Była jesień 2000 roku, gdy ks. Józef Pietras, ówczesny proboszcz krajeńskiej parafii pozytywnie odniósł się do propozycji wikariusza, ks. Mariusza Woźniaka, by w budynku przy kościele stworzyć parafialną świetlicę.
Pamiętam, że gdy spotkaliśmy się, by pierwszy raz omówić, jak będzie ona działać, ks. Mariusz martwił się, czy nie zostanie z tym pomysłem sam. Wtedy zdeklarowałam się, że wezmę się za to i tak, nie wiem kiedy, minęło piętnaście lat
– wspomina z uśmiechem Mariola Seredyn.
Ruch w świetlicy rozpoczyna się codziennie, od poniedziałku do piątku, od godziny 13–14:00 do... No właśnie. To trudno określić.
Teoretycznie dzieci powinny tu przebywać od 15:00 do 17:00. W praktyce jest jednak tak, że wiedzą, że ja jestem tu wcześniej i przychodzą, by mi towarzyszyć. W okresie zimowym zdarza się, że nie chce się im stąd wychodzić, często kończymy więc około 18:00
– mówi Mariola Seredyn. To o tyle ciekawe, że w świetlicy nie ma mowy o tym, żeby pograć na komputerze, pooglądać telewizję czy nawet korzystać ze smartfona[[pay]]. Obowiązują reguły, ustalone przez panią Mariolę. Kto ma jakiekolwiek wątpliwości może spojrzeć na ścienną gazetkę, na której wisi prezent od byłych już wychowanków. Miniatura znaku drogowego STOP z dopiskiem: „tu rządzi Mariola” nie pozostawia złudzeń. Dla kontrastu, innym dowodem wdzięczności za pracę na świetlicy jest podarowany przez podopiecznych anioł, mający przynosić szczęście.

Szymon jest jednym z wolontariuszy, który swój czas chce poświęcać na rzecz pomocy innym
Zajęcia tutaj mamy bardzo dokładnie poukładane, wobec czego młodzież się czasem buntuje, ale ostatecznie zawsze dochodzimy do porozumienia. Zaczynamy od odrabiania lekcji. W tę część angażują się wolontariusze z miejscowego technikum, którzy pomagają młodszym koleżankom i kolegom. Dopiero później jest czas by móc się bawić, pograć np. w gry planszowe. Pobyt w świetlicy kończy się podwieczorkiem, po którym jest sprzątanie
Reklama
– o tym, że młodzi ludzie mają przy Szkolnej prawa i obowiązki, mówi M. Seredyn. Za ścisłe stosowanie tych reguł przez lata zyskała miano „drugiej mamy”, która wszystkiego dopilnuje i z pewnością nie odpuści. To sprawia, że niektórzy z uczęszczających na świetlicę uczniów podstawówki wracają tam w odwiedziny, choć niedługo stuknie im 30–tka.
Czasem żartuję, że od kiedy jeżdżę autem punktualnie wracam do domu. Kiedyś, gdy wracałam pieszo, ta droga się wydłużała, bo wiele osób chciało porozmawiać. I tak sobie rozmawialiśmy, na ulicy. Zdarza się też, że wychowankowie dzwonią, mówiąc, że będą przejazdem w Krajence i czy jestem, bo chcieliby przyjść na kawę, odwiedzić stare kąty. Jak ich nie przyjąć, gdy mówią, że ta świetlica wniosła bardzo wiele w ich życie i nadal wiele dla nich znaczy?
Reklama
– uśmiecha się pani Mariola. Pewnym jest również, że w świetlicy powstała niejedna prawdziwa przyjaźń. Czy były też miłości?
Tak na poważnie to chyba nie, chyba że o czymś mi nie wiadomo
– dodaje, znów się uśmiechając, prowadząca świetlicę.
Pewnym jest, że miłości, i to takie przez które chłopak płakał za dziewczyną, która szybciej wyjechała z turnusu, zdarzały się podczas naszych wyjazdów kolonijnych

Odrabianie lekcji - od tego zaczyna się zajęcia w świetlicy. Czasem przydaje się pomoc
– dodaje pani Mariola. Także od piętnastu lat, w lipcu, parafia we współpracy z jednostkami samorządowymi organizuje wypoczynek dla około czterdziestu dzieci w Ośrodku Aniołów Stróżów w Kołobrzegu.
Czy Mariola Seredyn wyobraża sobie życie bez tego zaangażowania?
Przyjdzie moment, gdy ktoś to po mnie przejmie, ale póki co z chęcią poświęcam się tej pracy
– stwierdza.
Nie jestem typem człowieka, który potrafiłby wysiedzieć za biurkiem osiem godzin i to byłoby wszystko, co miałby w danym dniu do zrobienia. W pracy, którą wykonuję, jest zawarta pewna misja. Każde dziecko, bez względu na to, z jakiego domu pochodzi jest zagrożone tym, że trafi w złe środowisko, nie wykorzysta swoich umiejętności, talentów, że pójdzie złą drogą. Dzięki temu, że działa taka świetlica jak nasza to ryzyko wśród wielu udaje się minimalizować. Jak to się mówi wychodzą na ludzi. A widzieć ich dorosłych, szczęśliwych, poukładanych to wspaniała nagroda
Reklama
– dodaje pani Mariola. Inna sprawa to ciągłe staranie o to, by warunki w świetlicy były jak najlepsze.

Świetlica parafialna działa od piętnastu lat, przez pięć dni w tygodniu. Wychowankowie mogą się tam poczuć jak w domu
Gdy organizujemy bal parafialny, z którego dochód trafia na remont tej świetlicy, ludzie chętnie włączają się w tę inicjatywę, bo widzą, co od lat robimy. W ubiegłym roku mieliśmy też sytuację, że przyszedł pan, który zadeklarował, że odnowi nam ściany za darmo. Zakupiony został materiał i jak powiedział, tak zrobił. To są chwile, w których czuje się satysfakcję, w których można sobie pomyśleć: robimy coś dobrego, bo dobro do nas wraca. To wszystko nie było by też możliwe bez wielu ludzi, których było przez te lata tylu, że nie sposób wymienić wszystkich z imienia i nazwiska, a którym należy się podziękowanie. Dopóki mi starczy sił, dopóki wystarczy cierpliwości proboszczowi, który dopinguje nas do pracy i dopóki będziemy mogli liczyć na finansowe wsparcie z urzędu oraz przychylność burmistrza ta świetlica z pewnością będzie działać. Czy kolejne 15 lat? Mam nadzieję, że tak
Reklama
– kończy Mariola Seredyn. [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze