O "resetowaniu" dziecięcych serduszek, full time dla Chrystusa, mieszkańcach wsi Łąkie i małżeństwie Nowaków słów kilka
We wtorek, po niespełna dwuletniej przerwie Złotów ponownie odwiedził Jan Miodek. Popularny językoznawca przez prawie dwie godziny barwnie opowiadał o zawiłościach języka polskiego – instruował, których form powinniśmy używać, by wyrażać się poprawnie oraz wytykał najczęściej popełniane przez Polaków błędy. Co ważne jednak – ku uciesze publiczności, która tłumnie przybyła na zorganizowane przez Miejską Bibliotekę Publiczną spotkanie – zachowując ogromny dystans i niesłychane wprost poczucie humoru profesor przyznał, że każdemu, nawet jemu, może się zdarzyć językowe czy ortograficzne „zaćmienie”. Na dowód tego J. Miodek przytaczał sytuację, która przydarzyła mu się kiedyś podczas podpisywania książek swojego autorstwa. Otóż językoznawca – za nic w świecie nie mogąc sobie przypomnieć, czy słowo „Sylwii” zapisać z jedną tylko czy z dwiema samogłoskami „i” – po mistrzowsku wybrnął z sytuacji i zwyczajnie zmienił szyk zdania. Stosowanie takiego wybiegu w niejasnych dla nas sytuacjach skutecznie pozwala więc uniknąć blamażu.
Wszystko kumamy
W pierwszej, mającej charakter wykładu części spotkania profesor Miodek w zabawny sposób opowiedział o najczęściej spotykanych w gwarze młodych ludzi zabiegach językowych. Okazało się, że poczesne miejsce wśród nich zajmują angielszczyzna oraz neologizmy, których znaczenie nie dla wszystkich jest do końca jasne. O ile jeszcze starsze pokolenie jest się w stanie zorientować, że mówiąc „chodźmy na bro” (lub bronks), „jedźmy do Wro” (lub Wrocka) czy „dzięks” młodzież ma na myśli kolejno „piwo”, „Wrocław” i „dziękuję”, o tyle rozszyfrowanie znaczenia wyrazu „lol” wcale nie jest zadaniem łatwym, choć – podobnie jak różnego rodzaju skróty – na stałe zapisało się już w słownikowych zasobach młodych ludzi (lol = kupa śmiechu).
Dziś czynność przerzucania danych z „pena” na „kompa” to „normalka”, wiadomo też, że zamiast „cześć” mówi się „cze”, a na pożegnanie można usłyszeć „nara”, „narazka” czy „narazicho”. Wracając do anglicyzmów – kultowym stało się słowo „power” („pałer”). Jak zwracał uwagę gość biblioteki, wyraz ten na stałe zadomowił się w języku Adama Małysza, który wypowiadając się w mediach w kontekście zawodów wielokrotnie opowiadał, czy czuje „pałera”, czy też nie.
Panie kontra panowie
J. Miodek przez lata pastwił się nad niepoprawnością językową mężczyzn, którzy w dużej części uparcie mówili „wyszłem” a nie „wyszedłem” i „weszłem” a nie „wszedłem”, w trakcie piątkowego spotkania ze złotowianami przyznał jednak, że także kobiety w pewnej kwestii poprawnością nie grzeszą. Profesor miał na myśli będące efektem kokieterii umizgliwe seplenienie, które polega na zmiękczaniu wyrazów i którego nie potrafił wyjaśnić. – Nie mam tu diagnozy – przyznał szczerze.
Językoznawca przyznał również, że niesamowicie drażni go nadmierne i niestosowne czasami – jego zdaniem – przenikanie się mowy potocznej z oficjalną. Opowiadał on o duchownym, który przed przyjęciem sakramentu komunii świętej pytał dzieci, czy „zresetowały” już swoje serduszka, w kwestii anglicyzmów natomiast przywoływał z pamięci księdza, który swoje kazanie zakończył apelem, by wszyscy parafianie mieli dla Chrystusa full time. Spotykają się dwie blondynki…
Pod koniec spotkania Jan Miodek zaprosił do zadawania pytań – od razu kilka rąk pojawiło się w górze. Złotowianie pytali m.in. o to, czy poprawnym jest spolszczony zapis wyrazu „mail” – mejl. Okazuje się, że słowo to doczekało się już pisemnej adaptacji – żadna z form nie jest więc błędną. Gafy nie popełnimy również mówiąc, że piszemy smsa. Zgodnie z zasadami poprawności można bowiem pisać sms i smsa, można też wysyłać mail bądź maila. Liberalizm językowy dotyczy również wyrazu manager. Można je zapisywać na trzy sposoby – manager właśnie, menadżer i menedżer – wszystkie formy są poprawne.
Profesor Miodek, będąc świadomym swojego nierestrykcyjnego podejścia do języka opowiedział nawet dowcip: spotykają się dwie blondynki. Jedna pyta drugiej, jak się powinno mówić: Irak czy Iran? – Zapytajmy Miodka – proponuje koleżanka. – Miodka? – z powątpiewaniem pyta druga – on pewnie powie, że można i tak, i tak.
Autor emitowanego niegdyś popularnego programu telewizyjnego "Ojczyzna polszczyzna" zapytany został także, jak odmieniać nazwę miejscowości Łąkie oraz jak nazywać osobę tam mieszkającą. – Łąkie, więc w Łąkiem – po krótkim namyśle odrzekł J. Miodek, wyjaśniając, że kogoś, kto mieszka w Łąkiem trzeba nazywać łączaninem. Z sali padło także pytanie o to, czy istnieje reguła, w oparciu o którą powinniśmy wiedzieć, które nazwiska są odmienne, a które nie. Otóż okazuje się, że zasada jest jedna i to bardzo prosta – odmieniamy wszystkie. Nie dzwonimy do państwa Nowak, tylko do Nowaków, podobnie jak nie pytamy państwa Miodek tylko Miodków. Profesor opowiadał, jak bardzo razi go nieodmienianie nazwisk w przypadku np. zapowiedzi kościelnych czy ogłoszeń parafialnych, a także tłumaczył, że każdy z nas jest właścicielem graficznej formy swojego nazwiska, nikt nie może mieć jednak zastrzeżeń do tego, jak jest ono odmieniane w poszczególnych przypadkach. Pamiętajmy zatem – ktoś, kto nazywa się np. Balcer nie może żądać, by nie odmieniać jego nazwiska. Jest Balcer, nie ma Balcera, przyglądamy się Balcerowi, widzimy Balcera, idziemy z Balcerem i o Balcerze mówimy. Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze