Podjeżdżamy na podwórko. Drzwi wejściowe do domu państwa Kozaków są otwarte. W oczy rzucają się nowe okna. Te poprzednie „wyparowały”. Wybuch gazu pozostawił tylko wnęki. Wchodzimy do środka, zapach spalenizny nadal jest wyczuwalny, choć od pożaru minęło już trochę czasu.
Czyściliśmy to, skuwaliśmy tynki, polewaliśmy nawet specjalnym środkiem, ale nadal to czuć
– mówi Marcin Kozak, najstarszy syn. W dniu wybuchu, 14 listopada, był zagranicą, gdzie mieszka na stałe.
Jak dostałem telefon o tym, co się stało, nogi się pode mną ugięły. Pierwsze o co zapytałem, to co z rodzicami. Na szczęście żyli. Jeszcze tego samego dnia wziąłem urlop. O 19:00 wsiadłem w samochód i przyjechałem im pomóc
Reklama
– wyjaśnia. To co zastał na miejscu przeraziło go. Dom rodzinny wyglądał niemal jak ruina. Serce tym bardziej się mu krajało, że dwa tygodnie wcześniej rodzina zakończyła wieloletni remont. Wspólnie z rodzeństwem (państwo Kozakowie mają siedmioro dzieci, razem z nimi mieszka najmłodszy syn) starał się pomóc rodzicom wyremontować sąsiadujące z domem pomieszczenie gospodarcze, po to, aby cała wielka gromada mogła spotykać się tutaj chociażby na święta. Pierwsze wspólne Boże Narodzenie planowane było w tym roku.
Państwo Kozakowie i ich dzieci nie porzucają jednak planów. Dzięki wsparciu przyjaciół, znajomych, rodziny, a także lokalnych przedsiębiorców i okoneckich urzędników jest szansa na ich zrealizowanie. W tym samym tygodniu, gdy doszło do wybuchu, podwórko zapełniło się ludźmi chętnymi do pracy. Po domu jednocześnie krzątało się około 30 osób. Jedni zmywali sadzę, inni zrywali tynki. Przed nimi jeszcze dużo pracy i wydatków.
Tutaj nie zostało nic. Sprzęt dosłownie wyparował. To wszystko, co przez lata udało nam się zrobić, w czym pomogliśmy rodzicom, zniknęło w jednej chwili
– mówi.
Ocalała tylko jedna szafa, którą wysłałem rodzicom z Holandii, a której nie zdążyli rozpakować
– dodaje syn Kozaków. Koszt samego remontu, nie licząc zakupu mebli, pan Marcin szacuje na około 60 tys. złotych. Najbardziej w najbliższym czasie będzie jednak brakowało rąk do pracy. Najstarszy syn musi wracać do Holandii, pozostałe dzieci również mają obowiązki, których nie mogą porzucić.
Pani Stanisława marzy o tym, aby wyremontowano chociaż jedno pomieszczenie, tak aby mogli wrócić na swoje. Obecnie mieszkają u rodziny.
We własnym kącie najlepiej
– zaznacza pani Kozak. Jeśli znajdą się ręce do pracy przed Bożym Narodzeniem powinno się to udać. Dlatego też rodzina prosi o wsparcie, także finansowe (poniżej podajemy numery kont, gdzie można wpłacać darowizny).
To z pewnością będą pamiętne święta, choć nie tak jak planowaliśmy
– mówi pani Stanisława.
Najbardziej mnie w tym wszystkim cieszy, że w dniu wybuchu nie było mojej synowej z wnukiem. Pojechali w niedzielę, a chcieli zostać dłużej. Dobrze, że tak się nie stało, bo nie wiem, jakbym to przeżyła
Reklama
– mówi.
Przyczyna wybuchu jest ustalana. Jak wyjaśnia syn państwa Kozaków:
Butla była cała, zauważyliśmy jednak małą dziurkę. Być może ta nieszczelność mogła stanowić przyczynę. Obecnie jest to sprawdzane. Wyniki ekspertyzy mają być gotowe za miesiąc. Kto wie, być może takich felernych butli było więcej
– zauważa pan Marcin. Pani Stanisława zapewnia, że 14 listopada wymieniła butlę tak jak zawsze.
Robię to od prawie 20 lat. Nie mam pojęcia, co takiego teraz się stało. Jak wspomina nasza rozmówczyni, tego pamiętnego dnia, po jej zamontowaniu zadzwoniła córka. Gospodyni, aby złapać zasięg, wyszła na zewnątrz, gdy po chwili wróciła, poczuła zapach gazu i syczenie, które stawało się coraz szybsze. Zaniepokojona, w samych kapciach i krótkim rękawku, wybiegała do sąsiada, krzycząc: – Ratunku! Nagle usłyszała wybuch. Nie chciała się odwracać
Reklama
– wiedziała, że stało się coś strasznego. Przez pierwsze godziny była w ogromnym szoku. Na szczęście ludzie pokazali, że są z nimi i nie ma rzeczy, z którymi razem sobie nie poradzą.
To było piękne. To wsparcie, jak tu do nas przyjechali. To było naprawdę coś wspaniałego
– mówi pani Kozak. Dzięki temu szybko zakasali rękawy i zaczęli odbudowywać rodzinny dom. W nowej kuchni stanie znowu kuchenka, jak zaznacza jednak gospodyni – elektryczna. Po tym, co się stało, gazowej w domu nie chce widzieć.
Numery kont
SGB Złotów (dla wpłat w Euro)
EUB Konto 65 8941 1016 0050 7365 3000 0020
Zenon Kozak
SGB (dla wpłat w PLN) 44 8941 1016 0050 7365 3000 0010
Zenon Kozak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Marcin najstarszy syn państwa kozaków... Paweł i Piotrek też widać od tego wybuchu wyparowali... Tak się składa, że urodzili się przed Marcinem i są moimi kuzynami, choć teraz powinnam chyba myśleć, że byli...
do budy
"zauważyliśmy jednak małą dziurkę" - bardzo naciągana ta teoria... dziurka nie zrobiła się sama (jeśli w ogóle była). Gaz z takiej butli ulatnia się bardzo szybko, więc samo uszkodzenie musiało nastąpić już na miejscu. Na 99% przy montażu uszkodzony został zawór/gwint/uszczelka/reduktor/wąż, co doprowadziło do wycieku gazu. PS. Butle przed napełnianiem są sprawdzane pod wysokim ciśnieniem i wtedy wychodzą wszelkie usterki - więc na tym etapie o usterce nie ma mowy.
Z tego co mi wiadomo to butle zabezpieczono dopiero po tyg czasu po wizycie syna tych panstwa w prokuraturze,w kazdym bądz razie zostala oddana do ekspertyzy i ktos za to beknie.
Nie pisz i się nie nasmiewaj z czyjejś tragedii
gdyby policja w sposób odpowiedni i profesjonalny zabezpieczyła butle nie było by potem sierżancie tdt problemu , bo butle mieli by eksperci a teraz hau hau
pały nie piszcie takich bzdur , daliście d.....
"zauważyliśmy jednak małą dziurkę" co za bzdura. Pewnie odkręcone palniki zostawili jak w poprzedniej butli gaz się skończył,a po podłączeniu nowej wyszła pogadać przed dom. Kilkanaście minut i pozamiatane.
a czy policja zabezpieczyła sama butle do ekspertyzy czy olali
Marcin najstarszy syn państwa kozaków... Paweł i Piotrek też widać od tego wybuchu wyparowali... Tak się składa, że urodzili się przed Marcinem i są moimi kuzynami, choć teraz powinnam chyba myśleć, że byli...
do budy
"zauważyliśmy jednak małą dziurkę" - bardzo naciągana ta teoria... dziurka nie zrobiła się sama (jeśli w ogóle była). Gaz z takiej butli ulatnia się bardzo szybko, więc samo uszkodzenie musiało nastąpić już na miejscu. Na 99% przy montażu uszkodzony został zawór/gwint/uszczelka/reduktor/wąż, co doprowadziło do wycieku gazu. PS. Butle przed napełnianiem są sprawdzane pod wysokim ciśnieniem i wtedy wychodzą wszelkie usterki - więc na tym etapie o usterce nie ma mowy.