Od dwóch miesięcy w Jastrowiu działa ośrodek wychowawczy dla dziewcząt. Okazuje się, że większość mieszkańców nawet tego faktu nie zauważyła. A były obawy, że wizerunkowo miasto na tym straci
Jak na razie – i oby tak było dalej – na dziewczyny z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Jastrowiu nikt nie narzeka. W ośrodku pracuje kilkanaście osób. Dlaczego część wychowawców została tu ściągnięta z MOS w Krajence? Na to i inne pytania odpowiada pełniąca obowiązki dyrektora ośrodka Violetta Michalska.
W Krajence jest Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii, w Jastrowiu - Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy. Czym się różnią?
Zgodnie z nową ustawą do Młodzieżowych Ośrodków Socjoterapii trafiają młodzi ludzie, którzy kierowani są tam przez rodziców, natomiast Młodzieżowe Ośrodki Wychowawcze przeznaczone są wyłącznie dla młodzieży, wobec której Sądy Rodzinne i Nieletnich zastosowały (w trybie ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich) środek wychowawczy w postaci umieszczenia w MOW.
Czyli MOW jest bliżej „poprawczaka”?
Niecałkiem. Obecnie do MOW kierowana jest młodzież, która przede wszystkim nie realizowała obowiązku szkolnego lub ma na koncie drobne czyny karalne. W Jastrowiu mamy większość dziewcząt, które trafiły tam dlatego, że nie chodziły do szkoły. Zdarzają się osoby, które trafiły za drobne kradzieże, zostały przyłapane pod wpływem alkoholu lub środków odurzających, brały udział w bójkach. Są to jednak drobne wykroczenia.
Z jakich terenów dziewczyny trafiły do Jastrowia?
Z całej Polski. Sądy nakazują umieszczenie danej osoby w MOW-ie, informacja taka trafia do Ośrodka Rozwoju Edukacji w Warszawie, który to zajmuje się kierowaniem nieletnich do placówek resocjalizacyjnych w całym kraju. Trochę to dziwne, bo ktoś np. z Krakowa ma daleko do domu, do rodziny.
I na tym to właśnie ma polegać, żeby dziewczyny były jak najdalej od swojego dawnego środowiska, aby się z nim nie kontaktowały. Oczywiście mam namyśli towarzystwo zdemoralizowane. Wychowanki mają jednak stały kontakt telefoniczny z rodziną. Rodzina może także przyjeżdżać w weekendy i odwiedzać dziewczyny na miejscu, zabierać je na kilka godzin na przepustki. Wychowanki na święta i dni wolne od nauki mogą wyjeżdżać na przepustki do domu, jednak zgodę na ich urlopowanie musi wyrazić sąd.
Rozumiem, że jest to placówka zamknięta, że w wakacje dziewczyny też tu przebywają.
MOW jest placówką nieseryjną, więc dziewczyny mogą tu przebywać przez cały rok, jednak piszemy wnioski do sądu o urlopowanie ich do domów rodzinnych lub placówek opiekuńczo–wychowawczych na okres wakacji, ferii zimowych, świąt i wszystkich pozostałych dni wolnych od nauki. Z natury sądy się do naszych próśb przychylają. Czy w MOW dziewczyny mają możliwość uczenia się?
Tak. Dziewczyny trafiają tu po to, aby skończyć gimnazjum. Na parterze budynku mamy sale lekcyjne. Przychodzą tu nauczyciele, którzy realizują podstawę programową jaka obowiązuje w każdym gimnazjum. Dzięki środkom finansowym otrzymanym od organu prowadzącego, jakim jest powiat złotowski, mamy wyremontowane klasy, pokoje mieszkalne, aneks kuchenny, łazienkę, świetlicę oraz salkę fitness.
Czy jak dziewczyna tu przyjeżdża to „czuje”, gdzie trafiła?
Myślę, że tak. Wychowanki najczęściej przywożone są przez konwoje policyjne, ponieważ same przyjechać tutaj nie chcą, jest to już dla nich sytuacja niekomfortowa. Następnie mamy takie procedury, że każdą nowo przybyłą wychowankę przyjmuje dyrektor, zapoznaje ją z regulaminem placówki oraz zasadami funkcjonowania w MOW. Dziewczyny wiedzą, że to, czy pojadą na święta czy wakacje do domu od momentu przybycia nie zależy już tylko od rodziców, ale przede wszystkim od sądu i opinii ośrodka. Na wyjazd wychowanki muszą zasłużyć. Jest to forma nagrody za zachowanie.
Czy po opuszczeniu MOW nie wychodzą z piętnem, że przebywały w takiej placówce?
Wychowanki otrzymują świadectwo ukończenia gimnazjum w Jastrowiu. Nigdzie nie jest napisane, że były w MOW-ie. Ale mają świadomość, że jeżeli stopień demoralizacji będzie się pogłębiał, to trafią do ośrodków o zaostrzonym rygorze. Pobyt w ośrodku jest dla wielu z nich szansą na skończenie szkoły.
Co dziewczyny robią po lekcjach?
Mają zorganizowane zajęcia popołudniowe. Mamy wspaniałą salę fitness, wychowanki biorą udział w zajęciach plastycznych, mamy maszyny do szycia, więc zajęć jest sporo. Wychodzą też z wychowawcami na spacery. Ostatnio były w hali w Jastrowiu, gdzie obserwowały bicie rekordu Guinnessa.
Przed otwarciem MOW-u w Jastrowiu była ostra dyskusja, czy taki ośrodek należy otworzyć. Były argumenty, że jest już Dom Dziecka, Specjalny Ośrodek Szkolno–Wychowawczy, że może tych placówek wystarczy. Czy po dwóch miesiącach działania docierają do Pani sygnały, że dzieje się coś złego?
Ja bym sobie życzyła, żebym dalej miała w ośrodku takie dziewczyny jak teraz. Nie mamy z nimi większych problemów. Wychowanki mają dyżury, same sprzątają. Staramy się im tak zorganizować czas, aby brakowało czasu na nudę. Pod tym kierunkiem zatrudniałam też kadrę wychowawców, by potrafili zorganizować dziewczynom czas wolny. Każdy wychowawca ma inne hobby, zainteresowania i pasje, którymi dzieli się z dziewczynami. Odnośnie kadry. Są zarzuty, że mieli być zatrudnieni ludzie z Jastrowia, a podobno większość z nich to pracownicy MOS z Krajenki.
To nieprawda, większość kadry jest z Jastrowia. Wszyscy pracownicy administracji, tzn. księgowa, pracownik biurowy, sekretarka oraz pracownicy obsługi również są z Jastrowia. Firma sprzątająca i firma cateringowa również jest z Jastrowia.
Chodzi głównie o nauczycieli i wychowawców.
W pierwszej kolejności zatrudniałam nauczycieli jest z Jastrowia. Natomiast jeśli chodzi o wychowawców, to faktycznie musiałam posiłkować się osobami z zewnątrz. W Jastrowiu nie było osób z odpowiednimi kwalifikacjami. Tworząc ośrodek od podstaw musiałam, przynajmniej na początku, mieć osoby, które już w podobnych placówkach pracowały. Trzeba było opracować wszystkie regulaminy, tak więc papierkowej roboty było mnóstwo. Jeśli bym zatrudniła kogoś, kto się na tym nie zna, nigdy byśmy z tym ośrodkiem nie ruszyli. Jest też kilku młodych wychowawców, którzy się uczą tej pracy od bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów. Czy jest różnica między ośrodkiem dla chłopców w Krajence a tym dla dziewcząt Jastrowiu?
Jest różnica, z chłopcami pracuje się łatwiej. Dziewczyny natomiast są inne, drążą wszystko, manipulują uczuciami, nie tak łatwo wybaczają, płaczą, mają wahania nastrojów. Skracacie dystans pomiędzy wychowawcami, nauczycielami a wychowankami? Nie możemy do czegoś takiego dopuścić, ponieważ później żaden środek wychowawczy nie zadziała. Wychowanki muszą wiedzieć, że są pewne zasady i muszą ich przestrzegać, jednak my nie tylko wymagamy, ale też dajemy coś w zamian.
Czy opinia mieszkańców Krajenki na temat ośrodka zmieniła się po czterech latach jego działalności?
Mieszkańcy Krajenki z początku mieli obawy, ponieważ nie wiedzieli, co to za placówka. Teraz widać, że te obawy były nieuzasadnione. Dziś w Ośrodku w Krajence jest sporo chłopaków z terenu powiatu złotowskiego. Organizujemy w MOS-ie spektakle, jasełka, na które zapraszamy wszystkich chętnych. Wychowankowie chętnie biorą udział w tego typu przedsięwzięciach. Biorą także udział w konkursach organizowanych przez Powiatowe Ognisko Pracy Pozaszkolnej czy Krajeński Ośrodek Kultury, gdzie zajmują czołowe miejsca. Podobnie chcę zrobić w Jastrowiu. Mieszkańcy nie wiedzą, co to są za dziewczyny i naszym zadaniem jest pokazać, że nikomu one nie zagrażają. Trafiały się już ucieczki?
Dwie dziewczyny uciekły, ale po dwóch dniach same wróciły. Czyli nie jest tu tak źle. Mogą korzystać z interentu?
Mogą korzystać, ale w ograniczonym zakresie, ponieważ zachodzi obawa, że za pomocą naszej klasy czy facebooka będą się kontaktowały ze swoim dawnym środowiskiem.
Rozmawiał Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze