Reklama

W poszukiwaniu złotej wody

08/07/2012 00:00
Prrr... szalone - Edward Wolanin zatrzymuje różdżki i samochód. Wysiadamy w Sokolnej, różdżki kręcą raz w jedną, raz w drugą stronę. Pod nami gorące źródła. Takich miejsc w gminie Tarnówka radiesteta wskazuje więcej

Niewielki domek, ogródek z warzywami. Przy drzwiach wygrzewa się kot, a po podwórku wędrują kaczki. - To cały mój dobytek - mówi Edward Wolanin, zakochany w radiestezji. Mówi, że jest bogaty, bo co jakiś czas odkrywa nowy skarb. - Chętnych do podziału zawsze jest kilku - mówi z chytrym uśmiechem. Przed każdą wyprawą po skarby bez namysłu zgadza się na podział zysków. - Na trzech? To na trzech - śmieje się szeroko, bo wie, że wszystkie skarby, które znajduje za pomocą różdżek radiestezyjnych lub wahadła mają wielkie bogactwo, ale nie zawsze da się je przełożyć na bogactwo ludzkie. - Na mapie wahadło wyraźnie wskazuje mi obecność skarbów. Byłem na kilku takich wyprawach i owszem, znajdowałem skarby, ale za każdym razem były to skarby boskie. Takie już moje powołanie - śmieje się mężczyzna, który na koncie ma odnalezione groby dzieci, fragment korony cierniowej z zakopanej w ziemi kapliczki. - Fortuny na tym nie zbiję. Skupiam się na geotronice. Edward Wolanin od dwudziestu lat zaczytuje się w fachowej literaturze i prowadzi w terenie badania radiestezyjne. Każda kolejna wyprawa wzmacnia w nim miłość do tej sztuki.
[[reklama]]
Prawda czy blef? Pomiary próbne

- Człowiek potrzebuje 6,5 tysiąca biowisów i więcej, żeby normalnie funkcjonować - Edward Wolanin rozkłada różdżki i zaczyna próbny pomiar w domu. - Przy niższych wartościach czujemy się słabo, zaczynają się problemy ze zdrowiem. Wszystkie plagi egipskie idą wtedy na organizm ludzki. Chwyta różdżki i w powietrze rzuca pytanie o ilość jednostek biowisów w domu. - W tysiącach: tysiąc, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć - liczy, a różdżki po liczbie sześć schodzą się do siebie. Pilnie obserwuję, czy czasem mój rozmówca nie ruszył ręką. Nie dostrzegam drgań. Liczy dalej. - Sto, dwieście, trzysta, czterysta, pięćset, sześćset, siedemset - różdżki znowu schodzą się do siebie. Niewiarygodne, ale widzę ich ruch na własne oczy. Edward Wolanin przestawia odpromiennik, który zamontował w swoim domu. I znowu liczy. Tym razem różdżki schodzą się do siebie na 6,2 tys. biowisów. Sytuacja powtarza się po ustawieniu odpromiennika na powrót. Wracamy do wartości z pierwszego pomiaru. – Ja, radiesteta, kupiłem ten dom. Nie wiem, co mnie naszło - przyznaje. - Przebywanie w miejscu poniżej 6,5 tys. biowisów powoduje stan chorobowy, nie mogłem na to pozwolić, dlatego mam odpromiennik, bez niego nie mógłbym tu normalnie żyć. Po próbnych pomiarach pakujemy różdżki do torby, trochę podręcznej literatury i ruszamy w teren. W domu zostaje wahadło, z którym Edward Wolanin pracuje na co dzień, szczególnie jeśli chodzi o swoje i bliskich zdrowie. Koło i kolory, którymi posługuje się przy badaniu stanu zdrowia, zostają w domu. Razem z nami jedzie Pawełek, jak przyjaciela po drugiej stronie różdżek pieszczotliwie nazywa radiesteta z Tarnówki.
[[reklama]]
Magiczne miejsce (Płytnica)

- Kierunek Płytnica - bez wahania wyznacza cel naszej podróży Edward Wolanin. Jedziemy krajową jedenastką. Przed Płytnicą radiesteta wyciąga różdżki. - Niech pani jedzie zgodnie z ich kierunkiem, one pokażą - zapewnia. Pawełek wykręca różdżki w prawo, mniej więcej w połowie wsi. - Spokojnie, jedziemy dalej - uspokaja mężczyzna. Skręcamy w pierwszą drogę w prawo, różdżki prostują się i gną. Doprowadzają nas do źródełka z ujęciem wody, naprzeciw domu sołtysowej. - To jest magiczne miejsce - z iskrami w oczach opowiada Edward Wolanin. Staje na płycie studni. Rozkłada ręce, rozstawia nogi, zamyka oczy i głęboko oddycha. - Są miejsca na Ziemi, które promieniują dziwną energią. Tam chory organizm szybciej wraca do zdrowia, tam umysł człowieka łatwiej się może połączyć z Najwyższym. To znane od tysiącleci miejsca mocy, czyli punkty energetyczne Ziemi – wyjaśnia, nie otwierając oczu. - To jest wspaniałe miejsce, żeby nabrać chęci do życia - zapewnia o cudownej właściwości wody, która wybija w tym miejscu. Całe dobro Edward Wolanin przypisuje źródle geomantycznemu, które w tym miejscu ma mieć ogromną moc. - W tysiącach - zaczyna pomiary mężczyzna. Zatrzymuje się na dziewiętnastu tysiącach biowisów. - To jest moc! - wykrzykuje. Rozkłada różdżki i za nimi pokazuje kierunek źródła. Idzie pod górkę, omija dom sołtysowej i wchodzi na prywatną działkę. - Wszystko przez przeszkodę, która zmienia bieg wody i powoduje wytrącenie się niekorzystnych jonów, dlatego woda w Płytnicy jest taka dobra - zapewnia radiesteta, który mocno wierzy w jej zdrowotne właściwości. - Ja piję tylko tę wodę.
[[nowa_strona]]
Pulsująca energia (Tarnówka)

Z Płytnicy kierujemy się w stronę Tarnówki. Prowadzą nas różdżki. - Niech pani się nie martwi - powiedzą, kiedy skręcić. Zwalniam, na wszelki wypadek wcześniej włączam kierunkowskaz. Bez ostrzeżenia, różdżki gwałtownie skręcają się w prawo. - Prrr... szalone. Stop! - wykrzykuje radiesteta. Różdżki zatrzymują się na prawo i ani drgną. Gdy skręcam, prostują się i wskazują kierunek przed siebie. Lasem docieramy do Tarnówki, mijamy cmentarz. - Teraz na gnojną - na drogę prowadzącą do miejscowej pieczarkarni kieruje E. Wolanin. Po drodze różdżki jeszcze raz skręcają. - Źródło geoteramalne, ale jedziemy dalej - komenderuje. Wjeżdżamy głęboko w las. Zostawiamy samochód. Ruszamy pieszo, bo dalej nie da się jechać. Prowadzą nas różdżki. Docieramy do najwyższego punktu wzniesienia. - Tutaj - ostro zatrzymuje się Wolanin i znowu liczy. Tym razem różdżki schodzą się przy ponad dwudziestu sześciu i pół tysiącach biowisów. - Jeszcze silniejsze niż w Płytnicy! - dziwi się radiesteta, kierując się jeszcze wyżej. - Tu jest następne - mówi z niedowierzaniem. To źródło ma być jeszcze silniejsze - dwadzieścia siedem tysięcy sześćset biowisów. - To jest wielkie dobro, wielki majątek, aż żal, że nikt tego jeszcze nie wykorzystał. Uzdrowisko byłoby tutaj pierwsza klasa.
[[reklama]]


Nigdy nie zamarza (Sokolna)

Ostatnim celem naszej podróży jest Sokolna, wieś, która ma kryć niewykorzystane pokłady złotej wody, którą z powodzeniem można przekształcić w pieniądz. Wszystko za sprawą źródeł geotermalnych, czyli pokładów ciepłej wody. I tym razem prowadzą nas różdżki. Zatrzymujemy się przy budynku po dawnej remizie. - Energia geotermalna jest wewnętrznym ciepłem Ziemi nagromadzonym w skałach oraz w wodach wypełniających pory i szczeliny skalne. Wykorzystywana była już przed tysiącami lat, na długo przed paliwami kopalnymi, o czym świadczą stare legendy potwierdzane późniejszymi odkryciami archeologicznymi - mówi radiesteta, by po chwili zamknąć oczy i zacząć odliczanie. Tym razem nie pyta o biowisy, ale o głębokość, na jakiej znajduje się źródło i o temperaturę wody. Dolicza do 100 metrów i 120 stopni. - Moc przerobowa - 60 metrów sześciennych na godzinę. Nadaje się na elektrownię geotermalną - zapewnia. - Mocne, ale w okolicy jest jeszcze mocniejsze - uprzedza. Wyjeżdżamy ze wsi w stronę Tarnówki. Zatrzymujemy się w połowie drogi. Radiesteta kieruje się na pole znajdujące się po lewej stronie. - Tu jest moc - przekonuje. Obrazek powtarza się: Edward Wolanin wyciąga różdżki i liczy To źródło ma znajdować się na głębokości zaledwie 26 metrów, z temperaturą 100 stopni Celsjusza przy 11 metrach sześciennych przerobowych na godzinę. - Aż prosi się o odwiert. Takie bogactwo się marnuje - żałuje. Nie podzielam entuzjazmu radiestety, bo jak nie zobaczę na własne oczy to nie uwierzę. - Nie ma sprawy - Edward Wolanin przygotowany jest na trudne pytania.- Przyjedziemy zimą. Przekona się pani, że ta ziemia nigdy nie zamarza - obiecuje. Przyjdziemy - obiecuję, bo dziennikarska ciekawość nie pozwoli mi spać spokojnie.

A. Głyżewska

[[reklama]]
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości