Uciekający w pośpiechu łobżeniczanie, huk bomb, przerażające sersie karabinów maszynowych i Żyd na rogu ulic zatrzymujący mieszkańców - 1 września 1939 oczami aktorów amatorów
Rekonstrukcje bitew, inscenizacje zbliżające nas do odległych czasów zawsze robią duże wrażenie. Nie mogło być inaczej 1 września w Łobżenicy na Placu Wolności.
Zanim pod pomnikiem licznie zgromadzone delegacje zakładów pracy, szkół, stowarzyszeń i organizacji złożyły kwiaty, na oczach młodzieży i dorosłych rozegrały się sceny jak sprzed ponad siedemdziesięciu lat. Z głośników popłynęła „Ta ostatnia niedziela…”, a chwilę potem przeraźliwie zawyły syreny. II wojnę światową w liczbach obozów koncentracyjnych, zabitych i niepoliczonych próbach ucieczek z miejsc niewoli przedstawiła Małgorzata Szcześniak.
Syrena zawyła raz jeszcze i na placu zrobiło się tłoczno. Niemcy idą! - krzyczeli łobżeniczanie, w pośpiechu opuszczając swoje miasto.
Zabierali ze sobą wszystko, co tylko dało się spakować, wrzucić na wóz albo unieść na plecach. Za wozami konnymi szły zwierzęta gospodarskie: kozy, krowy, psy. Starsi i dzieci jechali na wozach, młodzież i dorośli szli za wozem, na którym musiał zmieścić się dobytek życia.
W sprawnej ewakuacji ludziom pomagali ułani na koniach, członkowie grupy Włodzimierza Paprockiego z Dźwierszna Małego.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze