Jak wygląda człowiek po oddaniu szpiku? No cóż, chyba Państwa rozczaruję, ale – normalnie. Jedyna różnica to kilka malutkich, wręcz niewidocznych na pierwszy rzut oka śladów po ukłuciu igłą, które zresztą znikną. Bólu i cierpienia też nie ma, jest za to ogromna satysfakcja. Zaledwie 20-letni Jakub Macios jest tego przykładem. Po zabiegu jego życie nabrało zupełnie innego znaczenia. - Ta świadomość, że jest na świecie ktoś, kto ma zbliżone DNA do ciebie, to coś niesamowitego. Poza tym fakt, że mogłem uratować komuś życie... No tego nie da się opisać słowami – mówi 20-latek.
Jakub do bazy potencjalnych dawców Fundacji DKMS zarejestrował się dzięki swojej dziewczynie Roksanie Rolbieckiej, uczennicy Zespołu Szkół Ekonomicznych w Złotowie i jednocześnie wolontariuszce złotowskiej Drużyny Szpiku. To właśnie ona wytłumaczyła mu, na czym to wszystko polega. Decyzji jednak nie podjął od razu. - Trzeba być tego świadomym. Warto poczytać na ten temat samemu, zdobyć informacje od ludzi, którzy się na tym znają. Ciągle panuje wiele mitów na ten temat – mówi Jakub. Do bazy zarejestrował się pod koniec wakacji 2014 roku, za pośrednictwem strony internetowej www.dkms.pl. Na odzew nie czekał długo. Po około dwóch miesiącach otrzymał pierwszy telefon... - Nie wiedziałem, co powiedzieć. Zanim się odezwałem była długa pauza. Byłem zszokowany, poza tym właśnie wyjeżdżaliśmy z domu i nie miałem spokoju, aby się skupić. Poprosiłem panią z DKMS, aby zadzwoniła później – mówi Jakub. - Oczywiście po drugim telefonie bez wahania odpowiedziałem, że tak - chcę zostać dawcą szpiku.
Kilka dni po tej rozmowie Jakub musiał wykonać niezbędne badania krwi, aby wykluczyć jakiekolwiek choroby. W tym celu udał się do pilskiego szpitala. Gdy wyniki okazały się dobre, na pobranie szpiku skierowany został do klinki w Dreźnie. Był początek grudnia. Jak się jednak okazało, stan zdrowia biorcy nie pozwolił na zabieg w tym czasie. Kuba wrócił zatem do domu. Kolejny termin wyznaczono na styczeń, następny na luty. Ostatecznie zabieg mógł być wykonany dopiero w czerwcu tego roku. Tym razem 20-latek udał się do Krakowa. Warto zauważyć, że wszystkie koszty podróży zwraca DKMS, tak więc dawca nie ponosi żadnych opłat.
Zanim jednak Kuba położył się na stole, przez pewien czas musiał przyjmować leki na zwiększenie liczby komórek we krwi. - To jest jedyny minus tego zabiegu. Ponieważ po tych lekarstwach można mieć objawy grypopodobne, ja właśnie takie miałem. Da się to jednak wytrzymać – mówi dawca. Szpik od Jakuba pobrany został z krwi obwodowej. Komórki macierzyste w jego przypadku pozyskano poprzez wbicie dwóch igieł w żyły. - Zwykłe ukłucie, nic nie bolało. Taki sam ból jak przy pobraniu krwi, to naprawdę nie jest straszne. Poza tym po wszystkim mogłem już normalnie funkcjonować – tłumaczy chłopak. Drugi sposób, aczkolwiek znacznie rzadziej stosowany, to pobranie krwi z talerza kości biodrowej. Nie z kręgosłupa, jak ciągle błędnie myśli wiele osób. Zabieg ten jest wykonywany pod znieczuleniem. W tym przypadku po jego zakończeniu często dawcom przez kilka dni towarzyszy ból podobny do tego po stłuczeniu.
Od zabiegu minął miesiąc. Jakub w tym roku ukończył Zespół Szkół im. S. Staszica w Pile i szykuje się do wyjazdu za granicę, do pracy. Z niecierpliwością jednak czeka na to, aż będzie mógł dowiedzieć się czegoś więcej o swoim biorcy. Zaraz po zabiegu z DKMS otrzymał informację, że człowiek, któremu pomógł, to 62-letni Amerykanin. O stanie jego zdrowia i o tym, czy zabieg się przyjmie, Jakub dowie się jednak dopiero za trzy miesiące. - Do tego czasu żyję w niepewności. Przez najbliższe dwa lata jestem jednak zarezerwowany dla tego pana. Gdyby przeszczep się nie przyjął, w każdej chwili będę mógł mu oddać szpik ponownie – tłumaczy. - O spotkaniu na razie nie ma mowy, zresztą niech się skupi na swoim zdrowiu, a nie zastanawianiu się nad tym, kim jestem. 20-latek jednak ciągle myśli o człowieku, któremu dał szansę na wyleczenie. Czy jest wysoki, niski, chudy, a może jest czarnoskóry? - Czy jest do mnie podobny? Genetyczny bliźniak po oddaniu DNA mógł na przykład przejąć moją grupę krwi, a nawet kolor oczu. Mógł mieć brązowe, a teraz tak jak ja zielone. To jest ktoś niby daleki, a tak naprawdę bliski. Na odpowiedź niestety muszę jeszcze poczekać – mówi. Według polskiego prawa do spotkania będzie mogło dojść dopiero za dwa lata. Do tego czasu wymagany jest kontakt korespondencyjny, tak aby zacieśnić więź.
Decyzja Jakuba była podjęta świadomie. Dziś, mając już pewien bagaż doświadczeń, chłopak bez wahania zamierza pomóc kolejnej osobie. Warto pomagać i to nie banał, jednak trzeba to robić z głową. - Dla mnie karygodne są sytuacje, w których ktoś deklaruje, że zostanie dawcą, daje nadzieję komuś na życie, a potem z tego rezygnuje. Za to powinny być kary, moim zdaniem. Dlatego trzeba się dobrze zastanowić – apeluje Jakub. Bohater - to słowo chyba doskonale opisuje Kubę Maciosa ze Starej Wiśniewki. Dla niego to jednak wielkie nadużycie, bo przecież zrobił coś zwyczajnego, coś co powinno być normalne dla każdego. - Nie mogłem postąpić inaczej. To naprawdę nic nie boli i niczym nie grozi. Zresztą ludzie kłują się i znieczulają, robiąc sobie operacje plastyczne i jakoś się nie przejmują, a tutaj chodzi przecież o ratowanie życia. Jeśli ktoś chciałby zostać dawcą wystarczy skontaktować się ze złotowską Drużyną Szpiku, którą znajdą Państwo na Facebooku lub bezpośrednio z Fundacją DKMS. Być może Państwa genetyczny bliźniak czeka na Was z niecierpliwością.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze