Reklama

Taxi reaktywacja

20/01/2014 00:00
Niektórzy z mieszkańców miasta pamiętają czasy, gdy po mieście jeździło siedem taksówek. Przez kilkanaście ostatnich lat nie było ani jednej. Od kilku tygodni znów można zamówić kurs z ulicy Targowej na Świerkową

Co to, kto to?

Wywieszone na drzewach plakaty z lakonicznym obwieszczeniem "Taxi Łobżenica" i numerem telefonu pojawiły się około dwóch tygodni temu i wzbudziły wyraźne zainteresowanie mieszkańców.

Czy to jakiś żart? Jaki jest sens taksówki w raczej dość niedużym mieście? Jednak okazuje się, że jeszcze kilkadziesiąt czy kilkanaście lat temu było to uzasadnione, bo miasto miało wyznaczone nawet miejsce postoju taksówek, mieszczące się na Placu Wolności, vis a vis poczty i przystanku PKS, a "taryfy" kursowały po terenie całej gminy.

Jedną z ostatnich był beżowy GAZ 24-01, czyli popularnie zwana Wołga. Dziś klimat radzieckiego wozidła rodem z Gorki został zastąpiony przez niemiecką technologię z Wolfsburga (VW Passat B5 FL), wyposażoną m.in. w konkretny system audio, klimatyzację i podgrzewane fotele. Cóż, świat poszedł do przodu.

[[reklama]]

Coś trzeba robić

Wiedziony śladem plakatu na drzewie, dzwonię pod wskazany numer. Po kilku sekundach oczekiwania w słuchawce odzywa się głos. "Taxi Łobżenica, słucham". Taksówkarzem okazuje się być 23-letni Wojciech Klapa. Umawiamy się na spotkanie, na którym jako pierwsze pada to najbardziej intrygujące i mieszkańców i mnie pytanie: dlaczego taksówka?

- Obserwowałem lokalny rynek przedsiębiorców i starałem się znaleźć dla siebie branżę, która w Łobżenicy nie jest zagospodarowana, a istnieje na nią zapotrzebowanie. To, że dodatkowo lubię jeździć i interesuję się motoryzacją sprawiło, że po rodzinnej naradzie postawiłem na taksówkę – mówi Wojtek.
[[nowa_strona]]
Młody taksówkarz dodaje też, że działalność taką rozpoczął również z myślą o obsłudze imprez okolicznościowych, wożeniu turystów, osób starszych i swoich rówieśników, z mocnym akcentem na tych ostatnich.




- Póki co nie wpłynął do mnie żaden wniosek o to, aby w mieście wyznaczyć
na powrót postój taksówek, ale jeśli takie pismo się pojawi, nie widzę
przeciwwskazań, by rozważyć je pozytywnie […] Myślę, że umieścilibyśmy go
w tym miejscu, gdzie postój się kiedyś znajdował, czyli na Placu Wolności
obok poczty, bo dla wielu mieszkańców do to dziś punkt kojarzony
z taksówkami – mówi burmistrz Eugeniusz Cerlak.

Włodarz miasta nową inicjatywę uważa też za dobry pomysł.
- Wielu starszych ludzi ma często problem z tym, żeby przyjechać do lekarza
czy wrócić do domu z zakupami. Mam też nadzieję, że to rozwiąże też
problem wsiadania za kierownicę po alkoholu spożytym np. na jakiejś
imprezie, co, jak wiadomo, nierzadko się zdarza.



- Komunikację autobusową mamy, jaką mamy. Gdy zbliża się piątek czy sobota, czas imprez w Pile, Złotowie, Wysokiej, Osieku n/ Notecią, nie było jak na nie dojechać. To był kolejny powód, który utwierdził mnie w przekonaniu, że warto, by taksówka się tu pojawiła – mówi.

Powodem był też po prostu brak pracy. Wojtek z zawodu jest fryzjerem, z zamiłowania strażakiem w miejscowym OSP, trochę pracował w fabryce mebli, jednak to nie było to. Jak więc został taksówkarzem?

[[reklama]]

- To była dość skomplikowana i długa droga. Na początku oprócz rejestracji działalności i wniosku o przyznanie licencji na przewóz osób w Urzędzie Miejskim w Łobżenicy trzeba było spełnić podstawowe kryteria. Pierwszym z nich jest kurs i egzamin ze znajomości topografii miasta, który zdaje się w Starostwie Powiatowym w Pile. W przypadku Łobżenicy musiałem też wykazać się znajomością terenu gminy – tłumaczy Wojtek.

Ponadto liczy się wiek, co najmniej 21 lat, rzecz jasna prawo jazdy kategorii B, dobry stan zdrowia i pomyślne przejście testów psychologicznych, orzeczenie o niekaralności. Trzeba się również przyłożyć do przystosowania auta.

Musi być ono w nienagannym stanie technicznym, potwierdzonym specjalnym przeglądem. Musi również dysponować dopuszczonym przez Główny Urząd Miar i Wag taksometrem i kasą fiskalną. Po zainstalowaniu na dachu "gapy" lub "koguta" można zaczynać.
[[nowa_strona]]
Na razie mam szczęście

Skoro więc udało się przejść drogę administracyjną, jak Wojtek radzi sobie za kierownicą łobżenickiej taksówki?

- Mój dyżur przy telefonie to siedem dni w tygodniu, dwadzieścia cztery godziny na dobę, bo każdy może wezwać taksówkę kiedy chce. Ma to swoje wady, jak m.in. zarwane noce czy totalna abstynencja (śmiech), ale to nie problem [...] Dziennie trafia się póki co od trzech do pięciu kursów. Liczba ta wzrasta w weekendy i święta – mówi chłopak.

Sporo zamówień to właśnie wyjazdy na imprezy, jednak w ostatnim czasie zdarzyło się, że z łobżenickiego przystanku PKS zadzwoniła pani, która ze swoim synem i mamą, będącą w starszym wieku, zamówiła kurs do Górki Klasztornej. Zdarzyło się już też, że Wojtek przywoził mieszkańców miasta z Piły lub Bydgoszczy, bo ci nie zdążyli na autobus.

[[reklama]]

- W innym mieście poza Łobżenicą nie wolno mi stać na postoju taksówek, ale wolno mi odbierać klientów i przywozić do domu albo zawieźć ich do dowolnego miejsca w kraju, które wskażą – mówi. W tej, póki co, krótkiej działalności był też telefon z zamówieniem zakupów.

- To było jakoś w święta Bożego Narodzenia, chodziło o dowiezienie napojów wyskokowych – dodaje ze śmiechem Wojtek, uzupełniając, że jeśli trzeba, przewozi też paczki i bagaże.

Czy zdarzyło się, że ktoś się z nim przejechał i nie zapłacił? - Odpukać w niemalowane, na razie mam szczęście i to się nie zdarzyło, ale nie martwię się tym jakoś specjalnie. Łobżenica to małe środowisko, wszyscy się tu znają, więc jeśli ktoś mi nie zapłaci w dany dzień, to przyjadę do niego następnego dnia. Ponadto usługa nabijana jest na paragon, więc to też jest dowód tego, że kogoś wiozłem – mówi Wojtek.

Pozostaje też kwestia bezpieczeństwa jego jako taksówkarza. - Mam zainstalowany system powiadamiania o napadzie, a w zanadrzu też gaz pieprzowy, gdyby ktoś zachowywał się agresywnie – dodaje 23-latek.

***

Czy po latach przerwy taksówka ponownie wpisze się w krajobraz łobżenickich ulic, pokaże czas, a dokładnie dwanaście najbliższych miesięcy.

- Działalność założyłem w oparciu o dofinansowanie z urzędu pracy, więc przynajmniej przez rok będę prowadził taxi – mówi Wojtek.

Chłopak dodaje, że liczy na to, że z czasem interes się rozkręci i nie będzie musiał go likwidować. Szansa jest tym większa, że już ma stałych klientów i coraz częściej słyszy, że tego w Łobżenicy brakowało.

Szymon Chwaliszewski


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama