Najstarsze źródła historyczne wskazują, że Szkoła Podstawowa w Śmiardowie Krajeńskim istniała już w I połowie XIX wieku. Mimo wojen, reform samorządowych i oświatowych placówka ta funkcjonuje do dziś. Od ponad 30 lat uczą w niej Bożena Kowalska, która jest obecnie kierownikiem szkoły (placówka jest filią Publicznej Szkoły Podstawowej w Głubczynie), a także Anna Karpińska, pod jej opieką znajdują się dzieci z oddziału przedszkolnego. Ponadto zatrudnieni są tutaj: Dorota Młynarczyk, nauczycielka pierwszoklasistów, Gabriela Kanabaj – nauczycielka języka niemieckiego, Robert Pietrołaj – języka angielskiego, ks. Marek Kusy – nauczyciel religii i Bożena Madej – pracownik obsługi, pomagająca przy przedszkolakach.

Pani Bożena, jak co roku, z wielkim optymizmem przywitała swoich uczniów
Panie Bożena i Anna ze szkołą w Śmiardowie związane są niemal od początku swojej kariery.
1 września tego roku minęły mi 32 lata w tej placówce
– wspomina pani Bożena. Zawód nauczyciela, można powiedzieć, wyssała z mlekiem matki. Jej mama, Regina Plewa, również była pedagogiem, także w Śmiardowie. Szkoła dla pani Bożeny to drugi dom i to dosłownie – jako dziecko mieszkała w byłym budynku podstawówki.
Rzeczywiście sporo czasu spędzałam w szkole. Myślę, że już wtedy poczułam, co chciałabym robić w przyszłości. Moim powołaniem jest zawód nauczyciela. Robię to z pasją, a to jest najważniejsze
Reklama
– tłumaczy nauczycielka.
Pani Anna do Śmiardowa przyjechała z Wałcza. Pracę nauczyciela rozpoczęła będąc na ostatnim roku studiów.
Wtedy było bardzo duże zapotrzebowanie na nauczycielki w przedszkolach
– wspomina.
Pierwotnie miałam pracować w Krajence, ale okazało się, że już ktoś zajął to miejsce. Tym sposobem trafiłam do przedszkola w Śmiardowie. Na początku mieszkałam w pomieszczeniu byłej szatni (uśmiech). Pracowałam i uczyłam się. To było trudne, bo nie wiedziałam, jak za co się zabrać
– mówi pani Ania.
Obie panie zawodu nauczyciela nie zamieniłyby na żaden inny. Mimo to, jak w każdej pracy, i tu pojawiają się trudności, a od kilku lat wkrada się również niepewność.
W tym roku szkolnym ubyło nam 6 dzieci. Po prostu dwie rodziny zmieniły miejsce zamieszkania
– tłumaczy pani Ania. Podobnie jak innym szkołom we znaki daje się niż demograficzny, w środowiskach wiejskich jest on jednak bardziej widoczny. Ze względu na małą liczbę uczniów w klasach 2 i 3 pani Bożena będzie uczyć w tzw. systemie klas łączonych.
W najlepszych czasach, był to rocznik 1988, tylko w drugiej klasie mieliśmy aż 17 uczniów!
– wspomina pani Anna.
Ekonomiści i przeciwnicy małych szkół uważają utrzymanie takich placówek za nierentowne. Czy jednak na pewno? Niewielkie, wiejskie szkoły, jak zapewniają nauczycielki, to nie tylko miejsca służące edukacji.
Nie mówimy tego z obawy o utratę naszych etatów
– zapewnia pani Anna.
Na tym stracą przede wszystkim mieszkańcy i dzieci
– dodaje.
Tam gdzie istnieją szkoły wieś tętni życiem
– zaznacza pani Bożena.
Tutaj odbywają się zebrania, imprezy i uroczystości organizowane dla społeczności lokalnej, np. Festyn Rodzinny, Święto Pieczonego Ziemniaka, Bal Karnawałowy, zajęcia w okresie ferii zimowych. Poza tym z naszymi dziećmi uatrakcyjniamy programami artystycznymi wydarzenia, które odbywają się w naszej wsi. Tak było na przykład przy okazji 500–lecia Śmiardowa Krajeńskiego, Gminnego Dnia Kobiet czy Dnia Strażaka
– dodaje.

Nowy rok szkolny przywitały również pani Anna (po prawej) i Dorota
Mała szkoła, kameralne grupy to również wielki plus dla uczniów, którzy mogą liczyć na więcej czasu ze strony nauczyciela. Dzięki nielicznym klasom pedagodzy mogą dokładniej przyjrzeć się potrzebom dziecka.
W dużych szkołach szuka się perełek, a u nas każdy nią jest
– zauważa pani Anna. Poza tym pedagodzy są w stałym kontakcie z rodzicami. Każdy problem rozwiązywany jest na bieżąco. Ta szkoła jest jak jedna wielka rodzina.
Współpraca z rodzicami układa nam się doskonale, między nami – pracownikami również. W takim klimacie pracuje się bardzo dobrze. Muszę zauważyć, że ze względu na wielki sentyment, jakim darzą nas absolwenci, są często naszymi miłymi gośćmi
mówi pani Bożena.
O rodzinnym charakterze szkoły świadczyć mogą też relacje pomiędzy dziećmi. Stało się już tradycją, że starsze dzieci bawią się i opiekują młodszymi.
Rodzinna atmosfera to wielki plus, ale czy baza dydaktyczna może równać się z tą w dużych, miejskich szkołach? Zdaniem pani kierownik, jak najbardziej.
Dyrektor o nas nie zapomina. Co roku prowadzone są inwestycje, wzbogacana jest baza w sprzęt i pomoce dydaktyczne. Co ciekawe, w mediach często porusza się temat małych szkół. Pojawią się opinie, że to był błąd, że zostały zamknięte. Moim zdaniem z miejskimi szkołami przegrywamy tylko tym, że mamy ograniczony dostęp do kultury. Nie ma u nas przecież kina, muzeum
Reklama
tłumaczy Bożena Kowalska.
Nauczycielki są również spokojne o efekty nauczania. Uczniowie reprezentują szkołę w konkursach na różnym szczeblu, zdobywając czołowe miejsca. Dobrze radzą sobie w edukacji w klasach starszych. Poza tym, jeżeli są przestrzegane indywidualizacja nauczania i stopniowanie trudności, każde dziecko może osiągnąć sukces.
Małe szkoły z pewnością mają swój niepowtarzalny klimat. Na przykładzie Śmiardowa Krajeńskiego widać, że takie palcówki mają rację bytu. Z pewnością duża w tym zasługa pracowników i lokalnej społeczności. 1 września pani Bożena tradycyjnie rozpoczęła od wielkiego uśmiechu, o który poprosiła również rodziców i dzieci. Z pozytywnym nastawieniem zawsze wszystko się udaje. I choć obawy nie opuszczają nauczycielek, to co roku z pasją podchodzą do swoich obowiązków.
Gdy wczoraj po zajęciach usłyszałam, jak jeden uczeń powiedział do drugiego: Ale było fajnie! to aż z radości w oczach miałam łzy
– wspomina pani Bożena.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze