Reklama

Wuja Piłsudski

29/10/2017 17:00
Tak jak Marszałek ma bujne wąsy i kasztankę – Leszek Piotrowski kontynuując rodzinne tradycje związał swoje życie z końmi

Na co dzień mieszka w Stawnicy i zajmuje się hodowlą koni, ale w regionie odgrywa rolę niemalże etatowego Marszałka Piłsudskiego. Znany jest też jako Wuja, nie tylko dla bliskich i rodziny, ale też dla dalszych znajomych, w tym uczestników hubertusów. Sam zresztą także współorganizuje uroczystości na cześć św. Huberta w Stawnicy. Leszek Piotrowski to postać nietuzinkowa.

Kochać, ale nie wszystkie

Pan Leszek przyjmuje w tradycyjnym, staroświeckim saloniku.

No widzi pan, żyjemy tak trochę tradycyjnie, jak to na wsi. Nie to, że jestem zacofany, ale lubię tradycję

Reklama

– objaśnia wystrój pokoju wyposażonego w ciemne, drewniane meble, przywodzące na myśl wnętrze dworku szlacheckiego. Pochodzi z Dźwierszna, ale za żonę poślubił złotowiankę i to u niej początkowo zamieszkali. Teściowie, rodzina Bruskich, choć z miasta, to jak opowiada Wuja, z racji wykonywanych zajęć byli związani ze wsią, no i mieli też konie. Życie miejskie, nawet w niewielkim Złotowie, nie było jednak dla niego.

W mieście nie dało rady. Kto się urodził na wsi, to się męczy

– dlatego, gdy nadarzyła się okazja, aby zakupić gospodarstwo w Stawnicy to poradziwszy się ojca zdecydował się  przenieść razem z żoną do podzłotowskiej miejscowości. Od samego początku mieli konie, które są życiową pasją pana Leszka. Hodowca podkreśla jednak, że można mieć sentyment do koni, ale nie można kochać wszystkich, które się urodzą, bo później trudno się z nimi rozstać. Zresztą przytacza przypadki kiedy to odsyłał kupców z kwitkiem żeby nacieszyć się jeszcze którymś z koni, choć potem przypłacał to mniejszym zainteresowaniem z ich strony przy późniejszych próbach sprzedaży. Historii o wyjątkowych relacjach z końmi Wuja ma w zanadrzu całkiem sporo. Wspomina np. sytuację, gdy urodziło się źrebię, a w parę dni po porodzie zmarła jego matka.

Reklama

Mówi się żeby wówczas dawać mu mleko z butelki albo podstawić inną matkę, ale to tylko tak łatwo się mówi, a w praktyce rzadko się to udaje

– mu także się nie udawało i nawet złość go brała na źrebaka, że w żaden sposób nie chce przyjąć od niego pomocy, więc w końcu się poddał.

Wtedy żona podeszła do tego małego źrebaczka, wzięła talerz z mlekiem i umoczyła mu w nim mordkę i pociągnął!  Wychowała go do takiego stopnia, że to źrebię przychodziło nawet do kuchni jak gotowała obiad, bo traktowało ją jak matkę

Reklama

– kłopoty zaczęły się dopiero gdy konik podrósł i nadal próbował wszędzie podążać za swoją piastunką. W międzyczasie, w trakcie rozmowy pan Leszek wygrzebuje zdjęcia i pokazuje swoich ulubieńców, w tym parę białych ogierów: ojca i syna oraz inną parę koni o wyjątkowym umaszczeniu, podobno takie przypadki rzadko się udają hodowcom.[[pay]]

Do 123 razy sztuka

W rozmowie pada też pytanie o tajniki hodowli. Leszek Piotrowski zajmuje się końmi rasy śląskiej.  Tłumaczy, że przygotowując zwierzę do sprzedaży trzeba je nauczyć podstawowych ruchów. Po pierwsze musi podnosić nogę, chociażby po to, aby można było podkuć kopyta. Poza tym koń musi być nauczony wchodzenia do koniowózki lub samochodu, a także nie bać się różnych rzeczy i dźwięków, z którymi może się spotkać przy różnych okazjach. Tresura wcale nie jest łatwa. Im wcześniej się zacznie tym lepiej.

Reklama

Jak się urodzi to najważniejsze są pierwsze trzy dni. Jak wtedy zaczniesz podnosić mu nogę albo pociągniesz za ucho, to on już do końca życia będzie z tym oswojony

– wyjaśnia Wuja. Tłumaczy też, że tym co nie rozumieją na czym polega tresura i hodowla, czasami wydaje się, że zwierzęta są źle traktowane, oburzają się np. że trenuje się już roczne źrebaki.

No tak, ale kiedy go trenować, jak on w wieku dwóch lat ma być już postawiony na przegląd koni? W tydzień się tego nie zrobi  mówi doświadczony hodowca i chcąc zobrazować jak trudna jest jego praca podaje prosty przykład dla laika

Reklama

Żeby koń stanął na tym dywanie na komendę, żeby nie wyskoczył, nie zszedł, nie bał się, trzeba czasami 123 razy go wprowadzać żeby stanął i zrozumiał. Potem trzeba to jeszcze powtarzać żeby mu się utrwaliło

– cierpliwość jest więc jak najbardziej wskazana. Tresura to jedno, ale wiadomo też, że hodowcy starają się dobierać jak najlepszych końskich rodziców, aby dorobić się cennego w przyszłości źrebaka. Pytany o takie parowanie Wuja, po latach różnych doświadczeń, dzieli się z nami swoimi przemyśleniami:

Reklama

Powiem panu, że najlepszy koń na świecie był złapany na dziko na prerii, więc kto go z kim kojarzył? Najlepiej to skojarzy natura

– pan Leszek wskazuje zresztą, że podobnie pośród ludzi nie zawsze jest tak, że dziecko dwojga porządnych rodziców będzie pełne ich zalet. Jako inny przykład działania doboru naturalnego wskazuje dziko żyjące koniki polskie, które można spotkać np. pod Szczecinem.

Nikt mu nie piórkuje kopyt, nikt mu grzywy nie wyczesze, a jest piękny koń. Bo jak będzie miał złe kopyta taki koń będzie słaby i dorwą go lisy czy wilki

Reklama

– proste zasady dają najlepsze rezultaty. Gdy koń już odpowiednio podrośnie i jest już wyuczony, to przychodzi czas, gdy należy go sprzedać. Pan Leszek nie chce zdradzić jaka była rekordowa transakcja, ale przyznaje, że zdarzało mu się zainkasować spore sumy i wspomina marynarza ze Szczecina, który płacił dolarami. Kiedyś jednak sprzedawać było znacznie łatwiej.

Organizacja sprzedaży, aukcje są teraz na bardzo wysokim poziomie pod względem oprawy, ale konia jest sprzedać dużo trudniej niż 30–40 lat temu. Wtedy jechało się na aukcję do Łobza czy Racotu. Niech pan sobie wyobrazi, że było do sprzedania ponad 100 koni i wszystkie sprzedane. Ostatnio żeśmy byli w Racocie to były do sprzedania 72 konie i sprzedano 3

Reklama

– opowiada hodowca.

Był Dziadek jest Wuja

W postać Józefa Piłsudskiego Leszek Piotrowski wciela się w ramach członkostwa w Formacji Dźwierszno – grupie rekonstruktorskiej z rodzimej miejscowości, na której czele stoi siostrzeniec pana Leszka, Włodzimierz Paprocki.

Widzę, że to przynosi efekty widowiskowe, ludzie chcą na to patrzeć. Gdzie się pojedzie to mile nas witają

– mówi o działalności stowarzyszenia. Marszałkiem, jak sam przyznaje, został głównie ze względu na wiek i wąsy. Zaczęło się od wystąpień przy okazji ważnych rocznic w Łobżenicy. Teraz jako Marszałek wizytuje już także inne miejscowości w regionie. Wraz z kolegami z Formacji otwierali m.in. kolejkę wąskotorową w Białośliwiu, a ostatnio brali udział w Święcie Wojska Polskiego w Pile. Tam Józef Piłsudski przekonał się jaką estymą wciąż darzy go naród. Pan Leszek, mimo zmęczenia nie mógł się bowiem opędzić od chętnych chcących sobie zrobić z nim zdjęcie. Podchodzili rodzice z dziećmi, ale także zawodowi żołnierze. To był dla niego męczący dzień, ale przyznaje, że w mundurze czuje się dobrze i dopóki starczy mu sił i zdrowia, to z chęcią dalej będzie wcielał się w postać Marszałka. Oprócz podobnej fizjonomii, tak jak Józef Piłsudski w czasie walk o niepodległość, ma również swoją kasztankę. Niestety, coraz rzadziej dosiada konia.

Reklama

Trochę mi już doktor mówi żebym zszedł na ziemię, żeby nie skończyć źle

– jednak dziarski 68–latek nie do końca się stosuje do tych zaleceń.

Na mojego ogiera Rypisa, to ja wiem, że mogę wskoczyć i jest wszystko ok. Trzeba brać siły na zamiary. Ja stary i ogier stary, to już się znamy. Jemu już się nie chce żeby tam gdzieś wyskoczyć, wyrwać, polecieć

– opowiada pan Leszek. W kreowanym przez mieszkańca Stawnicy wizerunku Piłsudskiego odnajdujemy jednak pewną nieścisłość. Otóż Józef Piłsudski był czasami pieszczotliwie nazywany Dziadkiem, podczas gdy do Leszka Piotrowskiego ludzie zwracają się „Wuja”. O ile w Dźwiersznie, gdzie mieszka duża część jego rodziny ta sytuacja jest naturalna, to przydomek ten przylgnął do niego na tyle, że w ten sposób wołają do niego także inni, choćby uczestnicy hubertusów.

Reklama

Końska tradycja

Z tematem koni i Piłsudskim, to już bardzo długa historia – tak o genezie tego wszystkiego zaczyna opowiadać pan Leszek. Okazuje się bowiem, że już jego dziadek pod koniec XIX wieku był w kawalerii i służył u hrabiego jako kuczer, czyli woźnica. Poza tym na ojcowiźnie w Dźwiersznie jego ojciec, wujowie, synowie wujów

– wszyscy zajmowali się końmi. On sam został uwieczniony na zdjęciu, gdy jeździ na koniu bodajże już jako 4–latek.

Nie tak jak teraz, że się sportowo jeździ, ale kiedyś to tacy młodsi chłopcy jeździli na koniu, przy pracach w polu. Były trzy konie do zaprzęgu i na tym pierwszym siadał zawsze chłopak kilkuletni

– wspomina. I tak z tej tradycji konno–wojskowej, jak podejrzewa pan Leszek, wziął się też Piłsudski. Teraz Wuja ma nadzieję, że pałeczkę przejmie jego wnuk, choć zdaje sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach, w których panuje presja robienia kariery i pieniędzy, decyzja o wyborze takiej drogi życiowej może być bardzo trudna.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    wsióra - niezalogowany 2017-10-30 09:19:42

    to nie żona, tylko siostra...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    maria - niezalogowany 2017-10-29 20:16:18

    Żona nadal piękna.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości