Reklama

Witaminka dodająca siły. Wywiad z księdzem proboszczem

05/04/2017 19:00
Każdy chyba marzy o magicznej tabletce, która wyjaśni wszystko i pomoże odnaleźć zagubiony sens życia. Ksiądz Leszek Kuśmierzak, proboszcz parafii w Lotyniu ma już coś takiego

Jak się Księdzu żyje w Lotyniu?

Jakby to powiedzieć, żeby nie zabrzmiało banalnie: no dobrze się żyje (uśmiech). Już się przyzwyczaiłem. Jestem tutaj proboszczem ponad 13 lat. To nie jest duża parafia, poznałem niemal każdego. Czuję się jak u siebie, jak w rodzinie.

Parafianie nie tak dawno dali Księdzu odczuć, że jest dla nich ważny, jest częścią rodziny. Mam na myśli niespodziankę na Księdza 50. urodziny.

Tak, rzeczywiście, to była ogromna niespodzianka. Praktycznie do końca nie miałem pojęcia o tym przyjęciu. Dopiero gdy jeden z członków rady parafialnej zapytał, czy mam czas, aby w sobotę przyjść do restauracji pani Danusi Kozłowskiej zacząłem się nieco domyślać. Naprawdę to było coś miłego, tym bardziej, że ten rok jest dla mnie w ogóle wyjątkowy. To nie tylko 50 lat, ale i 25 lat kapłaństwa. 30 maja będą obchodził srebrny jubileusz.

Reklama

Miła niespodzianka urodzinowa na pewno, ale czy to nie jest jednak też tak, że w ten sposób parafianie wystawili Księdzu ocenę? Chyba, że nie do końca było to szczere, bardziej z poczucia obowiązku…

Tę nieszczerość z pewnością by się wyczuło. Zresztą nie tylko w Lotyniu, ale i w pozostałych czterech kościołach otrzymałem życzenia i zamówiono w mojej intencji msze. W takich właśnie momentach człowiek odkrywa, że ciebie akceptują, że przyjmują i to jest szczere, niezafałszowane. Padło wiele miłych słów, bez kadzenia. Ja zawsze powtarzam, że nie jestem wielki, wyjątkowy, ale trzeba dać coś z siebie, aby uzyskać coś potem. Na tych urodzinach poczułem, że doceniają moją pracę, mnie jako człowieka, nie tylko księdza i ja tym samym obdarzam ich. Dostałem to świadectwo, że idę w dobrym kierunku, dzięki temu chce mi się iść jeszcze z większą werwą. To było takie potwierdzenie, że jestem im potrzebny. Mimo, że każdy ma swoje codzienne obowiązki oni się zebrali i przygotowali coś z myślą o mnie, to dodaje energii. Chce się dalej i jeszcze lepiej pracować dla tych ludzi.

A zdarza się, że nie chce się Księdzu pracować, że dopada Księdza coś w rodzaju wypalenia zawodowego?

Myślę, że tak. Mówiąc szczerze przecież przez 13 i pół roku ja wykonuję ten sam niedzielny rytuał. Jedzie się do tych samych miejsc, ludzi, robi się to samo, a z dniami wolnymi różnie bywa. To zmęczenie psychiczne na pewno jest, bo fizyczne niekoniecznie. Takie momenty jak te urodziny są dla mnie trochę jak taka tabletka, witaminka dająca siły do dalszego działania.

Reklama

Czy było kiedyś aż tak krytyczne, że chciał Ksiądz zmieniać zawód?

Nie. I niech mnie Pan Bóg broni, żebym nie zgłupiał! To już jednak 25 lat kapłaństwa. Ja się czuję w tym spełniony. Ja właściwe od dziecka chciałem być księdzem. Zawsze mnie do tego ciągnęło, byłem blisko kościoła. Prawdę mówiąc to nawet nie myślałem o innej drodze. Mam nadzieję, że dane mi będzie realizować to aż do śmierci.

Zdarza się, że np. w niedzielę ma Ksiądz ochotę poleżeć dłużej w łóżku?

Ja nawet o tym chyba nie myślę. Wyrobiłem sobie po tylu latach to poczucie obowiązku, że nie marudzę. Jest godzina 6:00 i wstaję, nawet w tygodniu. Ja nawet lubię wcześnie wstać, bo do południa zawsze zrobi się najwięcej. Po obiedzie już mi się tak nie bardzo chce, robię już tylko to co muszę. Ja na to wszystko patrzę jednak też przede wszystkim przez pryzmat wiary, bo inaczej nie mogę nawet patrzeć. Gdybym nie miał wiary i powołania, to ciągłe narzekanie i niezadowolenie na pewno by było. Kiedyś zresztą stąd odejdę i będę musiał zdać sprawozdanie Bogu z tego, co zrobiłem. Modlitwa, może zabrzmi to jak kazanie, ale bez niej ksiądz traci swoją tożsamość. Jeśli ja to zaniedbam i za bardzo wpędzę się w aktywizm, to właśnie wtedy czuję to wypalenie, bo wtedy nie mam bodźca.

Reklama

To dopiero połowa wywiadu. W dalszej części zadałam m.in. takie pytania:

Czyli wiara jest Księdza lekarstwem na zniechęcenie, na brak sensu w codziennym życiu?

Można powiedzieć, że Ksiądz to trochę taki psycholog?

Potrzebny jest Ksiądz we wsi?

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Czyli wiara jest Księdza lekarstwem na zniechęcenie, na brak sensu w codziennym życiu?

Dokładnie tak. Na pierwszym miejscu jest życie duchowe, spełnianie sakramentów, a dopiero potem aktywizm. Każdy z nas zresztą potrzebuje wyciszenia, spokoju, zajrzeć do własnego wnętrza. Ja to robię poprzez modlitwę, rozmowę z Panem Bogiem. Zresztą osoby świeckie – wierzące też to praktykują. Trzeba jednak się w to zaangażować, nie wystarczy wyklepać modlitwy. Trzeba się otworzyć na to światło z nieba. Jak pojawia się kryzys okazuje się wtedy, że jesteśmy nie tylko ciałem, ale i wnętrzem. Trzeba karmić nie tylko organizm, ale i duszę.

Reklama

Rozumiem, że to dotyczy nie tylko wierzących. Warto, aby każdy odpoczywał od ludzi, jeśli chce dla nich efektywnie działać?

Na pewno. Ja akurat ufam Bogu. Wiadomo, jestem człowiekiem, raz czuję się lepiej, innym razem gorzej. Też czuje się w organizmie to wiosenne przesilenie, ale to kwestia świadomości, da się to przeskoczyć chociażby jakąś dietą. Cały aktywizm do życia i motywację czerpię jednak z Boga, bo nie ma innego źródła. Zresztą nie wyobrażam sobie być księdzem i zaniedbać tę więź. Nie mam żony, dzieci, więc czerpię z Chrystusa. Jak zaniedbam to życie duchowe, to przychodzi kryzys. Każdy tak ma i wtedy szuka się czegoś innego, próbuje zstąpić czymś innym, kimś innym. Trzeba ciągle czuwać.

Mamy wiosnę. Wiele osób z pewnością czuje powiew świeżości i myśli o zmianach. Wierzący mają dodatkowo Wielki Post. Czy dzięki niemu może być im łatwiej przejść przez ten mały kryzys życiowy, który często się pojawia o tej porze roku?

W Wielkim Poście kościół dostarcza najwięcej duchowej strawy w ciągu roku. Po to właśnie są w tym czasie rekolekcje, aby spojrzeć na swoje swoje życie z innej strony, zmienić jego kierunek albo upewnić się, że jest właściwy. Kościół najobficiej zastawia teraz stół Słowem Bożym. Ja przykładam do jego głoszenia wielką wagę. Daję zatem parafianom do tego okazję na licznych nabożeństwach, są msze, droga krzyżowa, gorzkie żale, następnie będzie Triduum Paschalne. O tej porze roku kościół daje wiele możliwości. Ksiądz jest przecież właśnie też od tego, aby Bogiem usensownić ludziom ich życie, cierpienie i śmierć.

Reklama

Tym bardziej, że wielu osobom znaleźć sens życia nie jest łatwo…

Na pewno. Ja mam to szczęście, że jestem przy Chrystusie i to mój sens życia, On mi odpowiada na wszystkie pytania. Tak jak powiedział zresztą Jan Paweł II: „Miłość mi wszystko wyjaśniła”. Trzeba zatem przyjść do kościoła, zaangażować się i przerobić to wszystko we własnym wnętrzu. Chociaż wiem, że czasami ciężko pokonać to lenistwo duchowe. Na pewno jednak warto.

Można powiedzieć, że Ksiądz to trochę taki psycholog?

Zwłaszcza w konfesjonale, gdy przychodzą z bagażem grzechów i pytaniami. Dobrze znać wtedy człowieka, łatwiej wtedy do nich dotrzeć. To jest niewątpliwy plus, że znam moich parafian, wiem, co dzieje się w ich rodzinach. Dzięki temu mogę być bliżej nich i lepiej im pomóc, coś doradzić.

Reklama

Ta świadomość, że ci ludzie się Księdzu zwierzają, proszą o pomoc, to nie jest takie brzemię dla Księdza, ogromne poczucie odpowiedzialności?

„Jedni drugich brzemię noście” mówi Pismo Święte. Dla mnie to radość, jak ktoś przyjdzie. Ci ludzie przychodzą bowiem do Boga. Noszenie brzemion nie jest to łatwe, ale mówię: z jednej strony jest ta radość, że mają zaufanie. Z drugiej strony cały czas wracamy do źródła: „Jak jesteś utrudzony, zmęczony, przyjdź do Mnie”. Ja muszę przy Nim trwać, dlatego łatwiej mi nosić ludzkie brzemiona, to takie zamknięte koło.

Potrzebny jest Ksiądz we wsi?

Ja mam to szczęście, że trafiłem do parafii, gdzie ludzie chcą działać, robić coś dla własnej społeczności. Zawsze na różne świeckie wydarzenia zapraszają mnie. Myślę, że w ten sposób chcą, aby przez moją osobę być blisko Boga. Czy dystans ludzi do Boga z czasem się zwiększa? Ja tego nie czuję. Może i z biegiem lat jest coraz większe pogaństwo i trochę mniej ludzi w kościele, ja jednak nie czuję tego dystansu. U nas w parafii jest ta więź. Wiadomo, nie wszyscy są praktykujący, ja jednak nie oceniam ludzi przez pryzmat wiary, wszystko zależy od ludzi. Jeśli jesteśmy na siebie otwarci, życzliwi i chcemy zrobić coś dobrego dla tej wspólnoty, nikt nie będzie pytał o wiarę. Na pewno w różnych parafiach bywa różnie. Ja, Bogu dzięki, trafiłem na dobrych ludzi, bo chodzi nam o dobro rzeczywiście.

Reklama

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Kasia - niezalogowany 2017-04-06 23:06:18

    Dziwne pytania pani pytającej.....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Czesław - niezalogowany 2017-04-06 20:29:13

    Najwięcej witaminy mają dziewczyny .....

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    do hamujcie - niezalogowany 2017-04-06 12:50:24

    ,,jak pień"" to można być głuchym, a jeśli chodzi o ,,głupi"" to może być np. taki jak ,,hamujcie,,

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości