nie kazała mi ujmować w sprawozdaniu, mówiła, że nie ma potrzeby – wyjaśniała pracownica wodociągów.

Podczas przesłuchań sądowi nie udało się jednoznacznie ustalić, kto zlecał pracownikom użycie odpowiedniej dawki podchlorynu sodu. Nie potrafili na to odpowiedzieć ani I. Szymańska, ani przesłuchiwany wcześniej mechanik Marek Kubiński. – Kierownik wydziału decyduje o płukaniu sieci, również o umieszczeniu chloratora – stwierdził z kolei Jerzy Michalski, kierownik wydziału wodociągów w MZWiK.

Grochem o ścianę i wewnętrzne śledztwo

Przewodnicząca składu sędziowskiego pytała pracowników wodociągów o to, jakim zwierzchnikiem była Ilona W. Marek Kubiński, który z MZWiK związany jest od 1990 roku stwierdził, iż jego była przełożona ponosi winę za złą jakość wody. – Uważam, że jest współwinna, bo maszyniści mówili, że jak zgłaszali powódce uszkodzenia, to było jak grochem o ścianę. Zanim powódka reagowała, tj. zanim podjęła decyzję, to trwało to bardzo długo – zeznał mechanik, a zarazem przewodniczący związków zawodowych w wodociągach, którego obrońca zakładu pytał o to, dlaczego nie protestował przeciw zwolnieniu Ilony W. – Powódka nie była członkiem związku i nie mieliśmy obowiązku występować w jej obronie – odpowiadał mężczyzna. – Nie kwestionowaliśmy tego, bo uważaliśmy że jest współwinna. Myślę, że ci co byli nad nią są współwinni. Odwołany został prezes, tj. ojciec powódki – dodał.

M. Kubiński nie potrafił odpowiedzieć na pytanie obrońcy, czy w związku z zaistniałą sytuacją w zakładzie prowadzone było wewnętrzne dochodzenie. Wiedział jednak, że działania Ilony W. miały skutkować stratami finansowymi. – Na posiedzeniu rady nadzorczej w listopadzie było odczytane przez głównego księgowego, że to jest jakieś 80 tys. złotych – stwierdził pracownik wodociągów.

Z kolei Anita Łosoś przyznała, że nowa prezes MZWiK kontaktowała się z nią w tej sprawie. – Informowałam ją co do treści korespondencji, a później poprosiła o korespondencję między inspektoratem a MZWiK. Prosiła o e-maile, ale ich już nie miałam. Z rozmów telefonicznych notatki nie były sporządzone – zeznała pracownica „sanepidu”.

Jerzy Michalski wskazuje błędy


Od 16 sierpnia 2011 roku funkcję kierownika wydziału wodociągów w MZWiK w Złotowie pełni Jerzy Michalski. Jego sąd pytał o przyczyny problemów z wodą w Złotowie. – Pierwszym błędem była dezynfekcja filtrów, bo podchloryn negatywnie wpływa na uzdatnianie wody. Powinno się go stosować po filtrach – stwierdził rolnik i technik hodowca z wykształcenia. – Gdy ja nastałem, na miasto pompowana była woda surowa, niewłaściwie z uwagi na zawartość manganu i żelaza – dodał kierownik wodociągów i wskazywał, że jedną z głównych przyczyn pogorszenia jakości wody było zaniechanie płukania sieci. – Zastałem też wyłączone filtry na wieży, które przy normalnej pracy miały możliwość przefiltrowania 1000 m3 na dobę – ilustrował sytuację świadek. – Wiem, że był przeprowadzany remont filtra na wieży, ale trwało to 1,5 roku i uruchomiłem go po powrocie. To było za długo, bo okazało się, że przez tak długi okres powstały tam duże narosty bakteryjne i nie mogliśmy go ponownie uruchomić – oświadczył mężczyzna. Na pytanie adwokat o to, w jakim stanie przekazał urządzenia Ilonie W. po okresie, gdy pełnił funkcję kierownika wodociągów, Jerzy Michalski odpowiedział: - Wszystkie urządzenia, zarówno na wieży, jak i na pompowni 3° działały.

Rozprawa przerwana

W trakcie rozprawy sąd nie przesłuchał jednego świadka (J. Walczyński przedstawił zwolnienie chorobowe) i nagrania pochodzącego z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. Kolejne posiedzenie składu orzekającego, prawdopodobnie ostatnie, odbędzie się w połowie maja.

Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości