Mariola Nosek pięć lat temu podjęła się ratowania przed zamknięciem łobżenickiej szkoły średniej i rozwoju Szkoły Podstawowej Specjalnej, połączonych w zespół. W jakiej kondycji jest placówka? Kogo przyciąga? Kto chce w niej pracować?
„Nie będę grabarzem tej szkoły” – to mocne słowa, wypowiedziane przez Panią, gdy rozmawialiśmy kilka lat temu. Sytuacja wówczas faktycznie była na tyle dramatyczna, że moglibyście nie doczekać 70–lecia powstania tego miejsca?
To się mogło wydarzyć. Ilość uczniów zaczęła wówczas drastycznie, z roku na rok, spadać. Pojawiły się roczniki, gdzie nie mieliśmy wystarczającego naboru, by otworzyć klasę. Powody były różne. Nastawienie się na klasy kierunkowe, np. mundurowe albo związane z ratownictwem medycznym, pierwotnie nie było złym pomysłem, ale szybko straciło na aktualności. Limit chętnych się wyczerpał. Zniechęciło to również tych, którzy szukali u nas ogólniaka, z którego słynęliśmy w okolicy przez wiele lat. Do tego doszła plotka w środowisku, że jest u nas krucho, że wisimy na włosku. W 2016 roku w całej szkole było łącznie pięć oddziałów i 86 uczniów. Z tego mieliśmy dwa oddziały w krótko wówczas działającej Szkole Podstawowej Specjalnej, dwa oddziały LO i jeden oddział szkoły zawodowej.
...
Chcesz czytać dalej? Wykup subskrypcję e-wydania Aktualności Lokalnych! Zapłać za pomocą BLIK lub przelewem ze swojego banku
Pozostało 87% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!