- Cieszę się, że w ogóle siedzimy we Franciszkowie i rozmawiamy o chodniku a nie o jakichś wirtualnych inwestycjach - powiedział Ryszard Goławski, proponując mieszkańcom wsi jego okrojoną wersję. Ci natomiast, deklarując pomoc, optowali za pełnym projektem
Franciszkowianie na chodnik cierpliwie czekali wiele lat, a kiedy już szansa na jego powstanie stawała się coraz bardziej realna, kiedy rozpoczęły się pierwsze prace, a więc wycinka drzew i kiedy koparka już miała zostać na miejsce zadysponowana – czar prysł. Okazało się, że kosztorys projektu, wykonanego jeszcze za poprzedniego wójta, Kazimierza Treli, opiewający na ok. 1 mln zł, jest dla Powiatowego Zarządu Dróg za drogi.
Powiat, który przy udziale gminy miał chodnik zbudować, by zmniejszyć koszty, zaproponował więc okrojenie inwestycji, a konkretnie mówiąc – zwężenie planowanej szerokości chodnika z 2,5 m do 2 m. Finansowe cięcie miało się też odbyć kosztem likwidacji zakładanego wcześniej pasa zieleni. - Chodnik byłby w okrojonej wersji, ale powinien spełniać swoją rolę, czyli poprawić bezpieczeństwo we Franciszkowie – powiedział starosta R. Goławski, który spotkał się z mieszkańcami wsi, by przedyskutować tę kwestię. - Chcemy wybudować ten chodnik, a to już sukces. Sytuacja się zmieniła, ponieważ kiedy przygotowywany był projekt, który Państwo znacie, myśleliśmy, że na budowę chodnika uda się pozyskać dofinansowanie – starosta przypomniał, że unijne programy już się skończyły, stąd właśnie wzięły się finansowe perturbacje. Zaproponował również, że jeśli mieszkańcy sobie życzą, trakt dla pieszych można od jezdni oddzielić barierkami. Uczestnicy zebrania, w obawie przed trudnościami w poruszaniu się, zwłaszcza wielkogabarytowym sprzętem rolniczym, nie przystali jednak na takie rozwiązanie. [[reklama]] Głos zabrał również obecny na spotkaniu Piotr Lach. Wójt gminy Złotów ubolewał, że kwestia chodnika potoczyła się w taki sposób. - Gdyby Powiatowy Zarząd Dróg od początku monitorował tę sprawę, to przedstawilibyśmy społeczeństwu konkretną propozycję i dziś nie musielibyśmy rozważać żadnych opcji – powiedział szczerze, zwracając uwagę na kiepskie, zwłaszcza w odniesieniu do starostwa, możliwości finansowe. - Zależy nam na tym, byśmy znaleźli rozwiązanie, wypracowali kompromis, który spowoduje, że chodnik powstanie – podsumował P. Lach. Jacek Januszewski, radny Rady Gminy Złotów i mieszkaniec Franciszkowa przyznał, że w jakiejkolwiek formie chodnik by nie powstał, bezpieczeństwo, o którym obecnie jego zdaniem nie można mówić, na pewno się pojawi, mimo wszystko obstawał jednak za wykonaniem chodnika w początkowo planowanym zakresie. - Jeśli nasza praca może uratować pas zieleni to my deklarujemy pomoc – powiedział w imieniu rolników, precyzując, że Ci, którzy mają odpowiedni sprzęt pomogą nawieźć kruszywa niezbędnego do zasypania rowu. - To nie jest 100, 200 ton – zastrzegł R. Goławski – ja dziś nie mogę zadeklarować Państwu, że zrobimy milionową inwestycję. - Wiemy, że starostwo nie ma miliona złotych, my też nie będziemy mieli, ale zasypanie rowu to nie jest chyba koszt, który decydowałby o inwestycji – zauważył wójt. Starosta zaproponował, by przyjrzeć się problemowi – dosłownie – i rozmowy przenieść na drogę. Ogląd tematu pozwolił wysnuć pewne, zgłaszane wcześniej wnioski – jak mówił Grzegorz Górski, inspektor ds. drogownictwa w gminie Złotów, pobocza można przeprofilować, co częściowo ograniczy koszty. R. Goławski, wysłuchawszy podpowiedzi, pomysłów mieszkańców wsi i wójta zmienił swoje nastawienie. Przychylając się do pierwszej koncepcji obiecał jeszcze raz przedyskutować z dyrektorem PZD, Mirosławem Jaskólskim, kwestię chodnika we Franciszkowie. Zwłaszcza że, jak posiłkując się doświadczeniem mówili i P. Lach, i G. Górski, kosztorysy zawsze konstruowane są na wyrost.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze