Reklama

WIR roztańczony jak dawniej

18/01/2019 18:00

Sandra Przybyszewska–Pączek rzuciła pomysł, Paweł Kucharski i Robert Massel pomogli go zrealizować i kilkaset osób znakomicie się bawiło. Uczestnicy dyskoteki ponownie poczuli młodzieńczą radość, a po niej wielki niedosyt – dlatego będzie więcej!

W sobotę 29 grudnia w Złotowskim Centrum Aktywności Społecznej ponownie odbyła się dyskoteka. Taka, jak przed laty, zorganizowana w pomieszczeniach dawnego klubu WIR. Setki osób bawiły się jak przed około dwudziestoma laty, przy hitach z lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Prowadzący imprezę didżeje skomentują później w nagraniu zamieszczonym na facebooku, że to, co wydarzyło się w sobotnią noc, przerosło ich najśmielsze oczekiwania.

Zespół odpowiedzialny za fetę

– Sandra powiedziała w pewnym momencie: jak mi się marzy powrót do WIR–u, zrobienie takiej dyskoteki jak kiedyś – mówi Paweł Kucharski, który był jedną z pierwszych osób, z którymi Sandra Przybyszewska–Pączek podzieliła się pomysłem.

Reklama

– Pewnego ranka obudziłam się z taką myślą. Od razu przeszło mi przez głowę, że można to przecież połączyć z charytatywną akcją. Pomyślałam: dlaczego ja nie mogłabym zorganizować takiej dyskoteki? – to było zaledwie w listopadzie, wystarczyło kilka tygodni, żeby dopiąć celu.

– Ta organizacja poszłaby pewnie jeszcze szybciej, gdyby nie charytatywne Andrzejki. Dlatego tak naprawdę z tematem ruszyliśmy na ostro dopiero na początku grudnia. Wszystko działo się bardzo spontanicznie – mówi złotowianka, która znana jest z prowadzonego na facebooku profilu „Mama w miasteczku Złotów”. Na nim również powstało to wydarzenie, już tam było widać, jak dużym zainteresowaniem cieszy się inicjatywa.

Reklama

– Od początku był pomysł, że będzie grał Paweł, ale zależało mi, żeby dotrzeć też do osoby, która grała kiedyś. Karol Potapowicz podpowiedział Roberta, który bardzo się ucieszył i zgodził bez zastanowienia, gdy przedstawiliśmy mu pomysł – wspomina.

Ćwierć wieku za konsolą

Robert Massel po raz ostatni grał na dyskotece ponad dziesięć lat temu.

– Przez ten czas sporadycznie puszczałem muzykę, ale tylko na prywatnych wydarzeniach, gdy prosiły o to naprawdę bliskie mi osoby – przyznaje. Aby móc grać przynajmniej na takich prywatnych uroczystościach na nowo musiał skompletować sprzęt, bo ten, który służył mu przy profesjonalnym didżejowaniu, dawno sprzedał.

Reklama

– Gdy skończył się WIR, prawie wszystko się skończyło. WIR to było dla mnie całe życie – przyznaje mężczyzna, który dzisiaj ma 51 wiosen, z których didżejce poświęcił łącznie… 25 lat! W klubie WIR grał od 1994 do 2005 roku. W tych murach zaczynał już jednak wcześniej, gdy była tu jeszcze Finezja.

– Pani Kurcin ją prowadziła. Ale w ogóle zaczynałem znacznie wcześniej, bo jeszcze w restauracji Cechowej, gdy znajdowała się dole. Miałem zaledwie szesnaście lat, gdy rozpoczynała się ta moja przygoda z muzyką. Natomiast w WIRze grałem od pierwszej dyskoteki. Na tej inauguracyjnej grał ze mną Robert Saja, nie ma go już w Polsce. W tamtych czasach przebywałem w tym klubie niemal na okrągło. To było moje życie.

Reklama

Miejsce i muzyka, czyli wspomnienia

Z Pawłem Kucharskim nigdy nie grali. Nawet się nie znali. Sobota 29 grudnia była dniem ich wspólnego debiutu za konsolą.

– Od początku idealnie się zgraliśmy – Paweł Kucharski przyznaje, że jest jednym z tych, dla których Robert Massel przed laty również grał.

– Od razu weszliśmy w fajne flow, Robert godzinę, ja godzinę, i tak na przemian, a przez ostatnią zmienialiśmy się już co piętnaście minut. Znakomicie się uzupełnialiśmy. Nie było żadnego konkurowania. Każdy robił swoje, wszystko w dość zbliżonych klimatach – ocenia.

Reklama

– To wszystko, co działo się tej nocy miało chyba szczególne znaczenie dla tych, którzy przyjechali na święta i sylwestra spoza Złotowa, także zza granicy. Podchodzili, gratulowali, chwalili sam fakt, że to się dzieje. Dla nich najważniejszy był fakt, że mogli bawić się przy jakakolwiek nucie z tamtych lat. W końcu wspomnienia budujemy również na podstawie muzyki, której słuchamy, która towarzyszy nam przez całe życie i na której w pewnym sensie się wychowujemy. WIR to przecież również pierwsze miłości, przytulańce, ławeczki. Ja też mam takie kawałki, które, jak gdzieś lecą, widzę we wspomnieniach tę dyskotekę. Muzyka, którą puszczaliśmy była najważniejsza zaraz po miejscu, w którym się to odbywało. Powiedzmy sobie szczerze, gdyby zrobić to w hali sportowej, w życiu by tak nie wyszło – przekonany jest Paweł Kucharski.

– To było niesamowite uczucie, gdy podchodziły osoby, żeby się przywitać i zamienić kilka słów. Mówiły: nie wiedzieliśmy, że jeszcze grasz. Wychowaliśmy się na twojej muzyce – Robert Massel z sentymentem opowiada o wydarzeniach sprzed kilkunastu dni.

Reklama

Niedosyt

– Od początku było widać wielki głód zabawy u ludzi. Przed laty dyskoteka zaczynała się o 21:00, najczęściej musiało jednak minąć półtorej–dwie godziny zanim ludzie na dobre się zeszli i zaczęli bawić. A tutaj od samego początku byli na parkiecie. Przychodzili, zawieszali kurtki na wieszaki i od razu do zabawy – podkreśla R. Massel.

– To prawda. Praktycznie o 21:15 parkiet był pełny – dodaje Paweł Kucharski.

– Żeby szybko poczuli klimat sprzed lat, od razu zacząłem od kawałków, które wtedy z reguły grało się na początku. Bo muzyka puszczana w tym klubie to były programy: przytulańce, muzyka techniczna, czyli popularnie zwane techno, tego było chyba zresztą najwięcej, no i były też polskie kawałki. Niektóre po prostu nie mogły być niezagrane – zauważa didżej sprzed lat.

Reklama

– Duże znaczenie miał z pewnością fakt, że ludzie dostali te utwory, o które prosili. Na stronie wydarzenia był post, pod którym wpisywali utwory, które chcieli usłyszeć podczas dyskoteki. W większości chłopacy spełnili te życzenia – podkreśla Sandra Przybyszewska–Pączek.

– Wszystkiego nie udało się oczywiście zagrać, sześć godzin to za mało. Ta noc była zbyt krótka. Ludzie nieśli nas tą energią. Szczerze? Nie umniejszając nic moim wszystkim imprezom w 2018 roku, żadna nie była taka jak ta. Najlepsza. Naprawdę – stwierdza Paweł Kucharski.

Reklama

– Niejednokrotnie powtarzałem moim znajomym, że takie granie jest jak trzeci stopień świadomości. Coś w człowieka wstępuje. Nie można tego opisać. Dopiero jak się stanie za tym sprzętem, zobaczy się bawiących się ludzi, człowiek to czuje. Ja miałem po tej nocy wielki niedosyt – dodaje Robert Massel.

– Czasami jednak lepiej pozostawić lekki niedosyt niż przesadzić. I tak przez sporo minut bisowaliśmy – podkreśla P. Kucharski.

– Sama widziałam, jaką frajdę mają z tej zabawy chłopacy. Widzieć ich takimi rozpromienionymi za konsolą także dla mnie było bardzo radosne – dodaje organizatorka imprezy.

Reklama

Za mało ochroniarzy

– Od początku wierzyłam, że będzie około pół tysiąca osób. Takie było moje marzenie. Myślę, że w praktyce było około sześćset osób – podkreśla nasza rozmówczyni. Zdaniem Roberta Massla to zbyt skromne szacunki.

– Wiem, jak wygląda WIR, który ma około pięćset osób, a jak wygląda WIR, który ma około 1100 ludzi, bo i takie rekordy frekwencji notowaliśmy tutaj przed laty – jego zdaniem w sobotę liczba uczestników wahała się gdzieś pomiędzy tymi wartościami. Osoby pracujące przy barze także rachowały, że przez kilka godzin przez lokal przewinęło się 700–800 osób. Przez część imprezy miała miejsce rotacja, bo nie było możliwości, aby wszyscy zmieścili się naraz. Choć tego wychodzenia też nie było wiele, bo w pewnym momencie zabroniono opuszczać lokal, aby zapanować nad liczbą, która miała już miejscówki, a każdy chciał też ją zachować. Już między 22:00 a 23:00 był problem z miejscem, a o 23:00 wejście było w zasadzie niemożliwe. Wielu odeszło sprzed drzwi, które ostatecznie zamknięto.

Reklama

– Już zainteresowanie w internecie świadczyło, że będzie tłum – przyznaje Sandra Przybyszewska–Pączek. Świadczyło też o tym to, w jak ekspresowym tempie rozeszły się stoliki, które przez internet można było zarezerwować poprzez licytację.

Ponieważ nie wszystkim udało się wejść, zadbanie o możliwość większej frekwencji ma być jedną z rzeczy do poprawki na przyszłość.

– Teraz nie było to możliwe ze względu na bezpieczeństwo. Mieliśmy zbyt małą ilość ochroniarzy – przyznaje Sandra Przybyszewska–Pączek. W sobotę początkowo było ich trzech, później doszedł czwarty.

– Podczas gdy kiedyś to była ośmioosobowa ekipa – porównuje Robert Massel.

Jak często?

Bo że impreza będzie powtórzona, a być może nawet będzie częściej się odbywać, jest w zamyśle tej trójki przesądzone. Niewiadomą pozostaje tylko częstotliwość.

– Takie imprezy są dobre raz do roku, a najlepszą porą jest okres bożonarodzeniowy. Na Wielkanoc tyle osób nie przyjeżdża do Złotowa – uważa Paweł Kucharski. Zdaniem Roberta Massla impreza mogłaby się odbywać przynajmniej dwa razy w roku – jednym z branych pod uwagę terminów jest Euro Eco Festiwal.

– To impreza dla naprawdę wielu osób. Przedział wiekowy był niesamowity: od ponad dwudziestolatków, nawet po osoby pod sześćdziesiątkę. Był porządek. Na parkiecie nic się nie działo, wszystko znakomicie przebiegło – podkreśla didżej sprzed lat.

– Choć były osoby, którym trochę za bardzo przypomniały się dawne czasy. Ale opanowaliśmy sytuacje… – śmieje się pani Sandra. Podobnie na wspomnienie tego, jak kleił się parkiet dyskoteki.

– W niedzielę myło tę podłogę dziesięć osób. Nie było łatwo…

Już po imprezie Sandra Przybyszewska–Pączek również na mieście miała okazję słyszeć rozmowy, w których bardzo pozytywnie wypowiadano się o wydarzeniu. A najbardziej utkwiła jej w pamięci rozmowa pewnej pary przy barze, jeszcze podczas dyskoteki, w której mężczyzna zwierzał się spotkanej koleżance, jak bardzo był w niej przed laty zakochany, a ona go nie chciała.

– Obserwować takie sytuacje było niezwykłym uczuciem. Wielu chyba słusznie żałuje, że nie byli na tej dyskotece – podkreśla.

– Spokojnie, do zagrania mamy jeszcze wiele kawałków – stwierdza Robert Massel, który z niecierpliwością wyczekuje kolejnej okazji.

– To co się stało, pokazało, jak bardzo była potrzebna taka impreza – ocenia.

Nie można zapomnieć o najważniejszym – dyskoteka była zorganizowana również w charytatywnym celu. Zebrane 11,5 tys. zł będzie przeznaczone na potrzeby podopiecznych Fundacji Złotowianka.

Piotr Steffen

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    GośćWir2000 - niezalogowany 2019-01-18 18:54:40

    Sandra brawo

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-01-18 19:05:37

    Przypomniały mi się czasy dyskotek na Zaciszu, tam był klimat :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-01-18 19:10:50

    Kiedy następna???

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości