O wielkim powrocie, kandydowaniu na burmistrza, pomysłach na Łobżenicę, mocnych i słabych stronach gminy oraz naturze estety opowiada Bronisława Mazurek
Choć pochodzi Pani z Łobżenicy, przez wiele lat przebywała Pani poza miastem, poza gminą, kilkaset kilometrów stąd. Co sprawiło, że postanowiła Pani wrócić? Faktycznie. Urodziłam się w Łobżenicy, dokładnie 8 marca. O roku mówić nie będziemy, bo jak wiadomo kobiety tego tematu poruszać nie lubią (śmiech). Tu chodziłam do szkoły, najpierw podstawowej, a później do liceum ogólnokształcącego. W 1978 roku wyjechałam do Szczecina, gdzie studiowałam prawo administracyjne na tamtejszym uniwersytecie. Po studiach wyjechałam do Niemiec, do miasta Menden niedaleko Dortmundu. Było to podyktowanie głównie względami politycznymi, a nie finansowymi. W tamtym czasie, po studiach, mogłabym pracować np. w Urzędzie Celnym czy Urzędzie Morskim, jednak to oznaczałoby dla mnie konieczność zerwania kontaktu z siostrami przebywającymi za granicą. Rodzina była dla mnie ważniejsza, nie chciałam też dać sobie narzucać czegokolwiek, stąd decyzja o wyjeździe. Nie jest jednak tak, że przez ponad 25 lat nie odwiedzałam Łobżenicy. Znam to miasto. Stąd pochodzę, mam swoich bliskich. Tu mieszka moja mama, brat, a także znajomi. Bywałam w Łobżenicy 5-6 razy do roku. Może dzięki temu nadal potrafię patrzeć na nią z dystansu. Decyzję o powrocie na stałe podjęliśmy z mężem mniej więcej w 2008-2009 roku. Zbudowaliśmy tu dom i od czerwca 2010 ponownie staliśmy się mieszkańcami Łobżenicy.
Ten powrót był dość spektakularny, bo w kilka miesięcy po osiedleniu się tu z powrotem postanowiła Pani walczyć o fotel burmistrza. Czym to było podyktowane? Ten pomysł został mi przedstawiony jeszcze na wiele lat przed powrotem przez śp. Adelę Jasiecką. Nasze rodziny przyjaźniły się, mieliśmy ze sobą dobry kontakt. Powiedziała mi kiedyś: – Słuchaj, Ty jesteś taka konkretna, rezolutna, przydałby się nam ktoś taki kto ma jakieś poczucie estetyki, kto odmieniłby to miasto. Wtedy nie myślałam o tym na poważnie. Temat powrócił, gdy zaczęliśmy w Łobżenicy budować dom. Miałam wtedy kontakt z miejscowymi rzemieślnikami i oni również zachęcali mnie, żebym wystartowała. Mówili: – Jesteś z zewnątrz, nie masz tu żadnych powiązań. To jednak nadal mnie nie przekonywało. Przyjeżdżając tu przez te wszystkie lata obiecałam sobie, że kiedyś zrobię coś, żeby to miasto, ta gmina były piękne. Powiem szczerze, że wyjeżdżając stąd 25 lat temu pamiętam ładniejszą Łobżenicę niż teraz po powrocie. Pomyślałem więc sobie, że będąc burmistrzem mogłabym to zmienić. Kandydując w 2010 nie zakładałam, że wygram. Po prostu wystartowałam i myślę, że osiągnęłam całkiem niezły wynik będąc tu na stałe przez zaledwie kilka miesięcy.
[[reklama]] Nie wyklucza więc Pani startu w kolejnych wyborach? Nie wykluczam. Rozmawiam z ludźmi i nadal zdarza się, że ktoś zaczepia mnie na ulicy i szukając potwierdzenia pyta: – Będzie Pani jeszcze raz startowała? Gdy mówię, że raczej tak, ale nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji, słyszę, żebym nie rezygnowała. Coraz więcej osób mnie zna, nie tylko w mieście ale i na wsiach. Coraz więcej osób kojarzy i rozumie, że nie jestem kimś zupełnie z zewnątrz, że choć nie mieszkałam tu bezpośrednio na miejscu przez kilka lat to jednak zawsze tu byłam. Przyjeżdżałam, wiem, co się działo, jakie były i są problemy.
Jaki jest Pani pomysł na Łobżenicę? Wiemy już, że planowana na urodziny miasta rewitalizacja będzie w rzeczywistości bardzo skromna. Brakuje pieniędzy. Z własnych środków zbyt wiele zrobić nie możemy, bo jesteśmy ubogą gminą. Jednak uważam, że wielu rzeczy dokonalibyśmy bez konieczności wydawania milionów. Wspólną pracą. Powinniśmy bardziej zadbać o czystość, o zieleń, zaczynając każdy od własnego obejścia. Pomysłem może być też zwolnienie z podatku od nieruchomości w zamian za odnowienie przez właściciela posesji, jej elewacji, by miasto nabrało kolorów. Mamy przecież sporo zabytkowych budynków, które zwyczajnie się sypią i choć mają potencjał architektoniczny, to straszą, a nie przyciągają. W dalszej perspektywie pomyśleć można o przeniesieniu miejsc parkingowych poza centrum. Zamiast samochodów mógłby tam być deptak, ze sklepami, kawiarniami, miejscem do odpoczynku. Nie ma u nas przemysłu, powinniśmy więc bardziej stawiać na małe usługi, turystykę i rekreację. Wykorzystać potencjał, jaki daje Górka Klasztorna i przybywający do niej pielgrzymi. Wielu rzeczy jednak nie zrobimy, dopóki Łobżenica nie będzie miała obwodnicy i dobrych dróg, także na wsiach. Uważam też, że władza bardziej powinna otworzyć się na ludzi. Nie zapominać, skąd się wywodzi. Rozmawiać z nimi. Jeśli burmistrz ma wyznaczony czas na spotkania, powinien być wtedy zawsze on lub jego zastępca dostępny. A bywa z tym różnie. [[nowa_strona]] Czystość, schludność, porządek – to obrazy rodem zza zachodniej granicy. Możliwe u nas do przeniesienia? Myślę, że tak. Jeśli dom za domem, każdy będzie dbał o porządek, o kwiaty w oknach, na balkonach i ludzie zobaczą, że to ładnie wygląda, to wcześniej czy później będą o to dbać. W Niemczech zawiadywałam kilkoma domami pod wynajem, zajmując się m.in. czystością, zielenią, porządkiem. Tam zaangażowanie mieszkańców było bardzo widoczne. Chcieli po prostu żyć w ładnej okolicy. Tutaj najbardziej obawiam się wandali, bo można wiele zrobić a ktoś to w jedną noc zniszczy, tak po prostu dla zabawy. Nie powinno być na to przyzwolenia. Kiedyś wystawiałam przed dom skrzynki z roślinami, nad ranem były już poprzewracane i zniszczone. Teraz wystawiam ozdoby, ale chowam je na noc.
Jaka jest według Pani najmocniejsza strona tej gminy? Bardzo cenię walory turystyczne. Mnogość jezior, lasów, polnych dróg. Jest tu naprawdę pięknie i to nie tylko moja opinia, ale i ludzi, moich znajomych, którzy bywali tu po raz pierwszy w życiu. [[reklama]] A najsłabsza? Fatalne drogi w mieście i na wsiach, zrujnowane budynki, brak nowych miejsc pracy.
Cały czas poruszamy się w kategoriach estetycznych. Przywiązuje Pani do tego sporą wagę. Lubi Pani, gdy wszystko do siebie pasuje, jest dopięte na ostatni guzik? Taka już jestem. Mam naturę estety, lubię, gdy jest czysto i schludnie. Widziałam trochę świata i te doświadczenia, dobre rozwiązania chciałabym zaszczepiać w mieszkańcach Łobżenicy. Moja siostra żartuje, że minęłam się z powołaniem i zamiast studiować prawo powinnam zająć się architekturą, urbanistyką, dekorowaniem wnętrz. Pole do popisu mam w domu. Daje mi to ogromną satysfakcję. Zdaję sobie sprawę, że w mieście nie da się tak tego wszystkiego zrobić, ale dlaczego nie próbować? Przejdźmy do Samorządu Mieszkańców. Uważa Pani, że dzięki niemu faktycznie jest szansa na to, że coś się w mieście zmieni? Z tą myślą zakładaliśmy samorząd. Nic by z tego jednak nie było gdyby nie zaangażowanie radnych Andrzeja Mojsiewicza i Zdzisławy Bosak. To oni pomagali nam od początku, dzięki nim powstał statut. Było ciężko, bo burmistrz Cerlak otwarcie mówił, że jest przeciwko powstaniu samorządu. To nie jest tajemnicą i może dlatego od pomysłu do powołania minęły ponad 2 lata. Zbyt wiele na razie zrobić nie możemy. Środki z budżetu na ten rok są podzielone, a nasze zadania to głównie opiniowanie, doradzanie burmistrzowi. Będziemy się starali przypominać rządzącym, co u nas w mieście jest najważniejsze do zrobienia i co można zrobić, nawet bez specjalnych nakładów. Przykładem są pasy, przejścia dla pieszych. Czy potrzebna jest długa i żmudna procedura, żeby było bezpiecznie? Zamierzamy mobilizować mieszkańców, by bardziej się zaangażowali w to co się w mieście dzieje, by sami przyczyniali się do poprawy jego wyglądu. W podziękowaniu za ich pracę można by zorganizować np. jakiś piknik, festyn, który integrowałby ich jeszcze bardziej.
Bycie przewodniczącą to też zbieranie doświadczenia przed kolejnymi wyborami? To z pewnością nauka. Zawsze starałam się pomagać ludziom tak jak mogłam. Jeśli wiedziałem, że czemuś nie podołam, mówiłam o tym otwarcie, szczerze. Nie obiecywałam gruszek na wierzbie. Minęły trzy miesiące od kiedy powstaliśmy, to trochę za mało by móc wyciągać jakieś wnioski, jakie będą efekty naszego opiniowania. Wiemy, co trzeba zrobić, piszemy wnioski do burmistrza i będziemy obserwować, co będzie się działo. Cieszę się, że pracuję z ludźmi, rozmawiam z nimi i mogę coś dla tego miasta i dla tej gminy zrobić.
Rozmawiał Sz. Chwaliszewski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze