Reklama

Wolność słowa po złotowsku

01/12/2017 07:00
Czy są odważne protestując przeciwko temu, co im się w Polsce nie podoba? Czy w Złotowie panuje wolność słowa? Złotowianki odpowiadają

Ile złożyły Panie wniosków o ściganie osób, które komentowały udział Pań w Marszu Czarnych Parasolek?

Pani Renata: – Absolutnie żadnego. Mało tego, nie miałam okazji zapoznać się z tymi głosami. Usłyszałam tylko o tych bluzgach od znajomej. I dobrze, bo tylko niepotrzebnie skoczyłaby mi adrenalina.
Pani Anna: – Obejrzałam pierwsze zdjęcia w internecie i tyle. Całe życie wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś jest mądry, to takich rzeczy nie pisze. A głupiego po co czytać?!
Pani Renata: – Wchodzenie z tymi osobami w polemikę czy ich szukanie uwłaczałoby mojej godności.
Pani Anna: – Jeżeli ktoś by grzecznie powiedział, że mu się to nie podoba i dziwi go, że w marszu wzięły udział kobiety w wieku poprodukcyjnym, to w porządku. A mnie nikt nie zapytał, dlaczego tam poszłam.

A dlaczego Panie tam poszły?

Pani Anna: – Proszę pana, ja troje dzieci urodziłam, wychowałam i wykształciłam – dałam temu państwu. Bez złotówki, bo nigdy nawet rodzinnego nie dostałam. Mało tego, jeszcze z emerytury mi potrącili każde zwolnienie na dziecko. Jednak niczego od państwa się nie domagam, oddałam mu co miałam oddać. Poszłam, bo teraz na temat świadomego macierzyństwa głos zabierają głównie ludzie, którzy nie urodzili ani jednego dziecka oraz księża i faceci, którzy na swoje potomstwo ledwo alimenty płacą albo i nie. Mnie to bulwersuje.
Pani Anna: – Jak ktoś, siedząc w ławie sejmowej, może decydować o losie poszczególnych kobiet? Zwłaszcza, że tam w Sejmie często są panie, które same są już po cyklu produkcyjnym. O klerze nie wspominając, bo oni dzieci mają dużo po świecie. I oni mają decydować, czy kobieta ma urodzić dziecko? Nie daj Boże dziecko z góry skazane na niebycie? Dla mnie to przerażające. Dlatego uznałam, że powinnam wziąć udział w marszu. Zwłaszcza, że mam dzieci, synowe, wnuczki.

Reklama

Gdzie one były? Gdzie te młode złotowianki, których prawo do aborcji dotyczy lub będzie dotyczyć?

Pani Anna: – One gdzieś pracują. Boją się, że pracodawca je zwolni albo tak im zatruje życie, że nie będą miały tam już wstępu. A może też sąsiadki będą na nie pluć i sprawdzać, ile dzieci urodziły.
Pani Renata: – Albo ile ciąż usunęły, bo skoro takie mają poglądy, to na pewno są do tego chętne.
Pani Anna: – Uważam, że jeśli kobieta musi się zdecydować na aborcję, to jest to dla niej taka trauma, że ona potrzebuje wsparcia, a nie dodatkowej kary i straszenia. Pomijając ułamek osób, które zrobiłyby aborcję jak zabieg kosmetyczny, sądzę, że większość kobiet miałaby po tym uraz do końca życia.
Pani Renata: – Jeżeli kobieta potępia aborcję i chce urodzić chore dziecko, nawet takie, które po kilku tygodniach umrze, to nikt jej tego nie zabroni. Z ust polityka usłyszałam kiedyś, że mamy wyjątkowy kraj – prezydent jest katolikiem i klęczy, pani premier klęczy i kilka innych najważniejszych osób w państwie też. Że jesteśmy fortecą, redutą obrony chrześcijańskich wartości. To zaraz, w tak bogobojnym kraju kobiecie może przejść przez głowę myśl, że (jak mówią obrończynie dzieci poczętych) ma zabić dziecko?

George Orwell stwierdził, że jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.

Pani Anna: – To samo mówił Wojciech Bojanowski, laureat Nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego – jeżeli dziennikarze będą pisali, robili filmy i mówili tylko o tym, co jest aktualnie popierane i prawomyślne, to niepotrzebne jest takie dziennikarstwo. Dziennikarze muszą mówić o tym, co jest dla ludzi niewygodne, wstydliwe i głęboko ukryte.
Pani Renata: – Dwa lata temu brałyśmy udział w wykładzie o tolerancji oraz wadach i przymiotach Polaków jako narodu. Bardzo ciekawy, ale równie smutny był to referat.
Pani Anna: – Wyszło, że jesteśmy tak długo tolerancyjni, jak długo jest nam to wygodne.

Reklama

Chcą Panie powiedzieć, że w Polsce jest coraz mniej miejsca na konstruktywną krytykę, na spór na poziomie?

Pani Renata: – Mam wątpliwości ze względu na bluzgi i wyzwiska padające pod adresem osoby, która zabrała w konkretnej sprawie głos. Nawet tu, w Złotowie, gdzie przecież jesteśmy mniej anonimowi niż w dużych miastach. Bo jeśli ktoś nie zna mnie osobiście, to kojarzy z widzenia. Dlatego ludzie wolą się nie wypowiadać na forum publicznym.
Pani Anna: – Miałyśmy wątpliwości, czy w ogóle rozmawiać z panem na ten temat, bo wiemy, że nikt nie będzie polemizował z naszymi poglądami, lecz ludzie będą nas oceniać personalnie. Za nasz wygląd, wiek, za to, co sobą prywatnie reprezentujemy. Część osób pewnie powie, nie zważając na to, o czym była dyskusja, że chciałyśmy zrobić sobie reklamę.
Pani Renata: Dlatego prosimy przedstawić nas jako uczestniczki marszu.

Jednak zdecydowały się Panie na tę rozmowę. Dlaczego?

Pani Renata: – Nie można stać zupełnie z boku. Przeglądam internet i coraz częściej łapię się na tym, że pochwalam jakąś akcję i klikam, że ją lubię (np. informacje dotyczące marszów kobiet), ale podpisuję się pod tym wirtualnie. To za mało. Podziwiam te osoby, ale czuję się uboższa od nich, bo nic nie robię. Co to za wysiłek klikanie? Dlatego zabieram głos. Może to dla kogoś nic, ale już coś więcej. Coś, dzięki czemu sama na siebie patrzę inaczej. Chociaż z niechęcią do obnażania się.
Pani Anna: Po co nam oceny, które nie dają w ogóle możliwości podyskutowania...
Nie obawiają się Panie, że wycofując się oddajemy pole tym, którzy zawłaszczają sobie prawo do prawd absolutnych, niedyskutowalnych?
Pani Renata: – Przez fakt, że o tym dzisiaj rozmawiamy to pole wycofywania się jest zdecydowanie mniejsze.
Pani Anna: – To zależy, czy będziemy prezentować postawy takie jak nasza, pokazywać, że z czymś się nie zgadzamy, czy też będziemy jedynie wymieniać poglądy z mężem lub z koleżanką, a może rozmawiać z telewizorem, ale też nie na tyle głośno, by sąsiad nie usłyszał. Wielu ludzi cechuje lenistwo, oportunizm, wygodnictwo.

Reklama

Nie potępia ich Pani?

Pani Anna: – Jestem w stanie zrozumieć argumenty każdej ze stron. Tak samo jak rozumiem koleżanki, które wzięły udział w marszu, ale odmówiły udziału w naszym spotkaniu. Każdy ma inne poczucie bezpieczeństwa i prywatności. Tylko tu musi pojawić się refleksja – jeżeli nie ja, to kto za mnie pójdzie? Jeżeli każdy przyjmie bierną postawę, to ci, z których posunięciami się nie zgadzamy, poczują się bezkarni. Trzeba mówić „ja się na to nie zgadzam”. Myśmy to powiedziały.
Pani Renata: – Powiedziałyśmy: zauważcie, że są osoby, które myślą inaczej.
Trzeba zabierać głos w sprawach znaczących, bo jeśli nie, to ktoś inny zdominuje dyskusję o nich?
Pani Anna: – A z czego wynikało to, że komuna utrzymała się w Polsce tak długo? Ci, którzy w końcu nagle ruszyli za Solidarnością, za tymi najodważniejszymi, wcześniej też mówili, że są przeciw komunizmowi? Nie. I teraz mamy taką samą postawę. Z wygody, konformizmu, nawet braku energii życiowej godzimy się na zło, którego nie popieramy. Na zło nie należy się godzić.
Pani Renata: – Ładnie powiedziane. A jednocześnie smutne.

Skoro mowa o komunizmie, czy obecny brak sprzeciwu na to, co nam się w Polsce, w Złotowie, w rodzinie nie podoba czegoś Paniom nie przypomina?

Pani Anna: – Oportunizm można zrozumieć, ale w dłuższym czasie jest on niebezpieczny. Gdy rozmawiam ze znajomymi okazuje się, że są wystraszeni, bo to co się dziś dzieje w Polsce przypomina im czasy słusznie minione. Bo choć szyldy są inne, to metody są identyczne jak bywało drzewiej. Natomiast oni dyskutują w swoim gronie czy z telewizorem. Nikt z nich nie pójdzie na protest czy na wybory. A potem mają pretensje do innych, że nic się nie zmienia, że nikt z tym nic nie robi.
Jeżeli nie będzie ruchu oddolnego w takich miasteczkach jak Złotów, to sondaże będą jakie są. Bo chętnie i odważnie wypowiadają się ci, którzy są z opcji, która dziś rządzi. A jeśli ktoś wyznaje poglądy, które nie są powszechnie nagłaśniane, to woli je zachować dla siebie.
Pani Renata: – Myślę i odczuwam tak samo. Człowiek obraca się w określonym środowisku i może mieć złudne wrażenie, że jego poglądy są w większości.

Reklama

Gdzie ta wolność słowa, skoro uczestniczki Marszu Czarnych Parasolek wolą kryć się za samymi imionami?

Dobrze, ale obecna sytuacja w kraju, ten głęboki podział w społeczeństwie nie wziął się znikąd.

Pani Anna: – Znam jedną osobę, która publicznie przyznała się, że głosowała na PiS i do dzisiaj uważa, że słusznie wybrała.
Kilka tygodni temu Jacek Fedorowicz w programie Kuby Wojewódzkiego powiedział z niepokojem, że nie jest pewny, czy wybory parlamentarne w Polsce się odbędą, bo jeśli prezes dojdzie do wniosku, że słupki są zbyt niskie, to odwoła wybory. Według Fedorowicza musimy wszyscy, ci którzy są w mniejszej lub większej opozycji do tego, co się teraz w Polsce dzieje, umówić że będziemy w sondażach popierać PiS. A w wyborach zagłosować inaczej.

Reklama

Pani Renata: – Na szczęście są ludzie ze świecznika, którzy mają odwagę mówić wprost, co im się nie podoba.
Pani Anna: Wspomniany już Bojanowski powiedział, że dopóki dziennikarze będą mówić prawdę, a nie to co jest wygodne (bez względu na to, z jakiej są gazety czy stacji), to będą dobrze służyć ludziom, którzy im zaufali.
Wróćmy do marszu. Złotów jest małym miastem, więc szansa, że znają Panie osoby, które obrażają je w internecie, pod płaszczykiem anonimowości i wolności wypowiedzi, jest spora.
Pani Renata: – To niestety nie są osoby, które przedstawiają się imieniem i nazwiskiem. Kryją się za pseudonimami, choć pewnie część z nich zna nas osobiście lub choćby z widzenia. Gdyby nie ta anonimowość, to pewnie by takich komentarzy nie było. My biorąc udział marszu mówiłyśmy otwarcie o swoich poglądach. Był to jakiś, może to za duże słowo, akt odwagi. A te osoby, siedząc przy komputerach, są bardzo „odważne”. Tylko podziwiać ich „odwagę”.
Pani Anna: – Idąc na ten marsz czy przez tydzień chodząc protestować przed sądem nie myślałam, że jestem przez to nad wyraz odważna. Szłam tam, bo uważałam, że powinnam zaznaczyć swoje poglądy, choćby obecnością. Natomiast po fakcie wiele osób mówiło mi: ale ty jesteś odważna! Przy pierwszym, drugim takim stwierdzeniu byłam zszokowana. A potem ogarnął mnie pusty śmiech. Jeżeli coś takiego uważa się za odwagę, to bardzo się to słowo zdezawuowało.
Pani Renata: – To pokazuje sposób myślenia ludzi, którzy nie poszli na taki marsz. A może byli bardziej przewidujący od nas, bo wiedzieli, czym to się skończy...
Pani Anna: – A my poszłyśmy, bo jesteśmy takie głupie?
Pani Renata: – Nie myślałyśmy o konsekwencjach, to na pewno.

Nie wszyscy Panie potępili. Kilku internautów pogratulowało Paniom odwagi, ale też ktoś stwierdził, że w Złotowie ludzie myślą, że jeśli masz inne poglądy, to jesteś idiotą!

Pani Renata: – W miarę pozytywny komentarz, przynajmniej ktoś starał się myśleć...
Pani Anna: – To znamienne, że ci, którzy są pozytywnie nastawieni do tych działań nie komentują. Dostaję sms, że super, że ktoś popiera, a na forum piszą głównie frustraci.
Pani Renata: – Tu wypływa kolejna nasza narodowa cecha – Polak Polakowi nie jest bratem. Osiągnięcie jednego nie jest okazją do pochwalania, lecz, w najlepszym wypadku, do powiedzenia: udało się.
Pani Anna: – To jest tak zwana bezinteresowna zawiść. Nawet gdy w prasie pojawiają się artykuły, w których ktoś opowiada o swoim życiu, to zazdrośnicy komentują: wystawił się, chwali się, że pięćdziesiąt lat z jedną babą żyje! A jeśli komuś naprawdę się uda, jak Polańskiemu czy Holland, to zaraz powiedzą: wiadomo, że Żyd Żyda popiera.
Pani Renata: – Niedawno pan, który spalił kukłę Żyda na marszu nazwał prezydentową Żydówą. Ongiś Rydzyk żonę Lecha Kaczyńskiego nazwał czarownicą. I jak ci mężczyźni zareagowali na to? Na czarownicę nie było żadnej reakcji.

Reklama

Pani Aniu, w naszej wcześniejszej rozmowie stwierdziła Pani, że z wiekiem staje się odważniejsza. To doświadczenie życiowe sprawia, że mówi Pani głośno o tym, co się Pani w Polsce nie podoba?

Pani Anna: – To raz. Poza tym powiedzmy sobie szczerze: co mam do stracenia? Jeżeli całe moje dorosłe życie było prawdziwe, uczciwe i rzetelne, to dziś mogę otwarcie mówić o swoich poglądach na otaczający mnie świat. Wie pan, codziennie rano robię sobie makijaż. Wyobraża pan sobie, że przez kwadrans, patrząc sobie w oczy, zniosłabym to, że byłabym kawałkiem szmaty?! Nie dałabym rady. Więcej. Zdarzały mi się w życiu potknięcia, gafy, które pamiętam do dzisiaj. Wracały one do mnie tygodniami, po nocach spać nie mogłam. Jednak swoim życiem zapracowałam na solidy wizerunek, więc co może się zmienić, jeśli dziś opowiem się po stronie tych, którzy, moim zdaniem, postępują dobrze?
Pani Renata: – Pracę zawodową skończyłam już dawno. Ludzi, których lubię i szanuję nadal mam przy sobie, więc cóż się może zmienić?

Jeśli ktoś chce coś zmienić, musi być słyszalny. Tymczasem zarówno w marszu parasolek, jak i w protestach przed sądem udział wzięło niewiele osób. Średnia wieku też była tam wysoka.

Pani Renata: – Mnie też tam nie było, bo nie wiedziałam, że coś takiego dzieje się w Złotowie. A dlaczego było tam mało młodych? Może to świadomość, że „mój głos nic nie zmieni”?
Pani Anna: – Ludzie często myślą: niech idą sobie w Warszawie, Krakowie, a my tutaj? Może jesteśmy mniej aktywni w ogóle.
Pani Renata: – Nie zgodzę się. Na różnych polach pokazujemy, że chcemy i potrafimy działać. Jednak jeśli mówimy o wyrażaniu swoich poglądów np. w postaci takich marszów, to rzeczywiście mało się angażujemy.

Reklama

Ta średnia wieku sprawia, że hejterzy pogardliwie nazywają Panie i Pań koleżanki „bojówkami trzeciego wieku”.

Pani Anna: – W Złotowie jest sporo starszych osób, które mają jeszcze wiele energii i chcą coś z siebie dać. Niech pan spojrzy na imprezy organizowane w ZCASie – gdyby nie seniorzy, to sala świeciłaby pustką. Tam prawie nie ma młodych osób! A potem w internecie ludzie piszą, że w Złotowie nic się nie dzieje. Oferta jest szeroka i interesująca, a gdy czytam, że ktoś o danym spotkaniu nie wiedział (w czasach internetu, mediów społecznościowych) to ogarnia mnie śmiech.

Pani Anno, Pani uważa, że protesty kobiet pokazują, że nadchodzi ich czas, prawda?

Pani Anna: – Prorokuję to od kilkudziesięciu lat. Kobiety są rozsądniejsze, odważniejsze i bardziej zdeterminowane w osiąganiu celów od mężczyzn. Panowie, dopóki są na świeczniku, to dobrze, ale na emeryturze się wycofują. Pół biedy jeśli mieli jakieś hobby, to je kontynuują. Tymczasem kobiety mają w życiu wiele ról i po ich wypełnieniu muszą znaleźć coś nowego. I są aktywniejsze od mężczyzn.
Pani Renata: – Narażasz się w tej chwili, uważaj kobieto.
Pani Anna: – Mówimy nie tylko o paniach młodych, ale też choćby emerytkach. Przy okazji – proszę nie mówić o nas „staruszki”.
Pani Renata: – Kiedyś napisał pan artykuł, w którym staruszkiem nazwał pan człowieka w wieku 68 lat, a wtedy wiek emerytalny wynosił lat 67. Kurczę, ledwo przekroczył tę barierę i już został staruszkiem. Napisałam nawet list do redakcji, że nie chcemy występować jako staruszki, nawet rześkie i żwawe, ale go nie wysłałam.
Pani Anna: – Ja o sobie mówię stara, ale absolutnie nie chcę tego słyszeć od kogoś innego. Wolę określenie „późna dorosłość”.

Reklama

Senior może być?

Pani Renata: – Jak najbardziej, to rozciągliwe pojęcie.
Pani Anna: – Pamiętam, że kiedy zaczęłam pracę w szkole, mając dwadzieścia parę lat, to miałam koleżanki około czterdziestki. I kiedy one przed Dniem Nauczyciela dyskutowały, co założą, jakie fryzury sobie zrobią i co kupią, myślałam: „Boże, takie stare, kto jeszcze na nie patrzy?”...
Pani Renata: – A ja do dzisiaj pamiętam nekrolog, który zobaczyłam na słupie, gdy miałam lat szesnaście. Zmarła osoba miała trzydzieści trzy lata, a ja pomyślałam: o, już pożyła. Do dzisiaj się tego wstydzę.

Zapamiętam. Proszę tylko powiedzieć, czy będą Panie brać udział w kolejnych akcjach protestacyjnych, jeśli takie będą się odbywać w Złotowie.

Pani Anna: – Jeżeli to się będzie zgadzało z moimi poglądami, to tak. Tylko dlatego, że ktoś mnie opluł w internecie czy nie odpowie mi „Dzień dobry” na ulicy, ja się z tego nie wycofam.
Pani Renata: – Ja też nie. W końcu nie zrobiłyśmy tego przez przypadek.
Pani Anna: – Zrobiłyśmy to w poczuciu odpowiedzialności za losy tego kraju. Za losy choćby tej małej, złotowskiej społeczności.
Pani Renata: – Przy okazji dziękujemy paniom, które ten marsz zorganizowały.

Reklama

Rozmawiał Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    szalony_kefir - niezalogowany 2017-12-03 18:11:02

    też uważam że Opłatek jakis taki lewacki tochę :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    freedom - niezalogowany 2017-12-02 00:26:33

    Nie jarzę, stawiają szubienice politykom PO skazując ich na śmierć a z drugiej strony bronią życia, co za hipokryzja. Wcale by mnie nie zdziwiło gdyby niektóre cywilizowane kraje zaczęły honorować wnioski o asyl polityczny w związku z sytuacją polityczną w Polsce.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Tom - niezalogowany 2017-12-02 00:20:12

    Spoko ...jestem za eutanazją

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości