Reklama

Warsztat Terapii Zajęciowej przechowalnią dla niektórych niepełnosprawnych?

02/02/2018 18:00
Na przyjęcie do warsztatów terapii zajęciowej czeka wielu niepełnosprawnych, podczas gdy inni przebywają w nich latami. Utrzymanie placówek pochłania spore pieniądze – czy kosztem innych petentów Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie? Z dyrektor PCPR w Złotowie Heleną Agatowską rozmawia Piotr Steffen

Warsztaty terapii zajęciowej sporo kosztują. Nie brak opinii, że przez wysokie koszty ich utrzymania nie ma pieniędzy dla innych klientów Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie.

To są subiektywne odczucia. Ja czegoś takiego nie dostrzegam. Zasadność funkcjonowania warsztatów jest bezdyskusyjna, tym bardziej, że zgłaszają się do nich kolejni chętni. Warsztaty są pełne i są do nich kolejki. Jeśli ich podopieczni korzystają z warsztatów cały rok, to jak to przełożyć np. na jednorazowe wyjazdy czy turnusy innych klientów PCPR? Należy pamiętać o tym, że z warsztatów korzysta w powiecie nie tylko 150 niepełnosprawnych osób, ale jeszcze ich rodziny. Objęcie tych osób całoroczną opieką ma zatem większą wartość. Trzeba pamiętać również o tym, że pieniądze na funkcjonowanie WTZ–ów są znaczone, mogą być wydane jedynie na ich utrzymanie. Tylko 10% kosztów funkcjonowania WTZ–ów to pieniądze powiatowe, a 90% pochodzi z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. PFRON daje na każdego uczestnika co miesiąc 1500 zł, powiat dokłada 150 zł. Inna sprawa, że w PFRON–ie jest coraz mniej pieniędzy.

Im bardziej przez lata zwiększała się ilość warsztatów w powiecie, tym ta wysokość powiatowego wkładu wzrastała.

To oczywiste, ale trzeba pamiętać, że jest to obligatoryjne, wynika z ustawy. Natomiast dodatkowo każda gmina jak najbardziej może wspomagać działalność warsztatów. Obecnie łącznie na WTZ–y mamy w budżecie 2,8 mln zł, z czego powiat daje 280 tys. zł.

Reklama

Powiat dokłada 280 tys. zł. Ile to w stosunku do całości budżetu, jakim Państwo dysponujecie i możecie przeznaczać na innych petentów PCPR?


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 91% tekstu
Zostań stałym Czytelnikiem. Zaloguj się i subskrybuj treści portalu [[pay]]

W 2017 roku otrzymaliśmy łącznie 3,17 mln zł jako powiat na zadania w ramach PCPR. Ta kwota jest dzielona przez radę powiatu złotowskiego na poszczególne zadania. Jak wspomniałam, z tej kwoty 2,8 mln zł automatycznie przeznaczane jest na WTZ, a 280 tys. zł dodatkowo trafia z budżetu powiatu. Rzeczywiście na inne cele nie mamy wiele pieniędzy, a zadań jest ogrom. W ubiegłym roku na sprzęt rahabilitacyjno–ortopedyczny przeznaczyliśmy 247 tys. zł – w tym zakresie potrzeby nigdy nie są zaspokojone; na turnusy rehabilitacyjne przekazaliśmy 80 tys. zł, na bariery architektoniczne 70 tys. zł, a na sport, rekreację i turystykę 6 tys. zł.

Pieniędzy na pozostałe zadania jest coraz mniej?

Tak. Zgodzę się, że jest to niesprawiedliwe, powinniśmy mieć więcej pieniędzy. Kiedyś mieliśmy tutaj spotkanie z prezesem PFRON i sugerowaliśmy, żeby WTZ–y wyłączyć z algorytmu wskaźnika niepełnosprawności dla powiatów, na podstawie którego wylicza się pieniądze dla samorządów. Póki co nic się niestety w tym względzie nie zmieniło.
Inna sprawa, że pamiętam czasy, gdy po kilkuset ludzi z powiatu jeździło na wczasy za pieniądze z PCPR. Raz, że pieniędzy było więcej, a dwa, że ludzie nie mieli granicy: przychodzili i pytali, czy są pieniądze na wczasy. Bywały sytuacje, że słyszeliśmy: jeśli ta pani nie dostanie, to ja też nie pojadę. Ludzie wręcz się umawiali, to było wypaczenie idei.

Reklama

WTZ–y to nie tylko podopieczni, ale też kadry – jak duże?

Łącznie to około pięćdziesiąt osób, średnio wychodzi po dziesięć na placówkę. Płace zawsze pochłaniają najwięcej kosztów, 80–90%. To chyba dobrze, że stworzyliśmy ogrom stanowisk pracy.

Z takim zdaniem również miałem okazję się już spotkać: że warsztaty to znakomity sposób na to, aby „swoim ludziom” zapewnić zatrudnienie.

Na ten temat absolutnie się nie wypowiem, nie mam w niczym takim żadnego udziału.

W powiecie złotowskim mamy aż pięć warsztatów terapii zajęciowej – to ponoć ewenement w skali regionu.

Nie mam informacji, żeby rzeczywiście tak było. Warsztatów nie tworzy powiat, a samorządy–gminy bądź organizacje, które je prowadzą. Powiat wydaje jedynie zgodę.

Możliwe, że dojdzie do takiej sytuacji, kiedy w każdej gminie będzie WTZ?

Nie sądzę. Bez warsztatu zostały tylko gminy Zakrzewo i Tarnówka, w mojej ocenie nie ma szans, żeby tam je otwierać. Nawet pomimo tego, że na WTZ–y stosunkowo najłatwiej uzyskać pieniądze.

Reklama

Jest przepis, który mówi, że uczestnik może przebywać w warsztacie dwa lata, po których wykonuje się ocenę jego pobytu, procesu rehabilitacji społecznej i zawodowej. Ma być możliwie najlepiej przygotowany do życia, samodzielności, może nawet wykonywania zawodu, ale są tacy, którzy spędzają w warsztatach lata.

Ocena, o której Pan mówi jest sporządzana. Inna sprawa, że do WTZ–ów sporadycznie uczęszczają osoby, które później mogą faktycznie samodzielnie funkcjonować. Dlatego warsztat często traktują jako zakład pracy, w którym dobrze się czują i nikt nie ma sumienia ich skreślać. Stąd przypadki, że rzeczywiście są tam osoby, które uczęszczają po kilkanaście lat. Moim zdaniem to jednak potwierdzenie tego, że warsztaty odgrywają bardzo istotną rolę w naszych środowiskach.

Spotkała się Pani z opiniami, że warsztaty stały się poniekąd przechowalniami – z jednej strony pomagają, z drugiej ograniczają?

Może tak jest. Może trochę stygmatyzują. Gdy powstawały, był bardzo dużo opór ze strony późniejszych podopiecznych i ich rodzin, żeby uczęszczać do tych placówek. Tyle że te osoby były zamknięte w sobie, a teraz są otwarte, integrują się w swoich grupach, ale też pomiędzy warsztatami. Nie mam wątpliwości, że te placówki przynoszą wiele korzyści.

Reklama

Miejsca są w nich zawsze sprawiedliwie przydzielane czy jest jednak prawdą, że niektórzy, przebywając w warsztatach latami, blokują miejsce innym?

WTZ–y co dwa lata dokonują oceny podopiecznych pod względem rehabilitacji społecznej i zawodowej. Osobiście również nie wiem, czy w stosunku do tych uczestników, którzy nie rokują żadnych szans na poprawę, że kiedykolwiek będą mogli samodzielnie funkcjonować, faktycznie jest sens ich dłuższego przetrzymywania. Stąd w pewnym stopniu mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że niektórzy przebywają w warsztatach za długo. Z drugiej strony nie ma żadnego mechanizmu, który pozwalałby na ich wykreślenie z listy uczestników. To nie jest też łatwe. Są jeszcze: etyka, poczucie odpowiedzialności, przywiązanie, nie zawsze można do tego podchodzić czysto formalnie.
Od początku 2018 roku miały zmienić się w tym względzie przepisy. To my jako PCPR mieliśmy kwalifikować osoby do warsztatów, a nie prowadzący WTZ–y. Mieliśmy też decydować, ilu będzie podopiecznych i wpływać na to, jak długo będą oni uczęszczać do placówek. Tych zmian jednak nie wprowadzono. Te nowe zasady byłyby zapewne bardziej drobiazgowe, kwalifikowanie i ocena odbywałyby się na bazie kodeksu postępowania administracyjnego, gdzie byłaby możliwość odwoływania. Wszystko odbywałoby się przy głębszym prześwietlaniu spraw, również pod kątem już przyjętych osób.
Inna sprawa, że podopieczni warsztatów z reguły nie kwalifikują się do jakiejkolwiek pracy. Prawdopodobnie byłoby inaczej, gdyby na naszym terenie funkcjonowały Zakłady Aktywizacji Zawodowej. One z założenia były przygotowywane pod WTZ–y i zrehabilitowani mogliby przejść później do ZAZ–ów. W powiecie kilkakrotnie podejmowaliśmy próby rozpoczęcia ich funkcjonowania, ale bezskuteczne, co oczywiście wiąże się z kosztami. W takim układzie byli podopieczni pracujący w ZAZ–ach otrzymywaliby 50% pieniędzy z PFRON–u, resztę musieliby na siebie zarobić. To trudne finansowe warunki – kto się podejmie takiej działalności?

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    obywatel - niezalogowany 2018-06-29 01:28:47

    Bezczelna do granic wytrzymałości. Zimna , sucha, wyrachowana. PCPR to przechowalnia z wielkimi tradycjami nepotyzmu i kolesiostwa.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Karolina - niezalogowany 2018-02-03 15:28:41

    Tak to prawda. Mam niedosłuch obustronny noszę aparaty słuchowe. Ja jestem zdrowa fizycznie oprócz upośledzenia słuchu. Mam pytanie dlaczego z komisji ktoś nie zapyta osoby która ma być przyjęta czy uczestnictwo wynika z jej woli czy idzie bo rodzic tego chce. Myślę że każda powinna kierować się badaniami psychologicznymi opinią psychologiczną. Oni na pewno pomogą przy decyzji. Po co tam umieszcza się osoby które mogą iść do pracy. To jest chore. Uważam że znajdzie się rozwiązanie zamiast warsztaty terapii zajęciowej. Nie umieszczajcie osób niepełnosprawnych z niedosłuchem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości