Najważniejsza jest pasja. Jeśli tkwi w człowieku dostatecznie głęboko, ten jest w stanie zrobić pod jej wpływem wiele. Na przykład pobudzić do działania szereg osób. Właśnie to udało się panu Wacławowi – mieszkańcowi Złotowa i miłośnikowi zegarmistrzostwa, który w wieży kościoła pw. św. Stanisława Kostki w Radawnicy wypatrzył zegar. Martwy.
Nie mogłem patrzeć na to, że nie ma w nim życia
– we wrześniu ubiegłego roku mówił nam pan Wacław, który i wtedy, i teraz poprosił o nieupublicznianie jego nazwiska. Wówczas napisaliśmy o sprawie po raz pierwszy. Od razu dowiedzieliśmy się też, że pomysł restauracji zegara nie trafił w próżnię – jego realizacją zainteresowany był zarówno proboszcz radawnickiej parafii ks. Adam Andrzejczak, jak i wójt gminy Złotów Piotr Lach. Mimo przychylności na zgodę na demontaż mechanizmu zegara ważącego kilkaset kilogramów, zabranie go do pracowni oraz przygotowanie kościelnej klatki schodowej do bezpiecznego wyniesienia poszczególnych elementów trzeba było trochę poczekać – do grudnia.
Potem poszło gładko. Rozmontowanie mechanizmu do postaci pozwalającej go przewieźć (z Radawnicy do Piły, do pracowni Henryka Chrusta, mistrza zegarmistrzostwa, który podjął się trudu renowacji i naprawy) zajęło jeden dzień. Był to zaledwie wstęp do żmudnych, precyzyjnych prac, które trwały przez kolejne trzy miesiące. Długo?

Mechanizm zegara waży kilkaset kilogramów. Przed przewiezieniem go do pracowni trzeba było częściowo go rozmontować
Każdy element trzeba było rozebrać do ostatniej śrubki. Następnie wyczyścić, wypolerować i zakonserwować
Reklama
– uzmysławia zegarmistrz, dodając, że wiele części było tak skorodowanych, że nie nadawały się już do użytku.
Trzeba było wytoczyć nowe
– słyszymy.
A na końcu to wszystko złożyć. Tak, aby żadna ze wspomnianych śrubek nie została i aby mechanizm działał.
Mistrzowie fachu, a tym nasz rozmówca bez wątpienia jest, o przedmiocie naprawy są w stanie powiedzieć wiele. Henryk Chrust po śladach farby nakładanej kolorem na kolor widzi, że zegar próbowano odnawiać czterokrotnie. Czyste powierzchnie pod śrubami i zabezpieczeniami pozwalają wysnuć kolejny wniosek – raczej nikt nigdy, a więc od 1929 roku, mechanizmu nie demontował. Niewielu zwróciło też uwagę na znaczące ubytki w widocznym elemencie zegara, a więc na tarczy.
Nie było jedynki, jedenastki, przy dwunastce brakowało jednej kreseczki
– wyjaśnia Henryk Chrust. Porządek został przywrócony. Życie też – od 29 kwietnia w Radawnicy co pół godziny rozlega się bicie dzwonów.
To wielki sukces, wielkie dzieło
– podsumowuje pan Wacław.
Renowacja wymagała wiele zachodu, jak zaznacza rozmówca, nie dlatego jednak, że wykonywane w ramach niej prace były skomplikowane.
Raczej czasochłonne
– słyszymy. I kosztowne. Przed rokiem Henryk Chrust koszty restauracji oszacował na 8 tysięcy złotych. W tej kwocie się zmieścił.
Parafia, w związku z wnioskiem o przyznanie dotacji na wykonanie prac konserwatorskich, jaki w 2015 trafił do Urzędu Gminy Złotów w 2016, otrzymała 15 tysięcy złotych ze wskazaniem na renowację zegara oraz zabezpieczenie klatki schodowej.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jezeli glosne, to wolalbym nie mieszkac w poblizu. Co pol godziny dzwoni. Brrr
Chciałemnapisaćjakiśfajnykomentarzprzecinekalenieznamsięnazegarachkropka
To prawdziwa "Złota Rączka" ten Zegarmistrz.Brawo !!!
Jezeli glosne, to wolalbym nie mieszkac w poblizu. Co pol godziny dzwoni. Brrr
Chciałemnapisaćjakiśfajnykomentarzprzecinekalenieznamsięnazegarachkropka
To prawdziwa "Złota Rączka" ten Zegarmistrz.Brawo !!!