Reklama

Wywiad z księdzem. Księdzem od więźniów.

03/12/2015 18:30
Stanisław Goszyc jest kapelanem w areszcie. O czym rozmawia z osadzonymi? Czy mu się zwierzają? Czy za kratami można odnaleźć Boga?

Jest ksiądz misjonarzem, ale takim, który nie jeździ na misje. Dlaczego jest ksiądz 16 rok „zamknięty” w Złotowie?

Tak naprawdę jestem tu siedemnasty rok (pierwszy był na przełomie 1979 i 1980 roku). Po powrocie do Złotowa w 1999 roku uczyłem religii w szkołach w Śmiardowie Złotowskim i Stawnicy. Teraz zajmuję się domem zakonnym, pracami wokół niego, w tym remontowymi i porządkowymi. Każdy ma swoje zadania. Poza tym zasiadam w Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i jestem kapelanem w Areszcie Śledczym w Złotowie. To właśnie jest mój świat.

Nie wierzę, że wybierając zakon Misjonarzy Świętej Rodziny nie marzył ksiądz o podróżach.

W młodości tak. Dwa razy pisałem prośbę o wysłanie na misję: raz obojętnie gdzie, a za drugim razem do Kanady - tak mnie jakoś wabił ten liść klonu. Nie znam dobrze języka angielskiego, ale nie to przeważyło. Tak zdecydowali przełożeni. Zamiast na misję wysłali mnie do Ciechocinka.

Reklama

Żałował ksiądz? W końcu inni wyjeżdżali…

Miałem ten zapał i chęci, ale nic nie mówiłem. Poszedłem na spacer po Ciechocinku i pogodziłem się z tą myślą. A później miałem tyle pracy jako ekonom, że przestałem myśleć o misji.

Ksiądz raczej płynie z nurtem, a nie pod prąd.

Ja się nie upieram. Nie mam w głowie planu, który muszę zrealizować i koniec. Jest mi dobrze tak, jak jest.

Jak ksiądz trafił do aresztu?

Swego czasu kapelanem Aresztu Śledczego w Złotowie był proboszcz Stanisław Czarny, za którego chodziłem tam na zastępstwa. Samodzielnie posługę tam pełnię od 2000 roku.

Jak wyglądają księdza spotkania z osadzonymi?... [[pay]]

Aresztowani nie mogą się łączyć, więc przychodzą do mnie pojedynczo albo celami. Wynika to ze względów bezpieczeństwa. Podobnie jest z udziałem we mszy świętej – przychodzą na nią grupami, więc uczestniczą w niej średnio raz w miesiącu. Za to na spotkania ze mną mogą przychodzić co tydzień, gdy tam jestem.

Reklama

O czym ksiądz z nimi rozmawia?

Mnie interesuje tylko religia. Jeśli któryś chce coś powiedzieć o sobie, to powie. Ja co najwyżej zapytam o to, czy ma rodzinę. Nie nawiązujemy bliższych relacji. Nie ma tu mowy o koleżeństwie. Mi to jest niepotrzebne.

Tylko czy bez nawiązania relacji da się zdobyć zaufanie człowieka i zbliżyć go do Boga? Po to ksiądz tam idzie.

Zaufanie zaufaniem, ale trzeba liczyć się z tym, że dany więzień może mnie prosić choćby o nawiązanie kontaktu z rodziną czy kimś poza murami aresztu. A ja nie chcę być pośrednikiem. Nie znam bliżej okoliczności jego pobytu w areszcie i nie wiem też, jakie on ma relacje z rodziną. A ja zawsze w rozmowie z osadzonym stosuję zasadę ograniczonego zaufania. Nie widzę innego rozwiązania. Zwłaszcza, że zarówno ja, jak i osadzony, znamy regulamin aresztu i obaj go przestrzegamy.

Reklama

Niektórzy więźniowie są tam kilka lat, więc jest czas, żeby się poznać.

Jedni są trzy miesiące, inni dłużej. Areszt to jest czas zatrzymania i nie wiadomo, jak długo ktoś tu zostanie. Nie nawiązujemy bliższych relacji.

Kto z osadzonych przychodzi do księdza?

Tylko ten, który chce się spotkać z Bogiem. Ja odprawiam msze, nabożeństwa, spowiadam. W areszcie jest pomieszczenie z ołtarzem, krzyżem, ławeczkami, droga krzyżowa – spełnia ono tylko rolę kaplicy. 90% tych mężczyzn jest zagubionych moralnie, religijnie i życiowo. Widać to zwłaszcza u młodych ludzi, często zawładniętych myślą „,mieć”. A że o pracę jest trudno, to schodzą na drogę przestępstwa i uzależnień.

Reklama

Ten ostatni temat jest księdzu bliski. Od lat działa ksiądz w Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

Informacja, że zajmuję się tym problemem otwiera drogę do zwierzeń i wtedy osadzeni sami mówią o swoich problemach z alkoholem, narkotykami czy hazardem. Wielu z nich popadło w długi, bo myślało, że wygra z maszyną. A z maszyną nie wygrasz.

Co ksiądz im radzi?

Leczenie, ale nie w tej chwili.

To taka pomoc odroczona.

Ja nie mam takiej mocy, by w tej chwili wysłać kogoś do ośrodka leczenia uzależnień w Piecewie. Musi z tym poczekać do wyjścia na wolność.

Areszt to miejsce, w którym ma się dużo czasu na przemyślenie swojego postępowania. Osadzeni wykazują skruchę?

Powiem panu, że zaraz po trafieniu do aresztu przychodzą do mnie ludzie starsi. Młodzi natomiast w pierwszych dniach pobytu w zamknięciu nie czują potrzeby spotkania. Widać muszą pewne rzeczy przemyśleć. Gdy w końcu przychodzą są nieufni, ale ja im wyjaśniam, że nie jestem powiązany z administracją aresztu, a wszystko, co tu powiedzą, zostaje między nami. Tak jak w spowiedzi.

Reklama

Naprawdę się otwierają?

Niektórzy sugerują, że przychodzą do mnie, żeby wyjść z celi, ale ja tak tego nie odczuwam. Tak samo jak nie próbuję dociekać, czy to, co mi aresztant mówi, jest prawdą, czy kłamstwem. Niech on to rozstrzyga w swoim sumieniu.

Czym się różni, poza okolicznościami, kontakt księdza z wiernym w areszcie i na wolności?

Czasem. W areszcie mogę kogoś dłużej przytrzymać. Mam więcej czasu na uświadomienie mu, co w jego życiu jest niedobre. Z kolei tutaj, np. w przypadku spowiedzi, często odbywa się to hurtem.

W kontaktach z, jakby nie było, przestępcami odczuwa ksiądz strach?

Nie miałem niebezpiecznych zajść. Oni wiedzą, że każde niewłaściwe zachowanie jest na ich niekorzyść. Najwięcej kontrowersji budzi rozmowa o przykazaniach: nie cudzołóż i nie pożądaj żony bliźniego swego.

Reklama

Sprawdzają księdza.

Są ciekawi, jak ja stawiam sprawę. Mówią, że mają nieślubne dziecko i co ja na to. Pytają też o środki czystości. Odpowiadam, że nie jestem w tej dziedzinie kompetentny pod względem biologii. Przedstawiam im tu punkt widzenia Kościoła.

Czego nauczyła księdza posługa w areszcie?

Dzięki kontaktowi z więźniami wiem, jak można się w życiu zagubić. Czasem wykorzystuję tę wiedzę w kazaniach, ale bez wskazania, skąd ją mam. Bywając tam zastanawiam się tylko nad jednym: czy to dobre rozwiązanie, że na widzenia przychodzą tam np. 5-letnie dzieci.

Spotkał ksiądz za kratami ludzi, którzy właśnie tam odnaleźli Boga?

Gdy przychodzi do mnie człowiek, który nie był bierzmowany ani nie przyjął I komunii świętej, a chce się zbliżyć do Boga, to jest to coś wielkiego. Coś go ruszyło, a ja pomagam mu wzmocnić tę naturalną ludzką potrzebę odwołania się do wyższej instancji.

Reklama

 [[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Papua - niezalogowany 2015-12-04 14:56:54

    Ma coś wspólnego - misjonarz uwięziony na parafii w Złotowie...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    wini - niezalogowany 2015-12-03 23:53:54

    Znam księdza, ale z normalnej strony - nie od strony krat aresztu. Trochę filozof i poeta, ale ogólnie spoko ksiądz.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości