Reklama

Ule tu, ule tam

26/06/2016 12:00
- Pierwszy ul zbudowałem w jedną noc, bo sąsiad przyniósł mi zebrany rój pszczół - o historii sprzed 30 lat opowiada Kazimierz Markiewicz. Od tamtej pory pszczelarstwo zdominowało jego życie

Teoretyk, że hej!

Pszczelarstwo to bardzo często zajęcie, które dziedziczy się z pokolenia na pokolenie. W rodzinie pana Kazimierza takich tradycji jednak nie było.

W czasach powojennych mało kto miał tu pszczoły. To nie było tak popularne jak dziś

– wyjaśnia mieszkaniec Augustowa. Kiedy i w jaki sposób jemu zaświtał więc pomysł, żeby zająć się tym hobby?

Wyuczyłem się za mechanika i jakoś tak do 20. roku życia interesowało mnie tylko to, żeby mój Komar był sprawny, żeby szło nim pojechać na potańcówkę. Gdzie ja tam wtedy o pszczołach myślałem, prędzej o dziewczynach!

Reklama

– śmieje się pan Kazimierz. Jednak pewnego dnia po pracy w Spółdzielni Kółek Rolniczych w Śmiardowie Krajeńskim Kazimierz Markiewicz został poproszony o pomoc przy pasiece przez swego sąsiada Władysława Gajewskiego.

To on mnie na to namówił. Tak zacząłem do niego chodzić, przyglądać się, jak trzeba pracować przy pszczołach. Dużo też na ten temat czytałem. Teorię miałem obrytą na blachę. Teoretyk byłem, że hej!

– uśmiecha się pan Kazimierz. W jednym z pomieszczeń gospodarczych na jego podwórku do dzisiaj leżą poukładane w segregatorach czasopisma i książki związane z pszczelarską tematyką. Inna sprawa, że niemal każde z pomieszczeń przystosowane jest do pracy pszczelarza. Od „serwisu” dla uli, po miejsce do pozyskiwania miodu.

Reklama

Pierwszy ul w warsztacie pana Kazimierza powstał w 1983 roku. Swoje miejsce w tej pasiece ma do dzisiaj

Kazimierz Markiewicz nie buduje tylko tradycyjnych uli. Ten widoczny na zdjęciu powstał z pnia drzewa

Teoria teorią, a co z praktyką?

Jak to często w życiu bywa teoria ma tam coś wspólnego z praktyką, ale na ogół niewiele. Pierwsze pszczoły przyniósł mi pan Juszczyk. To był zebrany rój. Ula nie miałem, więc trzeba go było zbudować. Całą noc siedziałem w warsztacie i dłubałem. Nad ranem był gotowy

– mówi K. Markiewicz. Jednak pszczoły okazały się dość nieposłuszne. Zamiast do ula, znów uciekły na drzewo.

Reklama

Zebraliśmy je razem z sąsiadem i rozpocząłem całą procedurę od nowa. Pszczoły kolejny raz do ula wejść nie chciały

– dodaje. Pierwszy, własnoręcznie zbudowany ul, do dzisiaj stoi w pasiece pana Kazimierza.

Złota rączka

Tak rozpoczęła się też przygoda z budową kolejnych. Głównie tzw. wielkopolskich, o wymiarach wewnątrz 37,5 cm na 37,5 cm.

Na początku chciałem mieć pszczoły, żeby mieć miód na własne potrzeby. Później się okazało, że tych potrzebujących jest coraz więcej i ule trzeba dobudowywać. Każdej zimy powstawały trzy kolejne

Reklama

– wspomina Kazimierz Markiewicz, który niemal wszystko robi samodzielnie: od naprawy samochodu po wykonanie drzwi do domu czy szklenie okien.

Kiedy likwidowany był SKR przenieśli nas do Krajenki. Tam właśnie zostałem szklarzem, chociaż nigdy wcześniej w życiu tego nie robiłem. W latach 90-tych pracowałem w spółce „Palisady”, która zajmowała się obróbką drewna. Powinienem się tam zajmować pracami konserwatorskimi, ale robiło się wszystko: i ławki, i stoły

– dodaje pan Kazimierz. Stwierdza jednak, że żadna z tamtych prac nie wymagała aż takiej precyzji jak wykonywanie uli.

Reklama

Drewno to żywy materiał. Ul musi być wykonany w bardzo dokładnych wymiarach w zależności od rodzaju ramek. Jeśli ramki będą zbyt luźne – pszczoły ten luz wypełnią woskiem i ciężko w takim ulu będzie dalej pracować. Jeśli będą osadzone za ciasno, to też niedobrze

– wyjaśnia mieszkaniec Augustowa. Inna sprawa, że swoje ule udoskonala. Nie są to tylko banalne, kwadratowe „skrzynki”. Tylko w ogródku pana Kazimierza znaleźć można ul przypominający konkretnych wymiarów dom, kowboja z „gębą pełną pszczół” czy przerobioną beczkę na wino.

Reklama

Malować tak ładnie za bardzo nie potrafię. Zdobienia robiła moja córka Justyna

– oprowadzając po pasiece wyjaśnia pan Kazimierz. Ile czasu spędził w warsztacie, by to całe dobro powstało?

Dłubię tak od 30 lat

– śmieje się.

Fakt, że nie codziennie, raczej dla relaksu. Trudno nawet powiedzieć, ile tych uli powstało. Ja mam 31 rodzin, ale nie robiłem ich tylko dla siebie

– dodaje. Pan Kazimierz dba nie tylko o zdobienia uli, ale też o ich praktyczność. Gdy jeszcze nie było to rozwiązanie powszechnie stosowane, jego ule już miały szybkę w korpusie, która pozwalała podejrzeć, jak pracują pszczoły.

Reklama

Obecnie eksperymentuję ze styrodurem, który w nowych ulach używany jest zamiast drewna. Chodzi przede wszystkim o wagę. Zwłaszcza drewniane nadstawki są dla mnie już trochę za ciężkie

– mówi.

Problem? Jaki problem?!

Pan Kazimierz przez lata wyrobił sobie opinię fachowca jeśli chodzi o pszczoły. Nie raz opowiadał już o nich najmłodszym w szkołach. Inna sprawa, że działając w miejscowej straży pożarnej stał się specjalistą ds. likwidacji zagrożeń związanych z owadami błoknoskrzydłymi. Jego zmysł techniczny sprawił także, że gdy późną jesienią, w lesie leśnictwa Leśnik drwale natrafili na dzikie pszczoły, w pniu drzewa (barć), powiadomiony przez służbę leśną Mirosław Wróblewski, prezes miejscowego koła zrzeszającego pszczelarzy skontaktował się z panem Markiewiczem i udali się na miejsce zdarzenia.

Reklama

Chcieliśmy go zachować w takiej formie, tj. tak obrobić pień, by bez reszty drzewa nadal mogły dziko żyć w nim pszczoły

– mówi pan Kazimierz. Plany popsuł borsuk, który wybudzony z zimowego snu wydrapał zawartość oczekującego na obróbkę ula. Dla specjalisty z Augustowa jednak i to nie stanowiło problemu. Choć z zewnątrz ul to po prostu pień drzewa, wewnątrz znajduje się w nim „technika” znana z ula typu warszawskiego – szerokiego. Taka leśna barć stanęła na terenie domku myśliwskiego w Wąsoszu i to nie jedna, a trzy– różniące się rozwiązaniem wnętrza.

Reklama

U siebie też taką barć  buduję, ale w moim pszczoły będą żyły na dziko a ja nie będę musiał wspinać się na drzewo jak dawni bartnicy. Miodu z tego nie będzie, ale nie w tym rzecz. Ja w sumie miodu i tak za dużo nie jem

– śmieje się pan Kazimierz.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ggg - niezalogowany 2016-06-26 14:09:57

    Oby więcej polskiego ,dobrego miodu bo ten w marketach to mieszanka chińskiego sztucznego cukru,trochę substytutów a w smaku niedobry i bardzo drapie w gardle.. Ładne te pasieki.Miód można sprzedawać po całej Polsce,nie ma ograniczeń.Pszczoły też można odsprzedać następnemu hodowcy itd.g

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości