Przyjmują uchodźców pod swój dach, zbierają najpotrzebniejsze rzeczy i zawożą na granicę z objętym wojną krajem. Wszystko to bezinteresownie, bez oglądania się, czy jakaś instytucja bądź organizacja ich wyręczy
Czwartek 24 lutego miał wyglądać inaczej. To miało być wesołe zakończenie karnawału, gdzie jedynym zmartwieniem miało być to, ile pączków da się kupić i zjeść. Ot, tłusty czwartek jak co roku. Gdy jednak od świtu zaczęły napływać informacje, że wojska rosyjskie, które stały od jakiegoś czasu przy ukraińskiej granicy, zaczęły atakować naszych sąsiadów, wszystko inne przestało być ważne. Początkowe przerażenie konfliktem, który wybuchł tuż za miedzą, szybko zmieniło się w chęć do działania, do niesienia pomocy. Nie wszyscy ją rozumieją. Nie wszyscy popierają. Każdy z naszych rozmówców, którzy zdecydowali się pomagać Ukraińcom, stwierdzają jednogłośnie, że nie robią tego dla poklasku czy zdjęć w internecie. „Trzeba być dobrym, bo dobro wraca” – to ich motto.
...
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 93% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!