Piją, bo im wolno. Śmierdzą - to ich sprawa. - Niedługo sami się wykruszą - o "niebieskich ptakach" z Placu Paderewskiego mówi złotowianka
- Daj dwa złote. - Nie mam. - Nie masz? To czego łazisz?! Do roboty się weź! - mężczyzna wrzeszczy na młodzieńca wychodzącego z marketu. Krzykacz tu „pracuje”. Ma wózek, sweter z wywietrznikami i kilkucentymetrową brodę. Wyciąga rękę do przechodnia. Domaga się wsparcia. Między jedną a drugą odmową pali papierosa. Zbiera na Amarenę.
[[reklama]]
Amarenka, jak pieszczotliwie nazywają ją znawcy, to nazwa napoju bogów. Rubinowa. 3,99 za 0,7 litra. Słaba jest, nie przegryzie plastikowego kubeczka kupionego w kiosku. Po wizycie klienta ekspedientka łapie oddech. – Co mam zrobić? Zatykam nos i sprzedaję – kobieta narzeka na stałych bywalców Placu Paderewskiego. – A najgorzej jak zaczyna zagadywać, to powietrza brakuje – mówi o wysokim mężczyźnie usztywnionym ubraniami.
To tylko fragment artykułu z AL 38/2013, s. 15
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze