Dziewięć skarg w ciągu pięciu lat złożyli mieszkańcy Złotowa na działania Stanisława Wełniaka. Burmistrz skarżony był w sprawach mieszkaniowych i inwestycyjnych. - Obywatel ma prawo pisać wszędzie, nawet do Pana Boga, jeżeli ktoś mu tam przyjmie to pismo. Ale skutków prawnych to nie ma żadnych - mówi włodarz miasta
Burmistrz nie ma racji?
Przewodniczącym komisji rewizyjnej Rady Miejskiej w Złotowie jest Kazimierz Steffen. 28 sierpnia radni pod jego wodzą odrzucili skargę mieszkanki Złotowa na burmistrza. Dotyczyła ona przejęcia prywatnego gruntu pod rozbudowę drogi. Decyzję w latach 80-tych wydał Stanisław Wełniak. Dochodzenie odszkodowania teraz nazywa on wyciąganiem publicznych pieniędzy. - Jeżeli grunt został przejęty 25 lat temu, to był czas, żeby ubiegać się o odszkodowanie. Wtedy były takie przepisy, które pozwalały mi, jako naczelnikowi, przejąć ten grunt w zamian za odrolnienie. Za demokracji uznano, że jest to naruszenie praw własności. To państwo dało możliwość ubiegania się o odszkodowanie, a droga jest wojewódzka, niech ta Pani ubiega się o odszkodowanie u marszałka województwa – uważa burmistrz. [[reklama]]
Większość skarg, które w ciągu ostatnich pięciu lat mieszkańcy złożyli na burmistrza, ma być źle adresowana. Stanisław Wełniak: - Nie każdy musi się znać na prawie ani na kodeksie postępowania administracyjnego, ale każdy ma prawo pisać skargi.
W myśl prawa komisja rewizyjna rady musi je rozpatrywać. – Nigdy od razu nie mówimy, że rację ma burmistrz. Każdą skargę wnikliwie rozpatrujemy – twierdzi K. Steffen. W bieżącej kadencji rady wszystkie skargi rajcy uznali za bezzasadne. – To wynika z przepisów prawa – argumentuje przewodniczący komisji.
[[nowa_strona]] Winny i co z tego?
W poprzedniej kadencji rady miejskiej były skargi na Stanisława Wełniaka, które rada uznała za zasadne. Jedna dotyczyła odprowadzenia deszczówki z prywatnej posesji przy ulicy Obrońców Warszawy. Burmistrz odmówił wówczas sfinansowania z miejskiej kasy budowy odwodnienia terenu. Za kilkanaście tysięcy złotych. – Ten pan zaczął chodzić do wszystkich świętych, a ja się postawiłem – wspomina włodarz. Rada skargę uznała. - I co z tego, jak i tak to nie zostało zrobione, bo ja się na to nie zgodziłem. Koniec, kropka – kończy burmistrz. Miał prawo odmówić. [[reklama]] Trzeba być twardym
Dla Stanisława Wełniaka skarga to szukanie „ostatecznej ostateczności”. Sprawiedliwości każe szukać u wojewody, w Samorządowym Kolegium Odwoławczym, wreszcie w prokuraturze. – Skarga na burmistrza to jest najprawdopodobniej droga na skróty. Człowiek idzie do radnego, a ten radny nie ma wyjścia, bo nie wypada mu odmówić i piszą tę skargę – zgaduje włodarz Złotowa.
W jego karierze skarg było wiele. Nie robią już na nim wrażenia. Przykładem jest sytuacja byłego radnego, który mieszkał w namiocie rozstawionym przed urzędem. St. Wełniak: - Wszyscy mnie namawiali, żebym dał mu to mieszkanie i będzie spokój. Wy każecie dać, ale wy tu nie usiądziecie we wtorek, za tydzień, za dwa, gdy przyjdą następni. A tych następnych wtedy były setki, dzisiaj są dziesiątki. Nie da się tak rządzić. Trzeba umieć odmawiać. Szukanie popularności na siłę się mści.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze