Tak naprawdę jestem tu siedemnasty rok (pierwszy był na przełomie 1979 i 1980 roku). Po powrocie do Złotowa w 1999 roku uczyłem religii w szkołach w Śmiardowie Złotowskim i Stawnicy. Teraz zajmuję się domem zakonnym, pracami wokół niego, w tym remontowymi i porządkowymi. Każdy ma swoje zadania. Poza tym zasiadam w Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i jestem kapelanem w Areszcie Śledczym w Złotowie. To właśnie jest mój świat.
W młodości tak. Dwa razy pisałem prośbę o wysłanie na misję: raz obojętnie gdzie, a za drugim razem do Kanady - tak mnie jakoś wabił ten liść klonu. Nie znam dobrze języka angielskiego, ale nie to przeważyło. Tak zdecydowali przełożeni. Zamiast na misję wysłali mnie do Ciechocinka.
Reklama
Miałem ten zapał i chęci, ale nic nie mówiłem. Poszedłem na spacer po Ciechocinku i pogodziłem się z tą myślą. A później miałem tyle pracy jako ekonom, że przestałem myśleć o misji.
Ja się nie upieram. Nie mam w głowie planu, który muszę zrealizować i koniec. Jest mi dobrze tak, jak jest.
Swego czasu kapelanem Aresztu Śledczego w Złotowie był proboszcz Stanisław Czarny, za którego chodziłem tam na zastępstwa. Samodzielnie posługę tam pełnię od 2000 roku.
Aresztowani nie mogą się łączyć, więc przychodzą do mnie pojedynczo albo celami. Wynika to ze względów bezpieczeństwa. Podobnie jest z udziałem we mszy świętej – przychodzą na nią grupami, więc uczestniczą w niej średnio raz w miesiącu. Za to na spotkania ze mną mogą przychodzić co tydzień, gdy tam jestem.
Reklama
Mnie interesuje tylko religia. Jeśli któryś chce coś powiedzieć o sobie, to powie. Ja co najwyżej zapytam o to, czy ma rodzinę. Nie nawiązujemy bliższych relacji. Nie ma tu mowy o koleżeństwie. Mi to jest niepotrzebne.
Zaufanie zaufaniem, ale trzeba liczyć się z tym, że dany więzień może mnie prosić choćby o nawiązanie kontaktu z rodziną czy kimś poza murami aresztu. A ja nie chcę być pośrednikiem. Nie znam bliżej okoliczności jego pobytu w areszcie i nie wiem też, jakie on ma relacje z rodziną. A ja zawsze w rozmowie z osadzonym stosuję zasadę ograniczonego zaufania. Nie widzę innego rozwiązania. Zwłaszcza, że zarówno ja, jak i osadzony, znamy regulamin aresztu i obaj go przestrzegamy.
Reklama
Jedni są trzy miesiące, inni dłużej. Areszt to jest czas zatrzymania i nie wiadomo, jak długo ktoś tu zostanie. Nie nawiązujemy bliższych relacji.
Tylko ten, który chce się spotkać z Bogiem. Ja odprawiam msze, nabożeństwa, spowiadam. W areszcie jest pomieszczenie z ołtarzem, krzyżem, ławeczkami, droga krzyżowa – spełnia ono tylko rolę kaplicy. 90% tych mężczyzn jest zagubionych moralnie, religijnie i życiowo. Widać to zwłaszcza u młodych ludzi, często zawładniętych myślą „,mieć”. A że o pracę jest trudno, to schodzą na drogę przestępstwa i uzależnień.
Reklama
Informacja, że zajmuję się tym problemem otwiera drogę do zwierzeń i wtedy osadzeni sami mówią o swoich problemach z alkoholem, narkotykami czy hazardem. Wielu z nich popadło w długi, bo myślało, że wygra z maszyną. A z maszyną nie wygrasz.
Leczenie, ale nie w tej chwili.
Ja nie mam takiej mocy, by w tej chwili wysłać kogoś do ośrodka leczenia uzależnień w Piecewie. Musi z tym poczekać do wyjścia na wolność.
Powiem panu, że zaraz po trafieniu do aresztu przychodzą do mnie ludzie starsi. Młodzi natomiast w pierwszych dniach pobytu w zamknięciu nie czują potrzeby spotkania. Widać muszą pewne rzeczy przemyśleć. Gdy w końcu przychodzą są nieufni, ale ja im wyjaśniam, że nie jestem powiązany z administracją aresztu, a wszystko, co tu powiedzą, zostaje między nami. Tak jak w spowiedzi.
Reklama
Niektórzy sugerują, że przychodzą do mnie, żeby wyjść z celi, ale ja tak tego nie odczuwam. Tak samo jak nie próbuję dociekać, czy to, co mi aresztant mówi, jest prawdą, czy kłamstwem. Niech on to rozstrzyga w swoim sumieniu.
Czasem. W areszcie mogę kogoś dłużej przytrzymać. Mam więcej czasu na uświadomienie mu, co w jego życiu jest niedobre. Z kolei tutaj, np. w przypadku spowiedzi, często odbywa się to hurtem.
Nie miałem niebezpiecznych zajść. Oni wiedzą, że każde niewłaściwe zachowanie jest na ich niekorzyść. Najwięcej kontrowersji budzi rozmowa o przykazaniach: nie cudzołóż i nie pożądaj żony bliźniego swego.
Reklama
Są ciekawi, jak ja stawiam sprawę. Mówią, że mają nieślubne dziecko i co ja na to. Pytają też o środki czystości. Odpowiadam, że nie jestem w tej dziedzinie kompetentny pod względem biologii. Przedstawiam im tu punkt widzenia Kościoła.
Dzięki kontaktowi z więźniami wiem, jak można się w życiu zagubić. Czasem wykorzystuję tę wiedzę w kazaniach, ale bez wskazania, skąd ją mam. Bywając tam zastanawiam się tylko nad jednym: czy to dobre rozwiązanie, że na widzenia przychodzą tam np. 5-letnie dzieci.
Gdy przychodzi do mnie człowiek, który nie był bierzmowany ani nie przyjął I komunii świętej, a chce się zbliżyć do Boga, to jest to coś wielkiego. Coś go ruszyło, a ja pomagam mu wzmocnić tę naturalną ludzką potrzebę odwołania się do wyższej instancji.
Reklama
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ma coś wspólnego - misjonarz uwięziony na parafii w Złotowie...
Znam księdza, ale z normalnej strony - nie od strony krat aresztu. Trochę filozof i poeta, ale ogólnie spoko ksiądz.
Ma coś wspólnego - misjonarz uwięziony na parafii w Złotowie...
Znam księdza, ale z normalnej strony - nie od strony krat aresztu. Trochę filozof i poeta, ale ogólnie spoko ksiądz.