To był dla niej szok, że w hospicjum nie ratuje się życia, ale pomaga chorym godnie odejść. I że rodziny, oddając tu bliskich, wierzą w cuda. Z Anną Jasiak, pielęgniarką Hospicjum Sióstr św. Elżbiety w Złotowie, rozmawia Łukasz Opłatek
Hospicjum ma piętnaście lat. To także twoja rocznica, bo pracujesz tu od początku istnienia tego zakładu. Pamiętam, jak przyszłam w niedzielę po mszy zapytać o pracę, bo wiedziałam, że budują hospicjum. A siostra Kinga zapytała: biały fartuch masz? Odpowiedziałam, że w tej chwili nie, bo idę z kościoła... No to, jak masz biały fartuch, to jutro przyjdź do pracy – powiedziała. To był 5 października.
Pamiętasz swoje pierwsze wrażenia związane z tym miejscem? Wcześniej pracowałam na oddziale intensywnej terapii, gdzie robiliśmy wszystko, by ratować życie pacjenta. Największym zaskoczeniem dla mnie było więc, że w hospicjum chodziło o to, by jak najlepiej zająć się chorym w jego ostatniej drodze.
[[reklama]]
To tylko fragment artykułu z AL 41/2013, s.6
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze