Kilkudziesięciu uczniów szkół ponadgimnazjalnych zmienia właśnie zawód lub szkołę. Jedni nie radzą sobie z nauką, inni są rozczarowani wybraną we wrześniu specjalnością. 18-latkowie mogą nie mieć szansy nauki zawodu w szkole w ogóle
Cudze chwalicie
- 25 uczniów zmieniło typ szkoły we wrześniu i październiku – mówi dyrektor Wydziału Oświaty w Starostwie Powiatowym w Złotowie Wiesław Pachocki. Kolejnych kilkudziesięciu zmienia szkoły i profile na przełomie semestrów. – Najmniejsza rotacja była, jest i będzie w I LO. Odeszła stamtąd 1 osoba, były inne, które chciały być przyjęte. Nie pozwoliliśmy na to, bo te 3 klasy, na otwarcie których zezwoliliśmy, są liczne i nie chcieliśmy ich „rozpompowywać”. Z kolei największa rotacja jest w Zespole Szkół Spożywczych w Krajence, Zespole Szkół Technicznych w Jastrowiu i Zespole Szkół Elektro-Mechanicznych – kontynuuje urzędnik. Do popularnej "Zawodówki" trafiło teraz 9 osób z innych placówek, w tym 8 do zasadniczej szkoły zawodowej. - Około 10 osób przeszło u nas z zawodówki do zawodówki w I klasie, w II klasie są to sporadyczne przypadki – podaje dyrektor Dorota Mileszko. [[reklama]]
Do Zespołu Szkół Spożywczych w Krajence poszło 10 osób z innych szkół, natomiast 4 przeszły do ZSE-M w Złotowie. - Z technikum do technikum przechodzą do klas militarnych – dyrektor Karol Wójcik mówi o tzw. migracji wewnętrznej uczniów. - Najczęściej nie dają rady z nauką. Szczególnie matematyka jest barierą nie do przejścia, a jej poziom musi być dobry, żeby później nie było kompromitacji na maturze – podkreśla krajeński pedagog. - Kanon przyczyn zmiany szkoły jest stały – zauważa W. Pachocki. - Są np. osoby, którym bardzo dobrze poszedł egzamin gimnazjalny i one, dowartościowane tym powodzeniem, wybierają licea czy technika, a potem się gubią. Są też pojedyncze przypadki, że dziecko przerywa naukę i wyjeżdża za granicę. My nie wiemy, czy ono tam spełnia obowiązek szkolny, najprawdopodobniej nie, bo nieodpowiedzialny rodzic nie ściąga go tam do szkoły, tylko do pracy – martwi się dyrektor Wydziału Oświaty w Starostwie.
Jednak, zdaniem Karola Pufala z Cechu Rzemiosł Różnych, gros odejść ze szkół wynika z braku elementarnej wiedzy uczniów odnośnie wybieranych zawodów. - Tu się kłania doradca zawodowy, który powinien być w gimnazjach. My jako Cech staramy się dotrzeć do szkół, piszemy co roku ofertę do gimnazjów, że możemy przyjechać i opowiedzieć o zawodach. W tym roku skorzystało z tego tylko gimnazjum w Radawnicy i to dwukrotnie: raz spotkaliśmy się z rodzicami klas III, a potem z uczniami klas III – obrazuje sytuację starszy Cechu. – Poza tym uczeń często podejmuje decyzję o wyborze zawodu ze względu na panującą modę. Dzisiaj wiele dziewcząt np. chce być kosmetyczkami, stylistkami. Uczniowie wybierają zawód także ze względu na kolegów…
Stracony rok
Dyrektorzy szkół ponadgimnazjalnych zapewniają, że nigdy uczeń nie radzący sobie w szkole nie jest pozostawiany samemu sobie. - Prowadzimy rozmowy z uczniami i rodzicami, jeśli ktoś ma problem, to staramy się pomóc – zapewnia dyrektor ZSE Marek Skórcz. - Jeżeli jest to uczeń, który się stara, to mu pomagamy. Najbardziej istotna jest ocena z zachowania – dodaje D. Mileszko. Jeżeli uczeń zmienia zawód na pokrewny, to pierwsze półrocze nauki, zależnie od przyczyny odejścia, jest mu zwykle zaliczane.
Problem może pojawić się wówczas, gdy zmiana profilu jest diametralna. Zwłaszcza w przypadku zasadniczej szkoły zawodowej, gdzie nauka odbywa się w systemie dualnym: w szkole i u rzemieślnika. - Największym problemem jest znalezienie praktyki. Jeżeli ktoś ją znajdzie i przyjdzie do nas z rodzicami, to my nie robimy problemu – zapewnia dyrektor popularnej Zawodówki. Nie jest to jednak zadanie łatwe. - Jeśli jest to zupełnie nowy zawód, to uczeń musi rozpocząć naukę od początku, a okres nauki liczy się od dnia podpisania umowy – Karol Pufal opisuje realia praktycznej nauki zawodu. - Mistrzowie szkolący nie mają zakładów z gumy. Mają określone warunki zatrudniania pracowników młodocianych, co my jako Cech sprawdzamy – z danych przytoczonych przez starszego Cechu wynika, że może to być 3 uczniów na jednego pracownika zakładu. - To jest przestarzałe prawo, bo dziś jest mniej chętnych do nauki zawodów, ale w przeszłości zdarzały się sytuacje, gdzie pracodawcy zatrudniali po kilkunastu uczniów po to, aby mieć dofinansowanie – tłumaczy złotowski rzemieślnik.
Problemem jest także fakt iż, zgodnie z rozporządzeniem Ministra Pracy, za umowy zawierane z uczniami w okresie od 1 listopada do 31 grudnia danego roku rzemieślnicy nie będą otrzymywać refundacji. - To miał być element odstraszający, żeby ci uczniowie nie zmieniali kierunków i szkół – zauważa K. Pufal. – W tej chwili mamy 29 osób, które zmieniły zakłady pracy. Nie zawsze wiąże się to ze zmianą zawodu, ale zmianą miejsca odbywania praktyki. Jak uczeń nie znajdzie praktyki, to przepraszam bardzo, musi czekać do września – dodaje.
Stop 18-latkom
- Jeżeli uczeń ma 18 lat, to zostają mu tylko warsztaty szkolne – przed upływającym czasem ostrzega dyrektor Zespołu Szkół Elektro-Mechanicznych. Młodzi ludzie uczący się zawodu w systemie dualnym są bowiem pracownikami młodocianymi, a tymi, zgodnie z prawem, są uczniowie, którzy ukończyli 16 lat, ale nie mają lat 18. - Obowiązuje ich 40-godzinny tydzień pracy, w tym nie więcej niż 18 godzin w szkole, a reszta na zajęciach praktycznych. Bo nauka odbywa się w systemie pracy – tłumaczy przedstawiciel złotowskiego Cechu. Przekroczenie bariery wieku jednak się zdarza, nawet wśród uczniów gimnazjów.
Już jako osoby dorosłe mogą one przyuczyć się do zawodu za pośrednictwem Powiatowego Urzędu Pracy w Złotowie lub skorzystać trwającej 12-18 miesięcy nauki zawodu. - Po takiej nauce kursant przystępuje do egzaminu kwalifikacyjnego, po czym otrzymuje świadectwo czeladnicze i ma pełne kwalifikacje zawodowe. Inaczej nie da rady – Karol Pufal opowiada o przygotowaniu zawodowym, które nie wszystkim odpowiada ze względu na uposażenie, które oscyluje w granicach 700 zł miesięcznie. Wielu ludzi jednakże nie ma wyjścia i uczy się zawodu poza szkolnymi murami. - Dzisiaj 19 osób skończyło kurs kwalifikacyjny, czyli przygotowawczy do egzaminu czeladniczego – 1 marca mówił rzemieślnik. - Nie będą jednak mogli przystąpić do egzaminu mistrzowskiego, bo do tego musieliby mieć minimum wykształcenie zasadnicze zawodowe – puentuje.
Rewolucja w oświacie
1 września tego roku w zasadniczej szkole zawodowej przywrócony ma zostać 3-letni okres nauki (ci uczniowie, którzy już w tego typu szkołach są, dokończą naukę w cyklu 2-letnim). - To dobrze, bo ci uczniowie będą mieli więcej praktyk i będą lepszymi fachowcami – już cieszy się Karol Pufal. To jest korzystne dla młodzieży, pozwoli mocniej ugruntować zdobytą wiedzę - dodaje D.Mileszko. Inną zmianą ma być ujednolicenie programu nauczania klas I we wszystkich typach szkół ponadgimnazjalnych. Ma być to rok wyrównywania szans. - Dlaczego? Czyżby stwierdzono, że absolwenci gimnazjów nie umieją czytać i pisać? – z dozą ironii pyta starszy Cechu. Zmiana ta pozwolić ma m.in. absolwentowi szkoły zawodowej na rozpoczęcie nauki w liceum ogólnokształcącym od klasy II.
Złotowskich rzemieślników niepokoi jednak inna zmiana – nowa lista zawodów szkolnych, na której nie ma choćby murarza, montera instalacji sanitarnych, kucharza małej gastronomii czy zawodu malarz-tapeciarz. Jest natomiast rzeźnik-wędliniarz, monter zabudowy i robót wykończeniowych w budownictwie. - W skład tego ostatniego zawodu wchodzą trzy specjalności: monter płyt kartonowo–gipsowych, malarz–tapeciarz i posadzkarz – K. Pufal nie kryje niezadowolenia. - Żaden z rzemieślników zrzeszonych tu w Cechu nie ma takiego tytułu i tak naprawdę od września nie będzie mógł podpisać umowy z uczniem szkolnym chcącym uczyć się takiego zawodu. Będzie mógł go uczyć, ale tylko jako zawodu rzemieślniczego. W ten sposób trzeba będzie ominąć to prawo – spekuluje przedsiębiorca, który obawia się, że zmiana ta odstraszy młodzież od nauki zawodów rzemieślniczych. - Gdybyśmy nawet chcieli tak uczyć, bo ktoś miałby te trzy specjalności i wykształcenie średnie, to co będzie po trzech latach? Jak my stworzymy komisję, skoro nie ma fachowców w tych zawodach? – starszy Cechu stawia pytania, na które rzemieślnicy szukają odpowiedzi u twórców nowego prawa. - Rozmawiamy z Ministerstwem Edukacji Narodowej i myślę, że dojdziemy do porozumienia, chociaż do września nie jest tak daleko – mówi Karol Pufal, mając na uwadze powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego…
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze