Młodej matce odebrano trojkę dzieci. Wychowuje je babcia, matka twierdzi, że nic dobrego z tego nie wyniknie. - Nauczą się tylko pić i kraść - twierdzi.
Sylwia W. z Jastrowia ma czwórkę dzieci, piąte w drodze. Najstarszą trójkę, synów czternasto- i dwunastoletniego oraz trzyletnią córkę od jakiegoś czasu wychowuje ich babcia, matka Sylwii. Najmłodszego, dziesięciomiesięcznego syna pozostawiono kobiecie. Kilka dni temu Sylwia wyszła ze szpitala, gdzie leżała na oddziale patologii ciąży. Okazało się, że za szybko po operacji na woreczek żółciowy zaszła w ciążę. Teraz jest w domu, bo zdaniem lekarzy zagrożenie minęło.
- Opieka społeczna uznała, że sama nie dam rady wychować całej czwórki i wystąpiła do sądu o oddanie trójki w adopcję mojej matce. Od chwili, kiedy odszedł ode mnie chłopak nie dawałam sobie z nimi rady – przyznaje Sylwia. – Dostawałam z opieki dwieście złotych, plus dziewięćset alimentów, ale to trochę za mało. [[reklama]]
Sylwia nie dziwi się zatem, że zabrano jej dzieci, nie uważa jednak za słuszne, że oddano je jej matce. Jej zdaniem jedynym argumentem przemawiającym za tym, że tak się stało, było to, że sama wychowała dziesięcioro dzieci. – Ja się z tym nie mogę zgodzić, bo tak naprawdę to wychowała nas ulica. Każdy może to potwierdzić. Nie to, że się nami nie interesowała, ale czasami nie było co jeść, to chodziliśmy po prośbie. Ojciec nie pomagał, pił i bił ją – wspomina swoje dzieciństwo, nie tak przecież odlegle, bo mimo pięciorga dzieci ma dopiero 32 lata.
Ma za złe matce, że ta buntuje chłopców przeciwko niej. Jak się spotykają to padają różne wyzwiska pod jej adresem. Czasami by dzieciom coś kupiła, ale matka nie pozwala podać jej osobiście. – Dzieci pomyślą: jaka ta babcia dobra, przecież ona nie powie, że to ode mnie. One zawsze będą mnie miały za tą gorszą – twierdzi. Jej zdaniem dzieci u babci nie mają tak słodko. Z tego co wie, bije je ojczym Sylwii, w domu ciągle są awantury i popijawy. [[reklama]]
Kiedy została pozbawiona praw rodzicielskich nad trzyletnią Marysią jej matka wystąpiła do sądu o to, żeby Sylwia płaciła jej alimenty. – Powiem w sądzie: jak mam płacić, skoro ona wychowuje dzieci przeciwko mnie? – oświadcza. Zresztą skąd miałaby wziąć pieniądze... Wszystko co ma dostaje z opieki albo z tego, co zarobi jej obecny, dwanaście lat młodszy, chłopak. W sumie jest tego naprawdę niewiele. Ale tylko dzięki obecnemu partnerowi przestała pić i ma nadzieję, że do tego nałogu już nie wróci. Z tym też młodym mężczyzną jest w ciąży. Ledwie starcza im na życie, od kilku miesięcy nie ma w domu prądu. [[nowa_strona]]
Na temat tego, dlaczego matka tak chętnie przyjęła jej dzieci, Sylwia ma swoją teorię. – Ona dostaje na nie pieniądze, i to niemałe. Inaczej sama nie miałaby z czego żyć. Dzieci są jej tylko do tego potrzebne – twierdzi.
Boi się, że już nigdy nie odzyska swoich dzieci. – One tam niczego porządnego się nie nauczą. Będzie jak z nami, wychowa je ulica. Będą kraść i pić. Wspomni pan kiedyś moje słowa – mówi młoda matka. [[reklama]]
Kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jastrowiu Jarosław Janusiak przyznaje, że Sylwia nie dawała sobie rady z czwórką dzieci, dlatego znaleziono najlepsze rozwiązanie – oddanie dzieci babci. Nie jest to wyjście optymalne, ale lepsze niż każde inne. – Pracownicy opieki na bieżąco kontrolują, co się z tymi dziećmi dzieje. Na pewno, z tego co wiemy, nie dzieje im się krzywda – mówi.
- Ja przecież je kocham, żadnego nie usunęłam, żadnemu nie zrobiłam nic złego. Dlaczego mi je zabrano? Nie mogę pojąć – pyta Sylwia.
Zupełnie innego zdania jest matka Sylwii. – Ona chciała je oddać do domu dziecka, jako babcia nie mogłam na to pozwolić. Pijaństwa i złodziejstwa to oni mogli się u niej nauczyć. Może i kiedyś chłopaki wyzywały matkę, ale ja im się nie dziwię, tam widziały tylko pijaństwo– przyznaje rozgoryczona kobieta. – Chcecie wrócić do matki? – pyta chłopców babcia. – Nigdy w życiu – twierdzą zgodnie. Za śmieszne też uważa słowa córki, że dzieci ma tylko po to, żeby żyć z zasiłków, jakie za nie dostaje. Z tych pieniędzy, poza żywnością i ubraniami, na nic więcej nie starcza. [[reklama]]
Na pewno relacje między matką a córką nie wpływają pozytywnie na wychowanie dzieci. Trudne to sprawy, ale nikt poza obiema paniami nie jest w stanie tego zmienić.
Ryszard Mikietyński
Foto: www.sxc.hu
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze